wtorek, 20 listopada 2018

Ubongo 3D - recenzja gry


Ubongo to jeden z tych tytułów, o których istnieniu wiedziałam, ale nigdy do końca mnie do nich nie ciągnęło. W to, że układanie wzorów z kolorowych elementów może być fajne, mogłam uwierzyć, natomiast ciężko było mi dać wiarę w dużą regrywalność takiej gry. Gdy jednak pojawiła się możliwość zrecenzowania Ubongo 3D, postanowiłam zaryzykować. I... przepadłam!



Co w pudełku?


W standardowej wielkości pudle znajdziemy worek solidnych, plastikowych klocków w różnych kolorach, garść kolorowych kryształków, tekturowy tor rund, klepsydrę i 72 dwustronne plansze na czterech poziomach zaawansowania. Wszystko wykonane jest porządnie i wręcz pancernie, co każe mieć nadzieję, że gra przetrwa wiele godzin zmagań.


Jak to działa?


Ubongo 3D okazało się miłą odmianą po niedawno rozgryzanych przez nas planszówkowych kobyłach: całe zasady mieszczą się na zaledwie dwóch stronach instrukcji, a tłumaczy się je nowym graczom dosłownie w minutę. Również przygotowanie jest ekspresowe: każdy z graczy otrzymuje zestaw 8 plastikowych klocków o różnych kształtach oraz dziewięć planszetek na jednym z czterech poziomów trudności. Na środku ustawiamy klepsydrę oraz tor rund z kryształami w kolorze niebieskim (szafiry) i żółtym (bursztyny). 



A jak przebiega sama rozgrywka? Rzucamy kostką - wskazuje ona, które z klocków będziemy wykorzystywać w danej rundzie - odwracamy klepsydrę i staramy się jak najszybciej ułożyć pokazany na planszetce wzór w taki sposób, żeby każde jego pole było przykryte na dwóch warstwach. Każdy, kto zdoła to zrobić przed przesypianiem się piasku, woła „Ubongo!“ i losuje z woreczka 1 klejnot. Dwie najszybsze osoby otrzymują dodatkowo po jednym klejnocie z toru rund.



Gra toczy się przez 9 rund - kończy się, gdy wszystkie klejnoty znikną z toru rund. Następnie sumujemy punkty za poszczególne kryształy, a gracz z największą liczbą punktów zostaje zwycięzcą.



Wrażenia


Skalowanie i interakcja

Ubongo 3D sprawdza się praktycznie w każdym gronie - można usiąść do łamigłówek solo, można w pełnym komplecie graczy. Wszyscy budują swoje elementy jednocześnie, więc nie ma tu problemu z oczekiwaniem na swój ruch. Jeśli wszyscy gracze reprezentują podobne umiejętności, to szykuje się bardzo zacięta rywalizacja.

Wrażenia z zabawy absolutnie się nie zmienią, niezależnie od tego, w jakim gronie siądziemy do stołu. Zwłaszcza że interakcji jako takiej tu nie uświadczymy, oprócz oczywistego wrażenia wyścigu, które będzie towarzyszyło nam nieustannie i na pewno nieraz podniesie nam się ciśnienie, gdy znowu ktoś krzyknie "Ubongo!" na ułamek sekundy przed nami. A i piasek w klepsydrze przesypuje się nieubłaganie...



Regrywalność

Ubongo 3D to typowa łamigłówka: motorem, każącym rozgrywać w nie kolejne partie, jest nie tyle rywalizacja z innymi graczami, co raczej satysfakcja z rozwikływania coraz trudniejszych zadań. Plansze graczy oferują cztery poziomy zaawansowania i w sumie 671 różnych zadań. Przekłada się to na wprost ogromną regrywalność i spore emocje, bo układów nie da się po prostu "nauczyć".



Losowość

Jakby nie patrzeć: jak wiesz, jak zbudować daną konstrukcję z trzech kolorowych klocków, to ją zbudujesz. Jak nie, to będziesz siedział, a konstrukcji jak nie będzie, tak nie będzie - gdzie tu więc miejsce na losowość? Przejawia się ona tylko w dociągu kryształów z woreczka. Szczerze mówiąc rozwiązanie to średnio mi odpowiada - może się okazać, że nawet jeśli za każdym razem skończysz budować jako pierwszy, to i tak przegrasz z osobą, która po prostu dociągała z woreczka wyżej punktowane kryształy. Myślę, że jest to fajne przy grze z dziećmi, bo dodatkowo wyrównuje ich szanse w grze z dorosłymi, ale przy grze "na poważnie" wolałabym wyeliminować ten czynnik losowy (instrukcja przewiduje nawet taką możliwość).



Elastyczność zasad

Zasady w Ubongo 3D pozwalają na sporą swobodę. Mamy drugi egzemplarz gry? Możemy zagrać w 8 osób naraz. Chcemy wydłużyć czas? Ot, umówmy się, że będziemy odwracać klepsydrę dwa lub nawet trzy razy. Gramy z dziećmi albo nowicjuszem? Dajmy mu zieloną (najłatwiejszą) planszetkę, a sami weźmy pomarańczową, z trudniejszego poziomu. Taka elastyczność i podatność na zmiany jest dla mnie ogromną zaletą w przypadku tytułu domyślnie przeznaczonego do grania imprezowego czy rodzinnego.



Podsumowując... 


Samo budowanie brył jest... zaskakująco trudne. Gra bazuje na wyobraźni przestrzennej (i mocno ją rozwija, co może okazać się fajne dla dzieciaków), dlatego dla niektórych graczy okaże się łatwiejsza niż dla innych. Myślę jednak, że każdy szybko trafi na wzór, od którego pot wystąpi mu na czoło - czasem trzeba się naprawdę mocno nakombinować! Nie znam niestety innych wersji Ubongo, więc ciężko mi powiedzieć, czy wersja 3D faktycznie jest dużo trudniejsza, jednak takie głosy można znaleźć na forach planszówkowych.



Do pierwszej gry zaprosiłam rodziców, tłumacząc, że gra potrwa jakieś 10 minut. Dwie godziny później... nadal graliśmy. W międzyczasie odrzuciliśmy klepsydrę, a nawet przestaliśmy zbierać kryształy, po prostu czerpiąc frajdę z konstruowania brył na coraz wyższych poziomach zaawansowania. Bo Ubongo 3D to jedna z tych gier, gdzie rywalizacja schodzi trochę na drugi plan, a największą satysfakcję mamy z tego, że w końcu udało nam się ułożyć coś z elementów, które "przecież w ogóle do siebie nie pasują!" Satysfakcja gwarantowana.






Tytuł: Ubongo 3D 
Autor: Grzegorz Rejchtman 
Ilustracje: Karl-Otto Homes, Nicolas Neubauer 
Wydawnictwo: Egmont 
Liczba graczy: 2-4 
Czas gry: ~15 minut






Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne gry planszowe na stronie księgarni :)

5 komentarzy:

  1. Super jest ta gra i mam nadzieję, że uda mi się ją kupić za jakiś czas :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiamy wersję klasyczną, ta mnie trochę przeraża. Pamiętam jeszcze w podstawówce jak mieliśmy takie puzzle z pianki na matematyce - układałam płaszczyzny bez problemu, ale "3D" żyło własnym życiem zawsze :P:PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest dużo trudniejsza, nie da się ukryć. Klasyk to przy tym miłe, leciutkie kombinowanie a tu czasem naprawdę i pięć przewrotów klepsydry nie starczy. ;)

      Usuń
  3. Już ją zamówiłam chrześniakowi na mikołajki

    OdpowiedzUsuń