wtorek, 27 października 2020

Niech stanie się światłość - Ken Follett

Zacznijmy od wyznania: mam słabość do Folletta, w szczególności w jego "średniowiecznych" odsłonach.  Uwielbiam Filary Ziemi, bardzo lubię serial (skądinąd naprawdę przyzwoity) na podstawie tej wielkiej cegły, lubię nawet kontynuacje... ba, lubię i grę planszową " Filary Ziemi"! Sęk w tym, że równie dobrze mogłabym powiedzieć tak: Ken Follett jest moim ulubionym grafomanem. Ta jego pisanina to takie moje "guilty pleasure", jestem świadoma słabych punktów, wtórnych postaci, anachronizmów, lecenia fabularnym schematem. Nic to, lubię i już!

No, to skoro już mamy to ustalone, to możemy teraz przyjrzeć się Niech stanie się światłość - czyli prequelowi tych "moich" Filarów Ziemi, który nie tak dawno ukazał się nakładem wydawnictwa Albatros.

Cofamy się na przełom wieków X i XI, do Anglii nękanej atakami Wikingów (i Walijczyków do kompletu), dzięki którym mamy iśćie Hitchcockowskie otwarcie (wiecie, najpierw trzęsienie ziemi, potem napięcie będzie rosło). Od pierwszych stron widać, że, jak to u Folletta, jego bohaterom nie będzie łatwo. Mamy zdolnego syna szkutnika, który w kilka chwil traci wszelkie perspektywy, w których pokładał nadzieje. Mamy mnicha, który chciałby, żeby "ciemne wieki" były jednak trochę jaśniejsze i dąży do powstania centrum nauki w swoim opactwie. Mamy rudowłosą piękność, która rusza do ojczyzny męża, ale podróż nie będzie łatwa. Historie całej trójki ostatecznie splatają się w dawnym Kingsbridge (o którego początkach niestety nie dowiemy się tyle, ile bym chciała jako wielbicielka Filarów).

Niestety, po zakończonej lekturze nie mogłam pozbyć się wrażenia, że czegoś było tu już za dużo. Znowu mamy schemat, oklepanych, na wskroś folletowskich bohaterów, a do tego "punkty wspólne" (jeśli ktoś czytał/oglądał Filary Ziemi i Świat bez końca* to wie, o czym tu mówię - historia kołem się toczy itd.). Oczywiście nie jest to żadne zaskoczenie, ale tym razem nie mogłam pozbyć się wrażenia, że tu już mamy do czynienia z "odcinaniem kuponów". Wiecie: mamy dwa sequele, za chwilę nam się średniowiecze skończy, więc szybko, szybko, machnijmy prequel, zanim ludzie się zorientują, że to bez sensu i jednak trochę na siłę.

Nie powiem, żebym czytała tę książkę bez przyjemności. Autor nadal potrafi "kupić" mnie swoim stylem: poddałam się narracji i przez chwilę żyłam życiem bohaterów, zarywając nocki, które powinnam raczej przespać. Ale to już nie są genialne Filary. I, kurczę, Świat bez końca jako kontynuacja był już słabszy, ale nie niósł ze sobą takiego ryzyka jak Niech stanie się światłość - bo to jednak prequel, więc niejako awansował nagle na "tom pierwszy". Obawiam się, że jeśli ktoś porwie się na tę monumentalną serię w porządku chronologicznym, a nie wydawniczym, czyli zaczynając właśnie od Niech stanie się światłość, to... rozczaruje się. I nie pociągnie tej przygody dalej. I nie pozna Filarów! I nie zrozumie, czemu Follett to mój ulubiony grafoman...!

Polecam do przeczytania właśnie na tej zasadzie: jeśli znasz już Filary i lubisz Folletta, to baw się dobrze, pewnie nic Cię tu nie zaskoczy, ale będzie miło. Jeśli jednak dopiero coś obiło Ci się o uszy i myślisz nad lekturą, to dla własnego dobra czytaj w kolejności, w jakiej seria została napisana, czyli zaczynając właśnie od Filarów Ziemi. Jeśli wpadniesz jak ja, to i do Niech stanie się światłość kiedyś pewnie dotrzesz...

 

 

* Ciekawostka tłumaczeniowa na dziś. Zastanawiało Was kiedyś, co ten tytuł miał oznaczać i co jest takie "bez końca" w średniowiecznej Anglii? Otóż angielski tytuł "World Without End" to ni mniej, ni więcej, tylko ostatni wers anglojęzycznego "Ojcze Nasz", więc u nas powinno to jednak być "I na wieki wieków". Jak obstawiacie, nie ogarnął tłumacz czy wydawca? :P


Tytuł: Niech stanie się światłość
Autor: Ken Follett

Seria: Filary Ziemi (#0,5)

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 764

 

 

Niech stanie się światłość z księgarni TaniaKsiazka.pl

Tania Książka

Sprawdźcie też inne bestsellery na stronie księgarni :)

5 komentarzy:

  1. We współczesnych książkach jest mniej grafomański :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze, że jego "współczesne" książki sensacyjne totalnie do mnie nie przemówiły :) Lubimy się tylko w średniowieczu ;)

      Usuń
  2. Ja już od dłuższego czasu widzę zachwyty nad tymi książkami i z jednej strony jestem nawet ciekawa. Ale z drugiej... ta objętość! I tyle tomów ;O. Raczej nie jestem na to gotowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, cegły straszne! Na pocieszenie powiem, że każda książka to niezależna historia. Akcję dzieli kilkadziesiąt lat i więcej, bohaterów wspólnych brak, ot, to samo miejsce. Można sięgnąć po jedną bez żalu i poczucia straty, jeśli się nie polubisz na tyle, by kontynuować.

      Usuń
  3. Dla mnie to była pierwsza przygoda z Follettem i akurat byłam zachwycona ;)

    OdpowiedzUsuń