piątek, 5 kwietnia 2019

Zły król, czyli co się stało z Okrutnym księciem - Holly Black


Pamiętacie, jak pisałam o Okrutnym księciu? Sięgałam po tę książkę spontanicznie, zachęcona wizją "szekspirowskich" elfów - takich, co to Pratchett pisał o nich, że są urocze, bo rzucają urok, a ich uroda powala, ale strzałą. I pod tym względem się nie zawiodłam: Holly Black dała mi najbardziej elfie elfy według standardów brytyjskich mitów i kupiła mnie na tyle, że wprost nie mogłam się doczekać kolejnego tomu.


Zacznijmy jednak od sprowadzenia czytelnika (i wydawcy) na ziemię: wbrew temu, co radośnie sugeruje okładka, zapraszając na "kontynuację kultowej powieści Okrutny książę" - seria Black to po prostu kawałek fajnej młodzieżówki z ciekawym światem i nie najgorszym pomysłem. W natłoku pisanych na jedno kopyto powieści young adult w fantastyce wyróżnia się na plus, ale nie jest i nigdy nie będzie to seria choćby ocierająca się o pojęcie kultowości. Z drugiej jednak strony - co z tego, skoro dała mi tyle frajdy?

Zły król rozpoczyna się mniej więcej w tym momencie, w którym zostawiliśmy Okrutnego księcia: Cardan siedzi na tronie, a Jude bawi się w szarą eminencję i próbuje nie dać się zabić, co wcale nie jest takie łatwe, bo nagle postanowiła udowodnić, że jednak jest nastolatką i robi głupotę za głupotą. Wiecie, na zasadzie: Tylko nie jedź sama do lasu! - Och, gdzie mój koń, bo muszę jechać sama do lasu i to teraz, a najlepiej w środku nocy? Dość naiwne, biorąc pod uwagę, że ta sama nastolatka dopiero co zachwiała posadami królestwa elfów...

Niestety, choć spisków, które zachwyciły mnie w pierwszym tomie, jest tu nawet więcej, pierwsza połowa powieści jest dość monotonna i więcej tu użalania się Jude nad sobą niż prawdziwej akcji. Na szczęście w pewnym momencie książka nabiera rozpędu, a do tego dowiadujemy się trochę więcej o Królestwie Toni, ojczyźnie Nicassii (która awansuje na najbardziej irytującą postać w książce), dzięki czemu sama wizja świata nadal robi wrażenie. Ostatecznie w pewnym momencie naprawdę zaangażowałam się w to, co spotykało Jude, a gdzieś po drodze zostałam fanką samego Cardana.

Ponadto Zły król zawiera jeden z fajniejszych wątków "romantycznych inaczej" w fantastyce (i to nie tylko dlatego, że nawet w fantastyce rzadko zdarza się amant z ogonem) oraz... rewelacyjne zakończenie. Ubolewam, że nie mogę zdradzić Wam nic więcej na temat żadnego z tych motywów, ale byłyby to najgorsze spoilery świata. Uwierzcie zatem po prostu, że dostaliśmy tu świetne zakończenie, które powaliło mnie na kolana i kazało zbierać szczękę z podłogi, bo czego jak czego, ale tego to się nie spodziewałam. 

Początkowo myślałam, że Okrutny książę to powieść jednotomowa. Sięgając po Złego króla, oczekiwałam, że historia zakończy się tutaj. I teraz pluję sobie w brodę, że znowu wpakowałam się w niedokończoną serię: siedzę i przebieram palcami, które jeszcze długo nie poczują dotyku stron kontynuacji... 



Tytuł: Zły król 
Cykl: Okrutny książę #2 (#1 tutaj
Autor: Holly Black 
Wydawnictwo: Jaguar 
Liczba stron: 400





Książkę do recenzji dostarczył 
serwis Jakkupowac.pl - dziękuję!
  Jakkupowac.pl


7 komentarzy:

  1. Ach, ten moment kiedy chcesz czytać dalej, a tu... nic z tego. Musisz czekać na autora i wydawcę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tłumacza ;) Chociaż tu chyba sięgnę po oryginał, żeby nie przedłużać niepotrzebnie ;)

      Usuń
  2. Mnie też zakończenie powaliło na kolana. Dawno nie zostałam tak zaskoczona. Teraz tylko czekać na kolejną część. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z jednej strony chcę już zacząć, ale z drugiej właśnie ten problem, że nie lubię, kiedy seria nie jest cała. Ostatnio wolę czytać ciurkiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, ja też! Zdecydowanie. Ale tutaj jakoś mi to umknęło :D

      Usuń