poniedziałek, 7 maja 2018

Zbieracz Burz, t. 1 i 2 - Maja Lidia Kossakowska



W recenzjach Żaren Niebios i Siewcy Wiatru pokazałam otwarcie, że Kossakowską i jej Zastępy Anielskie po prostu uwielbiam. Po przeczytaniu Siewcy wiedziałam już, że jeśli autorka wróci kiedykolwiek do tego uniwersum, to każdy kolejny tom będzie dla mnie absolutnym must-have. Obie części Zbieracza kupiłam w dniu ich premier, co nie zdarzało mi się, odkąd skończyłam 14 lat i przestałam desperacko wyczekiwać kolejnych "Potterów". Czy jednak Zbieracz Burz sprostał moim oczekiwaniom? Tak, bardzo. I jednocześnie - w ogóle.


„No i pięknie. Trzej muszkieterowie znowu razem. A z nieba przyświeca im śliczna gwiazdka. 
Zagłady.


Daimon, Tańczący na Zgliszczach, ma misję. Niefajną - ma walnąć Gwiazdą Zagłady w Ziemię w imię Jasności. Niestety, dobrze nam już znany z wcześniejszych tomów Regent Królestwa i jego współpracownicy wiedzą lepiej i zrobią wszystko, żeby go powstrzymać. W obliczu kryzysu wszyscy wrzeszczą na siebie, miotają się po kątach i popadają w obłęd. W jakiś sposób wyróżnia się jeszcze Rafał, który przynajmniej pozostał sobą (i nawet już nie szlocha), ale z ciekawych, mocno nakreślonych postaci jego współbraci nie zostało nic: zachowują się - używając nomenklatury Kossakowskiej - jak marcowe chimery i w pewnym momencie nikogo nie da się lubić. Ani archaniołów, ani demonów, nawet mój ukochany Asmodeusz jest jakiś pretensjonalny. A do tego wszyscy użalają się nad sobą i swoim ciężkim losem.

Marudzę...

Na domiar złego, to marudzenie i użalanie się nad sobą ubrano w formę narracji drugoosobowej. Tak, dokładnie - ty idziesz, ty mówisz, ty czujesz, ty, biedny Abaddonie. I nie tylko Abaddonie, bo ta nieszczęsna narracja dotyczy każdego jak leci. Asmodeusz? Spoko. Gabriel, Michał? Też. To może i Antykreator...? A czemu nie! Ewidentnie wszyscy mają jakieś zaburzenie, każące zwracać się do samego siebie per "Ty", a na dodatek robią to dokładnie w tym samym stylu, co sugeruje, że oprócz choroby psychicznej dzielą też wszelkie cechy osobowości. Ponieważ w pozostałych tomach takich dywagacji nie ma, wygląda mi to na jakiś eksperyment literacki, który niestety totalnie się nie powiódł.

Kroczysz przez mękę. Płyniesz przez bagno bólu. Dławisz się strachem. Przemierzasz pustynię smutku. Pustelnię samotności. Jesteś u źródeł rozpaczy. Pastwisz się nad wszystkim, co żyje. Obchodzi cię tylko ekstaza śmierci. Kochasz cierpienie. Nie własne. Innych. Innych. Całego Uniwersum. Stajesz się nosicielem zarazy, zarzewiem wojny, sprawca mordu. Chcesz krwi. Nie dla ostatecznego zniszczenia. Nie dla triumfu apokaliptycznego zła. Dla siebie. Podtrzymujesz swoje istnienie dzięki euforii wywołanej zadawaniem bólu. Dzięki temu rośniesz. Czujesz. Uczysz się. Odczuwasz coś na kształt zimnej, stężałej radości.


Co gorsza, takie anielskie (i demoniczne) marudzenie potrafi się ciągnąć przez parę stron bez przerwy i składać głównie z powtarzania tego samego, ale z użyciem różnych środków stylistycznych. Festiwal synonimów i porównań, proszę Państwa. A właśnie: o ile plastyczne porównania i biblijne smaczki tu i tam były fajne w Siewcy, o tyle nagromadzenie porównań w stylu "jesteś samotny jak Józef w studni, która jest pusta niczym pustynia Moab, więc zaraz zaczniesz świrować jak Jonasz w brzuchu wieloryba" w pewnym momencie robi się wymuszone i pretensjonalnie. Bo nawet najlepsza przyprawa użyta bez umiaru potrafi zepsuć danie.

No, ale jakoś trzeba było zapełnić te dwa tomy, gdy miało się pomysł tylko na jeden. Bo całą akcję - nawet nie pozbawiając jej niezbędnych, plastycznych opisów Kossakowskiej - dałoby się zamknąć w maksymalnie 450 stronach, a tych mamy tutaj w sumie 768. Dopiero mniej więcej w połowie drugiego tomu Autorka przypomniała sobie, że wypadałoby skupić się na akcji. Na pocieszenie dostajemy nawet kolejną, dobrze opisaną bitwę. Niestety, ale konkluzja jest nieunikniona: rozbicie tej historii na dwa tomy to czysto biznesowe rozwiązanie, bo dwie przegadane kolubryny będą jednak kosztować więcej, niż jednotomowa powieść.

Aha, jeszcze jedno - podobno aniołowie i demony mówią wszystkimi językami. Tymczasem Asmodeusz przez pół powieści chodzi i zachwyca się piosenką Sympathy for the Devil, twierdząc, że to "wyrazy sympatii dla diabła". Ktoś tu miał jakieś ostre zaćmienie językowe, tylko nie wiem, czy sam Mod, czy raczej autorka z redaktorem do spółki...?


...a teraz nie marudzę.


Czy ta egzaltowana pisanina może się w ogóle podobać? Otóż - może. Bo Zbieracz Burz jest w gruncie rzeczy dobrą powieścią. Gdy czytałam go wcześniej w oderwaniu od reszty, mankamenty stylu nie działały mi aż tak na nerwy - wypadają źle głównie w porównaniu z rewelacyjnym Siewcą i Żarnami. Choć może się wydawać, że jest to "historia o niczym", to odrzuciwszy tę rozdmuchaną wierzchnią warstwę, odkryjemy całkiem niezły pomysł na fabułę, która jest nawet zgrabnie poprowadzona. Na przekór wszystkiemu jestem w stanie poczuć, że to nadal są "moje" aniołki. Nadal znajdziemy te żarty z pazurem, które tak błyszczały w Siewcy Wiatru czy w opowiadaniach. 

Są też inne plusy. Jeden z nich ma na imię Nefer i ostatnio zajął pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu najlepszych kotów fantastyki. Wygadany, widmowy kot, zamieszkujący kotokształtny sarkofag w antykwariacie Asmodeusza. Co prawda też użala się nad sobą, ale robi to z niezaprzeczalnym, bezczelnym, kocim urokiem. Drugi to świetne zakończenie powieści - bardzo emocjonalne, na swój sposób nawet wzruszające. Książce brakuje jedynie - lub aż - tej elegancji i czystości stylu, do której Autorka przyzwyczaiła nas we wcześniejszych odsłonach serii. 

Jeśli polubiliście Daimona i resztę skrzydlatych, a do tego macie tyle samozaparcia, żeby pobawić się w anielskiego archeologa i odszukać to zakopane pod słowotokiem piękno, które cały czas gdzieś tam jest, to polecam Wam tę historię. Jeśli jednak uniwersum Zastępów Anielskich nie zachwyciło Was wcześniejszymi historiami, to, no cóż... Zbieracza Burz możecie sobie bez żalu darować.



Tytuł: Zbieracz Burz, t. 1 i 2
Seria: Zastępy Anielskie #3 i #4 (#1 Żarna Niebios, #2 Siewca Wiatru)
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 416 + 352


21 komentarzy:

  1. Zastanowię się nad tymi książkami. Nie czytałam nic od autorki.

    Pozdrawiam,
    Książkowa Przystań

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko przeczytaj najpierw opowiadania, nie zaczynaj od środka ;)

      Usuń
  2. Zakończenie to klasyka kiczu, a jednocześnie jakieś takie faktycznie ładne jest xD aż wstyd, ale mi się też podobało. Bram jeszcze nie czytałam, czekam na swój egzemplarz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd - nie wiem, ale fakt, troszkę o kicz się ociera. Tylko że stanowi takie ładne zamknięcie :) Bramy Światłości niestety mnie bardzo rozczarowały, ale może Tobie przypadną do gustu... jest szansa, jeśli lubisz lekkie "powieści drogi" w ciekawym temacie ;)

      Usuń
  3. Moje pierwsze i jedyne spotkanie z tą autorką było katastrofą i raczej już nie sięgnę po nic jej autorstwa. Nie ten styl, nie taka narracja, ogólnie twórczość tej pani i ja się niestety nie dogadujemy.

    Pozdrawiam i zapraszam:
    Biblioteka Feniksa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, bywa, nie ma się co zmuszać :) z ciekawości - która powieść tak dała Ci się we znaki?

      Usuń
  4. Jakoś nie jestem przekonana, choć z drugiej strony wydaje mi się, że pierwsze tomy mogłyby mi przypaść do gustu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i spokojnie mogłabyś na nich poprzestać :) Spróbuj przynajmniej z opowiadaniami, to najsolidniejszy punkt programu. Jak się spodoba, to potem będziesz przekonana - albo w tę, albo we w tę ;)

      Usuń
    2. Zobaczymy :) Na razie zmagam się z PLO. Czytam drugi tom, podoba mi się, ale jednak pierwszy był lepszy :)

      Usuń
  5. Genialna recenzja! ♥
    Co do samych książek, to przyznaję, że nie czytałam jeszcze żadnej powieści Kossakowskiej. Obie części "Zbieracza" nie brzmią jednak zachęcająco, głównie przez te spartaczone postacie, które nagle stały się bardzo marudne oraz wymuszone metafory i porównania, które w takich ilościach są grubą przesadą. Na razie może dam sobie spokój, żeby niepotrzebnie się nie zniechęcać.

    Pozdrawiam cieplutko! ♥

    bookmania46.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Myślę, że jesli miałabyś ochote na rozpoczęcie przygody z Kossakowską, to spokojnie mogłabyś się wziąć za Żarna niebios (zbiór opowiadań) - sa naprawdę dobre. No i zarówno one, jak i pierwszy tom - Siewca wiatru - stanowią zamkniętą całość i można odpuścić sobie kontynuację, która jest słabsza ;)

      Usuń
  6. Spakuję komentarzami, ale w końcu znalazłam kogoś, kto podziela moją opinię o tej serii :D Mnie też irytują nieziemsko te wstawki w drugiej osobie i fakt, że Autorka zrobiła z tak fajnych postaci bandę użalających się nad swym losem marud. Aczkolwiek Asmodeusz i Lucyfer całkiem mi się w tej książce podobali :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spamuj do woli, tez się ciesze, ze trafił tu ktoś, kto podziela moje wrażenia :D W takim razie zaglądaj jeszcze za jakiś czas - mam już recenzje Bram Światłości. Ostrzegam jednak, że strasznie mnie rozczarowały te książki ;)
      Fakt, Mod i Lampka jeszcze trzymali klasę, choć Moda wole w wersji nieco mniej romantycznej ;)

      Usuń
  7. Nie dotrwałam do tych części, po "Siewcy" seria wylądowała u mnie na półce hańby i czeka na przeczytanie do końca. Trochę mnie zaniepokoiłaś tą recenzją, ale mam nadzieję, że mimo wszystko będę się dobrze bawić przy lekturze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie odświeżysz sobie przedtem Siewcy, to może nie będzie tak źle. Pierwszy raz czytałam Zbieracza osobno (po paru latach od lektury Siewcy) i nawet mi się podobał; teraz odświeżyłam całą serię i niestety kontrast pod względem jakości był kolosalny ;)

      Usuń
  8. Jestem ciekawa jak ja odbiorę "Zastępy...". W końcu dorobiłam się całości i chciałabym jeszcze w tym roku pochylić się nad serią. Z drugiej strony tyle zakończeń innych serii, że ciężko zaczynać coś nowego. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa, czy przypadną Ci do gustu :) to chyba moje ulubione "lżejsze" fantasy - choć, jak widać po tej recenzji, godne uwagi sa w zasadzie pierwsze dwie książki, potem jest równia pochyła, niestety.
      I wiem coś o tych seriach wymagających zakończenia ;)

      Usuń
  9. Ja skończę przygodę z Kossakowską na "Siewcy", bo większej ilości aniołów i demonów nie wytrzymam. Tym bardziej, że przytoczone przez Ciebie cytaty wyraźnie pokazują, że rzuciłabym w którymś momencie książką o ścianę ze złości na ten typ pisarstwa><

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A opowiadania czytałas, bo mi umknęło? Bo jak nie, to jeszcze opowiadania, koniecznie, są lepsze od Siewcy nawet ;)

      Usuń
  10. Dzięki za ciekawą recenzję :) Zachęciłaś mnie bardzo i muszę się rozejrzeć za pozycjami tej autorki :)
    Wpadaj do nas: http://antykwariat-marzen.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jeśli Cię nie zraziłam akurat tą recenzją... ;) Pierwsze tomy znacznie lepsze ;)

      Usuń