sobota, 24 marca 2018

Szympansy z azylu Fauna. O przetrwaniu i woli życia - Andrew Westoll



Nie lubię małp człekokształtnych. Bardziej prawdziwe byłoby stwierdzenie, że się ich boję. Lektura Szympansów z azylu Fauna, reportażu na temat małp odebranych z laboratorium i na temat ludzi, którzy poświęcili życie, by uczynić ich egzystencję przynajmniej znośną, miała być chyba formą autoterapii. Okazała się czymś znacznie więcej... Pozbierawszy szczękę z podłogi po przeczytaniu książki, z
abierałam się do napisania tej recenzji kilkakrotnie. Za każdym razem brakowało mi jednak słów na opisanie tego, co w niej znalazłam. 


Westoll, kanadyjski pisarz i dziennikarz, udał się do tytułowego Azylu Fauna jako wolontariusz, chcąc poznać historię żyjących w nim małp i ludzi, którzy poświęcili swoje pieniądze i życie na ich ratowanie. Krok po kroku odsłania przed nami historię Glorii - kobiety, która wiedziała, że musi kogoś uratować, a potem niemalże przypadkiem trafiła na małpy, którym wraz ze swym partnerem podporządkowała całe dotychczasowe życie. Bo w tej historii nie było miejsca na półśrodki: małpy Glorii to nie miłe szympansy w pieluszkach z filmów familijnych, tylko ofiary ogromnego ludzkiego okrucieństwa - dawne obiekty laboratoryjnych eksperymentów. 

„Z niekompletnej dokumentacji medycznej wynika, że Tom przez ponad trzydzieści lat przeszedł co najmniej sześćdziesiąt trzy biopsje wątroby, szpiku i węzłów chłonnych, został zarażony wirusem HIV i wirusem zapalenia wątroby, a przytomności pozbawiono go trzysta sześćdziesiąt dziewięć razy.”

Szympansy były i są w centrum zainteresowania badaczy (i „badaczy”) ze względu na swoje podobieństwo do ludzi, które nie przekłada się niestety na szacunek podobny do tego, jakim z automatu obdarza się człowieka. Wręcz przeciwnie - bez cienia wyrzutów sumienia wykorzystywano (i nadal wykorzystuje się!) małpy do testów medycznych, brutalnych eksperymentów psychologicznych, a nawet używa jako żywych manekinów w testach zderzeniowych samochodów (ups, złamał mu się kark... no, to wiemy, że człowiek też by nie przeżył!). Te społeczne, uczuciowe zwierzęta zamieniane są w numery - bo nadanie imienia sugeruje, że może jednak coś czują. I nie daj Boże technicy, którzy mieli kolejny tego dnia raz postrzelić je usypiającymi strzałkami, mieliby wyrzuty sumienia.

Westoll opowiada o Azylu i jego mieszkańcach ciekawie, emocjonująco, a co najważniejsze szczerze, niczego nie upiększając - pisze nie tylko o ogromnej satysfakcji, jaką daje zdobycie zaufania pokrzywdzonego przez los zwierzęcia, ale też o powalającym smrodzie, o stałym poczuciu zagrożenia, o systemach alarmowych na wypadek, gdyby któraś z małp wydostała się na wolność. Pewnych ran nie da się do końca uleczyć, więc Azyl to także rodzaj więzienia o podwyższonym rygorze i szpitala psychiatrycznego w jednym.

Czytając o szympansach z Fauny - o Tomie, o chorym na cukrzycę Regisie, który nie daje sobie podać insuliny, bo po latach w laboratorium panicznie boi się strzykawek, o Pepper cierpiącej na klaustrofobię i lubiącej stroić się w korale - pojmujemy ogrom cierpienia, na jakie skazano te zwierzęta. Ale też jesteśmy świadkami postępów, jakie robią, wątłych nici przyjaźni, jakie nawiązują się między nimi a opiekunami, wreszcie - ogromnego poświęcenia tych ostatnich. Takiego poświęcenia, które daje nadzieję, że jednak człowiek nie jest jeszcze taki zły. I zachwycającej pasji do tego.

Szympansy z azylu Fauna czyta się przyjemnie, mimo że nie o przyjemność z lektury tu chodzi. To przede wszystkim mocny, poruszający, nieprzegadany reportaż, który mówi o czymś, o czym z chęcią zapominamy albo w ogóle nie wiemy, bo przecież niechętnie mówi się o czymś, co przedstawia człowieka w tak złym świetle. A Westoll to właśnie robi: pokazuje, do czego jesteśmy w stanie się posunąć w pogoni za wiedzą, nawet wtedy, gdy jest już jasne, że różnice między szympansem a człowiekiem są zbyt duże, żeby szczepionka na WZW czy HIV kiedykolwiek dała się uzyskać w drodze eksperymentów na małpach. Nie udało się pierwsze sto sześćdziesiąt razy? Może przy sto sześćdziesiątym pierwszym akurat się powiedzie, tylko potrzebujemy nowej małpy, bo X19285 akurat wziął i zdechł. 

A po nas choćby potop.


Tytuł: Szympansy z azylu Fauna. O przetrwaniu i woli życia 
Autor: Andrew Westoll 
Tłumaczenie: Maria Zawadzka 
Seria: Menażeria 
Wydawnictwo: Czarne 
Liczba stron: 312


4 komentarze:

  1. Na mnie tez ta książka wywarła ogromne wrażenie - nawet ostatnio przypominałam ją w swojej piąteczce najlepszych książek o zwierzętach.
    I zawsze nasuwają mi się dwie refleksje.Pierwsza, to że gryzonie laboratoryjne jednak mają lepiej: żyją zbyt krótko, żeby opłacało się wykorzystywać je w więcej niż jednym eksperymencie, a dzięki niedawnym zmianom w prawie, szczęśliwcy z grup kontrolnych mogą zostać po wszystkim oddani do adopcji. Małpy są drogie i długowieczne, więc czemu by nie wykorzystać ich ponownie, zwłaszcza w komercyjnych centrach badawczych, przecież to czysta oszczędność...
    Druga, to że takich azylów dla małp będziemy potrzebować więcej. Nie dlatego, że więcej będzie zwierząt polaboratoryjnych, ale dlatego, ze rośnie w społeczności przekonanie, że małpa to takie fajne, szpanerskie domowe zwierzątko. Tylko jakoś nikt nie myśli o tym, że zwierzątko, kiedy tylko wyrośnie z etapu noszącego pieluchy uroczego dzieciaka i zacznie dojrzewać płciowo, zacznie atakować opiekunów. Więc trzeba będzie je oddać, no bo sobie nie radzimy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moreni, ja tę książkę przeczytałam tylko i wyłącznie dzięki Twojemu blogowi, za co jestem będę dozgonnie wdzięczna ;)
      Refleksje bardzo prawdziwe, choć cholernie gorzkie - takie sobie ocenianie, które cierpienie jest gorsze. A przecież zwierząt "laboratoryjnych" jest więcej, to nie są tylko gryzonie i małpy... straszne. Zwłaszcza że, jak pokazano w tej książce, testy niekoniecznie są bardzo miarodajne, nawet na małpach.
      A moda na zwierzęta niestety nigdy nie wypada dobrze. Odbiła się już na psach (schroniska pełne psów w kropki gdy ludzie odkryli, że dalmatyńczyk wcale nie jest łatwym w ułożeniu psem do towarzystwa... bo nie jest. Cały czas podobnie ma się sprawa z haszczakami i innymi "śnieżnymi" psami), teraz ludziom tego mało, to sięgają po bardziej egzotyczne warianty. Niestety nie wiem, czy takie podejście da się zmienić...

      Usuń
  2. Przyznam Ci, że na płacz mi się zebrało przy czytaniu Twojej recenzji.

    O ile na cierpienie ludzi nie potrafię być obojętna, o tyle okrucieństwo w stosunku do zwierząt jest dla mnie czymś najokropniejszym na świecie. I w tym momencie nie ważne, czy mowa o podobnych do nas szympansach, czy o potężnych gorylach, a jeszcze nie daj Boże o słoniach, współczucie i złość we mnie wzbierają ogromne.

    Muszę koniecznie sięgnąć po ten reportaż, choć już czuję, że długo się po nim nie będę mogła pozbierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze wyobraź sobie, że miałam cholerny problem z ubraniem moich wrażeń w słowa i mam wrażenie, że moja recenzja jest sucha i pozbawiona emocji. Serio. Bo sam reportaż nimi wprost tętni :(

      Emocjonalnie jest ciężki, ale to jest naprawdę bardzo, bardzo dobra książka. I ważna. Także polecam i cieszę się, że chcesz przeczytać.

      Usuń