wtorek, 20 marca 2018

Kwiatki - recenzja gry



Jakiś czas temu recenzowałam już na blogu grę o ścinaniu kwiatków – był to Lotus, niezwykle atrakcyjny tak wizualnie, jak i pod względem rozgrywki. Dzisiaj możecie zobaczyć, jak sprawdził się inny tytuł w tej tematyce, tym razem rodzimej produkcji – dwuosobowe Kwiatki, które powstały w trakcie warsztatów dla twórców gier planszowych Laboratorium Gier, organizowanych przez Rebelatorium – dział Badań i Rozwoju firmy Rebel.



Zawartość i wykonanie

W niewielkim pudełku (rozmiar mniej więcej jak 7 cudów świata: Pojedynek) o fantastycznej, wiosennej grafice na wieku znajdziemy 55 kart (54 kwiatki w 6 rodzajach + karta punktacji), 6 żetonów (po trzy w kolorze gracza - niebieskie ślimaki i czerwone motyle) i cztery doniczki. 

Podłużne karty w tarotowym formacie są... przepiękne. Serio - to jedna z ładniejszych gier, jakie ostatnio trafiły mi w ręce. Grafiki są śliczne, a dodatkowego uroku dodaje fakt, że to tu, to tam na kartach pojawiają się motyle, biedronki czy mrówki, dzięki czemu  wbrew pozorom kwiatki nie są wcale identyczne. Karty są dość sztywne i wydają się solidne, mają jednak jedną wadę – wyjątkowo kiepsko się je tasuje, choć jest to raczej wina mało poręcznego formatu. 


Zasady gry

Przygotowanie gry jest błyskawiczne – rozkładamy na stole cztery doniczki, tasujemy karty, a następnie wykładamy je tak, aby nad każdą doniczką pojawił się kwiatek innego gatunku (jeśli dociągniemy drugą taką samą, należy ją odrzucić). Następnie wszystkie karty, poza tymi "zasadzonymi" w doniczkach, tasuje się i rozdaje każdemu z graczy po dwie. Reszta trafia na stos zakryty i... możemy zacząć grę.

W swojej turze gracz wykonuje jedną akcję obowiązkową - rozrost, czyli dociągnięcie wierzchniej karty ze stosu i dołożenia na pasującą donicę, pamiętając, że kwiatek może składać się tylko z 6 kart – gdyby dołożona miała być 7 karta, cały kwiatek więdnie i zostaje odrzucony. Jeśli nie ma donicy z kwiatkiem, który właśnie dobraliśmy, nie ma też żadnej pustej donicy, w której moglibyśmy go zasadzić, to cóż – mamy  pecha, odrzucamy kartę, a nasza tura się kończy. Jeśli nie mieliśmy pecha, to możemy kontynuować dociąganie kart i dalej "rozrastać" naszą małą plantację, a także raz wykonać akcję dobrowolną, czyli dołożyć z ręki dodatkową kartę do jednej z doniczek. Nasza tura kończy się, gdy:
- mamy pecha, 
- zetniemy jakiegoś kwiatka (tzn. zbierzemy karty, z których się składał),
- zdecydujemy się spasować - czasem się to opłaca. 
Ścięte kwiaty kładziemy przed sobą: będziemy za nie punktować na koniec gry.

Oprócz tego, po wykonaniu obowiązkowej akcji rozrostu, gracz może położyć znacznik swojej akcji specjalnej na wybranej donicy. Ma to dwojaki efekt: po pierwsze, chroni kwiatka przed ścięciem przez przeciwnika, aż do następnej tury gracza, który jest właścicielem znacznika (wtedy znacznik się odrzuca - są jednorazowe). Po drugie, znacznik pozwala nam aktywować zdolność specjalną doniczki, opisaną czytelnymi symbolami: konewka pozwala dołożyć 1 katę z ręki z dowolnym, nawet niepasującym kwiatem na spód zestawu w wybranej donicy, płotek pozwala na zignorowanie pecha, grabki – na podejrzenie 3 kart z wierzchu talii, a sekator – na dociągnięcie 1 nowej karty na rękę. Znaczniki są tylko 3 i mogą być użyte tylko raz na turę i to jednorazowo, więc trzeba nimi umiejętnie dysponować. 

Gra kończy się po pociągnięciu ostatniej karty z zakrytego stosu. Wygrywa ten z graczy, który stworzył wiązankę z dłuższych (liczba kart) i bardziej urozmaiconych (gatunki) kwiatów, zgodnie z dołączoną tabelką, która ułatwia punktowanie. W instrukcji znalazł się także wariant dłuższy, który zaleca rozegranie 3 partii z rzędu, przy czym drugą i trzecią rozpoczyna gracz, który ma łącznie mniej punktów z poprzednich partii. W praktyce zapis ten jest niepotrzebny, bo jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się zakończyć rozgrywek w Kwiatki na jednej partii – błyskawiczna, pięciominutowa rozgrywka i solidna potrzeba rewanżu (bo przecież przegraliśmy tylko dlatego, że mamy pecha) i tak każą zagrać w tę grę kilkakrotnie...


Wrażenia

Kwiatki, mimo niewielkiego formatu, z całą pewnością mają w sobie efekt "wow" wywołany świetnym wykonaniem. Gra jest po prostu śliczna i już choćby to, że cieszy oczy, sprawia, że rozgrywki w nią są bardzo sympatyczne i łatwo zachęcić do rozgrywki "nieplanszówkowe" osoby. Tytuł ten kojarzy mi się odrobinę z Jaipurem – pod względem nieustannych decyzji "wziąć już te karty, czy jeszcze poczekać? Ale wtedy może mi je sprzątnąć przeciwnik...", choć tutaj występują one w mniejszym stopniu, a sama rozgrywka jest znacznie lżejsza, oferuje mniejszy wachlarz opcji i jest bardziej uzależniona od losu. 

Kwiatkach rządzą karty, które dociągamy losowo z zakrytego stosu (te dwie, które mamy na ręce na początku, raczej nie zmieniają sytuacji) – to typowa gra oparta na mechanice kuszenia losu, gdzie wszystko zależy od dociągu kart. Jak wspomina instrukcja - cóż, czasem po prostu ma się pecha, można więc stracić po kolei kilka kolejek, podczas gdy przeciwnik będzie radośnie ścinał co lepsze okazy. I choć żetony akcji specjalnych pozwalają minimalnie pomóc szczęściu, nie ma tutaj miejsca na żadne większe planowanie: ostateczny wynik (a rozrzuty bywają spore) zależy jednak w większej części od uśmiechu losu.

I z jednej strony to dobrze – bo Kwiatki wcale nie udają poważnej gry. To leciutki tytuł, z partią trwającą dosłownie 5 minut. Jego niewątpliwą zaletą jest fakt, że odnajdzie się w niej każdy, znakomicie sprawdza się choćby w rozgrywkach z dziećmi (tutaj plusem będzie też brak bezpośredniej interakcji) i całkiem niegrającymi osobami. Zasady są proste, a mechanicznie gra działa bardzo sprawnie, jednak ta prostota przekłada się też na bardzo niewielką liczbę wyborów, jakich gracz może podjąć w grze. Mam jednak pewne wątpliwości, czy jest to tytuł, który choćby w formie fillera będzie często trafiał na stoły bardziej ogranych graczy – po kilkunastu partiach nie bardzo mam ochotę do niego wracać w grach z mężem, z którym wolimy raczej tytuły, w których mamy nieco większy wpływ na przebieg rozgrywki. 

Jeśli jednak nie przeszkadza Wam losowość, macie w rodzinie młodszych graczy albo chcecie skusić kogoś nieplanszówkowego uroczym tematem i rewelacyjnym wykonaniem gry – Kwiatki będą bardzo dobrym wyborem. Tym bardziej, że nie ma wielu gier opartych o "kuszenie losu", które tak korzystnie wypadają w wariancie dwuosobowym.

Plusy: 
+ piękne wykonanie (te grafiki!); 
+ prostota zasad i elegancja mechaniki;
+ krótki czas rozgrywki i efekt "następnej partii". 

Minusy:
- raczej tytuł dla "niedzielnych graczy";
- bardzo wysoki udział losowości;
- mało decyzji do podjęcia.

Tytuł: Kwiatki 
Autor: Przemysław Fornal, Kajetan Kusina, Mateusz Pitulski, Kamil Rogowski 
Ilustracje: Bartłomiej Kordowski 
Wydawnictwo: Rebel 
Czas gry: 5-15 minut (pudełkowe 20 minut wydaje się sporym nadużyciem) 
Liczba graczy: 2



Za egzemplarz recenzencki Kwiatków
dziękuję wydawnictwu Rebel:

 Wydawnictwo Rebel

10 komentarzy:

  1. Wygląda jak sympatyczna gra w sam raz na wiosnę :)

    she__vvolf 🐺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, natychmiastowy zaciesz na twarzy po rozłożeniu :)

      Usuń
  2. Nie słyszałam o tej grze. Chętnie bym w nią zagrała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena rozsądna, to aż się prosi spróbować ;)

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skojarzenie z "Jaipurem" zachęcające, bo to jeden z moich ulubionych fillerów :). W każdym razie, kiedyś na pewno zagram, ale wątpię, żebym dodała do swojej kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle że w Jaipurze jest solidna ilość strategii, a tutaj czyste push-your-luck :) ale generalnie coś jest w tempie i stylu rozgrywki, że mąż mój szanowny też miał podobne skojarzenie ("ale wolę Jaipura" ;))

      Usuń
  5. Uwielbiam gry planszowe więc na 100% się skuszę!
    https://blogbawarii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda pięknie i interesująco 😍 Fajnie że szybka i na dwie osoby. Brakuje mi takich gier w mojej kolekcji

    OdpowiedzUsuń