czwartek, 8 lutego 2018

Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón



Cień Wiatru przeczytałam po raz pierwszy w roku 2005, kiedy jego pierwsze (i najładniejsze) wydanie trafiło na półki polskich księgarni. Zafón oczarował mnie wtedy na amen - klimat Barcelony z ubiegłego wieku, niezwykły styl, pełna specyficznego humoru narracja, świetnie nakreśleni bohaterowie, przebijające z każdej strony uwielbienie dla literatury... no, pokochałam tę książkę w całości i niemal bez zastrzeżeń. Po Cieniu poszło już z górki: Gra Anioła, Więzień Nieba, a nawet młodzieżowe horrory tego autora. A potem na rynku wydawniczym zapadła cisza, przełamana dopiero w ubiegłym roku newsem: ukaże się Labirynt duchów, zamknięcie całej serii o Cmentarzu Zapomnianych Książek. Cóż było robić? Sięgnęłam po serię od początku, dla odświeżenia. Ale bałam się tego powtórnego spotkania, że hej.


Tym razem sięgnęłam po Cień Wiatru po kilku młodzieżowych powieściach fantasy i zderzenie było spore: Zafón wymaga zupełnie innego sposobu czytania. Bezrefleksyjne pochłanianie kolejnych stron się nie sprawdzi - Zafóna się smakuje, poświęcając każdemu zdaniu tyle czasu, ile potrzeba, bo i każde słowo wydaje się być dokładnie na właściwym miejscu, całkowicie przemyślane.  Niestety, nie jest to wcale standardem we współczesnej literaturze. Mimo sporej objętości, nie ma tu ani odrobiny czczego gadania. Jeśli do tego starannego języka, pełnego opisów, epitetów i wielokrotnie złożonych zdań, dodamy podszyty ironią styl narracji i drapieżne dialogi, to dostajemy... no cóż, dostajemy właśnie takiego prawdziwego Zafóna, bo nijak nie potrafię tego stylu porównać do jakiejkolwiek innej książki.

Do tego klimat - międzywojenna Barcelona to jedno, ale oprócz niej dostajemy jeszcze mroczne, demoniczne elementy całej układanki. Może nie jest to jeszcze realizm magiczny, ale i tak wyobraźnia Zafóna potrafi oszołomić (kto nie zamarł przy wizji pokoju pełnego krzyży na poddaszu kapelusznika, niech pierwszy rzuci kamieniem). Rzeczywistość miesza się z motywami nie z tego świata, a autor nie jest skłonny, żeby za dużo wyjaśniać: to czytelnik musi znaleźć granicę, co jest prawdą, a co tylko urojeniem.

I w tej mglistej atmosferze tajemnicy poznajemy Daniela Sempere, narratora całej historii, jako niepozornego dziesięciolatka, którego ojciec zabiera na Cmentarz Zaginionych Książek. Daniel musi wybrać tam jedną książkę, którą przeczyta, zatroszczy się o nią i nada jej nowy sens - i trafia na Cień Wiatru Juliana Caraxa. To spotkanie zmieni jego życie już na zawsze: chłopiec odkrywa szybko, że jest to jedyna książka Caraxa, jaka ocalała z rąk tajemniczego podpalacza, który niszczy wszystkie dzieła twórcy. Gdy mroczna postać pojawia się w życiu Daniela i przedstawia imieniem diabła z książki Caraxa, chłopak rozpoczyna własne śledztwo, które prowadzi go przez tajemnice z przeszłości.

Towarzyszy mu w tym Fermin Romero de Torres, włóczęga, ukrywający się pod nazwiskiem torreadora; człowiek o nieznanej przeszłości, niepewnej przyszłości, wtykach w każdym miejscu, niezaprzeczalnym uroku osobistym i tak ciętym języku, że chwilami aż kłuje w oczy (serio - teraz nie bolało mnie to aż tak bardzo, ale pamiętam, że przy pierwszej lekturze niejedna wiązanka Fermina strasznie kłóciła mi się z wyszukanym stylem całej powieści). To kolejny majstersztyk Zafóna - bohaterowie, niejednoznaczni i nakreśleni bez wyjątku tak wyraziście, że możecie szczerze pokochać postać, która ani razu nie pojawia się na stronach powieści (patrz: Miguel, przyjaciel Caraxa).

Tak naprawdę w Cieniu Wiatru jest wszystko - zręcznie poprowadzona, klimatyczna intryga kryminalna, świetne elementy thrillera i poczucie humoru, a wszystko to wyważone i w idealnych proporcjach. Odpowiadając na (niewypowiedziane) pytanie ze wstępu - Cień Wiatru przeżył próbę czasu w najlepszym stylu. Bałam się, że to nowe, starsze o kilkanaście lat ja będzie patrzyło na tę książkę inaczej, przez pryzmat setek książek, które przeczytałam już wtedy. I to prawda: patrzę już inaczej, ale nadal podoba mi się tak samo. Z tą samą radością zanurzyłam się w atmosferę księgarni Sempere i w korytarze Cmentarza Zapomnianych Książek. Demoniczne, surrealistyczne wstawki cały czas tak samo zapierają dech w piersiach. Mogę więc tylko poprosić: oby więcej takich książek na mojej drodze! 


Tytuł: Cień Wiatru 
Seria: Cmenatrz Zapomnianych Książek #1 
Autor: Carlos Ruiz Zafón 
Wydawnictwo: Muza 
Liczba stron: 520

16 komentarzy:

  1. Uwielbiam klimat książek z tej serii. Nie czytałam tylko jednej części, ale możliwe, że to się za jakiś czas zmienni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale której - najnowszej, Labiryntu Duchów? Bo jeśli tak, to mnie niestety srodze rozczarowała :(

      Usuń
  2. Bardzo chciałabym poznać książki tego autora. Ale wątpię, że zrobię to w najbliższym czasie.

    Ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta literatura się nie starzeje, mam nadzieję, ze za jakiś czas i tak Cię zachwyci :)

      Usuń
  3. Ja może kiedyś znów spotkam się z Zafonem, ale na razie jednak musi poczekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie planowałam, ale potem Zafón zaplanował za mnie, wypuszczając nową książkę - po kilkunastu latach to trzeba sobie odświeżyć początki ;) Za to w kolejce na powtórne czytanie czeka całkiem sporo innych autorów...

      Usuń
  4. O rany! Teraz to koniecznie muszę zakupić tę książkę :)
    http://bakerstreetlibrary.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę zaglądać, czy Ci się podobała ;)

      Usuń
  5. Czytałam niedawno tę książkę i również jestem nią oczarowana <3 Styl autora, klimat Barcelony i zapierająca dech w piersiach historia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Zafón nadal jest tak odbierany <3

      Usuń
  6. Cudowna recenzja ♡♡ Bardzo przyjemnie się ją czytało, a co najważniejsze zachęciłaś mnie do tej książki. Koniecznie muszę się z nią zapoznać, by zakochać się w wyjątkowym klimacie międzywojennej Barcelony, wyrazistych postaciach i humorze. Zapisuję tytuł na listę.
    Zostaję tu na dłużej! ♡♡
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Podobnie jak Ty, "Cień wiatru" czytałam lata temu i choć podobała mi się wręcz niesamowicie, nigdy jakoś nie sięgnęłam po kontynuacje. Może ze strachu, że dalej już tak cudownie być nie może? Czytając Twoją recenzję nabrałam jednak ochoty, by raz jeszcze wrócić na ulice Barcelony i zanurzyć się w tajemnicę Cmentarza Zapomnianych Książek i Caraxa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzy pierwsze tomy bardzo przypadły mi do gustu. Lekturę 4. planuję lada dzień.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam i jestem nią zafascynowana :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham Zafona!!!
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie
    https://shiracoffeebook.blogspot.com/2018/05/madame-antoni-libera.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam ciekawa Twojej recenzji. Czy jeszcze kimś "Cień wiatru" zawładnął tak jak mną?

    OdpowiedzUsuń