sobota, 17 kwietnia 2021

Niewidzialne zycie Addie LaRue - V.E. Schwab

Okay, dziś recenzja mocno na gorąco - Niewidzialne życie Addie LaRue skończyłam koło północy. Nie jest to bez znaczenia, bo ostatnio moja ząbkująca córka daje mi popalić i mam inne priorytety na późny wieczór - na przykład sen, rozumiecie - ale tej pozycji po prostu w pewnym momencie nie dało się odłożyć. No nie dało!

XVII wiek, Francja,  małe miasteczko, może nawet wioska. Młoda dziewczyna marzy o świecie i wolności... ale ma zostać wydana za mąż wbrew swojej woli. W akcie desperacji prosi o pomoc dawnych bogów, ale ci nie odpowiadają. Poza jednym - tym, który odpowiada po zmroku. Addie wie, że takiego boga nie należy o nic prosić, ale w dniu planowanego wesela gotowa jest na wiele. Na przykład na przehandlowanie własnej duszy za upragnioną wolność i za czas. Co się może wydarzyć, jeśli bóg - albo cień - da jej to, o co prosi, ale jednocześnie pozbawi ją tożsamości i sprawi, że nikt nie będzie mógł jej zapamiętać...? I w drugą stronę - co się stanie, popełni błąd i zgodzi się, by ten czas dobiegł końca dopiero, gdy Addie będzie miała dość swojej egzystencji... a trafi na naprawdę upartą dziewczynę?

Mamy tu taki faustowski motyw, który bardzo łatwo schrzanić. Ba, w tej powieści było strasznie dużo elementów, które można było z łatwością zepsuć, tak jak zepsuło je wielu autorów przed Schwab,  ale tej ostatniej... się udało. Zacznijmy wiec od tego, co w tej książce działa jak należy.

Przede wszystkim mamy 323-letnią bohaterkę, ktora nie zachowuje się jak napalona piętnastolatka bez mózgu, czyli tak, jak większość nieśmiertelnych przedwiecznych w młodzieżówkach. Addie co prawda nie cierpi na "syndrom wywiadu z wampirem" i całkiem sprawnie adaptuje się do rzeczywistości, ale jakoś bez problemu można uwierzyć, że tuła się po świecie od ładnych paru stuleci.

Można też uwierzyć w emocje bohaterów - samej Addie, Henry'ego, który z jakiegoś powodu potrafi ją zapamiętać, oraz tajemniczego cienia, któremu Addie nadaje imię Luc. Nie obawiajcie się tendencyjnego trójkąta, choć pasji jest tu dużo na wszystkich frontach. Znowu, mimo skrótowej formy, w jakiej Addie przedstawia swoje dzieje Henry'emu, jakoś wszystko to ma ręce i nogi. Wow. 

Dodajmy do tego narracje. Możecie kojarzyć z wcześniejszych moich tekstów, ze nie przepadam za narracja w czasie teraźniejszym, bo uważam, że po polsku ona zwyczajnie nie działa. W angielskim jest zdecydowanie bardziej naturalna, ale jakoś ciężko to naturalnie przenieść na nasz grunt. Niewidzialne życie Addie LaRue to pierwsza książka, jaką czytałam, w której nawet w języku polskim nie przeszkadza mi taki sposób opowiadania, a to dlatego, że trudno o naturalniejszy sposób opowiedzenia historii kobiety, która nie ma korzeni, nie ma przeszłości, a w pewnym sensie nawet przyszłości - bo Addie ma tylko daną chwilę i relacje, które trwają dopóty, dopóki nie zniknie z oczu innym ludziom.  

No i wreszcie zakończenie. Jakieś sto stron przez końcem stwierdziłam, że przecież nie da się tego sensownie zamknąć. A jednak się dało. Bez patetyzmu, bez łez, choć z dużą dawką emocji, a nawet trochę z pazurem i pięknym, otwartym zakończeniem. Jeszcze jedno wow.

Lubię powieści Schwab, a Niewidzialne życie Addie LaRue jest bezsprzecznie najlepszą z dotychczasowych. Uwaga, mimo wydawnictwa sugerującego cos innego i dotychczasowych dokonań autorki, nie nazwałabym tej książki młodzieżówką,  przynajmniej nie całkiem. To bardzo, bardzo nastrojowa, klimatyczna powieść obyczajowo-fantastyczna. Mogę tylko polecić

 


Tytuł
: Niewidzialne życie Addie LaRue

Autor: Victoria Schwab
Tłumaczenie: Maciej Studencki
Wydawnictwo: We need ya
Liczba stron: 608




Niewidzialne życie Addie LaRue z TaniaKsiazka.pl

Tania Książka

Sprawdźcie też inne nowości na stronie księgarni :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza