czwartek, 15 lutego 2018

9 żyć, 9 kotów - najlepsze futrzaki w literaturze


Z okazji zbliżającego się Dnia Kota (17 lutego) zapraszam Was na TOP-9 najbardziej kocich kotów w literaturze fantastycznej. Tym razem nie będzie klasycznej 10, ale uwierzcie, że Top-9 też jest ok: wszak wieść niesie, że koty mają dziewięć żyć, więc jest to liczba jak najbardziej optymalna. 



9. Behemot z Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa

Któż nie słyszał o Behemocie? Zestawienie otwiera nam, jak widać, diabeł wcielony - i w tym jednym przypadku należy rozumieć to dosłownie. Behemot pije wódkę jednym haustem, zagryzając ananasem, grywa w szachy (czasem tylko wrzuca figury pod łóżko) i chętnie zapłaciłby za bilet w tramwaju, gdyby nie to, że ludzie robią straszne halo na widok mówiącego kota. No i ma niezły problem z ludźmi, którzy nadmiernie próbują się z nim spoufalać...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
- Mistrz i Małgorzata, Michaił Bułhakow




8. Imbir w Ostatniej bitwie C.S. Lewisa

Imbir to, mówiąc krótko, kawał rudego drania (uważajcie z nadawaniem tego imienia realnym kotom - dziedziczą charakter ;)). Jedyny kot w Opowieściach z Narnii okazuje się spiskowcem, intrygantem i wyrafinowanym kłamcą, a do tego próbuje obalić Aslana...

- To najbardziej chytra opowieść, jaką kiedykolwiek wymyślono, panie - rzekł karzeł. - Opowiadał ją ten kot, Imbir, i dam głowę, że to on ją wymyślił. Ten Imbir, panie... o, to największy cwaniak spośród wszystkich kotów...
- Ostatnia bitwa, Opowieści z Narnii, C.S. Lewis
Ok... prawdziwy Imbir był pewnie mniej uroczy.


7. Pan Życzliwy z  Nibynocy - Jay Kristoff

Kot, a właściwie nie-kot, o wiele mówiącym imieniu Pan Życzliwy, jest kotem z cienia - "cieniutkim jak stary welin, (...) na tyle nienamacalny, że widzieli na wskroś niego", o głosie jak "szelest satynowej pościeli na chłodnej skórze". I mimo tej niepozornej postaci i faktu bycia nie-kotem, w Panu Życzliwym jest bardzo, bardzo dużo prawdziwego Kota. Na przykład brutalną bezpośredniość i brak skrupułów w wykorzystywaniu swojej wiedzy:

- Nie założę przepaski.
- To nie wejdziesz do Kościoła. 
- Niech Paszcza pochłonie Kościół! 
Mia zakołysała się na piętach, chmurniejąc. 
- ...on się boi... - szepnął jej z cienia Pan Życzliwy. 
- Przymknij się, sierściuchu o czarnym sercu! - warknął Tric. 
- Tric, czego się boisz? 
Pan Życzliwy pociągnął nie-nosem i zamrugał nie-oczami. 
- ...ciemności... 
- Zamknij się! - ryknął Tric. 
Mia zdumiała się. Nie potrafiła ukryć niedowierzania. 
- Nie możesz mówić poważnie... 
- ...wybacz, nie poinformowano mnie, że zostałem oddelegowany do roli komicznego przerywnika...
 Nibynoc, Jay Kristoff




6. Echo z Kota Alchemika Waltera Moersa

W zasadzie Echo jest krotkiem - ale, jak podaje w przypisach Walter Moers, kroty to camońska odmiana kota domowego, tyle że potrafiąca mówić i posiadająca dwie wątroby. Ot, detale, które nie powinny pozbawić Echa zaszczytnego, szóstego miejsca w niniejszym rankingu. Wygłodzony niemalże na śmierć Echo trafia do tytułowego alchemika w ramach zakładu - ten przez miesiąc zadba o niego należycie, racząc go wszelakimi specjałami, a potem poderżnie mu gardło i wytopi cenny kroci tłuszcz, potrzebny do magicznych eksperymentów. Z biegiem czasu Echo stanie przed niezłym wyzwaniem, żeby wymiksować się z tego radosnego układu.

- No nie wiem - ociągał się Echo. - Jestem dość przywiązany do życia... 
- Mówi się, że wy, kroty, macie ich przecież osiem - uśmiechnął się Eisspin, obnażając przy tym swe jadowicie żółte uzębienie. - Ja pragnę tylko jednego. 
- Proszę wybaczyć, ale wierzę w tylko jedno życie przed śmiercią. A nie w jakiekolwiek po niej - powiedział Echo.
- Kot Alchemika, Walter Moers




5. Kot z Koraliny Neila Gaimana

Duży, czarny kot - bezimienny, wszak imiona są dla ludzi, koty znakomicie radzą sobie bez nich. Jako jedyny przemierza przestrzeń między pierwszym i drugim domem Koraliny w niezmienionej formie; wie więcej, niż chce przyznać, a jeśli już wda się w rozmowę z człowiekiem, to lepiej samemu uważać na słowa... zwłaszcza że zdecydowanie nie mamy tu do czynienia z przyjaznym mruczkiem:

Koty nie mają ramion, nie takie jak ludzie. Jednakże ten kot wzruszył ramionami – jednym szybkim gestem, który rozpoczął się od czubka ogona, a skończył uniesieniem wąsików. 
– Umiem mówić. 
– W domu koty nie mówią. 
– Nie? – spytał kot. 
– Nie – potwierdziła Koralina.  
Kot zeskoczył wdzięcznie z murka na trawę obok stóp Koraliny. Uniósł wzrok i spojrzał na nią. 
– Cóż, zapewne mam do czynienia z ekspertem – powiedział sucho. – Ostatecznie, co ja wiem? Jestem tylko kotem. 
Zaczął się oddalać, unosząc dumnie głowę i ogon. 
– Wróć, proszę! – zawołała Koralina. – Przepraszam, naprawdę. 
Kot zatrzymał się, usiadł i rozpoczął staranną toaletę, jakby nie dostrzegając obecności Koraliny. 
– My... no wiesz, moglibyśmy się zaprzyjaźnić – dodała Koralina. 
– Moglibyśmy też zamienić się w rzadkie okazy egzotycznej rasy afrykańskich tańczących słoni – odparł kot. – Ale nimi nie jesteśmy. A przynajmniej – dodał cierpko, zerkając znacząco na Koralinę – ja nim nie jestem.


- Koralina, Neil Gaiman


Wizja reżysera - ale bardzo trafiona

4. Maurycy ze Świata Dysku Terry'ego Pratchetta

Maurycy. Zwyczajny bury kocur, jakich wiele, niby nic ciekawego - przynajmniej gdyby nie to, że Maurycy mówi. Magowie z Niewidocznego Uniwersytetu nie zawsze uważają na to, co wyrzucają na śmietnik: magiczne odpady zeżarte przez szczury zmieniły te ostatnie w inteligentne bestie. A co zjadł Maurycy, że i jego umysł "przestał przypominać zupę" i nabrał niezwykłych talentów? Cóż, powiedzmy, że nie zawsze Maurycy żył w komitywie z gryzoniami. Teraz jednak przemierza wraz z nimi i przygłupim dzieciakiem kolejne miasta, odstawiając widowiskową sztuczkę ze szczurołapem i jego magicznym fletem. Po udanej akcji dzieli się z towarzystwem gotówką - myszy dostają złoto (to, co świeci jak księżyc), a Maurycy srebro (to, co świeci jak słońce), które jest mniej warte. No cóż, nikt nigdy nie mówił, że inteligencja musi iść w parze z uczciwością.

- A więc naprawdę jesteś czarodziejskim kotem? - zapytała, nalewając mleko na spodeczek. 
Mleko dawno straciło świeżość, ale Maurycy był ulicznym kotem i potrafiłby wypić nawet takie mleko, które próbowałoby odpełznąć. 
- O tak, zgadza się, czarodziejskim - wymruczał, pokazując żółto-białą obwódkę wokół pyszczka. Dla dwóch rybich łbów zgadzał się na wszystko. 
- Pewnie należysz do jakiejś czarownicy, o imieniu na przykład Gryzelda - mówiła dziewczynka, kładąc na drugim spodeczku rybie łby. 
- Tak, zgadza się, Gryzelda, masz rację - mruczał Maurycy, śledząc jej ruchy. 
- Która najprawdopodobniej żyje w domku z piernika w lesie.
- To prawda - zgodził się z nią Maurycy. Lecz nagle dodał: - Tyle że to domek nie z piernika, ale z chrupek, ona się odchudza. - Nie byłby Maurycym, gdyby nie dołożył czegoś od siebie. - Ta Gryzelda jest bardzo zdrową czarownicą. 
Dziewczynka zaniemówiła na chwilę. 
- Nie tak powinno być - oświadczyła. 
- Przepraszam, skłamałem, oczywiście, domek jest z piernika - poprawił się szybko Maurycy. Ktoś, kto daje jedzenie, nigdy się nie myli. 
Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury, Terry Pratchett
Okładkowy Maurycy... i jego uczone szczury w tle

3. Kot w Ostatnim jednorożcu Petera S. Beagle'a

Kolejny bezimienny mruczek o jesiennym futrze, towarzyszący Molly Grue w zamku Nędzora. Choć jest postacią w najlepszym razie poboczną, prezentuje wszystkie na wskroś kocie przekonania - na przykład wspaniałomyślnie pozwala głaskać się ludziom i zaznacza, że robi to tylko dlatego, że to dobrze wpływa na ich nerwy.

– Zawsze umiałeś mówić? – spytała. – Czy to widok Lady Amaltei obdarzył cię mową?
 
Kot w zadumie wylizywał sobie przednią łapkę. 
– Powiedzmy, że na jej widok zachciało mi się mówić – odparł. – Ale dość już tych wyjaśnień. Hmmm, więc to właśnie jest jednorożec. Bardzo piękny. 
– Skąd wiesz, że ona jest jednorożcem? – zapytała Molly. – I czemu się bałeś, kiedy chciała cię dotknąć? Dobrze widziałam. Bałeś się jej. 
– Niedługo chyba przejdzie mi ochota, żeby mówić. 
                                                                   - Ostatni Jednorożec, Peter S. Beagle


Jesienny kotek z animowanej wersji Ostatniego Jednorożca


2. Greebo ze Świata Dysku Terry'ego Pratchetta

Drugie  miejsce trafia znowu do bohatera Pratchettowskiego. Greebo to postrach kotów, psów, wilków, niedźwiedzi i wampirów (i to skuteczny postrach, bo te ostatnie po pożarciu nie wracają już do żywych - wszak mogą wstawać z martwych, ale nikt nie słyszał, żeby kiedyś wstały z kota). Okazjonalnie zmienia się w człowieka i wtedy z oszałamiającym męskim urokiem pije mleko z kubka językiem. Podobno jedyną rzeczą, która byłaby go w stanie zatrzymać, jest bezpośrednie trafienie meteorytem.

Dla niani Ogg Greebo wciąż byt małym kociakiem goniącym za kłębkiem wełny. Dla reszty świata był wielkim kocurem, wypchanym niewiarygodnie niezniszczalną siłą życiową opakowaną w skórę, która mniej przypominała futro, a bardziej kawałek chleba pozostawiony na dwa tygodnie w wilgotnym miejscu. Obcy często się nad nim litowali, bo praktycznie nie miał uszu, a jego morda wyglądała, jakby usiadł na niej niedźwiedź. Nie mogli wiedzieć, że przyczyną tego jest kocia duma Greeba, która kazała mu próbować walczyć albo gwałcić absolutnie wszystko, aż do czworokonnego wozu z drewnem włącznie. Kiedy Greebo maszerował ulicą, groźne psy skamlały i chowały się pod schodami. Lisy trzymały się z daleka od wioski. Wilki starały się ją omijać. 
 - To taki wielki pieszczoch - rzekła niania. 
- Wyprawa czarownic, Terry Pratchett




1. Nefer z Zastępów anielskich Mai Lidii Kossakowskiej

Mój niekwestionowany ulubieniec, 100% kota w kocie... a raczej w widmokocie, bo niematerialny Nefer zamieszkuje sarkofag z kocią mumią w apartamentach Asmodeusza. (Prywata: Zmarnowałam potencjał, wybierając imię dla swojego kota, bo nie da się ukryć, że Muszu, z jego bezczelnym uśmiechem i cwanymi zagraniami, to bez wątpienia aktualne wcielenie Asmodeuszowego Nefera.) Nefer jest, jak sam twierdzi, śliczny i cudowny. W tym: cudownie bezczelny, cudownie egoistyczny... Cudownie koci:

Nie było cię! - wrzasnął oskarżycielsko widmokot, wyskakując z sarkofagu. - Zostawiłeś mnie samego! Bez opieki, zmarznięty, głodny i...  
- Nefer, moje słodkie futro, przypominam, że jesteś zjawą. Duchem. Nie czujesz zimna ani głodu, kolego. 
Zwierzak fuknął z oburzeniem i wygiął przezroczysty grzbiet. 
- Nudziłem się! Oraz martwiłem. Papuaska główka utknęła na dobre pod szafą, widmoszczury rozwiewały mi się w łapkach, a ciebie nie było! 
Asmodeusz westchnął. Zapowiadała się dłuższa rozmowa. 
- Chorowałem - uciął. - Dostałem gorączki, leżałem w łóżku, więc nie mogłem przyjść wcześniej. 
- Widzisz? Miałem powody się martwić. Przez ciebie. Co by się ze mną stało, gdybyś umarł, co? Kto by mi wyciągnął główkę spod szafy? Jesteś nieodpowiedzialnym egoistą i tyle! 
- Zbieracz Burz, tom 2, Maja Lidia Kossakowska

Mój prywatny widmokot... ten uśmiech!



A Wy - macie jakiegoś swojego ulubionego, mruczącego bohatera? Może kogoś brakuje w powyższym zestawieniu? Literackie  koty zawsze są mile widziane, więc podrzucajcie propozycje - chętnie przeczytam :)

26 komentarzy:

  1. Ja uwielbiam Pimpusia Sadełko, w którego przemienia się demon Giguhl w książkach Jaye Wells o Sabinie Kane ;) Rzuca takie teksty, że skarpetki spadają :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, nie znam, a brzmi zdecydowanie jak coś, co poznać muszę :D

      Usuń
    2. Polecam ogromnie! Cała seria wciąga :D

      Usuń
    3. Rzeczywiście, świetny koteczek. Lubię tę serię...

      Usuń
  2. "Podobno jedyną rzeczą, która byłaby go w stanie zatrzymać, jest bezpośrednie trafienie meteorytem" - no... jest jeszcze pewna mała, biała kotka... ;)
    Greebo to w ogóle jeden z moich ukochanych literackich kotów. Miałam kiedyś takiego Greebo, choć nazywał się inaczej.

    Sama dorzuciłabym jeszcze Moggeta z cyklu "Stare Królestwo" Gartha Nixa. Też bardzo trafnie oddana kocia natura.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "Ty" też chciałam wspomnieć, ale mi się zrobiło za dużo Pratchetta w zestawieniu. Uwielbiam ją ;)
      Nie znam Nixa, ale w takim razie trafia na listę do przeczytania :)

      Usuń
  3. Ku mojej rozpaczy nie czytałam jeszcze "Mistrza i Małgorzaty", ale mam zamiar się za tę książkę zabrać w najbliższym czasie. (A w zasadzie to nie mam wyboru, bo to moja lektura szkolna)

    Nie słyszałam nigdy o Imbirze. Najwyższy czas doczytać "Opowieści z Narnii" do końca.

    Nie trafiam zbyt często w literaturze na postać kota. Jedynym wyjątkiem jest "Cmętarz zwieżąt" Stephena Kinga, ale niestety kot nie wiedzie tam głównej roli.

    Bardzo pomysłowy post. Pozdrawiam ciepło! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, takie lektury to ja bym mogła mieć ;) niestety, za moich czasów była to co najwyżej lektura uzupełniająca, spoza kanonu. Bardzo ją lubię :) mam nadzieję że omawianie w szkole nie zepsuje przyjemności z tej opowieści.

      O Churchu Kinga też myślałam, ale totalnie nie wpasowywał się w ten zestaw. Ale robił wrażenie ;)

      Usuń
  4. Ech, szkoda, że nikt tak nie czci psów. :( #teamdogs
    Na tego kota z Ostatniego Jednorożca w ogóle nie zwróciłam uwagi. :P Ale ja generalnie nie bardzo zwracam uwagi na koty. Aczkolwiek Greebo jest fajny. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No weś, w Świecie Dysku masz psa, w cyklu "Stare Królestwo" masz psa, w "Aktach Dresdena" masz magicznego psa (pojawia się co prawda znacznie później niż kot, ale ma znacznie więcej do zrobienia), w "Ciemnej nocy październikowej" narratorem jest pies, u Sandersona jeden z bohaterów przybiera formę psa (tak jak i w Harrym Potterze zresztą), nawet bohater "Rzek Londynu" ma psa. Że ograniczę się tylko do fantastyki, którą czytałam w ciągu ostatnich 2 lat. :P Bo powieści obyczajowych, wspomnień czy nawet reportaży nie zliczę. :P

      Tylko o świnkach morskich nikt nie pisze :(

      Usuń
    2. ...i Oberon z Kronik żelaznego druida! No, nie smutaj, na dzień psa też coś zrobię ;) Ja mam i kota, i psa. Wcześniej też miałam i kota, i psa. Doceniam jedno i drugie i nie wywyższam żadnego ;)

      Usuń
    3. O psach to tak tylko troszeczkę, ale koty to wszędzie #teamdogs ;)


      Usuń
    4. Ej no, ale ja nie mówię że tych psów nie ma, tylko że w porównaniu do kotów są bardzo zepchnięte na dalszy plan. :P Koty są wszędzie, dobrze Sylwka prawi! Btw. Sanderson i Potter się nie liczą, bo u jednego to kandra była, a u drugiego człowiek. :P Nie żebym miała coś przeciwko kotom, szanuję za złośliwość. :) Ale masz rację, Moreni, świnki morskie są zapomniane. :( To już nawet szczury mają swoje pięć minut.

      Ewelino, wobec tego czekam na zestawienie o psach. :D

      Usuń
    5. Wydaje mi się, że kot jest po prostu ciekawszym stworzeniem do pisania o nim historii xD Psy rozczulają i są kochane, ale to koty mają charakter, na bazie którego można zbudować naprawdę ciekawą powieść, nie grająca na naszym współczuciu i podziwie dla poświęcenia. Po prostu... pozwalają autorowi na więcej xD

      Usuń
    6. Katrino, dziękuję - nie chciałam tego mówić ;) jakoś ten indywidualizm pozostawia większe pole do popisu. Moja lista "najlepszych psów w fantastyce" jest póki co tak mała, że niestety ale nie nadaje się do publikacji ;)

      Usuń
  5. Greebo to jest klasa sama w sobie i obawiam się, że każdy z pozostałych mruczków wymienionych przez Ciebie w starciu z tym "milusim" kociakiem postradałby jak nie życie, to przynajmniej wąsy XD

    Z niewspomnianych kotów - Bagheera z "Księgi dżungli" Kiplinga. W końcu kot to kot, nieważne że wielki;)

    I dobrze, że koty wszędzie!!! #teamcats forever! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Greebo jest bezkonkurencyjny. Przegrał z Neferem tylko dlatego, że czytając o widmokocie naprawdę widzę swojego Muszu ;)

      Księgę Dżungli łapiemy jako fantastykę? ;) W gruncie rzeczy niby tak, ale powiem Ci, że kompletnie mi nie przeszła przez myśl. To prędzej Aslana bym tu wcisnęła, choć przegrał rywalizację z Imbirem ;)

      Pozdrawiam kociarę :D

      Usuń
  6. Ja chyba czytałam niewiele książek, w których występują koty, jednak o Krzywołapie nie mogłabym nie wspomnieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ok, to najsłodszy wpis jaki czytałam! Uwielbiam koty, a koty w literaturze to już w ogóle! Przytoczyłaś świetne przykłady!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny pomysł na post! :) Chociaż za kotami nie przepadam za bardzo.. zdjęcia mnie urzekły :)

    Pozdrawiam, maobmaze ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Zabrakło mi tu tylko kota z Cheshire z Alicji w Krainie Czarów :) Ale może to trochę zbyt oczywisty wybór :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ah, te kociaki. Bardzo fajny post, podoba mi się... Ja też mam kociaka, jest cały biały i nazywa się Beniek. Taki mały wariat z niego. Dodaję bloga do obserwowanych.

    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/03/seryjne-zabojczynie-tori-telefer.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Kot z Cheshire z "Alicji w Krainie Czarów".
    Koty z "Kocich historii" Trojanowskiego - to książki dla dzieci, ale humor (i absurd) na najwyższym poziomie :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój ulubieniec to Kotyk, bohater powieści "W Krainie Kota" Doroty Terakowskiej. Powieść niezwykła, jak to u pani Terakowskiej:)

    OdpowiedzUsuń