sobota, 22 maja 2021

Łąka


Łąka
to bodaj najpiekniejsza gra planszowa polskiego autora i jedna z najpiękniejszych jakie widzialam w ogóle, koniec, kropka. Gra, która kupuje człowieka od pierwszego dostrzeżonego w internecie zdjęcia i zmusza go do rozszerzenia kolekcji o kolejny tytul, nawet jeśli na półkach nie ma już miejsca. I to w ciemno. Choć w przypadku Łąki akurat bardzo ciemno nie było - światełko nadziei rzucał fakt, że autorem jest Klemens Kalicki, czyli tworca znanego nie tylko w Polsce Domku - gry, w której urządzamy tytułowy domek. I choć Domku w kolekcji nie posiadam (edit: już posiadam, dzięki rebelowej promocji na dzień dziecka ;)), to mialam okazje troxhe w niego pograć. Wiedziałam więc, ze jest to solidny mechanicznie tytuł i o wartość Łąki totalnie się nie obawiałam.

Co w pudełku?

Duzo dobra! Przede wszystkim przecudne karty z ilustracjami Karoliny Kijak. 184 unikalne karty! Osobiście spodziewałam się, że będą nieco większe (można byłoby się bardziej naciezzyc grafikami), ale rozczarowanie zniknelo wraz z pierwsza partia - w miarę rozwoju talii graczy i wykladania kolejnych kart gra zajmuje na stole tyle miejsca, ze wiekszy format nie byłby uzasadniony.  


W pudełku mamy też ładnych parę garści żetonów, 3 plansze (główna i dwie plansze ognisk), podajniki na karty i 5 tajemniczych kopert z dodatkowymi kartami, które w róznych momentach można włączyć do rozgrywki. Takich kart będzie jeszcze więcej, już teraz planowane są minidodatki które można zdobyć w różnych sytuacjach. Last but not least, mamy piękną wypraskę, która pozwala sensownie rozlokować komponenty i, co ważne, mieści karty w koszulkach. Uff!


Jak to działa?

Przy niektórych tytułach, jak wiecie, odpuszczam sobie streszczanie zasad. Zainteresowanych szczegolowa mechanika Łąki zachęcam do obejrzenia filmiku poniżej:


W grze wcielamy się w role Obserwatorów przyrody. W praktyce nasze obserwacje będziemy dokumentować, zbierając i wykładając przed sobą karty (uwaga, zajmuje to sporo miejsca). Kart tych mamy kilka rodzajów: są karty podłoża, karty obserwacji (zwierzęta, rośliny, grzyby), krajobrazów i znalezisk. Zagranie wybranej karty nie jest oczywiście darmowe - musimy  spełnić jej wymagania, zgodnie z przedstawionymi ikonami. Karty podłoża oraz obserwacji wykładamy na obszarze Łąki, a krajobrazy i znaleziska - na obszarze Okolicy. 

Wrażenia 

Choć na pierwszy rzut oka moze się wydawać, że zasady maja sporo niuansów i wcale nie sa takie proste,  to jednak wystarczy jedna partia, by swobodnie poruszać się po grze. Zasady są proste, ale nie jest to w moim odczuciu stricte familijny tytuł... ani też gra dla "geeka". Bardziej coś pomiędzy, wiec fajnie sprawdzi się jako gra "drugiego kroku" albo tytuł, który pogodzi nad stołem fanów lekkich rodzinnych gier i bardziej zaawansowanych rozgrywek.



Uwaga, to "pasjans"! Interakcji między graczami właściwie nie ma. Jest to częstą cechą gier z budowaniem talii - wyzwaniem jest raczej szukanie optymalnych rozwiązań i nowych strategii strategii oraz wykorzystywanie do maksimum tego, co mamy na ręce, nie bezpośrednia rywalizacja.

O dziwo, choć na ogół nie jestem fanką takich pasjansowatych tytułów, tutaj muszę przyznać, że Łąka jest grą bardzo satysfakcjonujaca. Ot, przyjemnie jest patrzeć, jak rozwija nam się nasz planszowy "dziennik obserwacji", a wpadajace punkty dają prawdziwa satysfakcję.


Niestety, nie do końca czuję tutaj faktyczny rozwój silnika. Niektore gry z --buildingową mechaniką juz po kilku turach pozwalają poczuć, że oto właśnie coś zaskoczyło i niczym kula śnieżna nasz silniczek toczy się coraz silniejszy, większy i większy. Tutaj tego nie ma, raczej spokojnie i równomiernie budujemy sobie to, co mamy.

Jak można spodziewać się po grze z taka obszerna talia, jest tu spora losowość, ktora jednak sprawia, że każda rozgrywka może wyglądać inaczej ze względu na karty, które wchodzą do gry. Wymaga to stosowania różnych strategii, nie da się zasiadać do stołu z jednym i tym samym planem na grę w każdej partii. Niestety, ta losowość sprawia czasem, ze nie bardzo mamy co zrobic w swojej turze (a zrobic cos musimy), bo dostępne karty nie oferują akurat nic ciekawego. Czasem musimy zrobix po prostu "cos", żeby pchnąć rozgrywke do przodu, co bywa nieco frustrujące.


Łąka teoretycznie działa od 1 do 4 graczy. Dużo nam się pojawiło wariantów solo w czasach pandemii :) W przypadku Łąki, grając samemu, rywalizujemy z Wlóczykijem. Jest to fajna opcja na przetestowanie nowych strategii i rozwiązań, i choć oferuje nieco mniejsze emocje, to jednak fajnie, że twórcy uwzględnili zapotrzebowanie na takie samotne partyjki. 


Podsumowując...

Łąka to na szczęście nie pusta wydmuszka z pięknie pomalowana skorupka, ale bardzo dobrze przemyślany tytuł. Nie sądzę, żeby na długo przykuł uwagę wielbicieli wielkich, ciężkich mózgożernych tytułów, ale dla każdego innego gracza może sprawdzić się świetnie  - jeśli więc, podobnie jak my, czujecie się dobrze w planszowkowej wadze średniej, to zdecydowanie polecam.







Tytuł
: Łąka
Autor: Klemens Kalicki
Ilustracje: Karolina Kijak
Wydawnictwo: Rebel
Czas gry: 60-90 minut
Liczba graczy: 1-4

 

 


3 komentarze:

  1. Czyli pod granie z dzieckiem, dla którego ten Domek to szczyt możliwości na razie, to nie bardzo? Gramy w Domek i widziałam że ten sam autor i wpadło "na listę", ale nie miałam czasu poczytać i teraz zwątpiłam... 6 latek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że za wcześnie. Ale patrzyłaś może na Teby lub Takenoko? To co prawda nie nowości, ale podobny kaliber do Domku i też śliczne.

      Usuń
  2. Czytalem ze czas pudelkowy zanizony i się dluzy? Jak ze znajomością kart? Jak się zna to masz przewagę w grze?

    OdpowiedzUsuń