sobota, 23 września 2017

Czerwona Piramida - Rick Riordan


Kilkakrotnie wspominałam już na blogu, że od dziecka uwielbiam Egipt i chyba tylko resztki zdrowego rozsądku sprawiły, że nie siedzę teraz gdzieś w Dolinie Królów, odgrzebując z piasku jakieś skorupy. W ramach rekompensaty sięgam za to w ciemno po wszystkie książki (i gry) związane z Egiptem, zwłaszcza starożytnym. Zawsze zastanawiało mnie, czemu fascynująca mitologia tego kraju jest tak marginalizowana w szkołach i tak rzadko trafia spod piramid do fantastyki, więc gdy przypadkiem znalazłam zaskakująco dobrze ocenianą książkę Ricka Riordana Czerwona Piramida, nie wahałam się długo przed sięgnięciem po tę lekturę.

Czerwona Piramida to historia współczesnej wojny magów i bogów Egiptu, którą poznajemy z perspektywy Sadie i Cartera Kane. Jest to rodzeństwo nietypowe – on śniady (raz w polskim przekładzie pojawia się określenie „czarnoskóry”, ale jakoś mi się to nie klei z resztą opisów), elegancki, spędza życie jeżdżąc z ojcem archeologiem z jednego wykopaliska na drugie. Ona – zbuntowana, błękitnooka blondynka w glanach, po śmierci matki wychowywana przez dziadków w Londynie. Razem stanowią mieszankę wybuchową (z pewnych względów należy to traktować dosłownie). Zostają skazani na własne towarzystwo po tym, jak ich ojciec zabrał ich w wigilię do British Museum, gdzie dosłownie zapadł się pod ziemię po tym, jak uwolnił z kamienia z Rosetty panteon egipskich bogów. Włączając Seta z jego wizją apokalipsy, której oczywiście muszą zapobiec nasi bohaterowie.

Na początku dowiadujemy się, że książka stanowi transkrypcję nagrania. Pomysł może i oryginalny, ale praktycznie niewyczuwalny w narracji – poza fragmentami, w których Sadie i Carter zabierają sobie mikrofon / biją się / kopią / robią miny do tego, kto akurat opowiada, przy okazji irytując też czytelnika (te infantylne wstawki były zabawne może przez pierwsze trzy razy, a i to nie bardzo). Pomijając tę średnio udaną realizację pomysłu z transkrypcją, styl autora nie jest zły, choć jest bardzo prosty – książkę czyta się sprawnie i szybko, ale bez wielkiego zaangażowania. Za to poczucie humoru autora wprost doprowadzało mnie do szału, szczególnie głupawe porównania (notoryczne porównywanie wszystkich ptasiogłowych bóstw do bojowych indyków) i tytuły rozdziałów w stylu „Randka z bogiem papieru toaletowego” (mowa o papirusie Anubisa).

Jak można się spodziewać, sercem powieści jest mitologia egipska. W Czerwonej Piramidzie spotykamy cały paneton bóstw, od Nut (nieba) i Geba (ziemi), prze ich dzieci – Ozyrysa, Izydę, Seta i Neftydę, aż po mniej znane postacie, jak Selkit, skorpionia bogini sarkofagów. Autor wplótł ponadto w tekst mnóstwo legend znad Nilu, również tych mniej znanych, i wprowadził do akcji postacie tak niezwykłe, że kilkakrotnie sprawdzałam w internecie, czy takie stwory faktycznie zasiedlały wierzenia starożytnych Egipcjan – każdorazowo okazywało się, że owszem, istniały nawet sarpopardy (skrzyżowanie węża z kotem). Widać, że Riordan odrobił zadanie domowe i solidnie przygotował się do tej powieści.

Niestety, tylko w teorii wygląda to tak imponująco. W praktyce bogowie z Czerwonej Piramidy sprawiają wrażenie, jakby wyciągnięto ich z gry komputerowej: są potężni, mają ogromną moc, a jednocześnie zachowują się idiotycznie, mają prymitywne teksty i dają się pokonać niemalże przy pierwszym podejściu. Do tego niektórzy mają wybitnego pecha, jak na przykład Bastet, której autor każe w ludzkiej postaci paradować w… trykocie w panterkę. Może rozbawi to młodsze pokolenie czytelników, ale u mnie jeśli w ogóle budziło to uśmiech, to raczej z politowania. Autor zdołał wcisnąć do książki naprawdę ogromne zasoby egipskiej mitologii, ale zrobił to w taki sposób, że w książce nie czuć ani klimatu Egiptu, ani żadnej tajemnicy czy pradawnych mocy. No, gra komputerowa oparta na łomotaniu zaklęciami ze skrótów klawiaturowych, jak nic.

C.S. Lewis powiedział kiedyś, że jeśli książka dla dzieci podoba się tylko dzieciom, to jest źle. Nie sposób się z nim nie zgodzić – czasem sięgam po powieści dla dzieci i uważam, że jeśli są dobrze napisane (patrz: Brandon Mull i jego Baśniobór, albo Pozaświatowcy), to obronią się nawet w oczach dorosłego czytelnika. W przypadku Czerwonej Piramidy tak nie jest: mam wrażenie, że wiek graniczny przebiega gdzieś w granicach wieku głównych bohaterów, czyli 12–13 roku życia. Przez przepychanki słowne, styl i specyficzny humor nie tylko jestem daleka od zachwytów, ale nie mogę tego nawet do końca nazwać młodzieżówką: jest zbyt infantylnie. Nie jest to zła książka, ale cieszę się, że pierwszy tom stanowi zamkniętą całość, bo na pewno nie sięgnę po dalsze tomy „Kronik rodu Kane”.



Tytuł: Czerwona Piramida
Autor: Rick Riordan
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 544

16 komentarzy:

  1. ojej, już czuję, jakby mnie te wstawki irytowały. zapis z nagrania już raz przerabiałam, przy okazji Blair Witch :D Tam się to sprawdziło, w książce może być średnio. nigdy nie ciekawiła mnie mitologia, dlatego odpuszczam książkę. racja, nie ma co tracić czasu na kolejne części. jest tyle wspanialszych książek! pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zupełnie inna historia niż Blair Witch :D Wstawki były mocno na siłę i poza tym sam pomysł się nie przejawiał w narracji, nawet nie ma szczególnej różnicy między stylem opowiadania Cartera i Sadie - więc to bardziej taki pomysł na wprowadzenie "czegoś innego niż zwykle", ale już średnio zrobiony.

      Też wychodzę z założenia, że jeszcze tyyyle innych historii na mnie czeka! :)

      Usuń
  2. Książki Riordana mają przynajmniej zawsze jedną zaletę: są edukacyjne :D Ja czytałam od niego tylko tę pierwszą serię o Percy'm i uważam, że jest urocza, aczkolwiek mi to na razie wystarczy, CHOCIAŻ wolę mitologię egipską od greckiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wolę klimaty Starożytnego Egiptu niż Grecji. Ta lektura wyleczyła mnie raczej z chęci sięgnięcia po dalsze książki Riordana, choć cykl o Percym mnie swego czasu mocno kusił. No i tak, aspekt edukacyjny niezaprzeczalny ;)

      Usuń
    2. Nie ocenię tej książki, bo jej nie znam, ale Percy był naprawdę w porządku. Historie dość proste, ale pomysł na świat bardzo fajny, wg. mnie lepszy niż na Pottera. Ale jednak ja jego żartów nie do końca kupuje... czy raczej: po prostu nie kupuje większości "Współczesnych" żartów z młodzieżówek xD

      Usuń
    3. A, czyli wiele się nie zmienia, poczucie "humoru" zostaje takie samo. To chyba odpuszczę Percy'ego ;)

      Usuń
  3. Czytałam jakąś książkę Riordana i jakoś nie mam ochoty na więcej... Zdarza się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A znasz może książki Chrystiana Jacqa on dużo pisze o tej tematyce polecam bardzo. Świetne są i mocno wciągają. Ostrzegam 😁

    www.kasinyswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam! :D Nie wszystkie, ale znam "Zamordowaną piramidę", "Ramzesa" i "Na tropie Tutenchamona". Wszystkie lubię i wiem, że wciągają jak ruchome piaski :) Polecasz coś jeszcze konkretnego jego? :D

      Usuń
  5. Ricka Riordana czytałam ale tylko cykl z Percym Jacksonem:) Czasami lubię do niego sięgnąć w ramach odskoczni od trudnych/ciężkich powieści.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego lubię młodzieżówki, traktuję je jako odskocznię i zwykle dobrze się przy nich bawię. TU niestety mi się nie udało, głównie przez ten wymuszony, pretensjonalny humor autora :( więc Percy Jackson spadł na szary koniec listy "do przeczytania" do sekcji "jak już nie będę miała co czytać" ;)

      Usuń
  6. Rzadko sięgam po młodzieżówki i takie posty utwierdzają mnie w tym, ze to słuszna decyzja. Percy Jackson mnie kiedyś kusił, ale jeśli mówisz, że tak jest z tym poczuciem humoru autora, to odpuszczam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie trafiłas na naprawdę dobrą? ;) Spróbuj np. książek Mulla (Basniobór albo Pozaświatowcy) - on utwierdził mnie w przekonaniu, że naprawdę dobrze napisana powieść dla dzieci obroni się nawet w oczach dorosłego czytelnika, serio :)

      Usuń
  7. Nie czytałam jeszcze żadnej z książek Riordana, przede wszystkim ze względu na obawę, czy przemówią do mnie tak, jak prawdopodobnie przemówiłyby, gdybym sięgnęła po nie w czasach szkolnych. Jeżeli kiedykolwiek się zdecyduję, postawię jednak na Percy'ego Jacksona, bo z Twojej recenzji wnioskuję, że "Czerwona piramida" należy do słabszych pozycji w twórczości autora.

    Pozdrawiam cieplutko,
    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sięgnęłam po Piramidę, bo bliżej mi do Egiptu niż Grecji. Nie wiem więc, jak wypada to w porównaniu, choć wyżej Katrina wspomniała, że w Percym też "żarty" są specyficzne, więc może mój główny zarzut i tam ma zastosowanie. Ja w każdym razie Riordana już odpuszczam, ale jeśli przeczytasz Percy'ego, to chętnie zajrzę do Twojej recenzji :)

      Usuń