niedziela, 22 grudnia 2019

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina + Igor + Prometeusz (ze stron na planszę)


Jeśli kiedyś wydawało wam się, że zszywanie kocyka z kawałków albo handel fasolą to nietypowe pomysły na temat gry planszowej, to śpieszę donieść, że kreatywność projektantów sięga dużo dalej. I głębiej. Na przykład w głąb grobów na cmentarzu. Kiedy zobaczyłam Abominację: Dziedzictwo Frankensteina na stronie Rebela, wiedziałam, że muszę zagrać w ten tytuł - nie tylko z sentymentu do XIX-wiecznych angielskich powieści, do których mamy tu jasne nawiązanie, ale też po to, by przekonać się na własne oczy, jak można zrobić grę o zszywaniu trupów. 

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Zakon Drzewa Pomarańczy - Samantha Shannon (cz. 1)


Zakon Drzewa Pomarańczy kusi już tytułem, a zerknięcie na tył książki składa kolejne obietnice. Ach, jakże pięknie miało być: smoki, zachęcająca okładka z niebieskim smoczydłem, smoki, powieść z ogromnym rozmachem, smoki, ciekawe bohaterki... i smoki ;) Niestety, z tego wszystkiego ostały się tylko smoki - a książka okazała się tak nijaka, że nie bardzo wiem, co o niej napisać. Od razu zaznaczam, że miałam do czynienia wyłącznie z tomem pierwszym, więc to jego dotyczą moje wrażenia.

wtorek, 3 grudnia 2019

Zorza Polarna. Mroczne Materie #1 - Philip Pullman


Zacznijmy od tego, że Zorza Polarna to mój drugi, a może nawet trzeci kontakt z Mrocznymi Materiami Pullmana (nie licząc tego filmowego potworka pod tytułem Złoty Kompas). Czytałam pierwszy tom jeszcze w starym przekładzie, caaałe lata temu, pacholęciem będąc i tak dalej. Potem przerzuciłam się na wersję oryginalną, której chyba nigdy nie dociągnęłam do końca, bo poległam z kretesem gdzieś w trzecim tomie. Nie miałam jakiegoś wielkiego sentymentu, ale wspomnienia były raczej pozytywne. Teraz do powrotu skłoniły mnie dwie rzeczy: zapowiadany serial i... obłędna okładka nowego wydania od Dark Crayon.

No dobra, spójrzmy prawdzie w oczy: na serialu zasypiam z nudów, a jak z książką...?

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Frankenstein w Bagdadzie


Frankenstein w Bagdadzie kupił mnie najpierw tytułem - no, nie ukrywajmy, przywodzi na myśl ciekawe obrazy i obiecuje mariaż fantastyki z brutalnym realizmem pogrążonego w wojnie Iraku. I w gruncie rzeczy tę obietnicę realizuje, choć nie spodziewajcie się tu lekkiej lektury. Ba, przyznam, że to bodaj najbardziej wymagająca i najtrudniejsza książka, jaką czytałam w tym roku. Sprowadziła na mnie depresyjny rodzaj kaca książkowego i czytelniczą niemoc... już w połowie lektury. Autentycznie - czytałam, czytałam i przeczytać nie mogłam, a jednocześnie nie potrafiłam sięgnąć po nic innego. Ale nie żałuję poświęconego czasu.