wtorek, 1 maja 2018

Kulturalne podsumowanie kwietnia


I już maj... Za mną całkiem udany "kulturowo" miesiąc: 6 książek, 2560 stron, 4 nowe gry (jedna komputerowa - a to, jak pewnie zauważyliście, jeszcze się nie zdarzyło!) i 1 film... który totalnie do mnie nie przemówił.


Przeczytane:

6 książek, w gruncie rzeczy bez większych rozczarowań, ale też bez jakiegoś tytułu, który rzuciłby mnie na kolana. No i jest to czwarty miesiąc bez choćby jednej książki po angielsku... zrzucam tu winę na Legimi, które podsuwa mi nowości po polsku w takim tempie, że nawet nie chce mi się szukać oryginałów...


Balagan. Alfabet izraelski - Paweł Smoleński
Balagan, czyli po hebrajsku bałagan - jedno ze słówek, które Żydzi zjeżdżający 70 lat temu do nowo powstałego państwa przywieźli ze sobą z Polin, Polski. Przywieźli też dużo innych rzeczy z różnych dziwnych miejsc, po których byli rozproszeni, tworząc niesamowite, chaotyczne, zróżnicowane kulturowo i... cudowne miejsce na Ziemi. I o tym zróżnicowaniu i radosnym chaosie jest ta książka - lektura obowiązkowa dla każdego, kto chciałby poznać choć przedsmak "prawdziwego" Izraela.


Dziedzictwo Orchana - Aline Ohanesian
Kolejna z książek typu "Stwórz opis na okładkę, ok? Jak to, nie wiesz o czym jest ta książka? Nie martw się, poradzisz sobie!". Miał być romans, epopeja narodowa, saga rodzinna i Bóg wie co jeszcze. Nie było - i całe szczęście, bo dzięki temu dostałam bardzo nie-sztampową, mocną obyczajówkę z bardzo, bardzo głębokim przesłaniem i szeregiem otwartych pytań. Świetna sprawa.


Endymion - Dan Simmons
Mając Hyperiona wraz z Upadkiem w prywatnym "top3 s-f", po Endymionie obiecywałam sobie dużo. Za dużo, jak się okazało. Czytało się przyjemnie, ale nie było już tego efektu wow, który nie pozwalał mi odłożyć książki przez pół nocy. Ale tutaj mamy typową powieść drogi, których nie jestem szczególną fanką - dopiero mniej więcej w 3/4 książki zaczęła budzić we mnie konkretne emocje. Kawałek dobrej literatury, ale nie tak dobrej, jak pierwsza dylogia. 


Sympatyczna książka, która ma za cel odpowiedzenie na najbardziej nurtujące pytania dotyczące życia w kosmosie. Porusza kwestie tak "przyziemne" jak korzystanie z toalety czy picie herbaty (które nie jest takie znowu proste w nieważkości), ale też opowiada o technicznych aspektach startu, znaczeniu astronautyki w codziennym życiu osób na Ziemi i o tym, czy istnieją procedury na wypadek kontaktu z Obcymi. Peake ma dar do opowiadania (albo dobrego redaktora ;)), więc lektura była naprawdę przyjemnością.


Wodnikowe Wzgórze - Richard Adams
Powrót po latach, bo może nie zrozumiałam za pierwszym razem... ale niestety: nadal nie rozumiem fenomenu. Owszem, zgrabnie napisana książka, doceniam rolę, jaką odegrała dla animal fantasy jako takiego, ale... no jakoś nie zachwyca do końca. A do tego napisana jest trochę nie wiadomo dla kogo - taka książka dla dzieci, napisana jak dla dorosłych. Albo odwrotnie. Grunt, że coś nie do końca wypaliło.


 
Osobliwy dom Pani Peregrine - Ransom Riggs
Chcę ją zrecenzować, ale będzie to trudne, bo wpada w kategorię najtrudniejszych do opisania pozycji: tych nijakich. Niby wszystko osobno jest całkiem fajne, ale jednocześnie książka pozostawia czytelnika z takim "o, koniec, aha, to co teraz czytamy?" Zero większych emocji. Film podobał mi się dziesięć razy bardziej, mimo fabularnych ingerencji (a może dzięki nim?)...


Łącznie stron: 2560.

Obecnie czytam (i obiecuję sobie, że jednak ograniczę nieco liczbę czytanych jednocześnie pozycji...):



Ograne:

Cztery tytuły, czyli całkiem niezły miesiąc. Tym bardziej, że jedna pozycja jest... nietypowa.

7 Cudów Świata: Pojedynek (2 osoby, wyd. Rebel)
Zdecydowany hit tego miesiąca i moja nowa ulubiona mała dwuosobówka (mimo że przegrywam mniej więcej połowę partii). Zaskoczenie o tyle, że "dużych" 7 Cudów Świata (dla 3-7 osób) zbytnio nie lubię i sprzedałam swój egzemplarz już parę lat temu. A tutaj - kilka różnych dróg do zwycięstwa, spora dawka kombinowania i wzajemnych drobnych złośliwości. Świetna gra - w maju ogrywamy dodatek ;)


Karmaka (2-4 osoby, wyd. Foxgames)
Kolejna karcianka na liście. Przepięknie wydana (grafiki naprawdę powalają) i zdecydowanie złośliwa w rozgrywce - naszym celem jest wspięcie się po drabinie karmicznej od żuka gnojownika do Nirvany, a osiągamy to, zagrywając karty na nasze życie obecne, przyszłe lub wykorzystując ich zdolności. Na przykład do uwalenia przeciwnika. Ale że karma wraca, a zagraną przeciwko sobie kartę nasz przeciwnik może sobie wziąć i użyć na nas w przyszłym życiu, to trzeba nieźle szacować ryzyko...


Królestwo Królików (2-4 osoby, wyd. Egmont)
Rzutem na taśmę pod koniec miesiąca poznaliśmy jeszcze Królestwo Królików. Tytuł sugeruje lekką, krótką gierkę z sympatycznym tematem, co okazuje się mylące, bo po pierwsze gra trwała 1,5 godziny  (dwa razy więcej, niż sugeruje pudełko), a po drugie chwilami było przyciężko. Mechanicznie i graficznie jest niby ciekawie, ale zdecydowanie musimy to jeszcze ograć...


I, uwaga uwaga:
Rise of the Tomb Raider 
Przez ostatnie 10 lat, odkąd skończyła się moja przygoda z Baldur's Gate, nie grałam na komputerze w ogóle. Wiedźmin (Dziki Gon) ogrywany przez Dawida utwierdził mnie w przekonaniu, że wypadłam z obiegu na zbyt długo i teraz już nie ogarniam (niczego - na przykład poruszania postacią tak, żeby szła... gdziekolwiek, a nie na przykład w ścianę), więc na długo dałam sobie spokój nawet z próbami. Dlatego z przyjemnością informuję, że... gram w Tomb Raidera! Przeszłam cały tutorial (tylko raz dostając szału) oraz całe 2% Syrii. Imponujące początki, wiem, ale nie ukrywam, że nawet sprawia mi to przyjemność, więc jest szansa, że to przygoda na dłużej.

Obejrzane:

Cały jeden film, czyli i tak nieźle, bo przecież zdarza się, że nie oglądamy nic ;) Oprócz tego zaskakująco konsekwentnie (jak na mnie, osobę, której poza Grą o tron nie udało się nigdy obejrzeć w całości choćby jednego całego sezonu jakiegokolwiek serialu) oglądamy sobie nadal Big Bang Theory i Young Sheldon. Przy okazji odkryłam też, że oglądanie filmów czy seriali to dla mnie wydarzenie towarzyskie - sama nie oglądam niczego i nie sprawia mi to przyjemności. Ba, ja nawet nie wpadnę na pomysł, żeby coś sobie włączyć, gdy siedzę sama - wtedy z automatu sięgam po książkę...

Tulipanowa gorączka (reż. Justin Chadwick, 2017)

Obsada z kosmosu (i aktorsko też niczego sobie), fajna narracja, klimat jest, kostiumy genialne, a film do niczego. Sfrustrował mnie strasznie, nie potrafiłam polubić żadnej postaci (może poza epizodyczną rolą świetnej Judi Dench), a główny wątek romantyczny (z gościem, który wyglądał jak taka brzydsza wersja di Caprio z Titanica - to nie pomogło) okazał się tak potwornie naciągany, że aż bolało. Film wybrał Dawid, który ma obecnie szlaban na wskazywanie nowych tytułów do obejrzenia ;)

~

A jak Wam minął miesiąc? Trafiliście na jakieś czytelnicze czy planszówkowe perełki?

I jakie macie plany na majówkę? :)


16 komentarzy:

  1. O! Zaczęłaś "Czas żelaza" - jestem bardzo ciekawa czy Ci się spodoba. :D
    Co do Peregrine filmu nie oglądałam, a książkę czytałam po słowacku. Początek był dla mnie strasznie niemrawy, ale jak się już wkręciłam, to historia okazała się przyzwoita. :D

    Co do planów na majówkę, to praca (tak w Słowacji trochę inaczej się to rozkłada) i parę samochodowych eventów. :)

    Zaczytanego! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas żelaza trafił na listę do przeczytania dzięki Tobie i długo nie mogłam znaleźć na niego czasu. Na razie czyta się przyjemnie, ale nie chcę przechwalić, bo to dopiero początek.

      Koniecznie obejrzyj Panią Peregrine :) Film mi się naprawdę spodobał, ale ja lubię takie klimaty spod ręki Burtona. Ekranizacja okazała się więcej niż przyzwoita i ładnie budowała napięcie (aż do finału z prawdziwego zdarzenia), no i Pani Peregrine sama w sobie była świetna :)

      Ja też pracuję, jeśli Cię to pocieszy. Pierwszy raz od dwóch lat nie pracuję 1-go i 3-go, ale wszystko pomiędzy już tak... W Izraelu też się to trochę inaczej rozkłada, nawet jeśli siedzi się w Polsce i tylko wspiera rynek ;)

      Wzajemnie zaczytanego! :)

      Usuń
  2. Trzeba było się nie przyznawać, ile grałyśmy w Królestwo Królików... Zaraz ktoś nam zarzuci, że jesteśmy za głupie na tę grę :P Ale wiesz, jak nie myślę o bólu głowy po zakończeniu rozgrywki, tylko o samej grze, to nawet bym jeszcze raz zagrała, ale koniecznie z Dawidem (albo Zuzą - ważne, żeby na więcej osób, bo mam wrażenie, że wtedy będzie dużo szybciej).

    Ja czasami oglądam sama filmy (o tym, że nie oglądam seriali, zapominam średnio co dwa lata, co skutkuje tym, że do mnie dzwonisz, żeby sprawdzić, czy żyję :P), ale muszę uważać, bo jeśli coś "odpalam", a nie po prostu bezmyślnie gapię się w telewizor, jak dzisiaj na dwie części Iron Mana, to kończy się na ścieżce dźwiękowej z Gladiatora, if you know, what I mean ;)

    A, nie mówiłam Ci - oglądałam Thora: Ragnarok. To było durniejsze od Spidermana O.o Ale i tak ciekawsze. Rano Ci opowiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to w ogóle jestem za głupia, w końcu to Ty musiałaś przeczytać instrukcję ;) Ale też jeszcze zagram.

      Przez Twoje nieżycie ostatnie, wczoraj oglądaliśmy z Dawidem Lucyfera do 23 i dziś nie mogłam wstać do pracy, także tego ;)

      Dobrze że ja się z Thora wyleczyłam, w takim razie. A przecież nic nie może być durniejsze od Spidermana...

      Usuń
  3. Z planszówkowych perełek trafiłam na grę Azul <3 Świetna gra na myślenie, przyjemna dla oka i ogólnie wciągająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie miałam przyjemności - na razie tylko podziwiam na zdjęciach, bo faktycznie komponenty ma imponujące <3

      Usuń
  4. No patrz, a ja uwielbiam Osobliwy dom <3 Byłam pod wielkim wrazeniem tej książki, ale dla mnie ta historia skończyła się na pierwszym tomie i nie zamierzam czytać kolejnych :D
    Ooo widzę Brandona <3
    Kurde, mam straszną ochotę zabrać się za Drogę królów, ale toż ja to z miesiąc będę czytać xD
    Pozdrawiam :)
    Niekulturalna Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, znałam film wcześniej. Może to też miało wpływ... ale generanie dużo bardziej podobały mi się rozwiązania reżysera, w książce jednak czegoś mi zabrakło - niby pomysł fajny, ale jakoś szczątkowo wykorzystany. I raczej też nie zamierzam czytać kolejnych :D
      Tak, maj będzie z Brandonem ;) Ale za Drogę Królów się nie biorę, póki nie wyjdzie więcej tomów (jestem twarda!). Dlatego właśnie na Rozjemcę padło :)

      Usuń
  5. Chętnie bym przeczytała "Balagan" i "Osobliwy dom pani Peregrine". Kusi mnie też "Wodnikowe Wzgórze", bo nie znam...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balagan jest świetny, zwłaszcza że mam wrażenie, że dla większości ludzi w Polsce tematyka Izrael = judaizm = Żydzi = holokaust, a tutaj widać, jak niesamowity jest to kraj... i jak nie wiele ma na co dzień wspólnego z holokaustem, mimo wszystko ;)

      Usuń
  6. Miałam bardzo podobne uczucia względem Endymiona. Czytało mi się świetnie, emocjonowałam się mocno, a mimo to w porównaniu z pierwszymi dwoma tomami cyklu wszystkiego było trochę mniej. Co nie zmienia faktu, że uwielbiam cały cykl. Właściwie od czasów Hyperiona dopiero teraz Pierce Brown z Red Rising tak mnie porwał, jeśli chodzi o literaturę sf:)

    Czy ja widzę Rozjemcę na tapecie? 👍🏻

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, Rozjemca nawet właśnie w tej chwili towarzyszy mi w drodze autobusem :) (Swoją drogą, aż żałuję, że tak rzadko korzystam z komunikacji publicznej - w samochodzie za kierownicą nie mogę sobie poczytać...).

      Dokładnie - sięgnę z przyjemnością po Triumf Endymiona, ale generalnie trochę żałuję, że nie było to już takie "wow absolutne". No, ale dla mnie Hyperion to był przełom, bo wcześniej wierzyłam, że w sumie s-f jest mi obojętne ;)

      Usuń
  7. Wodnikowe wzgórze na pewno bedę czytać. A Endymion... jak przeczytam Upadek Hyperiona. Szkoda, że aż tak nie przepadłaś, ale i tak liczę na mega dobrą książkę. :) Hah, ja max staram się czytać 3-4 książki na raz. A ty aż 6. :D Jak tam Rozjemca? :)

    Wyjątkowo tym razem mogę skomentować planszówki, bo wyobraź sobie, że Pojedynek i Karmakę dostanę w paczce na urodziny. :D Fajny zbieg okoliczności. Karmaka ma faktycznie przepiękne karty, oglądałam je sobie w internecie, i bardzo mnie cieszy, że o obu grach wyrażasz się tak pozytywnie. <3 Od siebie mogę polecić Hero Realms. Karcianka w klimatach fantasy, bardzo grywalna, prosta w zasadach, z dużą ilością kart z pięknymi grafikami. :) W ogóle w ostatnim miesiącu-dwóch bardzo mnie wzięło na karcianki/planszówki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo niedobrze, że Hero Realms aż takie fajne, bo... bo dostałam Star Realms. Z grubsza to samo, ale w klimatach sf (jeszcze nie graliśmy). Tak coś czułam, że będę żałować, że to nie wersja fantasy jednak :D
      Ale oczywiście strasznie się cieszę, że wpadłaś w karcianki/planszówki :) Jak trafisz na cokolwiek nowego, to koniecznie dawaj znać. Pojedynek długo leżał u mnie "w kolejce" bo pokonywała mnie instrukcja i niechęć do oryginalnego multiplayera, ale generalnie wierzę, że się nie rozczarujesz. Karmaka mnie zaskoczyła niesamowicie :) Jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń!

      Ja się staram czytać 2 - jedną "papierową", drugą na czytniku. A że w tym miesiącu wyszło jakoś inaczej... ;) To trochę wynika z tego, że mam tu 4 pozycje niefabularne, a muszę mieć do takich nastrój jednak. Rozjemca bardzo mi się podoba póki co :)

      Usuń
    2. Pani w sklepie z planszówkami proponowała nam Star Realms, ale że Kam nie trawi klimatów sf, to po dogadaniu się wyszło, że jest coś takiego w klimatach fantasy, więc wzięłyśmy. :D Mega mi się to podoba, a to chyba największa rekomendacja od kogoś, kto z planszówkami/karciankami nie bardzo się do tej pory lubił. :P

      Dam, ale ja to bardziej od Ciebie inspirację czerpię i dopiero zaczynam w tym temacie -- grałyśmy w Warhammera, ale nigdy specjalnie mi to nie zaskoczyło, a inne gry były dość proste i szybko się nudziły ("Hobbit. Wyprawa po skarb" czy jakaś gra z "Cthulhu").

      Pojedynek mi się w zamyśle podoba, bo kojarzy mi się z grą komputerową "Civilization", ale instrukcja mnie przeraża właśnie. :) W Karmakę grałyśmy już wczoraj i omg, jaka to wredna i złośliwa gra. :D A takie niepozorne to przez te ładne karty. :P

      U mnie to jest jedna papierowa pociągowa, jedna papierowa domowa, jedna w legimi, audiobook... zazwyczaj jakoś tak się rozkłada. :) Nom, do niefabularnych trzeba mieć wenę. Ja Rękopis Sapkowskiego czytam już od grudnia i skończyć nie mogę. :) Bardzo mnie ten Rozjemca cieszy. :D

      Usuń
  8. Rise of the Tomb Rider <3 gralam, nawet spisalam wrażenia na blogu :) bardzo mi się podobala i swietnie sie przy tym bawilam. Polecam takze Wiedzmina 3 - chodzenie nie jest takie trudne xD ale ja to uwielbiam dobre gry, zwlaszcza jesli gry są odpowiednio filmowe :)

    OdpowiedzUsuń