poniedziałek, 6 listopada 2017

Podsumowanie października


Nawet nie wiem, kiedy dopadł mnie ten paskudny, deszczowy listopad - październik minął mi błyskawicznie i okazał się zaskakująco owocny pod względem czytelniczym. Przeczytałam dokładnie 17 pozycji, na co miało wpływ między innymi testowanie Legimi (niestety, na smartfonie). Jest to najlepszy wynik w tym roku i zapewne mało prawdopodobne, żeby udało mi się go pobić w najbliższej przyszłości. Gorzej z nowościami planszówkowymi (1 tytuł) i filmami (obejrzeliśmy całe 2).

Jednocześnie, na przekór temu książkowemu ożywieniu, w październiku można było zauważyć lekką stagnację na blogu - do większych aktywności zniechęcił mnie... facebook, który postanowił zablokować mi udostępnianie postów w grupach (a robiłam to w bardzo przyzwoity i zgodny z zasadami). Brak promocji przełożył się oczywiście na gorszy zasięg (bloga) i spore zniechęcenie (moje). 

Iskierką optymizmu w blogowaniu okazało się nawiązanie współpracy z wydawnictwem Czwarta Strona - mam nadzieję, że to oznaka tego, że blog rozwija się powolutku mimo kłód rzucanych mi pod nogi przez media społecznościowe ;)

Przeczytane:


Obietnica krwi - McClellan
Największe odkrycie miesiąca. Pewnie się narażę, ale dla mnie McClellan okazał się dokładnie tym, czym powinien/mógł być Sanderson: system magii i świata równie imponujący, jak u tego drugiego, ale za to ze znacznie lepiej nakreślonymi bohaterami (a nawet, zaryzykuję, w lepszym stylu). Czytam już trzeci tom i zachwyt nie opada. Rewelacja!



Dusza cesarza - Sanderson
Zdecydowanie najlepszy tekst Sandersona, jaki dotąd czytałam. Obłędny pomysł na system magiczny (mniej spektakularny niż w Ostatnim Imperium, ale chyba nawet bardziej intrygujący), wyważona narracja, ciekawi bohaterowie (jednak potrafi ich dobrze nakreślić!). Mikropowieść, a miejsca na rozważania zostawiła bardzo dużo :)


Złodziejka książek - Markus Zusak
Nie wiem, co o niej napisać. Specyficzny styl narracji (z perspektywy Śmierci) początkowo mnie nie przekonywał, jednak później ta surowość i wszechwiedza narratora okazały się idealne do ukazywania wojny z innej perspektywy, mocno bezpośredniej i zaskakująco brutalnej. Pytanie dnia: czemu ta książka nie jest lekturą obowiązkową w szkołach?



Gra Anioła - Carlos Ruiz Zafón
Powrót do Zafóna rozpoczęty, w ramach przygotowań do Labiryntu duchów, który dostanę w swoje ręce dopiero na święta. Tym razem postanowiłam czytać serię chronologicznie, tj. zacząć właśnie od Gry Anioła - dopiero teraz sięgnęłam po Cień wiatru. Perspektywa odwraca się w bardzo ciekawy sposób, inne rzeczy też zauważyłam, więc pomysł jak najbardziej się sprawdził. Zapomniałam już, jak piękny i plastyczny jest styl zafónowej narracji, mrrr....


Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę - Samia Sukkar
Wiadomo, dzieci zawsze wychodzą najgorzej na wojnach, prowadzonych przez dorosłych. Ciężko im cokolwiek zrozumieć, ciężko coś wyjaśnić, a w zderzeniu z ich niewinnością konflikty wydają się jeszcze bardziej absurdalne. Jeszcze gorzej jest, gdy w ogniu wojny znajdzie się dziecko z zaburzeniami poznawczymi - jak na przykład Adam, chłopiec z zespołem Aspergera, narrator i główny bohater książki Sukkar. Wojna w Syrii odmalowana przez Adama porusza jeszcze bardziej - o  ile to możliwe. Recenzja już czeka na publikację.


Englebert z rwandyjskich wzgórz - Jean Hatzfeld
O ludobójstwie Tutsi w Rwandzie czytałam po raz pierwszy w świetnym Żarze Rosiaka. Tutaj mamy zapis z perspektywy jednego z ocalałych - Engleberta, potomka króla Rwandy i absolwenta katolickiej uczelni, obecnie filozofa-alkoholika, który przemierza ulice Nyamaty szukając kogoś, kto z nim porozmawia. Co może zrobić wojna i dehumanizacja z człowiekiem, który do poduszki czytuje Iliadę? Prosty, dobitny reportaż na temat tego, czy życie po masakrze jest możliwe - i jakie to będzie życie. Wstrząsający, a jednocześnie zaskakująco humorystyczny króciutki tekst, który Wam polecam.


Świat kupek - Terry Pratchett
...czyli pozycja obowiązkowa w zbiorze lektur młodego Sama Vimesa. Książka opowiada dokładnie o tym, co sugeruje tytuł: zbieraniu odchodów, różnicach między tymi zostawianymi przez różne gatunki, o alternatywnym wykorzystaniu "resztek", a nawet graniu w misie-kupisie (tak, to to, o czym myślicie, jeśli czytaliście kiedyś Kubusia Puchatka). Styl Pratchetta czuć co prawda tylko w przypisach, ale ta książeczka jest zgrabnym dodatkiem do Niucha, w którym ta odkrywcza publikacja pojawia się po raz pierwszy.


Lord Demon - Roger Zelazny, Jane Linskold
Książka kończona po śmierci Rogera przez jego partnerkę, Jane Linskold. I wiecie co, czuć, że mało tam Zelazny'ego w tym Zelaznym. Narracja, która raz jest poszarpana, a raz rozwlekła i infantylna, bohaterowie stanowiący kalki ze wszystkich innych dzieł autora... No, nie polecam. Chyba że akurat jesteście wielkimi fanami mitologii chińskiej, z jej demonami i flaszami, to wtedy może znajdziecie tu coś dla siebie.


Czerwień rubinu - Kerstin Gier
Okładki książek Gier gdzieś tam zawsze mi migały w internecie, kusząc specyficznym stylem. W końcu sięgnęłam po pierwszy tom Trylogii Czasu i... Bohaterka - dumna z siebie idiotka, dialogi - w formie dość prymitywnych przepychanek słownych, opisy - jakie opisy? Nawet te szczątkowe pojawiają się tylko tam, gdzie można pozachwycać się jakimś chłopakiem, ewentualnie nową kiecką. Skończyłam czytać głównie po to, żeby zjechać tę książkę w recenzji, ale teraz nie mogę się zabrać - to było po prostu zbyt złe.


Przeczytane po angielsku:


Alcatraz versus the Scrivener's Bones - Sanderson
W końcu! Pierwszy tom Alcatraza przeczytałam i zrecenzowałam już dawno, siłą rozmachu zaczęłam tom drugi i... utknęłam na 5 rozdziale.  I tak Alcatraz, nękany przez złych bibliotekarzy, czekał sobie na lepsze czasy, bo odrzucał mnie sam pomysł brnięcia przez tę jego pokrętną narrację. W październiku się doczekał - dokończyłam książkę w jeden dzień, co świadczy o tym, że akurat tę odsłonę Sandersona muszę sobie dawkować w dużych odstępach, bo "co za dużo, to niezdrowo".


Knight's shadow - de Castell
Wielkie Płaszcze znowu w akcji! Są tak samo fajni i tak samo nieśmiertelni, jak w pierwszym tomie. A skoro nic się im nie dzieje, to autor doszedł do wniosku, że można się nad nimi znęcać w sposób, który przekracza wszelkie granice dobrego smaku. Modliłam się o śmierć Falcia razem z nim, ale bezskutecznie. Przy okazji de Castell zmienił cały klimat książki - lekkie, humorystyczne czytadło zmieniło się w mroczne bagno. Serio. Brr.


Komiksy:

Raczej nie czytuję komiksów - zdecydowanie wolę ciągłą narrację od ilustrowanych kadrów. Czasem jednak czynię wyjątek, zwłaszcza gdy trafiam na coś... nietypowego:

Łzy bogini Nuwy
Wahałam się, czy ten tytuł powinien się tu znaleźć, bo nie przeczytałam go "od początku do końca". Tak się po prostu nie da, bo Łzy bogini Nuwy to komiks paragrafowy: wcielamy się w rolę najemniczki, która ma za zadanie odnaleźć tytułowe, skradzione "łzy" bogini. Od naszych decyzji zależy, jak potoczy się fabuła, a za każdym razem wygląda to inaczej. W pierwszych trzech rozgrywkach uśmierciłam moją postać po najdalej 5 minutach lektury/gry... Jest to jeden z czterech nowo wydanych komiksów paragrafowych firmy Foxgames - już ostrzę sobie zęby (i ołówek) na rozwiązywanie zagadek z Sherlockiem Holmesem :)


A teraz mały festiwal 
literatury przyrodniczej...


Jak zwierzę - Charles Foster
Po co pisać popularno-naukową książkę przyrodniczą na podstawie obserwacji i badań, skoro można wykopać sobie norę, zabrać do niej ośmioletniego syna i przez kilka tygodni wcielać się w borsuka, łażąc na czworaka i jedząc dżdżownice...? Od jedzenia dżdżownic i ich zachowania w jamie ustnej drapieżnika rozpoczyna się zresztą główna część tej publikacji. Czytałam, lawirując między obrzydzeniem i fascynacją, ale bawiłam się dobrze.


Żądła rządzą - Dave Goulson
O trzmielach wiedzialam, że istnieją i różnią się wyglądem. Przez całe dzieciństwo wyławiałam je gołymi rękami z basenu i wynosiłam na pobliskie krzaki, żeby doszły do siebie, ale nigdy nie nawiązaliśmy bliższej relacji. Książka Goulsona pozwoliła mi to nadrobić - nie tylko dzieli się fascynującymi spostrzeżeniami na temat tych owadów, ale też opowiada w świetnym stylu o metodach badawczych, które nigdy nie przyszłyby mi do głowy.

A poza tym, autor ma ogromnego plusa, za to że jego książka to Żądła rządzą, a nie, na przykład, Sekretne życie trzmieli... cóż, patrzcie dalej:

 
Sekretne życie drzew - Peter Wohlleben
Druga książka Wohllebena po Duchowym życiu zwierząt, które zapoczątkowało moją literacko-przyrodniczą przygodę. Niestety, "drzewa" są dużo mniej przekonujące - oczywiście, fakty podawane przez autora fascynują i sprawiły, że spojrzałam na las inaczej, ale duża dawka absurdalnej, infantylnej antropomorfizacji chwilami psuła przyjemność z lektury. A szkoda, bo takie zabiegi były niepotrzebne.

 
Sekretne życie krów - Rosamund Young
Czy właściciel farmy, hodującej bydło na mięso, może mieć jakieś głębsze spojrzenie na osobiste życie swojego źródła dochodu? Spostrzeżenia Rosamund są ciekawe, rysujący się obraz krów jest piękny (bo czemu miałyby być głupsze czy mniej indywidualne od, choćby, psa czy konia?), ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tekst jest podszyty fałszem... więcej w recenzji.


Prywatne życie łąki - John Lewis-Stempel
Największe "przyrodnicze" rozczarowanie miesiąca (i nie tylko). Nie wiem, skąd tyle nagród i zachwytów. Miałam wrażenie, że autor nie wie, o czym tak naprawdę chciał napisać - mamy szczątkowe obserwacje przyrodnicze, okraszone (często kiepsko) przetłumaczoną poezją klasyków angielskich i dużą dawką erudycyjnych popisów autora. Jestem na nie. Totalnie.




Ograne:



Ewolucja
Tylko jedna nowa gra w tym miesiącu, ale za to jaka! Rozpoczynamy rozgrywkę z jednym gatunkiem prehistorycznego zwierzęcia, po czym dążymy do jak najlepszego dostosowania go do sytuacji. Czy damy mu zdolność gromadzenia tłuszczu w oczekiwaniu na gorsze czasy, czy raczej nauczymy go kopać nory lub śmigać po drzewach w ucieczce przed drapieżnikiem? A może wręcz przeciwnie, stworzymy perfekcyjnego zabójcę i będziemy konsekwentnie zżerać zwierzątka przeciwników? Festiwal negatywnej interakcji z dużą dawką kombinowania i świetnie zazębiającymi się mechanizmami, a do tego przecudnie wydany (te grafiki!). 

  

Obejrzane:


Całe 2 i 1/2 filmu, proszę Państwa! Szalony miesiąc ;) (przy czym wyjaśniam, że statystyki filmowe należy traktować dosłownie - nie mam telewizora, więc niczego więcej nie oglądam "mimochodem").

Bez mojej zgody reż. Nick Cassavetes
Uwielbiam książkowy pierwowzór, więc podchodziłam do filmu ze sporym entuzjazmem, a skończyłam oglądać z opadniętą szczęką. Wyobraźcie sobie ekranizację ostatniego tomu Harry'ego Pottera, w którym na końcu ginie Potter, bo w sumie tak pasowało reżyserowi - to jest właśnie ekranizacja Bez mojej zgody. Totalne wypaczenie idei i zakończenia filmu, plus pominięcie jednego z kluczowych wątków, które zmieniło brata głównej bohaterki z wołającego o uwagę dzieciaka w niestabilnego histeryka. No, nie. I co z tego, że dobrze zagrane, co z tego, że ładne zdjęcia, jak to jest jakieś... nieuczciwe.


Mroczna wieża - reż. Nikolaj ArcelTrudno mi coś powiedzieć na temat tej produkcji. Nazwałabym ją poprawnie nakręconym filmem dla dzieci. Właśnie, dla dzieci, nawet nie dla młodzieży - tytuł, który raczej nie zafascynuje żadnego odbiorcy, który ma więcej niż 12 lat. Bawiłam się całkiem nieźle, a na pewno lepiej, niż zapowiadały to negatywne recenzje i słaba ocena na filmwebie, ale  ani nie czekam na kontynuację, ani nie pali mi się do poznania nie-horrorowej odsłony Kinga na papierze.


Spider-man: Homecoming - reż. Jon Watts
To jest ta nieszczęsna połówka. Okazało się, że faktycznie się starzeję, a humor i dylematy rodem z liceum nie są w stanie mnie porwać i wywołują maksymalnie uśmiech politowania. W czasie seansu zaczęłam czytać książkę i śmiem twierdzić, że całkiem dobrze wyszłam na tej zamianie... Spostrzeżenie ogólne: Spiderman nie ma coś szczęścia do ekranizacji. Jakichkolwiek.


~

A jak Wam minął październik? Udało Wam się trafić na jakieś ciekwe lektury lub filmy? Chętnie  przyjmę rekomendacje :)


22 komentarze:

  1. Gratuluje świetnego wyniku :) Legimi sama mam na telefonie i kompie. Telefon sprawdza się na nudnych wykładach :) Teraz legimi będzie i na Kindle, ale mój staruszek się na to nie łapie. Smutno mi.
    A wiadomo, czemu w ogóle facebook zablokował ci udostępnianie postów? Dziwne to... Ale chyba już nie masz blokady? Zdawało mi się, że udostępniałaś.

    McClellan <3 Dla mnie jednak gorszy niż Sanderson, ale kocham i tak. To jeden z moich ulubionych autorów. Ciekawe, jak Ci końcówka podejdzie. A tak nawiasem mówiąc, McClellan to uczeń Sandersona :P Duszy Cesarza jeszcze nie czytałam, Złodziejkę książek chcę ale nie wiem, kiedy mi się to uda. Ta okładka jest genialna, dużo bardziej mi się podoba, niż z filmowa.

    Szkoda, że drugi tom Ostrza Zdrajcy zmienił się w mroczne bagno :( Aż się zaczynam bać jak piszesz, że autor nie ma umiaru w znęcaniu się nad nieśmiertelnymi bohaterami. Czekam na drugi tom po pl ale coś nie chce wyjść... I ciekawi mnie Twoja recenzja Chłopca z Aleppo. Może mnie przekonasz do sięgnięcia, bo po takim krótkim opisie jestem już zaintrygowana :)

    Mrocznej Wieży nie oglądałam, a Spiderman mi się bardzo podobał, więc nie mów, że nie ma szczęścia do ekranizacji :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam bardzo lubię Spidermana z Garfieldem i Stone... Ten z Hollandem też mnie rozczarował, chociaż mojej mamie się podobał (nie od dzisiaj wiadomo, że jestem najstarsza w rodzinie) :D

      Usuń
    2. Tak, Legimi na komórce maksymalizuje efektywność wykorzystania wolnego czasu w miejscach, gdzie nie byłoby szansy na wyjęcie czytnika/książki. To niezaprzeczalny atut ;) ale moje oczy płaczą...

      McClellan to Twoja zasługa, jak wiesz. Ależ mi się to podoba :) pewnie w tym tygodniu skończę tę serię z mocnym kacem książkowym - zobaczymy... Powinnam się bać końcówki? Mam nadzieję, że nie ;)

      Koniecznie przeczytaj Duszę cesarza! Ja jestem pod wrażeniem :) Do tego Sanderson wyjasnia na końcu, skąd wziął pomysł na taką magię. Gość jest niesamowity :) i potwierdza, ze pomysły leżą na ulicy, nawet jeśli większość ich nie zauważy i nie będzie umiała wykorzystać.

      To "bagno" to może trochę dramatyzacja z mojej strony, ale na prawdę De Castell płynie i to chyba w niedobrym kierunku. Autentycznie byłam na niego zła, no. I faktycznie, coś umarł temat kontynuacji po polsku, dlatego machnęłam ręką i zabrałam sie za oryginał - bo ile mogę czekać ;)

      Tak sobie myślę, że ja chyba Spider-mana mało lubię po prostu, jako postać. Może dlatego bardziej marudzę na filmach ;) choć ten najnowszy mnie autentycznie pokonał.

      Usuń
    3. Dokładnie tak :) Ano, oczy na tym tracą, niestety. Nie będę nic mówić o końcówce, bo Ci zasugeruję, po prostu miała ona jeden poważny defekt dla mnie :)

      Jasne, że będę czytać, wyobrażasz sobie żebym nie przeczytała jakiejś książki Sandersona? :D Po prostu stoi jeszcze w kolejce. Powoli Sanderson mi się kończy, i dlatego baaaaardzo wolno wyczytuję tą resztkę książek z Cosmere, bo młodzieżówki to nie to samo. A z Cosmere zostało mi jeszcze Elantris i Bezkres Magii, a w Bezkresie jest Dusza Cesarza.

      To mnie nie pocieszyłaś tym De Castellem. Może sama spróbuję z tym po angielsku.

      Usuń
  2. Fajnie, że udało Ci się sięgnąć po tak różnorodne książki, z których większość sprawiła Ci przyjemność. Na pewno chciałabym kiedyś zapoznać się bliżej z paragrafówkami, bo mogą być ciekawe, może zapoznam się też z Rządzącymi żądłami. No i ten McClellan. No ech, muszę się w końcu kiedyś za niego zabrać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, mieszanka wybuchowa, jak się tak zastanowić. Na pewno wygląda to ciekawiej niż tydzień temu, dobrze że się wyłamałam z tego schematu "łatwe-lekkie-przyjemne", w którym ostatnio tkwiłam ;)

      Usuń
  3. Ja też planuje przeczytać "Cień wiatry" przed "Labiryntem duchów". Trzeba przypomnieć sobie kilka szczegółów!
    A co do "Czerwieni rubinu" może spodoba Ci się bardziej ekranizacja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku okazało się, że sporo zapomniałam z "Cienia...", więc powtórka była mocno wskazana. Ale nie żałuję, choć odbieram go całkiem inaczej, niż te 10 lat temu ;)
      Chyba trochę się boję jakichkolwiek dalszych kontaktów z Gier, nawet w wersji filmowej... ;) chociaż, kto wie...?

      Usuń
  4. 17?! Wow, super wynik :D Zaskoczyłaś mnie tym McClellanem, mówisz, że lepszy od Sandersona? Muszę się przekonać :D Poza tym za Zafona i Zusaka muszę się kiedyś zabrać, bo było o nich głośno, a ja nadal nie znam. I zaciekawiłaś mnie Englebertem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem pod wrażeniem tego, że mi się udało tyle ogarnąć ;) jak widać, jest tam kilka krótkich pozycji, które podbiły wynik, ale i tak jest satysfakcja.

      Widzisz, Kirima wyżej już się nie zgodziła z moim stwierdzeniem ;) Dla mnie Sanderson i McClellan byliby na równi (kreacja świata, przełomowe pomysły), gdyby nie to, że bohaterowie McClellana dużo bardziej do mnie przemawiają - są niesamowicie wyraziści, nie tylko ci główni, ale nawet poboczne postaci. Niesamowita sprawa :)

      Zafóna czytałam zaraz po premierze - widzę, że to już 12 lat, teraz patrzę na niego całkiem inaczej, ale nadal bardzo doceniam styl. Takim "muszę kiedyś przeczytać" był dla mnie właśnie Zusak - nie wiem, czy będę kontynuować przygodę z tym autorem, ale "Złodziejka książek" jest bardzo wyjątkową lekturą, bez wątpienia. Polecam :)

      Englebert nie ma zdaje się nawet 100 stron, można machnąć niejako "przy okazji". Porusza :( Choć samą tematykę ludobójstwa lepiej ukazuje jeden z reportaży zawartych we wspomnianym "Żarze" Rosiaka (przedstawia genezę i przebieg, Englebert jest zorientowany na człowieka... ładnie się to uzupełnia).

      Usuń
    2. Że się tak wetnę w dyskusję, to dla mnie Sanderson jednak wygrywa w kreacji świata i pomysłach. Są one dla mnie znacznie bardziej oryginalne i przede wszystkim, ile on już tego wymyślił? McClellan póki co bazuje tylko na jednym świecie, który co prawda ma oryginalny system magii, ale nie aż tak, jak te Sandersona. No i naprawdę ciężko przebić Drogę Królów i Cosmere... McClellan ma jeszcze długą drogę przed sobą :P W przypadku wyrazistości postaci też się nie zgodzę. Tu bym powiedziała, że są na równi, ale pisząc to bardziej myślę o Drodze Królów i Drugiej Erze Z mgły zrodzonego, bo wiem, że ty czytałaś tylko pierwszą. Chociaż te postacie z Drogi Królów są znacznie bardziej skomplikowane i pogłębione. Ale co osoba, to opinia, jak najbardziej szanuję Twoją :)

      I wydaje mi się, że u McClellana więcej jest dynamizmu, niż u Sandersona (pomijając Drugą Erę, bo co tam się wyprawia...), ale z drugiej strony Sanderson jest bardziej dopracowany. McClellan bardziej stawia na akcję.

      W każdym razie obaj panowie są warci uwagi, obu świetnie się czyta i obaj dostarczają niezłego książkowego kaca :D

      Usuń
    3. Oj, komentarzy nie doczytałam, przyznaję :D
      Czyli nie pozostaje mi nic innego jak kontynuować znajomość z Sandersonem i rozpocząć znajomość z McClellanem :) Tym lepiej! Im więcej dobrych autorów tym więcej dobrych książek do przeczytania :)

      Usuń
  5. Świetny wynik, gratuluję!
    Nie miałam okazji przeczytać żadnej z tych książek, ale widziałam "Bez mojej zgody" i pamiętam, że wstrząsnął mną ten film. Nie wiem jaka jest książka, ale widzę, że różni się od filmu :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję fantastyczny miesiąc i do tego moja ukochana "Złodziejka książek". :)
    Kusicie mnie obie z Kirimą tym McClellan'em.

    Co do facebooka to niestety ostatnio nie tylko Ty czujesz się mocno zniechęcona. Cóż prawda mi nie została zablokowana możliwość publikowania postów w grupach, ale za to dobija mnie widoczność postów. Ile trzeba się teraz nakombinować żeby zobaczyć interesujące posty...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja Ci zazdroszczę, że dopiero co przeczytałaś "Złodziejkę książek" <3 Są czasem takie książki które chciałoby się zapomnieć, żeby przeczytać je z przyjemnością jeszcze raz i dla mnie taka jest ta książka :)
    A co do "Bez mojej zgody" to nawet nie zaczynaj! Ja sto lat temu obejrzałam film, a potem czym prędzej poleciałam czytać książkę... DLACZEGO oni zmienili zakończenie? Przecież to jest chore, rozumiem poprawianie niektórych motywów, żeby było lepiej to przełożyć na ekran ale ta historia była na prawdę dobra, nie trzeba było tego tak partolić o.O

    booklicity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. To się nawyzwa wynik godny pozazdroszczenia! Gratuluję i podziwiam równocześnie :)

    McClellana jeszcze nie poznałam, ale po tak krótkim nawet opisie brzmi ciekawi i na pewno do niego sięgnę. Choć raczej mojej miłości do Sandersona nie pobije;) Dusza Cesarza świetna, gdzie się temu gościowi takie pomysły mieszczą to ja nie wiem. Wyobraźnia pierwszej klasy, aż zazdrość mnie zżera 😁

    O Złodziejce książek dużo czytałam j słyszałam i za każdym wejściem do księgarni ciągnie mnie w jej stronę, w końcu na pewno nadejdzie jej czas.

    Ja na Spider-manie bawiłam się super, choć też i nastawiłam się na komedię młodzieżową, a co jak co, ale to kryterium spełnia nowa odsłona Człowieka Pająka na 100%. Jak dla mnie stanowczo najlepsza jak dotąd ekranizacja przygód bohatera, choć w następnej odsłonie (jeśli taka w ogóle będzie) chciałabym trochę więcej poważnych motywów. A btw, może oglądanie go na ekranie komputera w domu wpłynęło na odbiór filmu przez Ciebie? W kinie nie ma książek rozpraszających uwagę, może dlatego lepiej wspominam seans;)

    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale dużo książek! I to jak ciekawych :D Każda z nich wydaje mi się interesująca. Z Sandersona czytałam tylko "Z mgły zrodzonego" i zgadzam się, że autor buduje świetne światy, ale z postaciami idzie mu dużo gorzej, a przynajmniej tak było w tej jednej książce ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Dusza Cesarza" też zrobiła na mnie spore wrażenie, ale to Sanderson więc nie dziwota ;P Ale nie wiem czy czytałaś "Drogę królów". Po tej książce już nic nie jest takie jak dawniej ;P Po jej przeczytaniu musiałam zastanowić się nad moimi oceniani innych książek, bo skala się zmieniła ;P
    Zaciekawiłaś mnie McClellanem. Nie czytałam nic jego autorstwa więc będę musiała przyjrzeć się jego książkom. Jestem ciekawa czy u mnie przebije Sandersona - w sumie nawet jakby był na równi, to byłby to sukces :D
    Pozdrawiam cieplutko!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Łał świetny wynik! Zazdroszczę normalnie 😀 ja niestety nic z tego nie czytałam,a i gratuluję współpracy ! 😊

    OdpowiedzUsuń
  12. Niesamowity wynik, jestem pod dużym wrażeniem. Bardzo ciekawy przekrój przez różne gatunki, szczególnie zaś zainteresowała mnie książka dotycząca Rwandy. Temat ten powraca do mnie co jakiś czas, również za sprawą książek tego autora. Nie potrafię zrozumieć, ani przetrawić, ale wciąż próbuję.

    Oglądałaś może "Hotel Ruandę"?

    OdpowiedzUsuń
  13. doskonały wpis. Książki nietuzinkowe i zainteresowały mnie dwie z wspomnianych przez ciebie pozycji.
    Co do filmów ostatnio zagustowałam w Netflixie i tam pochłonęłam kilka dokumentów: I Am Jane Doe (poświęcony ofiarom handlu ludźmi), oraz film dokumentalny o Aamdzie Knox, oraz film: Kiss &Cry (biograficzny o nastoletniej łyżwiarce figurowej cierpiącej na rzadką formę nowotworu).

    OdpowiedzUsuń
  14. Z przeczytanych przez Ciebie książek nie czytałam żadnej, ale mam w planach "Chłopca z Aleppo, który namalował wojnę" :)

    Pozdrawiam, maobmaze ♥

    OdpowiedzUsuń