sobota, 8 grudnia 2018

Ocean na końcu drogi - Neil Gaiman


Ach, Gaiman. Poza niechlubnym przypadkiem Amerykańskich bogów, którzy  nie zachwycili mnie tak, jak zachwycić powinni, jest to jeden z moich ulubionych pisarzy fantastycznych (a pewnie nawet ulubiony, jeśli zawęzimy wybór do tych obecnie żyjących). Czekam na każdą kolejną jego powieść z niecierpliwością - gdy w końcu wpadł mi w ręce Ocean na końcu drogi, którego nie spodziewałam się dorwać w tym roku, miałam wrażenie, że święta przyszły miesiąc wcześniej...


Główny bohater, lat siedem, mieszka wraz z rodziną w starym, wiejskim domu. Nie ma przyjaciół, nie lubi go nawet własna siostra. Jest źródłem rozczarowań dla ojca, który nie może się pogodzić z faktem, że jego syn jest wycofany i siedzi z nosem w książkach, zamiast jak normalne dziecko kopać piłkę z kolegami. Nagle w ich szarej, dość smutnej rzeczywistości pojawia się obcy mężczyzna. Najpierw przypadkiem zabija naszemu bohaterowi ukochanego kota, a potem - tym razem całkiem celowo - odbiera życie samemu sobie, aby uciec przed rozczarowaniem, wyrzutami sumienia i strachem. 

I ta jego śmierć budzi coś, co spało gdzieś daleko, pod pomarańczowym niebem. Teraz to coś się uaktywniło i próbuje znaleźć dla siebie miejsce w świecie ludzi. A jest złe. Bardzo.

W zmaganiach z tym odwiecznym złem głównemu bohaterowi towarzyszą trzy kobiety z farmy na końcu drogi: najmłodsza, Lettie, wygląda na jakieś 11 lat, ale na pytania o wiek nie bardzo chce odpowiadać. Najstarsza pamięta, jak powstał Księżyc, który zresztą z okien ich domu zawsze świeci w pełni, bo starsza pani tak najbardziej lubi. One wiedzą, co przebudziło się w miasteczku i tylko one mogą to powstrzymać. 

Ocean na końcu drogi ma mroczną, chwilami nieco senną atmosferę. Niepokojącą jak cholera. Tym bardziej niepokojącą, że powieść jest jak tytułowy ocean: na pierwszy rzut oka mamy niepozorny kaczy staw, ale jeśli zajrzymy głębiej, to ujrzymy w nim... no cóż, coś więcej. Gaiman nie epatuje scenami gore ani wyszukanymi opisami potworów; wręcz przeciwnie, nakreśla je delikatnie, tak, że widzimy je jakby kącikiem oka. Autor doskonale zdaje sobie sprawę, że to, co kryje się w cieniu, przeraża bardziej niż to samo wyciągnięte na blask reflektorów. I wykorzystał tę wiedzę, tworząc króciutką, ale mocno oddziaływającą na wyobraźnię powieść z pogranicza horroru, thrillera, realizmu magicznego i Eru wie, czego jeszcze.

Spotkałam się z porównaniami do Koraliny. Spotkałam się z komentarzem, że to horror dla dzieci. Nie zgadzam się ani z pierwszym, ani z drugim z tych stwierdzeń. Po pierwsze, Koralina to przy Oceanie wesoła dobranocka. Nie  potrafię sobie nawet wyobrazić, że z Oceanu dałoby się zrobić animację w podobnym stylu. Po drugie, mimo że bohater jest siedmiolatkiem, ta książka jest wybitnie niedziecięca tak pod względem nastroju, jak i poruszanych tematów. Ja w każdym razie swojemu hipotetycznemu dziecku raczej bym tej książki nie podsunęła aż do wieku mocno nastoletniego.

Niezależnie od tego, jak sklasyfikujecie Ocean na końcu drogi, jest to bardzo dobra powieść. Mroczna, cholernie niepokojąca i ze scenami, które mogą przyśnić się Wam w nocy (sprawdzone). Gaiman w świetnej formie, która nie rozczaruje ani wiernych fanów, ani osób, które wybiorą ten tytuł na początek przygody z pisarzem.




Tytuł: Ocean na końcu drogi 
Autor: Neil Gaiman 
Wydawnictwo: Mag 
Liczba stron: 192





Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne nowości na stronie księgarni :)

17 komentarzy:

  1. Ha, mówiłam, ze lepsza od "Koraliny"! ;)
    Dla mnie ta ciężka atmosfera jest właśnie największym atutem. "Koralina" to opowieść, którą mogą straszyć się dzieciaki przy ognisku. "Ocean na końcu drogi" to coś, czego nie powstydziłby się twórca "dorosłych" horrorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, po Twojej rekomendacji zmieniłam kolejność książek do przeczytania ;)

      Nie wiem czy lepsza od Koraliny. Inna. Podobały mi się obie ogromnie, ale każda za coś innego :D Z tym że Koralinę czytałam po angielsku, a Ocean po polsku - Gaiman jest jednym z tych twórców, którzy tracą w przekładzie, więc też obie powieści startują z nierównych pozycji. Ale obie super.

      I tak, absolutnie Ocean się broni w kategorii horrorów w ogóle. Niesamowity klimat :)

      Usuń
  2. Widziałam Koralinę i ogromnie mi się podobała, ale raczej nie lubię się bać, więc to nie jest pozycja dla mnie. c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż, wiesz, ja też nie lubię się bać, na ogół nie czytam horrorów w ogóle. A tu mnie jakoś "kupiło". Więc może warto spróbować? :) Zwłaszcza jeśli podobala Ci się Koralina.

      Usuń
  3. Mam tę książkę w innym, niestety brzydszym wydaniu... Szkoda, że się na nią skusiłam, bo aktualnie kolekcjonuję książki Gaimana w okładkach Dark Crayona. Są niesawite. Póki co mam dwie :) "Gwiazdy pył" i "Mitologię nordycką". W przyszłym roku biorę się za lekturę tych książek! 💕

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam dwie :) Oprócz tej mam tylko Amerykańskich bogów. Nigdziebądź mam po angielsku, podobnie jak Księgę cmentarną (ilustrowaną <3), więc wymieniać nie będę...

      Usuń
  4. Ja się w niej zakochałam. Dużo ppozycji Gaimana to książki pozornie dla młodszego czytelnika, ale dzieciom bym ich nie przeczytała. Gaiman faktycznie tworzy niezwykły nastrój i metaforę. Interpretacja tej książki to prawdziwa jazda dla wyobraźni i nie tylko c:

    mrs-cholera.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, czyli nie jestem jedyna w moim odczuciu, że to jednak niekoniecznie pozycje "dla dzieci" :)

      Usuń
  5. Od której książki powinnam zacząć poznawać twórczość Gaimana?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, trudne pytanie. Ja zaczynałam od Nigdziebądź i do dziś jest to moja ulubiona książka tego autora. Ale to "typowe" urban fantasy: jeżeli wolisz właśnie takie "mroczne" klimaty, to może Koralina?

      Usuń
  6. Muszę koniecznie przeczytać i nadrobić twórczość Gaimana, bo ciągle sobie to obiecuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie znasz jeszcze? To koniecznie nadrób :D To jest jeden z ciekawszych autorów fantastycznych, jacy jeszcze tworzą.

      Usuń
  7. Z tymi "Amerykańskimi..." to sobie możemy rękę podać.
    Zaś ten "Ocena..." - jednak nie będę go odkładać na zaś. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo ciekawa, jak Ci się spodoba :)
      I cieszę się, że jakaś dusza też nie zachwyciła się Amerykańskimi bogami. Już myślałam, że jestem sama ;)

      Usuń
    2. Z tego, co ostatnio zauważam, tych dusz przybywa ;)

      Usuń
  8. Czytałam i też bardzo mi się podobała. Dopiero niedawno trafiłam na tego autora i jestem nim zafascynowana! Postanowiłam mieć wszystkie jego książki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zbieram wszystko jak leci :D I na ogół się nie rozczarowuję ;)

      Usuń