środa, 13 października 2021

Zaginiony ląd - recenzja gry (Tydzień z Rebelem 3/9)


Pamiętacie, jak w recenzji Zaginionej wyspy Arnak pisałam o moim polowaniu na idealną grę o odkryciach? Cóż, Arnak nadal jest na podium, ale to nie znaczy, że moje poszukiwania się zakończyły. I dzięki temu możecie sprawdzić, jak sprawdził się u nas kolejny "odkrywczy" tytuł: Zaginiony Ląd od wydawnictwa Rebel.

Co w pudełku?

Przede wszystkim już samo pudełko jest częścią gry i to nie byle jaką. Otwierane na magnes wieko rozkłada się, tworząc niezwykle klimatyczną planszę, a w samym pudełku znajdują się tory, po których będziemy przesuwać nasze znaczniki. Jest to nie tylko atrakcyjne wizualnie rozwiązanie - to nie tylko bajer, a prawdziwy, przemyślany element gry. Świetna sprawa!



Rozgrywka

W poszukiwaniu Zaginionego Lądu wysyłamy członków naszej wyprawy w różne miejsca widoczne na mapie, by wypełnić misje (o których realizację ścigają się na torach postępu kierownicy ekspedycji). Każda kolejna misja daje nam specjalne żetony z lupką, a gra toczy się tak długo, aż ktoś zdobędzie 4 takie żetony. Alternatywnie - jeśli na obu torach wyczerpią się żetony, rozgrywka również może dobiegnąć końca. Sprawdzamy wtedy pozycję wolniejszego z kierowników ekspedycji każdego z graczy.


Smaczkiem jest fakt, że na odwrocie lupek znajdują się liczby - ich suma wskazuje kod QR na końcu instrukcji, który musimy zeskanować, by dowiedzieć się, gdzie właściwie znajdował się tytułowy Zaginiony Ląd.

Wrażenia 

Powyższy opis brzmi prosto i zasadniczo owszem, zasady Zaginionego Lądu nie są skomplikowane. W praktyce jednak gra wymaga sporo logicznego myślenia i umiejętności planowania z uwzględnieniem drobnych zasad, które na początku mogą nie być w pełni intuicyjne. Jest też sporo elementów, na które musimy zwracać uwagę - liczba dostępnych symboli, kolory żetonów, działania przeciwników. Gra daje wrażenie "krótkiej kołderki" - ciężko jest zrealizować wszystko, co chcielibyśmy sobie zaplanować - szczególnie na wcześniejszych etapach gry, gdy mamy do dyspozycji jedynie trzech członków wyprawy. W miarę upływu czasu gry wszystko staje się nieco bardziej dynamiczne, co daje satysfakcję z umiejętnie rozkręcanego "silniczka", ale nadal jest tu sporo przestrzeni do optymalizowania i kombinowania.


Choć brak tu raczej negatywnej interakcji, nie jest to pasjans - rywalizacja jest bardzo zażarta i naprawdę odczuwa się presję. Ta presja zresztą nie pozwala na celowe psucie planów innym poszukiwaczom - zwyczajnie nie starczyłoby nam wtedy czasu i zasobów na realizację własnych strategii.

Pewne wątpliwości pojawiają się jednak od strony "technicznej". Imponująca plansza szybko traci na uroku, gdy okazuje się, że jeśli siedzisz od strony mapy, to kiepsko widzisz żetony, a jeśli siedzisz po drugiej stronie pudełka, to nie masz dobrego widoku na samą mapę. Oczywiście jest to problem w większym gronie, bo na dwie osoby każdy może zająć miejsce przy dłuższym boku i problem nie istnieje. 



Podsumowując...

Zajrzałam ostatnio na BGG i bardzo zdziwiła mnie niska (5.7 na dzień dzisiejszy) ocena tego tytułu. Z drugiej strony, wiem, czego ona jest efektem - jest to tytuł, któremu ciężko dobrać grupę docelową. Dla zaprawionych w bojach graczy będzie "za krótko" i "za lekko", a do grania rodzinnego będzie zdecydowanie "zbyt optymalizacyjnie". Czy zatem tytuł ten się u Was sprawdzi? Trudno powiedzieć - to jeden z tych przypadków, przy których gorąco zachęcam do wypróbowania przed zakupem lub do statrannego obejrzenia gameplayów. Ja chętnie wrócę do rozgrywki... choć klimatu odkrywców jest tu tyle, ile klimatu  jest w handlu kamieniami szlachetnymi w Splendorze ;)

 


Tytuł
: Zaginiony Ląd 

Autor: Cédrick Chaboussit 

Ilustracje: Christine Deschamps

Wydawnictwo: Rebel

Liczba graczy: 2-4

Czas gry: 30-40 minut

 


A kość na dziś...? ;)



2 komentarze:

  1. Już myślałem, że dziś nie będzie kości :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzja wpadła dość późno, bo nie było prądu ;) ale reszta zaschedulowana już na publikacje, więc nie będzie przygód!

      Usuń