poniedziałek, 18 września 2017

Dzieci naszej dzielnicy - Nadżib Mahfuz


Dzieci naszej dzielnicy kupiłam przypadkiem, korzystając z promocji w jednej z księgarni. Spodziewałam się powieści obyczajowej, osadzonej w realiach egipskich. A co dostałam? Magiczną, zachwycającą, na wpół filozoficzną przypowieść o dziejach ludzkości, która uczyniła autora persona non grata islamu i doprowadziła do kilku zamachów na jego życie. I wiecie co? Nie byłam rozczarowana, że dostałam coś innego, niż oczekiwałam.


„Wiedziałem, że na Rajskiej masz, 
masz Pan posesję, masz Pan sad
Zobaczyłem jabłoń i reglamentowany jej kwiat…”

– Lao Che, Drogi Panie

Jak to szło? Na początku okolica była pustkowiem i bezładem… A potem w jej centrum powstała Posiadłość Al-Dżabalawiego. Posiadłość, w której wszyscy żyją w dobrobycie, bez trosk, otoczeni chroniącą przed skwarem zielenią i śpiewem ptaków. Wszystko przebiega pięknie, dopóki Al-Dżabalawi nie decyduje się wywyższyć najmłodszego syna, Adhama, nad swego pierworodnego Idrisa; w efekcie Idris buntuje się i zostaje wygnany. Adhama czeka podobny los, gdy słucha podszeptów Idrisa i decyduje się zajrzeć do tajnych ksiąg ojca, w których zapisana jest prawda na temat ich dalszych losów – również on trafia na ulicę, a bramy Posiadłości zostają dla niego zamknięte.

Po Ad(h)amie przychodzą kolejni wybrańcy: Dżabal, Rifa’a i Kasim, reprezentujący proroków trzech religii Księgi – Mojżesza, Jezusa i Muhammada (Mahometa). Każdy z nich opisany jest z szacunkiem i uznaniem, każdy głosi prawdę, każdy zdobywa sobie uznanie, które zamiast jednoczyć ludzi, wprowadza między nich dodatkowe podziały. Analogie są mniej lub bardziej jasne – dla mnie najbardziej dosłownie opisany został się prorok Muhammad, potem Jezus, a Mojżesza zidentyfikowałam poniekąd w retrospektywie, choć po głębszym zastanowieniu musiałam przyznać, że również w postaci tego „zaklinacza węży” wiele aluzji jasno wskazywało na starotestamentowy odpowiednik.

I to jest właśnie główny atut powieści Mahfuza – choć nawiązania są dość szczegółowe, to jednak nie ma tu indoktrynacji czy podkreślania czegoś czerwoną kredką, nie ma też wartościowania poszczególnych religii. Myślę, że można byłoby przeczytać tę książkę bez zgłębiania się w jej ukryte warstwy, jednak wtedy byłaby zaledwie przeciętną pozycją. Dobrym pomysłem byłoby choć pobieżne powtórzenie sobie losów tych proroków przed lekturą Dzeci naszej dzielnicy – wtedy łatwiej podjąć grę z autorem i docenić to, jak umiejętnie i pomysłowo przekształca wydarzenia biblijne czy  historyczne i wplata je w misterną sieć swojej powieści. Niestety, wydawca nie pomyślał o tym, aby zaopatrzyć książkę w przypisy z wyjaśnieniem choćby imion głównych bohaterów, co z pewnością przyczyniłoby się do pełniejszego odbioru książki.

„Jakże świetnie dzieci z naszej dzielnicy są obeznane z opowieściami! Ale coś nie tak jest z ich głowami, skoro nie wyciągają z nich żadnych wniosków?”

–  Nadżib Mahfuz,  Dzieci naszej dzielnicy

Dalsze życie w dzielnicy, rozbitej na części zamieszkane przez Dżabalitów, Rifa’itów i Kasimitów, jest dalekie od ideału, bo choć każdy wyznaje szczytne wartości swojego proroka, to jednak przekucie ich w czyn nie jest już takie proste (znamy to, nie?). Opowieść Mahfuza to historia niezrozumienia, niegodziwości, bezrozumnej przemocy, negowania boskich praw i goryczy. Al-Dżabalawi ewidentnie nie interesuje się losem swoich umęczonych potomków, a futuwwowie, którzy mieli chronić lud, zachowują się jak terroryści, na każdym kroku nadużywając swoich przywilejów i przewagi (to też znamy). Na pozór absurdalne konflikty między poszczególnymi plemionami wnuków Al-Dżabalawiego, z których każde uważa się za bardziej bliskie legendarnemu dziadkowi, stają się boleśnie prawdziwe i trafnie opisane, gdy zdamy sobie sprawę z przebiegu konfliktów religijnych przez ostatnie tysiąclecia (jak widać, w tej naszej dzielnicy niewiele się zmienia).

„Umarł Bóg, nie potrzebuje go nikt
wszak to przekleństwo, by wiecznie móc żyć,
 okrutne…”

– Taniec Wampirów, „Umarł Bóg”

Na swój sposób najciekawsza jest jednak ostatnia część książki. Bo oto świat nie potrzebuje już Boga, który stał się zaledwie odległym wspomnieniem. Nie wyczekuje też kolejnego proroka, ale odkrywcy, naukowca, kogoś, kto poznał racjonalną odpowiedź na wszystkie pytania. I mędrzec nadchodzi: ostatni z bohaterów książki, Arafa, który nie czeka na wezwanie od Al-Dżabalawiego, ale sam uzurpuje sobie prawo do wdarcia się do Posiadłości, szukając tej samej wiedzy, za którą wygnano Adhama. W swej pogoni za „magią” Arafa zabiera ludziom to, na czym mogli oprzeć się wcześniej, a w zamian oferuje im magiczną, wybuchającą butelkę. Czy takie środki bezpośredniej przemocy naprawią świat, tak jak chciał tego Arafa? Czy same „dzieci” wiedzą, o co proszą?

Dzieci naszej dzielnicy okazały się gorzkim komentarzem do największych religii monoteistycznych, pełnym rozczarowania naturą ludzką i podkreślającym (choć niebanalnie!) powtarzalności dziejów.  Powieść zachwyca stylem opowiadania, ale przede wszystkim ostrymi, celnymi spostrzeżeniami, które mnie osobiście zachwyciły. Jest to pierwsza książka Nadżiba Mahfuza, po jaką sięgnęłam. Podobno nie stanowi najlepszego wyboru na początek, ale cóż – jeśli inne książki są lepsze, to nie mogę doczekać się Opowieści Starego Kairu, które już na mnie czekają.



Tytuł: Dzieci naszej dzielnicy 
Autor: Nadżib Mahfuz 
Wydawnictwo: Smak Słowa 
Liczba stron: 560


12 komentarzy:

  1. Przeczytałabym coś o Egipcie, ale raczej historycznego. Albo czegoś z nutką fantastyki? Ogólnie mam słabość do tego kraju, ale właśnie pod względem historycznym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, i własnie czegoś historycznego się spodziewałam... ale jak widać, nie rozczarowało mnie to, co dostałam, choć jest mocno specyficzne :)

      Jeśli szukasz czegoś w bardziej historycznych klimatach i o Egipcie, to polecam Christiana Jacq - on ma przekrój przez wszystkie epoki. Dobrze zapamiętałam cykle "Ramzes" i "Zamordowana piramida" - to w starożytności, a bardziej współcześnie "Na tropie Tutenchamona" o odkryciu grobowca przez Cartera, ogromnie mi się podobało. Oprócz tego wiem, że tworzył też coś fantastycznego, ale mi osobiście się nie spodobało i wyparłam nawet tytuł ;) więc nie polecę.
      Moja mama zaczytuje się jeszcze w sadze egipskiej Wilbura Smitha, może tez byłoby ciekawe - ja czytałam tylko jedną część i to od środka, więc nie jestem wiarygodnym źródłem ;)

      Jeśli trafisz na coś ciekawego i będziesz mogła polecić cokolwiek z Egiptem w tle, to mi podrzucaj. Przyjmę każdą ilość, fantasy, historyczne, cokolwiek :D

      Usuń
  2. Myślę, że mogłabym się zaznajomić z powyższą pozycją i czerpać z tego satysfakcję, gdyż mówi ona o kwestiach, które do łatwych nie należą i dlatego niewielu autorów jest na tyle odważnych, aby o nich pisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku Mahfuza wymagało to zdecydowanie dużej odwagi, bo po publikacji wzięły go na celownik wszystkie radykalne ugrupowania islamskie, nawet gdzieś tam wyznaczono nagrodę za jego głowę ;) Co jest przykre o tyle, że tak naprawdę pisał z szacunkiem o każdej z religii. Islamowi się wcale nie oberwało...

      Usuń
  3. Uwielbiam takie historię, kiedy spodziewasz się jednego, a okazuje się, że znalazłaś zupełnie inną cenną zawartość. Z chęcią podarowałabym tę książkę kilku znajomym , żeby mogli spojrzeć szerzej nie tylko przez pryzmat swojej wiary i tego co jest białe i czarne. Ja muszę przyznać, że często lepiej rozmawiało mi się o wierze i religii z muzułmanami czy judaistami niż chrześcijanami, często wyznawaliśmy podobne wartości. Książka szalenie mnie zaciekawiła, szczególnie to kiedy przedstawia te mniej pozytywne aspekty naszej natury. Sama końcówka również brzmi ciekawie. Z chęcią sama sprawdzę tego autora. :)

    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię takie zaskoczenia, zwłaszcza na plus :) I zgadzam się, że niektórym przydałoby się podać "Dzieci naszej dzielnicy" jako lekturę obowiązkową. Również mam w otoczeniu i muzułmanów, i żydów... i najbardziej zacietrzewieni i oporni na zmianę poglądów są chrześcijanie. Szkoda!

      Usuń
  4. Zapisuję sobie ten tytuł, myślę, że odnalazłabym się w tym klimacie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka wydaje się fascynującą lekturą mimo (a może właśnie dzięki) tematowi, który porusza. Niekiedy nachodzi mnie ochota na przeczytanie czegoś do zamyślenia, zapiszę sobie ten tytuł w pamięci na taką właśnie okazję.

    Pozdrawiam,
    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, skłania do refleksji nie raz i nie dwa i zaskakuje do tego. Jak będziesz szukała czegoś w tym nastroju/klimacie, to polecam :)

      Usuń
  6. Przeczytaj koniecznie te "Opowieści Starego Kairu", mi podobały się ogromnie, ale ja z kolei nie znam tej ksiązki (teraz już wiem, że muszę poznać). Mahfuz zawsze trzyma poziom, nawet jeśli to specyficzny rodzaj literatury :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytam, przeczytam :) Zgadzam się, że styl specyficzny, bardzo różny od tego, do czego przyzwyczaili nas europejscy/amerykańscy pisarze. Ale to dobrze :)

      Usuń