piątek, 29 grudnia 2017

Waggle Dance - pszczela kościanka


Choć twórcy dowodzą, że każdy temat na planszówkę jest dobry (mamy w końcu nawet całkiem poważne gry o szyciu kołderki), to jednak niektóre motywy przewodnie mają w sobie szczególny urok. Dokładnie taką moc ma Waggle Dance - gra, w której zarządzamy rojem pszczół, rywalizując o jak najlepszy wynik w produkcji miodu, naprawdę zwraca uwagę i jest szczególnie atrakcyjny wśród osób "nowych" w świecie gier bez prądu. Przyjazna tematyka to jednak nie wszystko, jeśli kuleje mechanika - zobaczcie, czy w tym przypadku świetny pomysł sprawdził się w praktyce.

czwartek, 28 grudnia 2017

Obietnica krwi - McClellan


Obietnicę krwi przeczytałam jakieś dwa miesiące temu i od tego czasu obiecuję wszystkim wkoło publikację recenzji, która jakoś nie chciała się napisać. Nic, co udało mi się przelać na klawiaturę, nie oddawało mojego zachwytu tym tytułem - a jak tu ryzykować, że ktoś nie zdecyduje się na lekturę przez moją nie-dość-zachęcającą opinię?  To była odpowiedzialność, której nie mogłam podjąć :) Co, z drugiej strony, stanowi rekomendację samo w sobie...

środa, 27 grudnia 2017

Afgańska perła - Nadia Hashimi


Są tacy autorzy, których książki kupuję w ciemno, gdy tylko ukaże się coś nowego, opatrzonego ich nazwiskiem. Po raz pierwszy jednak zdarzyło mi się sięgnąć po powieść tylko dlatego, że na okładce umieszczono pochlebną zajawkę jednego z takich autorów, Khaleda Hosseiniego (ten od Tysiąca wspaniałych słońc). Kto jak kto, ale Hosseini to moje literackie guru w sprawach Bliskiego Wschodu i Afganistanu – skoro docenił Afgańską Perłę Nadii Hashimi, to i ja musiałam sprawdzić, co w niej takiego niezwykłego.

wtorek, 19 grudnia 2017

Santiago - recenzja gry



W planszówki gramy najczęściej w dwóch wariantach - sami we dwójkę, albo w grupie pięcioosobowej. Szczególnie w pełnym gronie cenimy sobie gry z interakcją - samotna optymalizacja w swoim kąciku planszy sprawdza się wtedy, niestety, bardzo rzadko. Im więcej drobnych złośliwości i możliwości na przeszkadzanie innym (ale w połączeniu z dawką strategii!), tym więcej śmiechu nad planszą i pozytywniejszy odbiór gry. Wypatrzyłam Santiago, bo wydawał mi się grą idealnie spełniającą nasze wymagania - ładnie wykonaną, z odpowiednią głębią strategiczną i sporą dawką interakcji. I muszę powiedzieć, że w tym przypadku intuicja mnie nie zawiodła.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Foto-unboxing: Hachiko, czyli mój pierwszy prezent świąteczny w tym roku


Dziś post nietypowy, bo i nietypowa była przesyłka, którą ostatnio otrzymałam z wydawnictwa Zaklęty Papier. Zamówiłam w nim książkę - jedną z tych pozycji, o których od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. Mowa o Hachiko - opowieści o akicie, psie, który przez dziesięć lat czekał na swojego właściciela na stacji. Historia psiej wierności jakich wiele (w Polsce też przecież mieliśmy takiego psiaka), ale dla mnie wyjątkowa, bo mój pierwszy pies to była właśnie akita inu. Nie spodziewałam się jednak zupełnie tego, co skrywał dla mnie zwykły, szary karton...

niedziela, 17 grudnia 2017

Turysta w Rzymie - recenzja gry

Turysta w Rzymie - gra

Rzym to dla mnie wyjątkowe miasto - spędziłam w nim tydzień, podczas którego przemierzyłam je wzdłuż i wszerz wyłącznie piechotą, pokonując potworne ilości kilometrów (do dziś hasło „Rzym” wywołuje u mnie ból stóp). Nic dziwnego, że wycieczka zapadła mi w pamięć, a do Wiecznego Miasta mamy oboje z mężem niezły sentyment. Gdy dowiedziałam się, że polska autorka i polski wydawca przygotowali grę, która pozwoli nam przemierzyć Rzym jeszcze raz, ale teraz po planszy... musieliśmy w nią zagrać!

sobota, 16 grudnia 2017

Wyniki konkursu z Psiego najlepszego


Przyszedł czas na rozwiązanie ekspresowego konkursu, w którym czekał na Was jeden szczeniaczek... oczywiście zwierząt w prezencie się nie daje, więc w dobre ręce oddawałam malucha na okładce Psiego najlepszego. Chyba jednak nie lubię konkursów. Jasne, dawanie Wam czegoś fajnego jest super, czytanie Waszych pomysłów także... ale wybranie tej jednej, jedynej odpowiedzi, która ma dostać nagrodę? To już dramat! Chciałabym nagrodzić wszystkich... ale to niestety niemożliwe, bo czekało na Was tylko jedno Psiego najlepszego. I trafi ono...

czwartek, 14 grudnia 2017

Nadzór - Charlie Fletcher


Nadzór to jedna z powieści, które spontanicznie zaczęłam czytać na Legimi. Nie wiedziałam o tej książce kompletnie nic - nie znałam autora, nie słyszałam zapowiedzi, nie natknęłam się na żadną recenzję. Mało tego, ciężko mówić choćby o zachęcającej okładce, bo obecny na niej zakazany typ jest raczej odstręczający.  Jak wiadomo, takie spontaniczne przygody literackie są zwykle obarczone sporym ryzykiem zmarnowania czasu. W tym przypadku na szczęście taki czarny scenariusz się nie sprawdził...

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Błyskawiczny konkurs - wygraj Psiego Najlepszego na Święta!



Ponieważ Mikołaj postanowił uszczęśliwić mnie drugim egzemplarzem Psiego najlepszego, zdecydowałam, że jedna z tych książek powędruje do Was (ta jeszcze nieczytana ;)). Konkurs błyskawiczny - ogłoszenie wyników na koniec tygodnia - przy odrobinie szczęścia może nagroda dotrze do  Was na święta :)


niedziela, 10 grudnia 2017

Był sobie pies na święta, czyli: Psiego najlepszego - W. Bruce Cameron


Psiego najlepszego to moje drugie podejście do psiej prozy Camerona. Choć reklamowane jest jako Był sobie pies na święta, w przeciwieństwie do Misji na czterech łapach / Był sobie pies, tutaj nie spoglądamy na świat z perspektywy czworonoga, choć psia rodzina pełni w książce kluczową rolę. Mało tego, tak naprawdę nie jest to książka o psach, tylko... romans. Ale taki ciepły, przyjemny, że nie będąc fanką tego gatunku (mało powiedziane) i tak czerpałam niemałą przyjemność z lektury. 

sobota, 2 grudnia 2017

Podsumowanie listopada + pół roku Gier w Bibliotece!


Dzisiejsze podsumowanie miesiąca będzie dość wyjątkowe - nie tylko minął nam ponury październik (dość owocny literacko, na szczęście), ale też blogowi Gry w Bibliotece właśnie stuknęło pierwsze pół roku. Dużo się przez ten czas nauczyłam, poznałam świetnych ludzi, zaliczyłam parę kryzysów i odkryłam, jak bardzo nie lubię mediów społecznościowych. Przede wszystkim blogowanie okazało się świetną przygodą i... nieprzerwanym źródłem tytułów, które przecież "muszę przeczytać" (tylko kiedy?!). Poważnie, przed wejściem w blogosferę nigdy nie cierpiałam z powodu nadmiaru tytułów. Zawsze coś tam na mnie czekało, ale było to 1-5 tytułów, a nie 50! I tak, to Wasza wina :)