niedziela, 22 kwietnia 2018

Dziedzictwo Orchana - Aline Ohanesian


Są na świecie konflikty i dramaty, o których mówi się przez całe dekady: nie znajdziemy chyba nikogo, kto nie słyszałby o Holokauście czy Apartheidzie, ale już na przykład o ludobójstwie w Rwandzie sama dowiedziałam się czegoś więcej dopiero w zeszłym roku. Jedną z takich niemedialnych, przemilczanych zbrodni jest masakra Ormian w Turcji z początku ubiegłego stulecia: i to właśnie o niej opowiada Dziedzictwo Orchana Aline Ohanesian - ormiańskiej autorki, której dziadkowie znaleźli się w niewielkiej grupie przedstawicieli swego narodu, którym udało się przetrwać okrutne czasy I wojny światowej w Turcji.

Zanim przejdziemy do tego, czym jest ta książka, ustalmy, czym nie jest. Okładka głosi, że jest to opowieść o namiętnej miłości, niewypowiedzianej tragedii i tajemnicach. Jest to dość ryzykowne stwierdzenie, bo sugeruje, że mamy do czynienia z romansem historycznym, albo przynajmniej z sagą rodzinną. Tajemnic, owszem, nie brakuje, ale wątek romantyczny praktycznie nie istnieje. To po prostu (i aż) cholernie mocna, dobrze napisana obyczajówka: historie poszczególnych bohaterów są często zaledwie zasygnalizowane, ale i tak zapadają w pamięć na długo. Ciężko tu kogoś osądzać, niezależnie od przynależności narodowej i momentu w historii. Jednocześnie bohaterowie nie są sztampowi i naprawdę budzą emocje (a nawet dają się lubić), nawet gdy są zaledwie pobocznymi postaciami.

Historia w Dziedzictwie Orchana opowiadana jest dwutorowo. Narracja w obu planach czasowych poprowadzona jest w czasie teraźniejszym - i zaryzykuję stwierdzenie, że jest to pierwsza i dotąd jedyna powieść, w której taki styl był całkowicie na miejscu i ani razu nie spowodował żadnych zgrzytów. To taka elegancka, retrospektywna podróż, w którą wyruszamy z czasów współczesnych: Kemal, ekscentryczny, stary Turek, właściciel ogromnej firmy zajmującej się tkaniem dywanów, zostaje znaleziony martwy w kadzi z indygo. Większe zamieszanie niż dziwne okoliczności śmierci mężczyzny wywołuje jednak jego testament, który wstrząsa posadami rodu: co prawda firma trafia w ręce Orchana, wnuka Kemala, ale jednocześnie staruszek pozbawia rodzinę posiadłości, w której spędzili całe życie, zapisując dom tajemniczej, ormiańskiej staruszce z domu opieki w Los Angeles. Kim jest 87-letnia Seda, dlaczego boi się płynącej wody i odmawia mówienia o swojej przeszłości, a przede wszystkim: kim była dla Kemala?

Co ciekawe, wszystko jest tu idealnie wyważone: choć autorka nie ukrywa, że potrzeba opowiedzenia światu o historii Ormian jest tu kluczowa, to jednak nie dostajemy tu jakiejś przegiętej elegii. Problematyka powieści jest zresztą dużo bardziej złożona: dlaczego o niektórych ludobójstwach lepiej nie mówić, a o innych niemal codziennie słyszy się w mediach? Jakim cudem wydarzenia sprzed 100 lat nadal dzielą dwa narody i powodują wzajemną wrogość, choć na świecie pozostały już tylko przedstawiciele kolejnych pokoleń? Wreszcie: gdzie jest granica między pokazywaniem światu prawdy a zatracaniem się w przeszłości (i czy powinno się to robić zamiast... po prostu żyć)?

Z całą pewnością nie jest to książka dla każdego, ale do mnie trafiła bardziej, niż się tego spodziewałam; pozostaje mi więc gorąco ją polecić. Mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów i nietypowej dla mnie tematyki pozostawiła mnie z solidnym kacem książkowym i totalną pustką w umyśle. No i otworzyła mi oczy na to, jak niewiele jeszcze wiem o świecie i jak bardzo moim światopoglądem steruje to, co dociera do mojej świadomości za pośrednictwem mediów. I jest to wizja naprawdę przerażająca.



Tytuł: Dziedzictwo Orchana
Autor: Aline Ohanesian
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 368




Za egzemplarz recenzencki
dziękuję wydawnictwu
 Wydawnictwo Kobiece


10 komentarzy:

  1. No muszę przyznać, że brzmi ciekawie. Po obyczajówki lubię sięgać, dlatego chętnie przeczytałabym również tę książkę. Pewnie i ja sporo nowego się z niej dowiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. czytałam już gdzieś o tej książce, wydaje się być wstrząsająca!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie wpis z okładki całkowicie by zniechęcił - niesłusznie.
    Jestem ciekawa jaki "poeta" wyskoczył z tym romansem... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wydawnictwo Kobiece ma bardzo kreatywnych twórców blurbów i reklam ;) Ja też sięgałam po tę książkę z głębokim westchnieniem, bo totalnie nie miałam ochoty na żadne romanse historyczne czy jakiekolwiek inne - a potem nieźle się zdziwiłam. Przynajmniej zaskoczenie na plus :)

      Usuń
  4. Twoja recenzja bardziej zachęca do przeczytania niż blurby, ja też nie przepadam za romansami na pierwszym planie. Ale mocna powieść historyczna to co innego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z wszystkimi przedmówczyniami, Twoja recenzja jest o wiele lepszym lepem na czytelnika niż niezbyt trafione blurby. I choć poważna tematyka prawdopodobnie od razu zniechęciłaby mnie do sięgnięcia po książkę, to być może najdzie mnie nastrój na coś poważniejszego i wtedy wrócę do tej recenzji i kto wie, może właśnie po "Dziedzictwo" sięgnę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka raczej nie dla mnie, choć tematyka wydaje się być ciekawa, to nie jestem pewna, czy by mi się spodobało.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Już od jakiegoś czasu planuję przeczytać tę powieść. Cieszę się, że ci się spodobała, no i jestem zadowolona z tego, że nie ma tu praktycznie wątku miłosnego, bo podejrzewałam, że mógłby mi przeszkadzać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam tę książkę pod koniec zeszłego roku ale nadal ją pamiętam. Książka godna przeczytania, choć tematyka i sposób przedstawienia wbija się na długo w naszej pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo Ci tej lektury zazdroszczę. Lubię takie klimaty i chciałabym mieć ten tytuł na swojej półce :)

    OdpowiedzUsuń