niedziela, 22 lipca 2018

Sztama! - buduj z ekobobrem: recenzja gry



Są takie gry, które po prostu ujmują mnie swoją oprawą graficzną. Nie inaczej było w przypadku Sztamy!, która przykuła moją uwagę wizerunkami sympatycznych bobrów oraz obietnicą atrakcyjnej, dynamicznej rozgrywki.

Komponenty

Sztama! to karcianka, więc i w pudełku znajdziemy głównie karty:
- 66 kart rzeki (w tym: 42 karty gałęzie, po 6 w 7 rodzajach, 12 kart ekobobrów i 12 kart śmieci)
- 15 kart tam (bonusów).


W pudełku znajdziemy też "kłody" - czarne sześciany w liczbie 4 sztuk na gracza, po których będziemy "przeskakiwać" do kart dalej położonych na rzece. Trochę szkoda, że przy tak ładnej oprawie nie pokuszono się o jakieś bardziej wyszukane kształty znaczników (ale, z drugiej strony, są to właśnie zaledwie znaczniki i być może podrasowanie strony wizualnej w takim tytule nie miałoby sensu w obliczu nieuniknionego przy takim zabiegu wzrostu ceny).



Zasady

Celem gry jest zdobycie jak największej liczby punktów z nagród, które zdobywamy za kolejne stawiane przez nas tamy. Punkty przyznawane są tylko za tamy, które składają się z gałęzi z różnych drzew (każdy rodzaj oznaczony jest listkiem charakterystycznym dla danego gatunku drzewa). W swoim ruchu gracz ma do wyboru dwie opcje:
- pobrać 1 kartę z rzeki;
- zbudować tamę.


Karty pobieramy ze stosu rzeki - odsłoniętych jest na niej pięć kart, z których pierwszą od lewej możemy wziąć za darmo, a kolejne pobierzemy tylko wtedy, gdy będziemy mieć jeszcze znaczniki kłód - kładąc po jednym na każdej pomijanej karcie, możemy "przeskoczyć" po rzece do karty gałęzi, która jest dla nas bardziej atrakcyjna.

Znaczniki kłód pozostają na kartach rzeki, na których je położyliśmy, do momentu, gdy inny gracz zdecyduje się wziąć daną kartę wraz z nimi. Dzięki temu czasem opłaca się podjąć ryzyko i wziąć nie tylko kartę, której nie potrzebujemy, ale nawet kartę śmieci - wszystkie leżące na niej kłody zasilą naszą pulę i pozwolą podejmować efektywniejsze decyzje w przyszłości. Poza tym, jeśli mamy kartę ekobobra, to możemy od razu odrzucić ją razem z kartą odpadów, dzięki czemu nie trafi ona do naszej tamy i nie przyniesie nam punktów ujemnych na koniec.


A gdy już zgromadzimy  "tamę", czyli zestaw kart z różnymi rodzajami gałęzi, możemy je wyłożyć. Następnie pobieramy odpowiadający jej bonus: im więcej kart będzie składało się na naszą tamę, tym wyższy bonus, który możemy uzyskać. Jednocześnie kart bonusów jest ograniczona liczba, więc może się zdarzyć, że ktoś ubiegnie nas i zabierze nam te najwyżej punktowane, zanim my wyłożymy tamę.

Na koniec sumuje się punkty z kart tam (bonusów) oraz za posiadane kłody (1 punkt za znacznik), a następnie pomniejsza wynik o liczbę punktów za zebrane karty śmieci. Za jedną kartę odpadu stracimy 1 punkt, za dwie - już 4, za trzy - 9, za cztery - 16, a za pięć - aż 25. Nieuważne zbieranie odpadów może w efekcie kosztować nas zwycięstwo...

Wrażenia

Rozgrywka

Sztama! budzi pewne skojarzenia z dwiema grami, które bardzo przypały mi do gustu: z Jaipurem, ze względu na zbliżoną mechanikę zdobywania bonusów - każdy musi sam zdecydować, czy stara się zebrać pełną tamę (7 różnych rodzajów drewna) i zdobyć wysoko punktowane karty za "duże" tamy, czy raczej szybko wykładać małe zestawy i zbierać najwyższe nominały kart za "małe" tamy. Jedna i druga strategia ma rację bytu, jednak szybko może się okazać, że podczas gdy pozostali gracze na siłę zbierali duże zestawy, my pozbawiliśmy ich szansy zdobycia kilku kart o mniejszej wartości, ale wyższej sumie łącznej. Wprowadza to element presji czasu i wrażenie wyścigu do rozgrywki. 

W drugiej kolejności gra kojarzy się z Majestatem, ze względu na mechanizm pobierania kart z rzeki (w Majestacie rozkładamy poddanych, tutaj - karty kłody). Są to ciekawe rozwiązania, które sprawiają, że gra oferuje coś nie tylko dla dzieci, ale też dla starszego gracza. Jednocześnie Sztama! implementuje obie mechaniki - jaipurową i majestatową - w znacznie lżejszej formie, bardziej przystępnej do grania rodzinnego czy z dziećmi.






Nie bez znaczenia jest także element pamięciowy - zapamiętując, jakie karty mają już współgracze, możemy bardziej efektywnie polować na te, których jeszcze potrzebują, a tym samym utrudniać im zwycięstwo. Interakcja zauważalna jest również przy dobieraniu kart bobrów - łatwo pogrążyć przeciwnika, zostawiając mu później do zebrania same śmieci.



Interakcja

Sztama!, jak na lekki filler i tytuł rodzinny w jednym, ma zaskakująco dużo interakcji. Nie ma tu co prawda pola do szczególnie negatywnych, bezpośrednich zagrań, ale a na pewno budowanie tamy nie przypomina równoległego pasjansa, dzięki czemu rozgrywka jest całkiem emocjonująca. Każdy ruch przeciwnika ma wpływ na nasze decyzje, a nieuwzględnianie poczynań innych graczy to murowana przegrana.




Skalowanie i losowość

Sztama! skaluje się bardzo dobrze - działa w pełnym zakresie 2-4 graczy, zgodnie z tym, co sugeruje pudełko. Należy jednak liczyć się z tym, że im więcej osób, tym większa losowość, bo gra w znacznej mierze opiera się na doborze kart, a te przy komplecie graczy znikają ze stołu w ekspresowym tempie. Przy większej liczbie graczy bardziej ryzykowne staje się też zbieranie dużych zestawów, bo jest większa szansa, że i tak ktoś nas ubiegnie i zabierze karty premii, na które się czailiśmy. Oczywiście możemy później taki zestaw rozbić na kilka mniejszych, jednak w tej grze bardzo duże znaczenie ma zagrywanie tam w odpowiednim momencie i może się okazać, że te kilka tur, które przeznaczyliśmy na zbieranie kart z rzeki, pozbawi nas szansy na najlepsze karty bonusów.


Jednak ta zwiększona losowość i zmienność sytuacji to w zasadzie jedyne, co zmienia się wraz ze wzrostem liczby graczy. Wszelkie inne wrażenia z rozgrywki pozostają takie same niezależnie od tego, czy siadamy do dwuosobowego pojedynku, czy raczej rozgrywki w cztery osoby. Jest to niewątpliwy atut tego tytułu.


Podsumowując...

Sztama! to gra śliczna - tak najlepiej ją opisać. Grafiki, choć zdają się być kierowane do młodszych graczy, zawierają sporo mrugnięć okiem do starszych graczy. Zwłaszcza wśród kart śmieci znajdziemy prawdziwe, popkulturowe perełki: piłka Wilson z filmu Cast away, nadgryziony mepel czy lampa Aladyna to elementy, przy których trudno się nie uśmiechnąć.




Ze względu na wykorzystanie różnych gatunków drzew oraz samego motywu ekologii, gra może stanowić też fajne narzędzie edukacyjne, pokazujące młodszym (i nie tylko...) graczom bogactwo świata przyrody i konieczność zachowania czystości środowiska naturalnego.



Wydawało mi się, że Sztama! będzie idealnym tytułem na wakacje: niewielka objętościowo, prosta do nauczenia, ze stosunkowo krótką rozgrywką, wywołującą spore emocje. I pod żadnym względem się nie pomyliłam. Do Sztamy! z przyjemnością siadają osoby w różnym wieku, bo stanowi przyjemny, ekspresowy filler, a jednocześnie jest satysfakcjonującą grą rodzinną, która może pomóc dzieciom w nauce szacowania ryzyka i taktycznych zachowań.



Plusy:
+ piękne wykonanie i grafiki;
+ małe, kompaktowe pudełko;
+ proste zasady;
+ dynamiczna rozgrywka;
+ spora interakcja.

Minusy:
W swojej kategorii - lekka gra rodzinna - brak.


Tytuł: Sztama! 
Autor: Graeme Jahns 
Ilustracje: Thomas Hussung 
Wydawnictwo: Granna 
Czas gry: 10-20 minut 
Liczba graczy: 2-4


Za egzemplarz recenzencki Sztamy!
dziękuję wydawnictwu Granna:
wydawnictwo Granna




8 komentarzy:

  1. Było zaskakująco dużo kombinowania jak na tak małą grę i w sumie chętnie zagrałabym kiedyś w większym gronie (chociaż hitem dnia i tak był Azul :P).

    Wśród śmieci pływał jeszcze Necronomicon, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W więcej osób jest radosny chaos, ale dzięki temu nawet więcej kombinowania. Z Azulem faktycznie ciężko było konkurować, ale z drugiej strony Sztama! chyba celuje w nieco inną grupę odbiorców (albo to my zrobiłyśmy z Azula mózgożera).

      Taak, Necronomicon też! :D

      Usuń
    2. Mózgożera to my zrobiłyśmy chociażby z Królestwa królików, a w Azulu sensownie kombinowałyśmy, jak utrudnić sobie nawzajem życie :D

      Usuń
  2. O fajna karcianka się zapowiada. Dodamy ją do wyjazdu na urlop :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda bardzo zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi dość ciekawie, chociaż na początku trochę skomplikowanie. Myślę, że to dobry pomysł na prezent dla dzieci.
    Pozdrawiam! 💜

    bookmania46.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko tak wygląda skomplikowanie ;) sama rozgrywka jest banalnie prosta i ogarnie ją już pięciolatek. A i dorośli będą mieli frajdę :)

      Usuń
  5. Fajna gra, moim dzieciakom na pewno by się spodobała :D

    OdpowiedzUsuń