niedziela, 17 października 2021

Zamki Toskanii - recenzja gry (Tydzień z Rebelem 4/5)

Każdy, kto obraca się choć trochę w planszówkowych klimatach, słyszał chyba o Feldzie, a przynajmniej o niektórych jego grach. Większość recenzji najnowszych Zamków Toskanii porównuje ten tytuł do innego "zamkowego" tworu tego autora, a mianowicie Zamków Burgundii. Co powiecie na recenzję od kogoś, kogo Feld jakimś cudem ominął...? Bez dywagacji, czy zamki włoskie są ciekawsze od francuskich? Serio, serio - nigdy nie siadłam do tych słynących z brzydoty i podobno cudownie grywalnych ZB! Nadrobię to z pewnością, ale na razie wybierzmy się jednak do Toskanii...

 

Jak to działa?

Tematem gry jest rozbudowywanie naszych włości - wcielamy się w rolę wpływowych włoskich książąt z okresu renesansu i dążymy do celu budując, handlując, dbając o uprawę rol czy wydobycie marmuru. Tak przynajmniej sugeruje nam Rebel, ale przeczytanie tego opisu po paru rozgrywkach bawi do łez... i te łzy to będą krople, które spadną na bardzo suchy grunt, rozumiecie. Bo klimatu to tu nie ma ;) 



Jest za to bardzo solidna mechanika: zaczynając od 3 kafli posiadłości (= 10 pól), na które będziemy wykładać żetony włości i zamek startowy. W swojej turze mamy 3 możliwe do wykonania akcje: 

- wzięcie żetonu ze wspólnej puli do magazynu (uzupełniamy pulę żetonem z naszych zasobów, w ten sposób determinując upływ epok); 

- wybudowanie żetonu z magazynu (po opłaceniu kosztu kartami; wybudowanie daje nam też akcję przypisaną do danego rodzaju żetonu); 

- dobranie 3 kart. 


Gra toczy się przez trzy "epoki", po których następuje punktowanie; punktowanie występuje też na koniec gry (którego triggerem jest wyczerpanie wszystkich żetonów u jednego gracza).

 

Wrażenia

Raczej nie ma co poszukiwać tu ogromnej interakcji. Mamy tu draft żetonów ze wspólnej puli, jednak, jak to bywa w podobnych mechanikach, zwykle realizacja własnej strategii jest na tyle czasochłonna, że ciężko pozwolić sobie na marnowanie ruchów, żeby komuś zaszkodzić, zamiast by pomóc samemu sobie. 


Bardziej niż inni gracze może dokopać nam losowość. Co prawda autor przewidział parę rozwiązań, które mają gwarantować różnorodność kafelków w puli, ale jak to przy kafelkowych grach bywa, czasem po prostu uparcie nie pojawiają się te rodzaje, które są nam potrzebne dla naszej strategii, przez co musimy ją zmieniać (albo po prostu wybierać mniejsze zło). Tu już kwestia szczęścia, ale bywa to frustrujące, gdy ta sama losowość podkłada komuś idealne kafelki pod rękę, podczas gdy nam idzie jak po grudzie. Zwłaszcza że nie tylko kafle są tu losowe - losowo dochodzą nam też karty na rękę.

Skalowanie za to wygląda naprawdę dobrze. Głównie dlatego, że, jakby nie patrzeć, mamy tu do czynienia z grą dość "pasjansowatą", czyli każdy sobie rzepkę skrobie. Jedyne co naprawdę zmienia odczucia z gry to tempo wymiany żetonów w puli głównej - na 2 osoby sytuacja na stole zmienia się dużo wolniej, co z jednej strony może irytować (gdy "nic wam nie pasuje"), a z drugiej - pozwala mieć nadzieję, że coś fajnego, co właśnie się pojawiło, doczeka do Waszej kolejki. 




Podsumowując...

Wiecie, że nie jestem fanką wielkiej losowości w grze - a w Zamkach Toskanii jest jej zdecydowanie więcej, niż przeważnie lubię, a jednak... jakoś to nie przeszkadza. Dlaczego? Z dwóch powodów, a raczej idealnego balansu między nimi. Chodzi mianowicie o długość rozgrywki (nawet w granicach 30 minut!) i satysfakcję, jaka z niej płynie.

Mamy tu typową dla "gier z budowaniem" frajdę z tego, co tworzymy, i widzimy przez cały czas, jak "nasze włości" rosną u nas przed oczami. To ten sam efekt, który odpowiada za popularność wszelkich Catanów czy Wsiąść do pociągu - widzimy postęp i cieszy on nas. Dodatkowo w Zamkach satysfakcję przynosi też każda sytuacja, gdy nasza strategia "zatrybi" (a dróg do punktów jest tu więcej niż jedna, więc można sobie testować).

Nawet jeśli los robi do nas brzydkie miny przez całą partię, to te pół godziny wydaje się rozsądnym czasem na takie balansowanie na krawędzi ryzyka. Zwłaszcza że nie ma tu miejsca na paraliże decyzyjne - gra jest sprawna, tury idą szybko, bo  i też brak większej presji. 

Ot - gra raczej w stronę lekkiej niż choćby średnio ciężkiej, a jednak bardzo przyjemna. Nie powiem Wam, jak wypada w porównaniu z Zamkami Burgundii - ale jako całkowicie odrębny tytuł jak najbardziej sprawdzi się i do rodzinnego grania (choć może nie na pierwszą grę, ale jako taki tytuł "drugiego kroku") i dla bardziej wprawionych graczy, kiedy nie ma sił lub czasu na "dużą" rozgrywkę. Jedyna moja wątpliwość dotyczy ceny - sugerowane 199zł to jakoś "dużo" za to, co znajdujemy w pudełku, ale wiadomo, że realna cena, zwłaszcza przy okazji promocji, będzie znacznie niższa. A wtedy już - polecam z czystym sumieniem!

 




Tytuł
: Zamki Toskanii 

Autor: Stefan Feld 

Ilustracje: Antje Stephan, Claus Stephan 

Wydawnictwo: Rebel 

Liczba graczy: 2-4 

Czas gry: 30-60 minut

 


A może komuś macki...? ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz