poniedziałek, 31 grudnia 2018

Ostatni Jednorożec. Wydanie rozszerzone - Peter S. Beagle


Nowe wydanie Ostatniego Jednorożca to publikacja, która bardzo mnie ucieszyła: to jedna z piękniejszych "baśni dla dorosłych", jakie kiedykolwiek czytałam i do której lubię wrócić nawet po latach. Radość w tym przypadku była tym większa, że "nowy" Ostatni Jednorożec w końcu doczekał się należytej oprawy - okładka jest śliczna i idealnie pasuje do nastroju powieści. Najważniejsze jest jednak to, że w końcu ta niesamowita historia jest łatwo dostępna dla wszystkich czytelników!


Moje pokolenie (jak to brzmi!) może pamiętać starą, wybitnie ponurą wersję animowaną pod tym samym tytułem. Pamiętam, że jako dziecko nie lubiłam jej właśnie ze względu na szarą kolorystykę i specyficzną kreskę rysunków. Teraz, po kolejnej lekturze sztandarowego dzieła Beagle’a, muszę przyznać: film został zrobiony świetnie, nawet jeśli daleko mu do współczesnych animacji. Ten mrok, szarość, chwilami wręcz melancholijność widoczne w ekranizacji są też obecne na każdej stronie powieść. Bo taka właśnie jest ta książka: smutna. I piękna.


„Jednorogini żyła w bzowym lesie całkiem sama. Była bardzo stara, choć nie zdawała sobie z tego sprawy, straciła więc już beztroską barwę piany morskiej i przybrała kolor śniegu, jaki pada w księżycową noc. Oczy wciąż jednak miała czyste, niestrudzone, i tak jak dawniej poruszała się niby cień po powierzchni morza.”


Tytułowego Ostatniego Jednorożca, a konkretnie Jednoroginię, poznajemy w chwili, gdy odkrywa ona, że wszyscy jej pobratymcy zniknęli już z tego świata. Mając za wskazówkę jedynie motylą rymowankę o tym, że jednorożce uciekały na kraniec świata ścigane przez Czerwonego Byka, Jednorogini rusza w niebezpieczną podróż przez świat, w którym ludzie mogą wziąć jednorożca za siwą kobyłę, za to chętnie uwierzą w dowolny przekręt oferowany przez iluzjonistę. Świat, w nie brakuje rzezimieszków piszących wzruszające ballady o własnym bohaterstwie, choć na rozstajach okradają biednych, (bo ci słabiej się bronią). Świat, nad którym góruje czarny zamek króla Nędzora, a otaczające go krainy są równie wysuszone i posępne jak dusza ich władcy.

Jednorogini towarzyszy Szmendryk, czarodziej tak nieudolny, że został obrzucony klątwą nieśmiertelności, bo własnego życia nie starczyłoby mu na odnalezienie magicznej mocy, oraz Molly Grue, starzejąca się kobieta, która – nawet jeśli przypomina chwilami „rozsierdzonego karalucha” – ma serce równie dobre, jak ostry jest jej język. Nie będę Wam zdradzać, czy to dziwne trio przełamie czary Nędzora i czy jednorożce wrócą do swoich lasów. Nie powiem nawet, czy wszyscy nadal będą tego chcieli – musicie przekonać się sami. A warto, naprawdę!


„Drzewo zakochało się w nim i zaczęło czule szeptać, ile go czeka radości, jeśli na wieki pozostanie w objęciach czerwonego dębu.
– Już zawsze, zawsze razem – wzdychało. – Żaden człowiek nie zasługuje na taką wierność. Zachowam w pamięci kolor twych oczu, gdy nikt na świecie nie będzie już pamiętał twego imienia. Nie masz innej nieśmiertelności niż miłość drzewa.
– Jestem zaręczony – wymawiał się Szmendryk. – Z pewną tują. Wyswatano mi ją jeszcze w dzieciństwie. Nie miałem nic do gadania. Beznadziejna sprawa. Nasz romans nigdy się nie ziści.
Nagły poryw wściekłości wstrząsnął dębem, jakby runęła nań burza, ominąwszy resztę lasu.
– A niechże ją uwiąd i galasy! – syknął zajadle. – Przeklęte krzaczysko, obłudny iglak, zdzira zimozielona, nie dostanie cię! Zginiemy oboje i wszystkie drzewa hołubić będą wspomnienie naszej tragedii!”


Beagle bawi się koncepcją i przemyca prawdziwe perełki humoru, często wykorzystując znane motywy kulturowe. Kpi z bohaterów ruszających do boju z absurdalnymi pieśniami na ustach, by złożyć przed ukochaną smoczy łeb (bo każda księżniczka marzy o tym, by dostać w darze zakrwawiony, cuchnący ochłap z rogami, prawda?). Zestawia Robin Hooda ze znacznie bardziej realistycznymi bandziorami. Pod tym płaszczykiem humoru i mrugnięć okiem, czytelnik znajduje kolejną warstwę, która każe postawić sobie pytanie: czy jeśli księżniczki z czasów Jednorogini są zbyt zabiegane, by rozpoznać jednorożca, to czy my dostrzeżemy prawdziwe piękno, nawet gdy stanie przed nami w pełnej krasie?

Beagle ma jeszcze plusa za umieszczenie na drodze Jednorogini jednego z najbardziej kocich kotów, jakie widziała literatura. Bezimienny mruczek o jesiennym futrze, towarzyszący Molly Grue w zamku Nędzora, jest postacią w najlepszym razie poboczną, ale prezentuje wszystkie na wskroś kocie przekonania (na przykład pozwala głaskać się ludziom, bo to dobrze wpływa na ich nerwy).


– Zawsze umiałeś mówić? – spytała. – Czy to widok Lady Amaltei obdarzył cię mową?
Kot w zadumie wylizywał sobie przednią łapkę.
– Powiedzmy, że na jej widok zachciało mi się mówić – odparł. – Ale dość już tych wyjaśnień. Hmmm, więc to właśnie jest jednorożec. Bardzo piękny.
– Skąd wiesz, że ona jest jednorożcem? – zapytała Molly. – I czemu się bałeś, kiedy chciała cię dotknąć? Dobrze widziałam. Bałeś się jej.
– Niedługo chyba przejdzie mi ochota, żeby mówić.”


Cudne, prawda? Jesiennego kotka przebija tylko Nefer Asmodeusza z Zastępów Anielskich ;)

Jak sugeruje tajemnicze sformułowanie "wydanie rozszerzone", w nowej edycji znajdziemy niezwykły "dodatek" tak dla fanów, jak i dla osób, które Ostatniego Jednorożca dopiero poznają: na końcu znajduje się dodatkowe opowiadanie "Dwa serca". Narracja oddana jest tu małej dziewczynce, wieśniaczce, która spotyka wszystkich tak dobrze znanych z właściwej powieści bohaterów. Tyle że nie są już tacy jak dawniej... czas nie był łaskawy szczególnie dla Lira, a królowanie okazało się niełatwym kawałkiem chleba dla bohatera jego miary. Opowiadanie, rozpatrywane samodzielnie, "szału nie robi" i należy je czytać właśnie po za kończeniu powieści - wtedy będziemy mogli w pełni je docenić. Choć styl i perspektywa się zmieniają, głęboka mądrość, smutno-mroczny klimat i baśniowa atmosfera pozostają takie same, więc jako dodatkowa "puenta" Ostatniego Jednorożca tekst wypada już super, choć, jak to u Beagle'a, wywołuje raczej uśmiech przez łzy.

Wróciłam do Ostatniego Jednorożca po tym, jak Gwiezdny Pył obudził we mnie głód baśni „dla dorosłych”. Czy jest to podobna książka? Absolutnie nie. Ostatni Jednorożec jest dużo poważniejszy, mroczniejszy, bardziej metaforyczny. Jest też bardziej baśniowy – przy nim Gwiezdny Pył to raczej klasyczne fantasy, nie baśń. Ale zachwycają obie i obie bardzo polecam. Każdemu - niezależnie od wieku.




I na zakończenie bonus: piękna piosenka z oryginalnej animacji (America, The Last Unicorn):






Tytuł: Ostatni Jednorożec
Autor: Peter S. Beagle
Tłumaczenie (j. angielski): Michał Kłobukowski
Wydawnictwo: Nowa Baśń
Liczba stron: 340



Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:


 Tania Książka
Sprawdźcie też inne nowości na stronie księgarni :)

3 komentarze:

  1. Klimatycznie chyba nie do końca mój typ książki, a jednak dalej brzmi interesująco. Może kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, ale kusisz. Już kiedyś miałam ochotę na te książkę. Dobrze, ze mi o niej przypomnialas!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się rozpisałaś! Ostatnio gdzieś słyszałam o tej animacji, jak oglądałam filmik o bajkach nie tylko od Disneya. Koniecznie muszę obejrzeć! Książkę mam na swojej liście i mam nadzieję, że się nie rozczaruję, bo z tymi baśniami dla dorosłych różnie bywa :)

    OdpowiedzUsuń