poniedziałek, 2 grudnia 2019

Frankenstein w Bagdadzie


Frankenstein w Bagdadzie kupił mnie najpierw tytułem - no, nie ukrywajmy, przywodzi na myśl ciekawe obrazy i obiecuje mariaż fantastyki z brutalnym realizmem pogrążonego w wojnie Iraku. I w gruncie rzeczy tę obietnicę realizuje, choć nie spodziewajcie się tu lekkiej lektury. Ba, przyznam, że to bodaj najbardziej wymagająca i najtrudniejsza książka, jaką czytałam w tym roku. Sprowadziła na mnie depresyjny rodzaj kaca książkowego i czytelniczą niemoc... już w połowie lektury. Autentycznie - czytałam, czytałam i przeczytać nie mogłam, a jednocześnie nie potrafiłam sięgnąć po nic innego. Ale nie żałuję poświęconego czasu.

Kim jest tytułowy Frankenstein? Bezimiennym. Albo tym, który ma wiele imion, bo składa się z członków wielu ofiar, które domagają się pomsty. Eksperyment drobnego cwaniaczka, zszywającego fragmenty znalezionych na ulicach ciał w mniej lub bardziej spójną całość, nagle bierze sprawy we własne ręce i idzie wymierzać sprawiedliwość w świecie, w którym nikt już w nią nie wierzy. Wprowadza się do domu staruszki, której demencja, słaby wzrok, a przede wszystkim desperacka nadzieja każe wziąć go za dawno utraconego na wojnie syna. Pomysł, przyznam, genialny. Ja to kupuję.

To dlaczego było tak ciężko? Co sprawia, że powieść Saadawiego to taka, przepraszam za określenie, brudna cegła? Wszystko po trochu, a przede wszystkim nastrój: niepokój, wszechobecna, osaczająca groza, i to nie ta spowodowana pozszywanym z kawałków potworem, nie tani horror, ale groza wojny. Groza, która sprawia, że nie wiesz, czy jeśli wyjdziesz z domu, to wrócisz do niego, czy raczej skończysz jako element malowniczej kompozycji porozrywanych członków autorstwa zamachowca-samobójcy. Groza dużo straszniejsza niż ta, którą mógłby wywołać jakikolwiek potwór zrodzony z ludzkiej wyobraźni, bo bardzo realna.

Frankenstein w Bagdadzie to poniekąd pretekst do przedstawienia przekroju społeczeństwa zniszczonego wojną i do ukazania ludzkich słabości w ekstremalnej sytuacji; doskonale pokazuje, do czego zdolni są ludzie, którzy walczą o odrobinę stabilności w świecie, który najpierw zachwiał się w posadach, potem runął w gruzy, a teraz jeszcze doświadcza wstrząsów wtórnych. Porusza problem kształtowania się fanatycznych organizacji (w pigułce), konfliktów wewnętrznych, czasem nawet takich na malutką skalę - w obrębie rodziny, która rozsypała się po utracie bliskich.

Do tego dodajmy styl - jest to dla mnie typowa literatura arabska*. Nie potrafię do końca wskazać, a tym bardziej nazwać elementów, które sprawiają, że tak bardzo różni się od standardów, do których przyzwyczaił nas styl szeroko pojętych zachodnich autorów, a jednocześnie to oderwanie kulturowe czuje się na każdym kroku, na każdej stronie. Inne tempo narracji, nacisk na inne jej elementy, inny sposób budowania napięcia, ba, nawet rozdziały kończą się w innych miejscach, niż można by się tego spodziewać. Bardzo ciekawe doświadczenie, ale też nieprzekładające się na łatwą lekturę.

To brudna, smutna, duszna, depresyjna, a przy tym niesamowicie plastyczna i oddziałująca na wyobraźnię powieść. Czy to odpowiednia rekomendacja? Być może, ja nie żałuję, ale i ostrzegam. Jeśli chcecie sięgnąć po coś zupełnie innego, coś, co zdecydowanie wyróżnia się na tle literatury, po którą większość z nas sięga na co dzień, to to może być znakomita okazja na poszerzenie czytelniczego horyzontu. Ale przygotujcie się na trudną wyprawę.


* Arabska sensu stricte, nie mylić z szeroko pojętą literaturą bliskowschodnią. Serio.




Tytuł: Frankenstein w Bagdadzie 
Autor: Ahmed Saadawi 
Tłumaczenie z j. arabskiego: Magdalena Zawrotna 
Wydawnictwo: Znak Literanova 
Liczba stron: 416




Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też resztę beletrystyki na stronie księgarni :)

4 komentarze:

  1. A mnie pokonała. Dawno tak się nie męczyłam psychicznie przy żadnej książce i odłożyłam do odwołania. Inna sprawa że po nic innego też nie mogę sięgnąć, więc coś z tym kacem książkowym w połowie lektury chyba jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, myślałam, że to ze mną coś nie tak :D Odblokowanie się trochę zajęło. Ale spróbuj, myślę, że ostatecznie warto przeczytać.

      Usuń
  2. Masz rację, nie brzmi to jak łatwa książka ;) Ale też totalnie mija sie z moimi zainteresowaniami, więc podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No łatwo nie jest, ale czasem ma się ochotę na taki większy kaliber, prawda? Z drugiej strony nie da się ukryć, że to specyficzna tematyka i nie każdemu podpasuje.

      Usuń