poniedziałek, 1 lutego 2021

Splendor Marvel - czyli Splendor po raz drugi

 Czasem mam tak, że sprzedaję jakąś grę, a potem nie mogę przestać o niej myśleć. Znacie to? Tak miałam ze Splendorem od wydawnictwa Rebel. I pewnie kupiłabym go po raz drugi do kolekcji, gdyby wydawca nie zapowiedział nowej wersji z bohaterami Marvela. Dobry Marvel nie jest zły, jak wiadomo, więc poczekałam cierpliwie na premierę nowej wersji. Zobaczmy, czy było warto...

Co w pudełku?

W pudle znajdziemy 44 ciężkie, "pokerowe" żetony - są to znaczniki Kamieni Nieskończoności w kolorach żółtym, fioletowym, niebieskim, czerwonym, pomarańczowym, zielonym i szarym (odpowiednio znaczniki umysłu, mocy, przestrzeni, rzeczywistości, duszy, czasu i T.A.R.C.Z.Y. - ok, napisałam to. Teraz możecie o zapomnieć o tych nazwach, bo totalnie nie mają one znaczenia w rozgrywce i i tak sięgniecie po "ten czerwony"). 

Do tego dochodzi 90 kart postaci z 3 poziomów i 6 płytek, w tym 4 płytki miejsc (odpowiedniki kafli szlachty; są dwustronne, więc tak naprawdę mamy 8 opcji), 1 płytka rękawicy nieskończoności (przedstawiająca warunki zwycięstwa) i 1 płytka Avengers (o niej więcej w części recenzji traktującej o zmianach).


Wypraska jest piękna i teoretycznie funkcjonalna, ale sprawdza się tylko w pozycji leżącej - trzymam gry na pionowo i niestety, ale żetony zawsze się wymieszają. Na plus - spokojnie mieszczą się karty w koszulkach.


Jak to działa?

Dokładnie tak, jak "stary" Splendor. A jeśli nie wiecie, jak działał stary Splendor, to już wyjaśniam: jest to gra oparta na mechanice engine building, czyli budowania silniczka. Tutaj występuje ona praktycznie w czystej formie, bez większych twistów i udziwnień. W praktyce oznacza to, że zbieramy jakiś zasób (żetony), żeby wymienić go na inny zasób (karty), dzięki którym pozyskamy jeszcze więcej zasobów (kolejnych kart). Żetony zwracamy do puli, kiedy je wykorzystujemy, ale karty zostają w naszym "portfolio", więc powoli nasz silniczek nabiera mocy. W miarę postępu rozgrywki coraz łatwiej jest nam zatem pozyskać droższe zasoby, które niosą już konkretną, wymierną wartość punktową.

Punktujemy też za podbijanie lokacji (odpowiednik kafli szlachty ze standardowej wersji) - kiedy zgromadzimy określoną liczbę kart we wskazanych na lokacjach kolorach, zabieramy płytkę lokacji. Nie jest to dodatkowa akcja - ot, jeśli spełniamy warunki w swojej turze, to pobieramy odpowiednią płytkę.


Gra kończy się, gdy któryś z graczy spełni warunek zwycięstwa - w przypadku Splendor: Marvel oznacza to, że musimy mieć min. 16 punktów, jeden zielony żeton czasu oraz po jednej karcie z każdego koloru.


Zmiany? Jakie zmiany?

Zmiana tematu, która jest czysto kosmetyczna - nie ukrywajmy, jakikolwiek temat dodany do Splendoru będzie przyklejony na siłę do mechaniki - sprawiła, że karty są nieco mniej czytelne. Pojawiły się na nich dodatkowe elementy, no i komiksowa kreska jest jednak dużo bardziej "agresywna" niż portreciki i sielskie obrazki na kartach pierwotnego wydania. 

Dodatkowe elementy na kartach dotyczą dwóch nowych rozwiązań mechanicznych:

- znaczniki czasu (zielone żetony) i warunek końca gry - oprócz określonej liczby punktów (16), musimy mieć też przynajmniej po jednej karcie z każdego koloru oraz wspomniany zielony znacznik czasu. Kiedy zwerbujemy pierwszą postać z symbolem zielonego kamienia (czyli z poziomu 3), dostajemy jeden zielony żeton. Posiadanie tego żetonu jest warunkiem zwycięstwa i stanowi zabezpieczenie przed ciułaniem niskich kart: każdy musi sięgnąć przynajmniej po jednego bohatera z najwyższego poziomu. Małe utrudnienie, które jednak nie komplikuje zasad ani nie wywraca gry do góry nogami.

- płytka Avengers - Na niektórych kartach znajdują się 1 albo 2 symbole Avengers. Pierwszy gracz, który zbierze co najmniej 3 takie symbole, bierze płytkę Avengers, która zapewnia 3 punkty. Uwaga - jeśli w pewnym momencie inny gracz będzie miał więcej takich symboli, to zabiera płytkę obecnemu właścicielowi. A 3 punkty piechotą nie chodzą! Tadaam, jeśli komuś brakowało bezpośredniej negatywnej interakcji w Splendorze, to witamy na pokładzie Splendor: Marvel!


Skalowanie i interakcja

Im nas więcej, tym częściej płytka Avengersów będzie wędrować z rąk do rąk (zakładając oczywiście, że wszyscy gracze myślą, co robią ;)). Osobiście jestem zachwycona faktem, że wprowadzono ten niewielki element złośliwości (który można zresztą  spokojnie pominąć, jeśli ktoś gra z dziećmi albo chce sobie spokojnie kalkulować bez obawy, że ktoś ukradnie mu zwycięstwo) - to jest zdecydowany plus tej wersji. 

Jeśli zaś chodzi o skalowanie jako takie, to Splendor jest dla mnie tytułem, w który zagram z przyjemnością i w 2 i w 5 osób (tak, tak - wiemy, że jest to gra "do 4 osób", ale spokojnie uciągnie też dodatkowego gracza, jeśli nie macie co z nim zrobić ;)). Większa liczba graczy przekłada się na nieco większy chaos (bo karty szybko znikają z rynku), ale w większym gronie jest też nieco mniej matematycznie, a gra łatwiej wybacza błędy, zwłaszcza te początkowe.


Wrażenia

Lubię Marvela, ale nie jestem jakąś ogromną fanką tego uniwersum. Pewnie właśnie z tego powodu po początkowym zachwycie (o! Marvel!) okazało się, że przez wszystkie rozgrywki zauważyliśmy całych trzech bohaterów: Hulka (bo mąż przez niego wygrał), Rocketa (bo Rocket jest fajny, wiadomo) oraz Spider-Mana 2099 (bo myślałam, że karta jest źle położona i co chwilę odwracałam ją Dawidowi do góry nogami). Zasadniczo możecie wybrać tę wersję, która bardziej Wam odpowiada, bo... tak naprawdę strona wizualna nie ma żadnego znaczenia (chyba że gracie z rodzicami/dziadkami - wtedy duża przejrzystość kart z klasycznej wersji może być zaletą).

Nie powinno to być zaskakujące - nie ukrywajmy, jak już wspomniałam, do tej mechaniki da się przykleić dowolny temat. I każdy będzie równie "przyklejony". Nie wierzcie w zapewnienia, że będziecie tu przewodzić grupom bohaterów, którzy próbują powstrzymać Thanosa przed odnalezieniem Kamieni Nieskończoności. Nie. Będziecie ciułać żetony i karty, ale będzie to satysfakcjonujące ciułanie.

Satysfakcjonujące tym bardziej, że wprowadzone zmiany mechaniczne są jak najbardziej na plus. Zarówno wprowadzająca odrobinę negatywnej interakcji płytka Avengers, jak i doprecyzowanie (utrudnienie) warunków zwycięstwa wypada na korzyść tej wersji, a od graczy wymaga jeszcze staranniejszego planowania. Będzie mi tego brakowało, gdy usiądę do "standardowego" Splendoru. 




 

Tytuł: Splendor Marvel 

Autor: Marc André 

Wydawnictwo: Rebel 

Liczba graczy: 2-4 

Czas gry: 30 minut

 


2 komentarze:

  1. Podobają mi się te zmiany względem podstawowej (oryginalnej) wersji. Karta Avengersów sprawia, że z takiego przyjemnego pasjansika robi się gra, w której trzeba obserwować przeciwników. Ale powiedzmy sobie szczerze, w tę grę gra się głównie dlatego, że żetony są przyjemnie ciężkie i fajnie stukają o siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. "Splendor" mam na oku już od jakiegoś czasu, ale chyba najpierw sięgnę po tą podstawową wersję.

    OdpowiedzUsuń