środa, 24 października 2018

Okrutny książę - Holly Black


Na początku 2018 obiecałam sobie ograniczenie młodzieżówek. Cóż, jak wiecie, nie do końca mi się to udało, ale nie narzekam: dla takich książek jak Okrutny książę Holly Black warto złamać dane sobie słowo. Historia zaczyna się z przytupem: poznajemy główną bohaterkę, Jude, oraz jej dwie siostry w momencie, gdy do ich domu wpada jakiś facet ze spiczastymi uszami, zabija ich matkę, ojca, po czym wiedziony dziwnie rozumianym poczuciem honoru zabiera je do krainy elfów, gdzie odtąd będą wychowywać się wśród okrutnych elfów...


Okrutne elfy? Cóż, nie ukrywam, że po The Call to hasło budzi u mnie pewne (uzasadnione!) obawy, ale elfom Black na szczęście bliżej do elfów z dawnych brytyjskich wierzeń niż do psychopatycznych elfiaków O'Guilina. Mamy tu klimaty rodem z Szekspira i bohaterów, o których... ale co ja tu się będę rozpisywać, dajmy przemówić Mistrzowi: 

Elfy są przedziwne. Budzą zadziwienie. 
Elfy są cudowne. Sprawiają cuda. 
Elfy są fantastyczne. Tworzą fantazje. 
Elfy są urocze. Rzucają urok. 
Elfy są czarowne. Splatają czary. 
Ich uroda powala. 
Strzałą. 
                              - Terry Pratchett, Panowie i damy

No, i dokładnie tak jest w świecie, w którym wychowuje się Jude i jej siostry. Nie masz korali z jarzębiny? Na bank ktoś rzuci na Ciebie urok i każe Ci robić coś, czego bardzo byś robić nie chciał. Ktoś częstuje Cię owocem? Lepiej miej przy sobie sól, bo prawie na pewno to pradawne elfie jabłko, po którym... cóż, też zrobisz coś, czego bardzo byś nie chciał. I pamiętaj, żeby założyć skarpetki na lewą stronę, bo ktoś zwiedzie Cię na manowce i nie wrócisz już do domu... I to wszystko dla zabawy! Bo nikt nie jest tak rozrywkowy jak elfy. Sęk w tym, że ich rozumienie dobrej zabawy jest dość specyficzne i na ogół podszyte niechęcią do śmiertelników, którzy wychodzą na tym bardzo kiepsko. I takie elfy to ja lubię!

Jeśli podobnie jak ja lubicie dworskie intrygi, to będziecie zachwyceni, bo tych tu nie zabraknie. Właściwa akcja powieści zaczyna się bowiem w momencie, gdy stary król przygotowuje się do przekazania korony jednemu ze swoich synów, Dainowi. Wydaje się on całkiem sensownym kandydatem, więc Jude decyduje się ugrać co nieco dla siebie z jego przyszłej koronacji. Oczywiście na dworach, szczególnie takich, gdzie król pomija pierworodnego syna i kilku kolejnych, żeby wynieść na tron ulubieńca, rzadko wszystko idzie zgodnie z planem i Jude będzie musiała wziąć sprawy w swoje ręce. 

I bierze, oj, bierze... Jude jest prawdopodobnie najbardziej zaradną i przedsiębiorczą żeńską bohaterką, na jaką trafiłam w młodzieżówkach w ogóle. Z jednej strony nie zawaha się przed niczym, zaskakująco twardo stąpa po ziemi (nawet w kwestiach sercowych, a to w tym gatunku literackim rzadkość), z drugiej, gdy trzeba, potrafi sporo zaryzykować i poświęcić w imię "wyższego dobra". Przy tym nie jest irytująca i naprawdę da się lubić (co jest jeszcze rzadsze w młodzieżówkach). Czegóż chcieć więcej?

No cóż, można by chcieć, żeby dorównali jej inni bohaterowie. Bo choć nikt mnie jakoś szczególnie nie irytował, to jednak nie da się ukryć, że niektóre postaci mają pewne... braki logiczne. W wielu przypadkach okazuje się, że są to luki w dużej mierze pozorne, wynikające z uprzedzeń i subiektywnego spojrzenia narratorki: dotyczy to choćby jej macochy, Cardana (tytułowy okrutny książę, a jakże) czy Lokiego (w kulturze tak przesyconej marvelowską wizją nordyckiego boga kłamstwa nadanie bohaterowi takiego imienia to jednak trochę strzał w stopę). Ale na przykład taki Madok, ojczym dziewcząt: z jednej strony psychopata, opętany żądzą mordu i nurzający we krwi poległych swój kaptur, żeby go potem podziwiać w samotności (aha...), z drugiej - dumny tatuś, wychowujący cudze dzieci z podziwu godnym poświęceniem i autentyczną miłością... coś się tu nie klei, nie?

Samemu stylowi autorki nie mam nic do zarzucenia, choć poruszała się po kruchym lodzie - co jak co, ale narracja pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym to nie jest coś, przy czym dobrze się bawię. Tu jednak mi nie przeszkadzała, a całość pochłonęłam szybko i z prawdziwą przyjemnością. Powieść jest też bardzo sprytnie skonstruowana: cieszę się, że zamiast cliffhangera dostałam scenę, która jest bardzo efektowna, a przy tym stanowi odpowiednie zwieńczenie całej historii z ładnym, otwartym zakończeniem. Można by skończyć lekturę na pierwszym tomie i bez żalu odpuścić sobie kontynuację, a jednocześnie nie mieć wrażenia, że coś się traci. 

Ja jednak bez wątpienia sięgnę po tom drugi: dla klimatu, dla najbardziej elfich elfów świata, dla ich zabaw słowem, balów, na których można paść trupem i oszałamiającej bezczelności. I dla Jude, bo jestem pewna, że ta bezczelna śmiertelniczka na dworze króla elfów jeszcze sporo namiesza... 



Tytuł: Okrutny książę 
Cykl: Okrutny książę #1 
Autor: Holly Black 
Wydawnictwo: Jaguar 
Liczba stron: 400



Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne nowości na stronie księgarni :)

7 komentarzy:

  1. Ja nie mogę na tę książkę patrzeć. Naprawdę. :C Bo ja bym i chciała, i nie chciała jej jednocześnie. :C

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na liście ❤️ Co do elfów. Te, o których piszesz przypominają mi te przedstawione w Shadowhunters. Uważaj na to, co powiesz,co zrobisz jak spojrzysz i nie daj boze nic nie kosztuj! Podoba mi sie taki klimat :-)

    Kasikowykurz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ktoś wspominał o elfach? ;)

    Mam jednak pewne wątpliwości, co do istnienia tej książki. ;)
    Bohaterka stąpa twardo po ziemi w sprawach sercowych i nie jest irytująca? :o
    Wydaje mi się, że to jakaś fatamorgana. Są pewne młodzieżówkowe stałe, które ciężko wyeliminować. ;) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też ciężko uwierzyć w istnienie takiej bohaterki. :D

      Usuń
  4. Ja niestety zawiodłam sie na tej książce... Przez większą jej część się nudziłam, bohaterowie byli mi całkowicie obojętni, no i liczyłam na coś dużo, dużo lepszego. Nie mam w planach kontynuowania tej serii, szkoda mi na to czasu. :/
    Pozdrawiam! :)
    https://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Również chętnie sięgnę po drugi tom!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ją w planach :) to moja ulubiona wersja elfów :) jak już wyrosłam z tych tolkienowskich i zaczęłam szukać w nich więcej "pazura", to zakochałam się w tych u Pratchetta. Mam nadzieję, że tych tutaj też docenię :)

    OdpowiedzUsuń