piątek, 13 kwietnia 2018

Cień rycerza - Sebastien de Castell



Pamiętacie moją recenzję Ostrza zdrajcy? Do teraz uważam tę książkę za jedno z przyjemniejszych literackich odkryć 2017 roku. Nie mogłam doczekać się kolejnego spotkania z bohaterami - był to jeden z tych przypadków, gdy czułam, że wybieram się na spotkanie ze starymi, dobrymi przyjaciółmi. I bardzo szybko odkryłam, że u moich przyjaciół... źle się dzieje.


Uwaga: jest to recenzja drugiego tomu serii Wielkie Płaszcze
Nie zdradza wydarzeń z tej części powieści, ale z natury rzeczy
może zawierać spoilery względem tomu pierwszego.
Jeśli nie znasz tomu 1, a ciekawi Cię seria, to recenzja jest tutaj.


Na końcu Ostrza zdrajcy zostawiliśmy głównych bohaterów w obliczu konieczności osadzenia na tronie prawowitej spadkobierczyni króla Paelisa, Aline. Można dyskutować nad zasadnością tego działania i szansami na przeżycie trzynastolatki w bezwzględnym wirze polityki Tristii, ale generalnie taki był cel i teoretycznie nawet wydawał się możliwy do zrealizowania. Cień rycerza rozwiał ewentualne wątpliwości... i szybko pokazał, że kwestia sukcesji to w zasadzie najmniejszy problem Falcia i jego wiernych towarzyszy. 

Ciężko powiedzieć coś o fabule Cienia rycerza bez spoilerowania, będzie więc ogólnikowo: Tristia płonie, Falcio codziennie trochę umiera, Kest odkrywa, że bycie świętym to nie tyle błogosławieństwo, co klątwa, a Brasti koniec końców traci poczucie humoru, które trzymało resztę przy zdrowych zmysłach. Do tego Krawcowa przydziela Wielkim Płaszczom do towarzystwa Darianę (vel Xenę-wojowniczą-księżniczkę), której umiejętności walki są odwrotnie proporcjonalne do posiadanego sumienia i która wkurzała mnie od pierwszej sceny. Mówiąc krótko - źle się dzieje.

De Castell już w Ostrzu zdrajcy jasno uświadomił czytelnikom, że jego bohaterowie są trudni do zarąbania i - z grubsza rzecz ujmując - nieśmiertelni. Wychodzili cało z każdej opresji, choćby nie wiem jak beznadziejna była ich sytuacja. W drugim tomie, jak można się domyślić, nic się nie zmieniło. Mało tego, autor doszedł do wniosku, że skoro nasza święta trójca i tak nie umrze, to można z nimi zrobić wszystko. Wszystko.

I to właśnie robi. Stawia Falcia w sytuacjach, przy których krwawy tydzień Ganath Kalila z poprzedniej części wypada jak jasełka przedszkolaków. Generalnie doprowadził mnie do sytuacji, w której czytałam książkę i razem z głównym bohaterem modliłam się, żeby w końcu pozwolili mu umrzeć. De Castell udowodnił, że ma autentycznie chorą wyobraźnię i psychopatyczne zapędy do tego. Identyczne zarzuty miałam przy The Call. Wezwanie, ale to, co funduje nam de Castell, to nie absurdalne, na poły komiksowe upodobanie do przemocy jak u O'Guillina jego krwawych elfiaków - w Cieniu rycerza okrucieństwo i sadyzm, nie tylko fizyczny, ale przede wszystkim psychiczny, wylewają się z każdej strony powieści. No, po prostu pewnych rzeczy nie powinno się robić swoim bohaterom i naprawdę lepiej byłoby, gdyby w pewnym momencie pozwoliło się im po prostu umrzeć. Ewentualnie autor mógłby też zwyczajnie powstrzymać swoje koszmarne zapędy.

Prawdopodobnie podchodzę do tego zbyt emocjonalnie, ale ja naprawdę lubię Falcia. I Kesta. Brastiego trochę mniej, ale przyznaję, że gdy i jego dosięgło załamanie psychiczne, to zyskał w moich oczach (przy okazji: Brasti i podszyta goryczą depresja - to powinno Wam zasugerować, w jakim kierunku zmierza ta seria). Lubię ich na tyle mocno, że uważam, że autor zwyczajnie przegiął. I nawet pal licho wiarygodność historii, bo z nią bywało kiepsko już w pierwszym tomie.

Mimo całej swojej brutalności, Ostrze zdrajcy było lekką, przyjemną, sprawnie napisaną powieścią z dużą dawką humoru. W Cieniu Rycerza z każdą stroną humoru jest coraz mniej, a nastrój powieści jest bardzo ponury, mroczny i ciężki jak wrota lochu. Chwilami miałam wrażenie, że owszem, imiona bohaterów się zgadzają, ale czytam zupełnie inną książkę, innego autora, prowadzoną według innego planu. Chcę wierzyć, że De Castell wie, co robi, ale... boję się, w jakim kierunku pójdą Wielkie Płaszcze. 

Nie zmienia to oczywiście faktu, że jeśli polubiliście Falcia*, Kesta i Brastiego tak jak ja, to czeka na Was lektura obowiązkowa. To jest nadal ta sama elegancko napisana historia, którą pochłoniecie w ekspresowym tempie. Nie gwarantuję tylko, w jakim stanie psychicznym będziecie po odwróceniu ostatniej strony...



* Istotnym fabularnie elementem jest fakt, że imię "Falcio" wymawia się... "Falkio". Czy komukolwiek z Was udało się przyjąć w pierwszym tomie odpowiednią wymowę? ;) Ja przyznaję, poległam - i na poprawną wersję przestawiałam się w drugim tomie bardzo długo i to tylko z szacunku do samego Falcia, którego błędna wymowa imienia doprowadzała do szału ;)




Tytuł: Cień Rycerza
Seria: Wielkie Płaszcze #2 (#1
Autor: Sebastien de Castell
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 648


10 komentarzy:

  1. Szkoda. Mi ten humor robił całą książkę i bardzo mi smutno jak piszesz, że książka idzie w zupełnie inne tony. Zabawa z nieśmiertelnością bohaterów też nie brzmi zachęcająco. No ale i tak przeczytam, chociaż jakiegoś entuzjazmu nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On się tą nieśmiertelnością bohaterów bawił już w Ostrzu, ale tutaj po prostu... popłynął. Sama zresztą zobaczysz :) Dla mnie to też must-buy i must-read, nie wiem, co de Castell musiałby zrobić, żebym porzuciła tę serię... ale na razie trochę się stara ;)

      Jestem ciekawa, jak wypada to wszystko w wersji polskiej - nie wykluczam, że może miałam inny odbiór, czytając w oryginale (ostatnio parę razy zdziwiłam się, jak przekład potrafi wpłynąć na nastrój tekstu, więc może...). Ale generalnie - w porównaniu z pierwszym tomem (czytałam jeden po drugim) różnica jest kolosalna.

      Usuń
    2. Tak, zgadzam się, sama to u siebie punktowałam jako chyba jedyną poważniejszą wadę. :)

      Pamiętam, że czytałaś to jedno po drugim i już wtedy mówiłaś o tej różnicy. Tak czekałam na reckę, ale podejrzewałam, że w końcu ją wrzucisz przy premierze. :)

      Usuń
    3. ...Miałam ją wrzucić jakoś bardziej przed premierą, ale wtedy miałam blogową depresję ;)

      Usuń
  2. Sadyzm względem bohaterów? Proszę bardzo. Brak konsekwencji tegoż i niemal nieśmiertelność? Oj, to już podoba mi się mniej. Na pewno będę kontynuowała, bo pierwsza część serii całkiem przyjemnie mi się czytało (choć w końcu recesji się nie doczekała, bo... o niej zapomniałam^^;), ale chyba podejdę do niej z ostrożniejszym entuzjazmem.

    I nie zgadzam się na Falkia, bardzo mi przykro i w ogóle, ale nie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie już w pierwszym tomie można było bezpiecznie założyć, że są nie-do-zarąbania (trochę za dużo tych sytuacji bez wyjścia było ;)), ale generalnie czegoś takiego jak w Cieniu Rycerza to jeszcze nie widziałam. I to ma niby uzasadnienie (tj. jest uzasadnione, dlaczego gość nie umiera), ale i tak jest to bardzo mało wiarygodne przy ogromie paskudnych zagrań, jakie funduje autor. A do tego naprawdę miałam wrażenie, że jego wizje to po prostu wytwór jakiegoś chorego umysłu...

      Ha, czyli nie tylko mi FalKio nawet do głowy nie przyszedł :D A jak czytałaś, z ciekawości?

      Usuń
    2. Przez „cz”, ale w głowie brzmiało to lepiej, niż jak spróbowałam teraz na głos 😂

      Usuń
    3. A widzisz, ja to w ogóle przez "s" czytałam. Ale wiem, że niektórzy zostali przy "c" (mam nadzieję, że bez typowo polskiego zmiękczenia ;)). Takie problematyczne imię, kto by pomyślał :D

      Usuń
  3. Czytałam pierwszy tom, który niesamowicie mi się podobał! Dlatego kiedy usłyszałam, że "Cień rycerza" ma wyjść w kwietniu, byłam zachwycona. Do tej pory przeczytałam dwie opinie o tym tomie i zdania są podzielone. Jedna pochlebna, druga nie do końca. Myślę jednak, że i tak z wielką ciekawością sięgnę po drugą część, bo po prostu nie mogę się doczekać aż dowiem się, co tam słychać u moich ukochanych postaci i sama wyrobię sobie zdanie.
    Słyszałam właśnie, że ta część jest dość krwawa i brutalna, a to co przeżywają bohaterowie jest okropne, ale nie przeszkadza mi to...Myślę, że sama pisałabym w ten sposób :D

    Nie miałam pojęcia, że imię Falcia wypowiada się w taki sposób. Poprawię się podczas lektury "Cienia rycerza" :D

    Pozdrawiam ciepło ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też Ostrze niesamowicie się podobało. W gruncie rzeczy tu też mi się podobało, ja po prostu bardzo lubię styl de Castella :)
      Sęk w tym, że choc - tak jak Ty piszesz - gdybym sama pisała jakąś historię, to bohater miałby przerąbane ;) to jednak tutaj zdecydowanie autor wykazał się większą kreatywnością, niż ja bym mogła kiedykolwiek... ale to chyba dobrze ;) Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii!

      A co do imienia, cóż, jak widac, to powszechny problem xD

      Usuń