czwartek, 12 kwietnia 2018

Kulturalne podsumowanie marca


Wygląda na to, że przez ostatnie dwa tygodnie mnie tu nie było. Śpieszę się usprawiedliwić: potrzebowałam ostatnio trochę wyciszenia, zwłaszcza że cierpię na zaawansowany komputerowstręt (8h przy komputerze w pracy mnie pokonuje), co nie ułatwia potem pisania i udzielania się w blogosferze. Ale: nadal żyję! Na dowód, że mam się całkiem nieźle - poniżej 7 lektur, jakie przeczytałam w tym miesiącu.


Przeczytane

Dla odmiany kolejność odwrócona - myślę, że może zaskoczyć Was to, co zyskało u mnie miano Najlepszej Książki Marca 2018 ;)


7. Kiedy księżyc jest nisko - Nadia Hashimi
Drugie spotkanie z Hashimi, niestety, zdecydowanie mniej udane niż w przypadku jej debiutanckiej Afgańskiej Perły. Powieść okazała się wybitnie przeciętna i nie zdołała mnie zachwycić, ale nie była też bardzo zła - ot, taka sobie obyczajówka, którą można przeczytać, ale wielka krzywda się nam nie stanie, jeśli sięgniemy po jedną z lepszych książek w bliskowschodnich klimatach.



6. Zbieracz burz t. 1 - Kossakowska
5. Zbieracz burz t. 2 - Kossakowska
Dalsza przygoda z Zastępami Anielskimi trwa. Niestety, czytanie tych książek jedna po drugiej wyjątkowo źle wpłynęło na mój odbiór Zbieracza burz: gdy wiele lat temu czytałam go w oderwaniu od Siewcy wiatru i Żaren niebios, miałam pewne zastrzeżenia, ale teraz, gdy odświeżyłam sobie pierwsze tomy, widzę dopiero, jak bardzo autorka obniżyła loty w tym tomie. Nie będę spoilerować, bo recenzja już gotowa - wyglądajcie jej w najbliższym czasie!


4. Bramy Światłości t. 1- Kossakowska
3. Bramy Światłości t. 2 - Kossakowska
Kolejne dwie odsłony Zastępów Anielskich. Łatwe, lekkie i przyjemne... byle co. Z naciskiem na „łatwe i lekkie”, bo z tą przyjemnością bywało różnie. Nie żałuję lektury, ale jestem bardzo rozczarowana niewykorzystaniem potencjału, który przecież początkowo tkwił w tej serii wyraźny niby płonący miecz u bram Raju, że pozostanę przy nomenklaturze autorki.



2. Labirynt duchów - Zafón
Kontynuacja rewelacyjnej serii Zafóna, otwartej przez Cień wiatru, który pozostaje jedną z moich ukochanych książek. Niestety, kolejne rozczarowanie: totalnie nie czułam tu klimatu, do którego przyzwyczaił mnie autor. Jeśli ktoś szuka intrygi z kryminalnym zacięciem, to może być bardzo zadowolony z lektury Labiryntu duchów: niestety, to już nie jest mój Zafón. A szkoda, bo wcześniejsze tomy trzymały poziom, mimo że wyraźnie różniły się od siebie. Labirynt duchów różnił się aż za bardzo i - muszę to powiedzieć - był zdecydowanie za długi...



1. Przewodnik Pani Bradshaw. Ilustrowany informator o drogach żelaznych - Terry Pratchett
Ze wszystkich przeczytanych w tym miesiącu książek najlepiej będę wspominać tę niepozorną pozycję, która nawet nie jest powieścią. Przewodnik Pani Bradshaw jest przecudnie wydany, sympatyczny i pełen na wskroś pratchettowskiego humoru. Lektura obowiązkowa dla każdego fana Świata Dysku - i pomyśleć, ze o mały włos  w ogóle bym jej nie przeczytała!



Przeczytanych stron: 2639.


Generalnie, jak widać, miesiąc bardzo specyficzny - książek sporo, niby żadna nie zrobiła mi szczególnej krzywdy, ale szału tez nie było. Szkoda, bo w zasadzie wszystkie lektury były kontynuacjami albo kolejnymi pozycjami tych samych autorów, po których sporo sobie obiecywałam. Mam nadzieję, że ten miesiąc (cichutko powiem, że zaczął się bardzo dobrze) wypadnie jednak nieco lepiej...



Obejrzane


Bogowie Egiptu - reż. Alex Proyas (2016)
O rany, jakie to było złe! Nie myślałam, że mnie - jako ogromną fankę egipskich klimatów i fantastyki - coś może aż tak odrzucić. Dość płytka historyjka z masą efektów specjalnych (czasem aż zbyt specjalnych jak na mój gust) i rewelacyjną obsadą, która nie wiem, co tam w zasadzie robiła. Poza tym twórcy chyba nieco się zapomnieli: obsadzenie Gerarda Butlera w roli antycznego herosa i kazanie jednemu z jego towarzyszy na krzyczenie „This is madness!” sprawia, że automatycznie czeka się na spektakularnego „kopa” i wykrzyczenie, że nie, żadne szaleństwo, tylko Sparta - a ja 300 oglądałam wieki temu. Rzucanie tak charakterystycznych tekstów w tak podobnej wizualnie scenie to albo przejaw głupoty, albo „easter egg” - ale jeśli tak, to też idiotyczny, więc na jedno wychodzi. Blah!


Kształt wody - Guillermo del Toro (2017)
Mądrzy ludzie powiedzieli, że to najlepszy film roku, więc może nie powinnam się odzywać, bo ze mnie żaden specjalista. Muzyka i strona wizualna filmu co prawda były naprawdę fajne, ale całość zabija mało wiarygodna, naciągana fabuła, mnóstwo dłużyzn, zbędnych, absurdalnych i niepotrzebnie brutalnych scen - czyli czysty del Toro, bo jego Labirynt Fauna mogłabym opisać tymi samymi scenami (a jednak i tak bardziej mi się podobał od tegorocznego zwycięzcy Oscara).


~

Jak Wam minął marzec? Mam nadzieję, że trafialiście na nieco lepsze lektury niż ja - więc może chcecie podrzucić mi jakiś ciekawy tytuł? :)
Tęskniliście za mną trochę pod moją nieobecność? ;)


26 komentarzy:

  1. Widzę, że pomimo blogowej nieobecności nie próżnowałaś :D Świetny wynik, szkoda tylko, że tyle książkowych rozczarowań :(
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, też mnie to boli, zwłaszcza że wszystko to kontynuacje serii, które naprawdę uwielbiam :(

      Usuń
  2. Ooo, ten Pratchett mnie zainteresował. Na Zafona też się czaję, natomiast Kossakowska jakoś mnie nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kossakowskiej polecam pierwszy tom serii (Siewca wiatru), ewentualnie chociaż same opowiadania (które ostatnio recenzowałam) - to jest naprawdę kawał solidnej literatury. Po prostu potem lepiej sobie chyba odpuścić... ja czytam z sentymentu, ale strasznie źle to wypadło tym razem.
      Ciekawe, czy Zafón bardziej Cię przekona :) mam wrażenie, że z moimi chłodnymi odczuciami względem tej części jestem w zdecydowanej mniejszości.

      Usuń
  3. U mnie były 4 książki (5 biorąc pod uwagę że Samotnia była w dwóch tomach), a najbardziej podobał mi się Hobbit na równi z Wyprawą Czarownic. Ten Przewodnik koniecznie muszę dorwać! Przy okazji książki o kupkach zauważyłam, że coś takiego istnieje, ale totalnie mi to wyleciało z głowy i dopiero Ty przypominasz. :D Dzięki. :)

    Oba filmy widziałam. Bogowie Egiptu... rany, w ogóle nie pamiętam, jakie ja miałam po tym wrażenia. Chyba neutralne. A Kształt wody... no mnie się w ogóle nie podobał i nawet nie obejrzałam go do końca. Podpisuje się pod Twoją opinią, chociaż mnie Labirynt Fauna bardzo się podobał, ale oglądałam go wieki temu. :)

    Powodzenia w kwietniu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak po raz pierwszy oglądałyśmy z Eweliną Labirynt Fauna i miałyśmy takie "fuuuj, jakie to niepotrzebne!" przy co najmniej 3-4 scenach (szycie policzka, wbijanie butelką(?) nosa do mózgu, odpiłowywanie kończyny i ewentualnie zjadanie wróżek przez kolesia z oczami na rękach) + "jak ten faun niby chodzi na tak nienaturalnie wykrzywionych nogach?". Ale generalnie czego by nie mówić, film ma coś w sobie i nie żałuję, że widziałam go pewnie co najmniej trzy razy. Nie pamiętam, czy więcej niż raz z Eweliną :P

      Usuń
    2. Wyprawa czarownic <3 Przymierzam się do powtórki całego Pratchetta - raz już się zabierałam, ale projekt się rozmył w zalewie nowości. Może teraz się uda. A Przewodnik świetny, w weekend wrzucę recenzję - mnie zachwycił :)


      @Wiedźma - nie, my oglądałyśmy Labirynt tylko raz. Potem oglądałam z Dawidem tylko. Też wymiękał chwilami :D chyba zbyt wrażliwi jesteśmy xD

      Usuń
    3. Pratchetta powtarzam aktualnie całego, w ostatnim czasie udawało mi się utrzymywać tempo jednego tomu na miesiąc. :)

      Labirynt Fauna widziałam jako dzieciak i zrobił na mnie duże wrażenie tą brutalnością, specyficznym klimatem. A kolesia z oczami na rękach pamiętam do tej pory. Wtedy bardzo się go przestraszyłam i tak mi zostało, że do tej pory wspominam go jako jednego ze swoich mocniejszych straszydeł z dzieciństwa. :)

      Usuń
    4. Mnie w nocnych koszmarach prześladował "animek" z Kto wrobił królika Rogera? :P A Labirynt Fauna oglądałyśmy w liceum, więc zwracałyśmy uwagę na inne rzeczy i np. wyszło nam, że gdyby pozbawić film tych trzech niepotrzebnych drastycznych scen, to pewnie w wielu krajach nie zostałby wycofany z kin ;-)

      Usuń
  4. Ja obejrzałam "Player One" i jestem bardzo zadowolona. Zupełnie z książki rzeczy pozmieniali, ale pozostał klimat i całość wyszła bardzo przyjemna, a treściwa :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli kolejna pozycja, w której film dorównał książce :) Kiedyś myślałam, że to niemożliwe ;)

      Usuń
  5. Ja mam tylko satysfakcję, że w końcu wiesz, o co mi chodziło z tym, że Zbieracz jest nudny i rozlazły, i że spokojnie zmieściłby się w jednym tomie :D Generalnie o wszystkim już rozmawiałyśmy, więc dodam tylko: "Rzucanie tak charakterystycznych tekstów w tak podobnej wizualnie scenie to albo przejaw głupoty, albo „easter egg” - ale jeśli tak, to też idiotyczny, więc na jedno wychodzi. Blah!" - no jakbym to już gdzieś słyszała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nie wiem, ile autorka planuje Bram Światłości, ale niezależnie od liczby tomów, które sobie uroiła, fabularnie też zmieściłoby się toto w jednej książce ;) Najgorsze ze Zbieracz i reszta wypada dużo gorzej, gdy czyta się je zaraz po świetnym początku serii.

      :D

      Usuń
  6. Ech, a miałam ochotę na którąś z wymienionych przez ciebie serii Kossakowskiej. Chyba się jednak wstrzymam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jedna seria - Zastępy Anielskie. I ma świetne dwa pierwsze tomy (opowiadania + Siewca Wiatru), które gorąco polecam. Są odrębnymi całościami, więc te kiepskie kontynuacje spokojnie możesz sobie wtedy darować :)

      Usuń
  7. Witaj z powrotem!
    O tym Pratchettcie to ja w ogóle nie widziałam, skandal! Muszę dorwać, bo Pratchetta czytam wszystko, zawsze i wszędzie ;)
    To ja się w takim razie wyłamię i powiem, że „Ksztalt wody” mi się podobał, za atmosferę, muzykę i główną bohaterkę, a fabuła zupełnie mi nie przeszkadzała, to fantastyczna opowiastka o miłości. Poza tym bardzo miło wspominam wyjście do kina, bo razem z siostrą i ciocią poszłyśmy do kina w La Paz w Meksyku, więc jeszcze doszedł koloryt lokalny w postaci podpisów po hiszpańsku 😁
    Za to „Bogów Egiptu” chciałabym wymazać z pamięci^^;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj! Przewodnik jest genialny. W weekend zapraszam na recenzję, właśnie ogarniam do niej zdjęcia, bo suchy tekst tam się "nie nada" ;)

      Fantastyczne opowiastki o miłości przełknę, ale tutaj jakoś... no nie wiem, miałam wrażenie, że nacisk położono nie na te elementy co trzeba, w efekcie sam wątek romantyczny został potraktowany jakoś po macoszemu i ciężko mi było uwierzyć w takie "Sru, wielka miłość!" ;) Swoją drogą, ja Labirynt Fauna raz oglądałam po hiszpańsku. W dubbingu. Z napisami angielskimi... ;)

      Usuń
  8. Widzę, że z Kossakowską "pojechałaś".
    U mnie marzec też bardzo intensywny zarówno w pracy jak i książkowo.
    Przeczytałam/wysłuchałam aż 14 książek. W sumie tylko jedna mnie zawiodła - "Nieodnaleziona" Mroza. Natomiast rozpływać w zachwytach mogę się nad "Zwycięstwo albo śmierć" Roberta J. Szmidta.

    Zaczytanego kwietnia! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kossakowska napisała dwie dobre rzeczy: Żarna Niebios, które ostatnio recenzowałam, oraz Siewcę Wiatru. To są prawdziwe arcydziela fantasy w moim odczuciu. Tym bardziej boli, że z każdym kolejnym tomem jest tylko gorzej (co nie zmieni faktu, że na pewno każdy kolejny zakupię, a co, uzależnienie swoje robi).

      14 książek brzmi bardzo poważnie :) Z Mrozem osobiście nie ryzykuję - przeczytałam 1 i 1/2 jego książek (Ekspozycję nawet dwukrotnie - robiłam w niej częściową redakcję :)) i chyba nie mam ochoty na więcej. Szmidta nie znam, ale obczajam właśnie :)

      Dziękuję i wzajemnie! :D

      Usuń
  9. Oj szkoda, że tak wiele rozczarowań pojawiło się w marcu. Trzymam kciuki za udany czytelniczo kwiecień.

    Sama planuję sięgnąć po coś Zafóna, bo nie miałam jeszcze przyjemności czytać coś jego autorstwa, a jednak słyszałam wiele pozytywów o jego książkach.

    W planach mam również "Kształt wody" właśnie przez to, że to ponoć najlepszy film roku. Ciekawa jestem, czy będę narzekać, czy może wręcz przeciwnie.

    Pozdrawiam ciepło ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. "Kształt wody" rzeczywiście średniawy, książka o wiele lepsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Marzec za nami ,teraz bardzo ciekawy kwiecień,polecam wszystkim "Czwartą Małpę" nie oderwiecie się ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nic z tego nie czytałam, nic nie oglądałam... Ale ,,Kształt wody" mam w planach już. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Widziałam ,że koleżanka wspomniała o "Czwartej Małpie" . Dla mnie to rewelacja,cały czas trzymała w napięciu ,momentami przerażała i coraz bardziej wciągała ,z każdą stroną...

    OdpowiedzUsuń
  14. Na temat "Kształtu Wody" slyszalam tyle skrajnie różnych opinii, że muszę sama to obejrzeć i wyrobic wlasne zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytamy nieco inne pozycje ale co do Zafona, który niewątpliwie napisał wielką serię (literacko i gabarytowo) popieram wrażenie, że było inaczej, za długo i (niestety) nieco słabiej. Film, cóż... podzielam zawód oskarowy, dobry dźwięk, niezłe zdjęcia ale to wszystko niewyszukana bajka. I tu się zgadzam. A w moim marcu najpiękniej się przeczytała "Czarna" Wojciecha Kuczoka (reszta też nie zawiodła, do obejrzenia wiadomo gdzie ;)) Pozdrawiam i dziękuję za impuls do przeglądu spisu treści :)

    OdpowiedzUsuń