czwartek, 7 września 2017

Anty-TOP: 5 książek, które naprawdę chciałam docenić, ale się nie udało


Macie tak czasem, że sięgacie po książkę, którą wszyscy się zachwycają, a potem każda strona okazuje się dla Was drogą przez mękę? Ja kilkakrotnie bardzo wiele sobie obiecywałam po książkach, a potem odkładałam je na półkę z ogromnym rozczarowaniem.

Kolejność nieprzypadkowa...

1. Ziemiomorze, Ursula K. LeGuin

Ziemiomorze uznawane jest za klasykę literatury fantastycznej. Wszędzie o nim słyszałam – i to zawsze w samych superlatywach. Po książkę sięgnęłam z dłońmi drżącymi z niecierpliwości i… odbiłam się. Przecież tego nie dało się czytać! Potwornie przegadane, ze zdaniami na kilkanaście linijek, skupiające się na nic nie wnoszących opisach, a ignorujące rozwój wewnętrzny bohatera czy choćby bieżące wydarzenia, które potem streszczane były w dwóch zdaniach. Czułam się, jakbym czytała kiepsko napisaną historię na podstawie strzępków legend, które przetrwały z jakiejś zapomnianej kultury. Desperacko szukając źródeł ogólnych zachwytów przeczytałam 3 części historii i… sprzedałam moje piękne wydanie, bo stojąc na półce stanowiło gorzkie przypomnienie tego rozczarowania.


2. Prestiż, Chrisopher Priest

Od razu powiem: uwielbiam filmowy Prestiż w reżyserii Christophera Nolana. Fantastyczny, niesamowicie dopracowany film, ze świetnie prowadzoną narracją. Każdy element na swoim miejscu. Oglądałam kilka razy i za każdym razem zachwycam się tym, jak pięknie splatają się wątki. Książkowy Prestiż był więc obowiązkowym nabytkiem i… wielkim rozczarowaniem. Książka jest za długa o kilka rozdziałów, całe zakończenie ze swoim pseudogotyckim motywem bardzo mnie rozczarowało (czyli dokładnie tak, jak było z Odwróconym Światem tego autora). Cieszę się, że twórcy filmu wiedzieli, kiedy powiedzieć „dość”, by skończyć historię w efektowny i godny zapamiętania sposób. Bo autorowi wyraźnie zabrakło tej umiejętności.


3. Człowiek, który objechał świat na rowerze, Mark Beaumont

Książkę kupiłam w prezencie mężowi (przepraszam! ale sam chciał...). Okładka mówiła, że to „inspirująca opowieść o człowieku, który wyruszył w drogę, by spełnić swoje marzenia”. Wydawca obiecywał ponadto „niezapomniany przejazd przez Polskę i Ukrainę, zmagania w górach i na pustyniach Iranu, uzbrojoną eskortę policyjną w Pakistanie, nieznośne australijskie upały i amerykańską zimę”. Czy taka książka może być zła? Otóż okazało się, że jak najbardziej. Mało tego, może być nudna. Zamiast barwnych opisów i przygód mamy 480 stron kiepsko napisanego sprawozdania na temat tego, jakiej jakości są drogi, co się dziś zepsuło i wymagało naprawy, a także (co szczególnie fascynujące) co tym razem zdołał obetrzeć sobie autor. Zdaję sobie sprawę, że nie był to wyjazd turystyczny, a walka z czasem, mająca na celu pobicie rekordu – jednak jest to materiał na kilkustronicowy reportaż, a nie na publikację tych rozmiarów.


4. Wywiad z Wampirem, Anne Rice

W Wywiadzie z Wampirem nie do przejścia okazał się dla mnie styl autorki – przegadany, z prymitywnym językiem, a jednocześnie pompatycznymi, sztucznymi dialogami. Doceniam Anne Rice za wytyczenie nowego schematu wampira w kulturze popularnej – bo chyba żaden twórca nie miał takiego wpływu na wizerunek tych istot od czasów samego Brama Stokera –bardzo lubię też samą historię, ale chyba pozostanę przy adaptacji filmowej. Aha – kontynuacja, czyli Wampir Lestat, okazała się jeszcze gorsza, zarówno literacko, jak i fabularnie, a przy tym jeszcze dłuższa. Straszna szkoda.


5. Cisza, Stefan Czerniecki

Znałam już Czernieckiego, sięgając po Ciszę. Jego Czekając na Duida bardzo mi się podobało – narracja była wyważona, cała historia emocjonująca, napisana z humorem i okraszona niezłymi zdjęciami. W Ciszy nie znalazłam żadnego z tych elementów. Mamy za to nieodpowiedzialnego młodzieńca, który wybrał się na wyprawę kompletnie nieprzygotowany, do tego z dwiema rozkapryszonymi pannicami. Do tego tragiczne, urywane opisy, (zbyt) prosty język i zdecydowanie za dużo dywagacji na temat „Anioła Stróża”. Przez chwilę nie wierzyłam, że to ten sam autor. Mam jeszcze jedną jego książkę, ale obecnie zwyczajnie się boję, więc na razie nie czytam.


Zdarzyło Wam się takie rozczarowanie jakąś książką? Czy może jesteście zawsze zadowoleni ze swoich wyborów?

101 komentarzy:

  1. Czytałam tylko "Ziemiomorze" i "WYwiad z wampirem". To pierwsze mnie oczarowało ;) ale z "Wywiadu..." to szczerze mówiąc niewiele mi zostało w pamięci. Za to jak potem chciałam przeczytać "Wampira Lestata" to odłożyłam po kilkudziesięciu stronach, bo nie mogłam zdzierżyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślę, że większość komentujących napisze tu, że "Ziemiomorze" ich zachwyciło :) Ja też miałam taką nadzieję, nawet robiłam dwa podejścia - pierwsze jeszcze w gimnazjum, gdy akurat byłam na zabój zakochana w Tolkienie, ale wtedy jakoś nie zachwyciło. Drugie podejście umotywowałam sobie tym, że niewiele pamiętam z pierwszego, a w ogóle to pewnie byłam dzieciakiem i dlatego nie doceniłam... ale okazało się, że z wiekiem jest tylko gorzej ;)

      Nie pamiętam, czy udało mi się skończyć "Wampira Lestata", ale na pewno przebrnęłam przez kilkaset stron. O kilkaset za dużo ;) pamiętam dziś tylko straszną mękę i nic więcej...

      Usuń
    2. Ja całą Le Guin nadrobiłam dopiero niedawno. ALe i tak mimo że podobało mi się Ziemiomorze, to Sześć światów Hain było znacznie lepsze.

      Dzielna byłaś:)

      Usuń
  2. Jak tylko zobaczyłam tytuł posta od razu wiedziałam, że będzie tutaj Ziemiomorze :) Ja jestem już po całości i dalej książka bardzo mi się podoba, chociaż największe wrażenie wywarł na mnie tom pierwszy i dwa ostatnie :) Reszty książek nie znam.
    Nie jest tak, że ja sama zawsze dobieram sobie dobre książki, chociaż bym chciała. Moim największym literackim zawodem jak do tej pory jest "Cykl Demoniczny" Bretta, którym ludzie się zachwycają, a dla mnie tylko pierwszy tom był dobry, a potem coraz bardziej dno. Właściwie ta książka zaczęła się kręcić wokół problemu, kto z kim powinien iść do łóżka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzedzałam! ;) Bo mi naprawdę strasznie, strasznie przykro, że nie polubiłam się z tą serią...

      O, w gruncie rzeczy Brett też mógłby się tu znaleźć, choć dla mnie od początku był zaledwie "dobry", więc nie obiecywałam sobie żadnych fajerwerków (a i czytałam jeszcze przed tym, jak nakręcił się cały hype). Odpuściłam sobie po trzecim tomie, wygląda na to, że słusznie :)

      Usuń
    2. Ano uprzedzałaś, pierwsze co zrobiłam to poszukałam, w którym miejscu jest fragment o tym :D

      Ja Bretta czytałam jak już ten hype był, ale sama nie nakręciłam się jakoś, po prostu pierwszy tom mi się spodobał, bo bohater fajny i demony, a na inwazję demonów w fantastyce jeszcze się nie natknęłam. Potem strasznie zaczęło mnie wkurzać, że historia jest pisana jeszcze raz z perspektywy innego bohatera, i tak na początku każdego tomu, Arlen stracił charakter, Leesha by tylko rozkładała nogi, i serio, w końcu każdy myśli tylko o tym. Wreszcie książka zaczęła mi przypominać amatorską pisaninę z blogów. Dla mnie Brett to podręcznikowy przykład rozwleczenia serii jak tylko się da, byle tylko nabić kasę, i chyba autor sam jest jakiś niewyżyty albo miał nadzieję, że nastolatkom bardziej się spodoba książka dzięki temu. Sama rzuciłam to po Pustynnej Włóczni II. Wybacz, że się rozpisałam, musiałam sobie ulżyć :P

      Usuń
    3. Daleko nie musiałaś szukać, co? :D

      Tak, pierwszy tom jeszcze mógł zaintrygować, miał w sobie jakąś taką plastyczność. Ale to chyba jeszcze gorzej niż przy "Buntowniczce z pustyni", którą ostatnio czytałam - tam początek jest słaby, a potem autorka rozwija skrzydła, a tutaj? Początek zachęca do lektury, a potem ewidentnie autorowi się już nie chce - bo przecież potencjał miał...

      Usuń
    4. Najpierw przewinęłam na dół, musiałam się wrócić na górę :P

      Potencjał miał duży. Szkoda, straszna szkoda, ech. Co do Buntowniczki, sama nie czytałam ale koleżanka miała z kolei odwrotnie: jej się podobało na początku, potem już nie :)

      Usuń
    5. Ojej, ciekawe, jak różnie odbiera się tę samą książkę :) Ja przez pierwszą połowę widziałam tam wyłącznie egzaltowaną i niesamowicie irytującą pannicę, która kreuje się na rewolwerowca i średnio co trzy akapity zachwyca się mięśniami ukochanego (serio). Dopiero potem rozwinęła się fabuła, został opisany świat (całkiem fajna magia dżinów) i zarys konfliktów w rodzinie książęcej - i wtedy ta książka zaczęła mi się podobać. W drugim tomie jest nawet lepiej, bo kochankowie są rozdzieleni, więc przez pierwsze 90% książki mięśni nie widać w ogóle, a i bohaterka jakby dojrzała i pokazuje prawdziwe pazurki zamiast odstawiać egzaltowane pozy ;)

      Usuń
    6. Haha, to ja bym co chwila zastanawiała się, co ja czytam :P Powtarzam tylko, co mi mówiła, bo na początku twierdziła że całkiem fajne a potem, że beznadziejne. Ja tam tego czytać nie zamierzam, za dużo mam innych książek, które chcę bardziej, a usilnie między nowości próbuje wpychać starsze książki :)

      Usuń
    7. Nawet nic nie mów... ja nie planowałam "Buntowniczki...", jakoś samo tak wyszło ("arabskie" klimaty!) i na szczęście koniec końców nie żałuję, ale doskonale znam Twój problem z nadmiarem książek i próbą utrzymania balansu między nowościami a strszymi tytułami.
      Swoją drogą, nie miałam tego problemu zanim "wsiąkłam" w blogosferę...

      Usuń
    8. Zanim wsiąkłam w blogosferę to ja nie miałam co czytać a połowy tego, co teraz chcę, wcześniej nie zamierzałam kijem tykać :P Blogosfera to zło :D

      Usuń
    9. Ja niby miałam (nadal mam co najmniej 100+ ksiązek nie przeczytanych w rodzinnej biblioteczce), ale szło mi jakoś spokojniej i bez dylematów :P a teraz? Tu coś nowego, tam coś nowego, to muszę przeczytać, a to wypadałoby sprawdzić :P Zdecydowanie: zło :D

      Usuń
  3. Czytałam tylko "Ziemiomorze" i wiem o czym mówisz. Niby klasyk fantasy, kolebka fantastyki podobnie jak Tolkien czy Rowling, ale... jakoś nie szło mi czytanie tego. Dla mnie było to paplanie bez sensu. Za mało się działo, postacie były nijakie. Myślałam, że nie podobała mi się dlatego, że była to lektura szkolna, ale jak widzę nke tylko ja się męczyłam. Przeczytałam 1 tom i nie wróce do tej serii. Co do innych rozczarowań to największym była "Uwikłana". Strasznie nudna pozycja.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod każdym Twoim słowem. To dobrze, że ktoś jeszcze nie zachwycił się tą serią, bo już się bałam, że jestem w totalnej mniejszości ;)
      Swoją drogą, to ciekawe, że miałaś tę książkę jako lekturę - u mnie cała fantastyka była konsekwentnie omijana przez nauczycieli. Ale gdybym miała omawiać takie tytuły, to może i dobrze ;)
      "Uwikłanej" nie znam - rozumiem, że to dobrze?

      Usuń
    2. Tak się tylko przyczepie...
      Rowling to żaden klasyk fantasy. Może stworzyła klasyk literatury młodzieżowej, ale koleba fantastyki z jej twórczości jest naprawdę żadna XD Daleko Potterowi do dobrej i sensownej książki z tego gatunku. Świat ma zbyt wiele dziur.

      Usuń
    3. A ja się uśmiechnęłam, widząc, że ktoś już tak szufladkuje Rowling :) Mimo wszystko należy jej się uznanie za "odświeżenie" literatury młodzieżowej, ale fakt, w fantasy to ona raczej nie wytyczała ścieżek.

      Usuń
    4. Może się źle wyraziłam, głównie chodziło o to, że fani fantasy na swojej liście must have zazwyczaj mają hp, władce pierścienia czy właśnie ziemiomorze. Są to po prostu bardzo sławne serie :) A co do lektury, mój polonista uwielbiał fantasy i od niej nie stronił.

      Usuń
    5. To fajny polonista Ci się przytrafił :) U mnie i w gimnazjum i liceum totalna nędza, nawet tych fragmentów Silmarillionu czy Wiedźmina, które pojawiały sie w podręczniku, nie omawialiśmy jakoś porządnie - nauczycielka nie omieszkała przypomnieć, że ona taką literatura to gardzi ;)

      Choć fakt, jak tak pomyślę, to czytałam w gimnazjum Hobbita. Ale nie jestem pewna, czy była to lektura do wyboru, czy czytaliśmy ją wszyscy...

      Usuń
  4. Mi pierwszy tom Ziemiomorza nie spodobał się w gimnazjum. Teraz - mam na półce i bardzo lubię, ALE Le Guin potrafiła mnie zmęczyć, poza tym nie do końca kupuje jej filozofię. Mam też "Sześć światów Hain", ale ostatniej książki nawet nie próbuje czytać. Męczyło mnie niemiłosiernie. Ona po prostu pisze bardzo... baśniowo, co nie do każdej formy pasuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym powiedziała, że pisze "bez życia". Napięcia jakiegokolwiek kompletnie nie ma, rytm cały czas ten sam, najbardziej dramatyczne wydarzenia podsumowane niemalże jednozdaniowo - jak ja mam się zaangażować, jako czytelnik?! Poza "Ziemiomorzem" czytałam jeszcze tylko "Kotolotki" ;) i nawet mam je na półce jako pamiątkę - problem ze stylem dokładnie ten sam, ale tam jest to zaledwie kilkanaście stron z ładnymi ilustracjami :)

      Usuń
    2. Ale właśnie baśnie często są takie bez życia, podsumowując wszystko jednym zdaniem. W ogóle chyba jedyna jej książka, która w ogóle mnie nie zmęczyła to "Grobowce Antuanu", które odbieram jako bardzo "mój romans", choć do końca romansem nie jest :D

      Usuń
    3. Prawda - z tymi baśniami. Choć i w tym nurcie można napisać coś bardziej angażującego, a przynajmniej w lepszym stylu, prawda? (Ostatnio recenzowałam bardzo dobrego "Ostatniego jednorożca", który jest na wskroś baśniowy, no i jest też choćby "Gwiezdny Pył"...)

      I coś w tym jest - "Grobowce Atuanu" też jakoś najszybciej mi się czytało, choć nadal coś "nie grało" jak powinno.

      Usuń
  5. Żadnej z tych książek nie czytałam. Jeśli chodzi o moje zawody literackie, to z całą pewnością zaliczyć tu mogę "Wotum nieufności" Remigiusza Mroza. Słyszałam wiele opinii, że nawet laicy polityczni zainteresują się polityką po przeczytaniu tej książki. Dałam rady przeczytać kilka rozdziałów tylko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A inne książki Mroza Ci się podobały? Bo on pisze takie dość masowe, pseudo ambitne czytadła (ok, czytałam dwie, może nie powinnam takich arbitralnych komentarzy głosić), że może polityka polityką, ale po prostu ten autor jest "nie dla Ciebie"?

      Usuń
    2. Czytałam Ekspozycję i drugi tom z tej serii i tu spodobało mi się tempo akcji, ale za to odporność bohaterów na czynniki zewnętrzne trochę mnie dobiła.
      Behawiorysta był w sumie bardzo fajny. Lubię klimaty psychologiczno-kryminalne, więc akurat z tymi książkami się dogaduję.
      I jest jeszcze Kasacja, która okazała się przyjemna, ale nie było tego efektu WOW. Jedynie zakończenie trochę zwaliło mnie z nóg.

      Usuń
    3. O tak, Forst jest nie do zarąbania ;) do dziś pamiętam, jak poobijany, z powybijanymi i połamanymi zębami, po wyczerpującej ucieczce z więzienia, poszedł na schabowego :D A już trochę od lektury Ekspozycji minęło ;)

      U mnie największym "mrozowym" rozczarowaniem okazała się "Czarna Madonna". A było nie czytać, uprzedzano mnie, że szału to nie będzie... ;)

      Usuń
  6. Ziemiomorze uwielbiam, właśnie dzięki niemu zakochałam się w takich klimatach, dla tego wnikliwego spojrzenia w naturę człowieka. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie tego nie czułam w "Ziemiomorzu" (a nie przeczę, że takie opinie mnie zachęcały) :( To znaczy, nie mogłam się pozbyć wrażenia, że ktoś mi TŁUMACZY, jak to się coś w psychice bohatera zadziało, zamiast mi to POKAZAĆ. A ja wolę zobaczyć na własne oczy (choćby te wyobraźni), bo inaczej nie uwierzę i uznam za naciągane ;)

      Usuń
    2. W pewien sposób można i tak właśnie to odebrać, mnie akurat zupełnie to nie przeszkadzało, a wręcz przyciągało. To tylko dowód na to, jak bardzo różne mamy oczekiwania wobec książek i ta różnorodność bardzo cieszy. :)

      Usuń
  7. Czytałam, a w zasadzie wzięłam się tylko, za "Wywiad z wampirem" i niestety, rzuciłam po 50, 70 stronach. Niestety na klasykę należy brać się przed podobnymi dziełami, bo potem można się po prostu zanudzić na śmierć :< Wiem, że Rice stworzyła coś legendarnego, nowego i zupełnie świeżego, ale wcześniej czytałam już podobne (wydane później) książki i nie miałam na to sił po prostu :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to nawet nie klasyka - owszem, było to coś nowego (uwielbiam jej wampiry), ale to po prostu zwykłe, mało ambitne i bardzo słabo napisane czytadło. Tak subiektywnie ;)

      Usuń
  8. Trochę mnie przestraszyłaś z tym Ziemiomorzem, bo wszyscy tak dokoła polecają, a tu zaskoczenie. Chociaż z Tolkieniem też tak jest - jedni go kochają, inni nie mogą przebrnąć. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tolkiena bardzo lubię (Silmarillion kocham, Dzieci Hurina też, WP lubię), jeśli to pomoże ;) Wygląda na to że faktycznie "Ziemiomorze" budzi dość skrajne emocje.

      Usuń
  9. Wiem dokładnie, dlaczego "Ziemiomorze" przeczytałam bez zachwytu i lekko zmęczona - żaden z bohaterów nie dał się lubić (może z wyjątkiem Arrena, ale jego tam i tak było jak na lekarstwo). Fabuła może być świetna, świat niesamowity, magia imponująca, ale jak bohaterowie powodują u mnie odruch wymiotny, to książka zostaje skreślona i wyrzucona z pamięci (pewnie dlatego pamietam zaledwie parę urywków opowieści).

    "Wywiad z wampirem" specjalnie mnie nie rozczarował, bo też nie spodziewałam się niczego specjalnego, ale przyznaję, że po polsku jest jeszcze gorzej niż w oryginale. Zostanę przy wersji filmowej, w której co prawda gra Brad Pitt (a ble), ale za to Tom Cruise jako Lestat wymiata 😁

    Dla mnie największą książkową porażką było bezeceństwo popełnione przez Anne Bishop o "wdzięcznym" tytule "Córka krwawych". Na wszystkie świętości, dlaczego ktoś to wydał?!?!? Takiego badziewia chyba nigdy wcześniej nie czytałam (męczyłam się z tym przez tydzień), aż z oczu mi krwawiło. Dobrze, że nie posiadałam wersji papierowej, bo nie pochwalam niszczenia książek, ale tę akurat spaliłabym na stosie💀

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację co do bohaterów, też przelali czarę goryczy. Ale z drugiej strony... tutaj ani bohaterowie nie są specjalni, ani fabuła świetna (moim zdaniem dość tendencyjne opowiadanie), ani świat niesamowity (typowe klasyczne fantasy, żaden przełom), może ta magia jakoś się broni. Strasznie mi szkoda, że taki mi nie podpasowało, naprawdę liczyłam na więcej!

      U mnie i Brad Pitt i Tom Cruise są generalnie "a ble", ale w tym filmie uwielbiam każdego bez wyjątku, nawet młodą Dunst i Banderasa. Bezkrytycznie :) Za to książka... pomińmy milczeniem ;)

      Gniotów (pseudo)literackich czytałam więcej, ale po tych 5 z rankingu obiecywałam sobie bardzo dużo. Fakt, czasem po lekturze człowiek ma ochotę rozpalić ognisko i pozbyć się śladów, ze w ogóle poświęcił czas na lekturę czegos takiego :D W przypadku "Córki krwawych" odpadam po samym tytule ;)

      Usuń
  10. Nie czytałam żadnej, chociaż dwie z nich znajdują się na mojej liście czytelniczej: "Ziemiomorze" oraz "Wywiad z wampirem". Jeśli chodzi o LeGuin, to zwyczajnie chcę poznać tę historię. Czytałam równe opinię na jej temat i liczę się z tym, że może mi się nie spodobać, ale i tak zaryzykuję ;P
    A do do książki Rice, to mam na nią ochotę od dość dawna, a to dlatego, że podobał mi się film i chciałabym poznać pierwowzór.
    U mnie też kilka takich rozczarowań się pojawiło, między innymi "Kasacja" Mroza, która prawie zanudziła mnie na śmierć, czy "Trzynaście powodów" Ashera, która do mnie nie przemówiła.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ziemiomorze" - cóż, masz szanse jak 3:2 że Ci się spodoba, bo jednak więcej osób to chwali. Tylko niektórzy malkontenci psują opinię tej serii (np. ja ;)).
      Ja też sięgnęłam po "Wywiad z wampirem" po zauroczeniu filmem. Tym większe było moje rozczarowanie, ale jestem ciekawa Twojej opinii, może zrecenzujesz? :)

      Do Mroza podchodzę ostrożnie, bo to specyficzny autor (pojawia się w komentarzach pod tym postem już drugi raz, co o czymś świadczy :)), a "13 powodów"... może przeczytam jak opadnie serialowy pył ;) ale nie obiecuję sobie wiele po tej książce.

      Usuń
  11. W 100% zgadzam się z opinią o "Prestiżu" (tego się nie dało czytać, a film jest taki świetny) i "Wywiadu z wampirem" (płaczliwa męczybuła Louis jest straszna!) i też nie kumam fenomenu tych pozycji. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Louis niby marudzi też w filmie, ale w książce miałam ochotę go zamordować własnymi rękami ;)

      O, fanka filmowego "Prestiżu" :) uwielbiam ten film. Książki niestety nie umiałam docenić nawet jako dzieła "na własnych prawach" (jak np. w przypadku "Medicusa", który podobał mi się i jako film, i jako powieść, choć chwilami nie zgadzały się nawet imiona). Po prostu słabizna. Co ciekawe, najsłabsze elementy pojawiły się też w Odwróconym świecie, który dawno temu recenzowałam - autor ma fajne pomysły, ale, cytując Ciebie - "tego się nie dało czytać" :D

      Usuń
  12. Po "Wywiad z wampirem" mimo wszystko sięgnę, choćby po to, by mieć porównanie do rewelacyjnej filmowej wersji.
    Jednak "Prestiż" chyba sobie odpuszczę.
    Pozdrawiam! :)
    Zapraszam na konkurs, w którym do wygrania egzemplarz książki pt. “Angielka”!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa Twoich wrażeń z Wywiadu, wobec tego :) A "Prestiż" - jeśli nie znasz filmu, to... go obejrzyj. Książki nie czytaj ;)

      Usuń
  13. Na szczęście nie czytałam żadnej z nich :) Ja też posiadam taką listę "nie moich" bestsellerów. Myślę, że to zdarza się każdemu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te tutaj to nawet nie są bestsellery (bo chyba nikt poza mną nie czytał książki o tym gościu, co objechał świat na rowerze ;)), po prostu tytuły, po których z różnych względów dużo sobie obiecywałam. Mógł to być hype, jak w przypadku Ziemiomorza, ale czasem po prostu tematyka albo opis wydawcy (jak przy tym dookoła świata na rowerze właśnie). :)

      Usuń
  14. Ostatnio tak się przejechałam na "Magonii", co przyjęłam z żalem. Nie przebrnęłam też przez "Remedium", ale atopie to nie moja bajka, jeszcze młodzieżowe. Z Twojego zestawienia jeszcze nie przeczytałam niczego, zaczęłam "Ziemiomorze", ale nie miałam okazji skończyć pierwszego tomu i to piękne, zbiorcze wydanie czeka na lepszy moment. Fakt, LeGuin ma dość specyficzny styl i nie każdemu może on odpowiadać. A, i fenomenu "Wiedźmina" nigdy nie zrozumiem. Styl Sapkowskiego mnie tak uwiera, że nie potrafię go zdzierżyć.
    Zapraszam do nas na Zniewolony Konkurs: http://zniewolone-trescia.blogspot.com/2017/08/zniewolony-konkurs.html
    Pozdrawiam
    Laurie January

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze "Wiedźmina" nawet lubię, ale cokolwiek innego spod pióra Sapkowskiego to już jest pomyłka totalna. Dziękuję za zaproszenie na konkurs, zajrzę :)

      Usuń
  15. "Wywiadzie z Wampirem" przychylam się jak najbardziej. Z "Ziemiomorza" czytałam jak na razie "Czarnoksiężnika z Archipelagu" i byłam zachwycona. Pozostałych nie miałam okazji "tykać. ;)
    Z takich ostatnich zachwytów to ja całkowicie zawiodłam się na "Diabolice", "Deniwelacji" Mroza czy też "Helisie" Elsberga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli podobał Ci się "Czarnoksiężnik z Archipelagu", to raczej z dalszymi tomami powinno być podobnie, choć dość znacznie się różnią. Więc pewnie u Ciebie nie trafi na listę rozczarowań ;)
      O "Diabolice" i "Deniwelacji" też słyszę dużo złego. Mróz chyba jednak jest nie dla mnie, a do "Diaboliki" już wiem, że nie podejdę nawet z pięciometrowym kijem ;)

      Usuń
    2. Jeżeli chodzi o "Deniwelację" to niestety wiele osób nie powie nic złego o twórczości autora, choć muszę przyznać, iż on sam bardzo pozytywnie reaguje nawet na takie recenzje. Dlatego też na początku jak pojawia się jego książka "obijamy" się o same peany na temat nowego dzieła. Jeżeli chciałabyś przeczytać jakąś pozycję autora, to gorąco polecam te nie kryminalne - "Turkusowe szale", czy cykl "Parabellum".
      Zaś do "Diaboliki" przygotuj sobie nawet dłuższy kij, co by Cię przypadkiem nie podkusiło. ;)

      Usuń
    3. Czytałam "Ekspozycję" (dwa razy... robiłam jej pierwszą korektę :D), a potem niestety "Czarną Madonnę". Chyba na razie wyleczyłam się z Mroza po tej drugiej książce, mimo że "Ekspozycja" nawet mi się podobała, mimo ewidentnej nieśmiertelności głównego bohatera. "Turkusowe szale" brzmią potencjalnie ciekawe, może - w myśl zasady "do trzech razy sztuka" - kiedyś po nią sięgnę.
      Miewam głupie pomysły, ale z "Diaboliką" nie będę ryzykować ;)

      Usuń
    4. Ja właśnie słucham "Czarnej Madonny" i... Na szczęści dostałam, bo jakbym kupiła to chyba lekko zirytowała. ;)

      Usuń
  16. Jeżeli chodzi o mnie, to zawsze muszę dokończyć książkę, którą zaczęłam czytać. gdybym tego nie zrobiła nie mogłabym spać po nocach, a wyrzuty sumienia nie dałyby mi spokoju nawet za dnia. Zawsze żywię nadzieję, że może coś się zmieni, a obawę, że może coś przeczę, coś co okaże się dla mnie wartościowe. Jednak rozumiem, że niektórzy nie potrafią się zamęczać, zwłaszcza gdy sam początek powieści o dużych rozmiarach nie wydaję się atrakcyjny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, na swoje usprawiedliwienie mam, że akurat z tej listy "zmęczyłam" wszystko. Też staram się nie odrzucać książki w trakcie. Czasem dobrze na tym wychodzę - ostatnio czytałam "Buntowniczkę z pustyni" i przez pierwsze pół książki zastanawiałam się, po co w ogóle to robię. A jak potem się rozhulało, to w ciągu trzech dni skończyłam i ją, i drugi tom ;)

      Usuń
  17. Mnie też strasznie wymęczył "Wywiad z wampirem" ale dam jeszcze szansę Lestatowi, bo w moim przypadku największym problemem był Louis - kojarzy mi się z taką zmanierowaną kluchą, w dodatku potwornie irytującą. Jednak ta książka ma daleko do moich największych zawodów czyli: "Dwór cierni i róż" (Maas ma u mnie wielką krechę, bo po niej spodziewałam się czegoś o wiele lepszego, a dostałam takie niezbyt wysokich lotów młodzieżowe romansidło z faerie), "Szklany miecz" (to jakiś żart, "Czerwoną królową" połknęłam w kilka dni, a z tym męczyłam się miesiąc, falki z olejem) i "Więzień labiryntu" (książkowy Thomas jest potwornie irytujący, a w dodatku wiecznie jęczy o Teresce, a ta to jest na podium najbardziej irytujących książkowych postaci). Kontynuacjom już nie dałam rady, tylko "Próby ognia" jeszcze zmęczyłam i pewnie "Lek na śmierć" też za jakiś czas spróbuję przełknąć, bo już kupiłam. Na więcej Dworów i "Czerwonej Królowej" szkoda mi pieniędzy.


    Bookaholic Institute

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie miałaś wrażenia, że Lestat w "Wampirze Lestacie" był równie kluchowaty i jęczący jak Louis? To był mój główny problem z kontynuacją, że Lestat stracił cały swój charakter. Zupełnie jakby autorka miała jeden schemat na swoje postacie w narracji pierwszoosobowej i nie umiała ich porządnie zindywidualizować - a Lestat przecież miał potencjał!

      Myślałam ostatnio nad przeczytaniem "Więźnia labiryntu" - lubiłam antyutopie jeszcze zanim były modne ;), od młodzieżówek też nie stronię od czasu do czasu, ale chyba jednak sobie odpuszczę, bo nie jesteś pierwszą osobą, która opowiada o swoim rozczarowaniu tą serią :(

      Usuń
    2. Dopiero ogarnęłam odpowiedź, brawo ja. Jeszcze nie czytałam kontynuacji "Wywiadu z wampirem", więc nie wiem. Jak przekopię się przez moje stosy książek, zobaczę jak to jest z Lestatem.

      "Więźnia Labiryntu" nie polecam, naprawdę. Zamęczyć się można przy czytaniu.

      Usuń
  18. Twoje negatywna opinia jeszcze bardziej zachęca mnie do sprawdzenia "Ziemiomorza". Kocham fantastykę i ta pozycja przewija się już u mnie od lat, ale jakoś mi z nią nie po drodze ;) I zapewne będzie to jedno z dwóch albo się zachwycę albo rozczaruje. Szczerze to trochę się aż boję po nią sięgnąć, bo moje oczekiwania- zresztą pewnie podobnie jak Twoje- są bardzo duże. Nie pozostaje mi nic innego jak dorwać tego klasyka i przekonać się na własnej skórze.

    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może u Ciebie akurat się sprawdzi :) to jedna z tych książek które trzeba wziąć do ręki i przekonać się samemu, zwłaszcza że - jak widać nawet po komentarzach pod tym postem - jej odbiór może być skrajnie różny.

      Usuń
  19. Pamiętam że "Trzy metry nad niebiem" przeczytałam tylko 1/4 ksiażki. Niby powieść ma to co powinna mieć powieść romantyczna z "bad boyem", ale matko jedyna, tego nie dało się czytać! Wulgarność tej ksiażki mnie przerażała, głupota i infantylność głównej bohaterki irytowała, a główny bohater zamiast przyciągać to odpychał swoim zachowaniem. Sprzedałam w jakimś antykwariacie, z myślą że będę musiała dopłacić aby pozbyć się tej ksiażki...

    Pozdrawiam
    mowmikate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż za połączenie, wulgarny język i infantylna bohaterka... zdecydowanie nie dla mnie :( Dobrze, że ktoś ją przygarnął bez dopłaty z Twojej strony ;)

      Usuń
  20. Ja akurat Wywiad z wampirem, jak i pozostałe dzieła Anne Rice, naprawdę lubię! No przynajmniej te wampirze... bo np to o Królewnie to porażka. :D

    Bookeater Reality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no proszę :) choć jeden głos na plus dla Wampirów :) Cieszę się, że Ci się spodobała w takim razie. Szkoda że mi jakoś z nią było nie po drodze, ubolewam zwłaszcza dlatego, że zniechęciłam się do poznania dalszych tomów serii i nigdy nie poznam historii innych wampirów...

      Usuń
  21. takie rozczarowania pozwalają docenić prawdziwie dobre książki :D Lubię Ziemiomorze, chociaż musiałam do niego dorosnąć. Wywiad z wampirem czytałam w liceum i mam podobne odczucia, nie chciałam sięgać po kolejne części. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślałam, że muszę dorosnąć, ale jak widać u mnie to nic nie dało, pod tym jednym względem mój gust czytelniczy się widać nie zmienił ;)

      Usuń
  22. Też wolę adaptację filmową Wywiadu z wampirem. Anna Rice bardzo mnie rozczarowała. Książki nie da sie czytać, tak okropnie nudny styl. Brrr. Spróbowałam innych jej książek i już więcej nie popełnię tego błędu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odpuściłam tak jak pisałam, po "Wampirze Lestacie" (albo w trakcie, nie wiem, czy zdołałam skończyć - wyparłam to z pamięci). Trochę żałuję, że nie poznam przez to historii innych wampirów, ale pomysł pomysłem, a książka musi "dać się czytać". Te się nie dały ;)

      Usuń
  23. Nie czytałam żadnej z tych książek, ale myślę, że mnie również mogłyby rozczarować, bo nie wpasowują się w mój czytelniczy gust. A jeśli chodzi o książkę, która mnie rozczarowała, a której chciałam dać szansę ze względu na zachwyty nad nią, to taką książką był "Charlie" Stephena Chbosky'ego i "Karuzela" Agnieszki Lis. Nie byłam ich w stanie dokończyć.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już musiało być naprawdę źle, jeśli odłożyłaś książki w trakcie lektury i nie dałaś im szansy do końca :( Zawsze się wtedy zastanawiam, kto to wydał i czy naprawdę komuś się taka pozycja podoba ;)

      Usuń
  24. Z Ziemiomorzem miałam podobnie. W gimnazjum miałam pierwszą część jako lekturę i myślałam, że urodzę przy czytaniu tego. Istna masakra. Ale to było ło hoho ile lat temu więc postanowiłam dać autorce drugą szansę. Całe zbiorcze wydanie czeka na lekturę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę powodzenia w takim razie, bo scenariusz podobny jak u mnie, ale może u Ciebie zakończy się happy endem :)

      Usuń
  25. Też mam kilka takich uznanych pozycji, które za nic mnie do siebie nie przekonały, nm. in. Diuna, Neuromancer, Hyperion (tomy 2-4, pierwszy był spoko), czy też wspominany wyżej Cykl Demoniczny Bretta. Nie mogę też zabrać się za Fundację Asimova, chociaż zewsząd dochodzą do mnie głosy, że warto. Przeczytałam kawałek jakiegoś opowiadania, które miało być wprowadzeniem do całego cyklu, ale na nim utknęłam i nie mam ochoty na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hyperion - znam dwa pierwsze tomy, podobały mi się w zasadzie podobnie, teraz czekają na mnie dwa kolejne i właśnie trochę się obawiam, bo obiecuję sobie sporo, a recenzje słyszę bardzo sprzeczne. No i od Asimova też się odbiłam, fakt, ale nie spodziewałam się wtedy po tej serii nic szczególnego :)

      Usuń
  26. Ja właśnie próbuje wyjść z szoku jeśli chodzi o pewną książkę (w sumie trylogie). Z tym, że ja nie czytam fantaktyki tylko thrillery, najczęściej kryminały (choć nie tylko) książka miała być taka WOW, strasznia, psychologicznie ogarnięta, misterne itd...a wyszła porażka. Uczucie zawodu miesza się u mnie z... hmm złością na autora! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzisz co to za tytuł tak na Ciebie wpłynął? :)

      Usuń
  27. Ja nie mogłam przebrnąć przez Recydywistę K. Vonneguta. Jakieś 20 lat temu utknęłam na 37 stronie i już nie ruszyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vonnegut w ogóle dla mnie jest dość ciężko strawny, muszę się przyznać... tylko jedna książka mi się podobała w miarę.

      Usuń
  28. Nie czytałam żadnej książki z Twojego zestawienia, ale mimo wsyztsko chciałabym kiedyś speóbować z Ziemiomorzem :D

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Tobie bardziej przypadnie do gustu :)

      Usuń
  29. Ciekawe zestawienie. U mnie jednym z największych rozczarowań chyba była seria o Dorze Wilk. Poleciła mi ją naprawdę bliska osoba, której bardzo ufam (nie tylko czytelniczo, ale i ogólnie), w internetach widziałam sporo pozytywnych opinii i zachwyconych głosów, a ja podczas lektury kolejnych tomów coraz szerzej otwierałam oczy... i coraz mocniej zgrzytałam zębami. Losy typowej Mary Sue pośród boskich, wpatrzonych w nią mężczyzn, błędy logiczne, słabo zarysowany świat, w tekście pełno głupot, przesłodziusieńkie dialogi od których czasem aż brało na wymioty... o rany. Czym tu się zachwycać? I to ma być "przebojowa seria urban fantasy"? No chyba nie. Recenzowałam tą serię przez trzy wpisy, a i tak nie napisałam o wszystkich wadach. Masakra, tak jednym słowem. :D

    Ostatnio też czytałam "Dom na Wyrębach" - też bardzo ceniona ksiązka, autor nagradzany, a ja prawie umarłam z nudów podczas czytania. Znaczy w sumie to trochę inna skala, bo powieść sama w sobie nie była zła. Pomysł był świetny, imho. Po prosty pierwsze dwieście stron było nudne jak flaki z olejem.

    A, i wielkie rozczarowanie dzieciństwa - "Pollyanna". No nie dało rady, za Chiny Ludowe. Zaczynałam cztery razy i zawsze odpadałam gdzieś około 30 strony. Po prostu nie i już.

    Ale tak z innej beczki - bardzo podoba mi się pomysł na posta. Mogę się lekko zainspirować? :D

    Pozdrowienia!
    Kasia z Herbacianych myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dory Wilk nie znam, ale znam Dziewczynę z Dzielnicy Cudów. Nie podobała mi się za bardzo, więc za Dorę w ogóle się nie zabieram. W "Dziewczynie..." tez błędów logicznych, bełkotu i powtórzeń na pęczki. Szkoda!

      Pollyanny też nie przeczytałam nigdy, ku rozczarowaniu mojej Mamy :(

      Podrzuć linka, jak już Twoja inspiracja przerodzi się w faktycznego posta - chętnie zajrzę :D

      Usuń
    2. No popatrz, a słyszałam, że "Dziewczyna z dzielnicy cudów" już jest lepsza, nawet chciała spróbować... Znaczy, pewnie i tak spróbuję, bo mam naturę typu "double check", ale w takim razie chyba nie będę sobie robić nadziei. XD

      Podrzucę, pewnie. :)

      Usuń
    3. Hmm, no może i jest lepsza od Dory, ale ja nie mam porównania ;) Ja już chyba nie będę sprawdzać wstecz, więc Dorę sobie daruję - może kiedyś dam szansę autorce jak wyda coś nowego, żeby sprawdzić, czy ma tendencję rozwoju na plus ;)

      Usuń
  30. Miałam w planach "Ziemiomorze", ale widzę, że muszę się jeszcze zastanowić, czy po nie sięgnę. Lubię rozbudowane i wnikliwe opisy, ale nie kiedy są przegadane. Zachęciłaś mnie natomiast do obejrzenia "Prestiżu":) Co ciekawe, rzadko się zdarza, żeby adaptacja filmowa była lepsza od książki, a Ty podałaś aż dwa przykłady :) w tym wypadku chyba poprzestanę na filmach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Prestiż mocno polecam :)
      Też mi się kiedyś wydawało, że ekranizacje są z zasady gorsze od książek, ale ostatnio od ręki zrobiłam zestawienie 10 przypadków, w których przerosły pierwowzór literacki. Pewnie kiedyś to sformalizuję i opublikuję :)

      Usuń
  31. Ja z Ziemiomorzem miałam jeszcze krótszą historię niż Ty. To była jedna z nielicznych książek, które rzuciłam może po 50 stronach. Nie wiem dlaczego, ale chciałam, chciałam, a nie mogłam. Za cholerę. Podobnie zresztą miałam z "Wojną polsko-ruską" - nie mogłam zupełnie zrozumieć zachwytów nad książką. Ale za to "Człowiek, który objechał świat na rowerze" - przypadł mi do gustu. Udało mi się wkręcić w to bicie rekordu, ale być może dlatego, że mój luby jest pasjonatem rowerowym i gdy mi opowiadał o swoich wyprawach to raczej skupiając się na podobnych sprawach co Mark.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż, który zażyczył sobie tę książkę jako prezent, też ma rowerową obsesję, zrobiliśmy razem tysiące kilometrów, ale my właśnie w czasie rowerowych podróży za granicą skupiamy się raczej na aspektach podróżniczych niż na tym czysto fizycznym wymiarze. Może stąd różnica oczekiwań? To by miało sens.

      A "Wojny polsko-ruskiej" na szczęście nie czytałam, bo skończyłoby się tak samo - przejrzenie w księgarni mi wystarczyło żeby wiedzieć, że powinnam omijać to baardzo szerokim łukiem.

      Usuń
    2. To dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam taki stosunek do pierwszej książki Maslowskiej. Ale za to bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoimi felietonami, które pisywała do dwutygodnika, a teraz można je kupić w wersji książkowej - nawet nie sądziłam, że tak będzie potrafiła mnie wciągnąć :)

      Usuń
  32. Z tych wszystkich wymienionych znam tylko "Prestiż", oczywiście zapoznałam się z książką, a potem z filmem i tu masz rację, film bije książkę na głowę. Jak to w ogóle możliwe? :O :D

    Pozdrawiam ciepło,
    Sara z Niesamowity Świat Ksiażek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo przygotuje posta z rozwazaniami na temat tego, jak to możliwe, że filmy są lepsze od książek - mam już 9 takich przypadków, jak trafię na dziesiąty to opublikuję ;)

      Usuń
  33. Ja byłam rozczarowana Poradnikiem pozytywnego myślenia. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie, więc - tak, jak Ty w przypadku Prestiżu - zakupiłam książkę. Niestety, ledwo przez nią przebrnęłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poradnik mnie akurat nie rozczarował (aż tak). Film również ogromnie mi się podobał, książka (czytana po filmie) - cóż, była słabsza, zwłaszcza pod koniec, ale ogółem nie miałam aż takiego rozrzutu :)

      Usuń
  34. Akurat "Ziemiomorze" bardzo przypadło mi do gustu, ale jest to bardzo specyficzna książka i nie dla każdego. Doceniłam w niej coś, co zrobiła ze mną w bardzo trudnym, stresującym momencie mojego życia. Uspokoiła mnie. Sprawiła, że przestały mi się śnić koszmary, że odetchnęłam... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dla mnie zdecydowanie :) ze względu na częste porównania z uwielbianym przeze mnie Tolkienem spodziewałam się jednak, że będzie inaczej.
      Rozumiem za to Twój sentyment do powieści trafiającej do Ciebie w dobrym momencie - dla mnie na zawsze takim tytułem pozostanie "Hrabia Monte Christo" :)

      Usuń
  35. Oj, tak, mimo kilkakrotnych podchodów do "Łowcy snów" (Stephen King) czytam sto kilkadziesiąt stron i dalej stop, nie mogę przebrnąć. Ekranizacja natomiast świetna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam :) choć przyznaję, że ekranizacja mnie kusi, książka - nie aż tak.

      Usuń
  36. Oczywiście z gustami się nie decyduje, ale akurat argument o braku rozwoju wewnętrznego bohatera Ziemiomorza jest dziwny. Całe Ziemiomorze opiera się na rozwoju wewnętrznym bohatera. Styl Le Guin może się oczywiście nie podobać, zwłaszcza w dobie komiksowej literatury YA, gdy ludziom trudno jest skupić się na zdaniu dłuższym niż pięć wyrazów i braku trupa czy innej akcji co trzy linijki, ale argument taki trochę od czapy, moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Anonimie, nie mam problemów z czytaniem zdań dłuższych niż pięć wyrazów, jeśli są dobrze napisane, czego dowodem jest recenzowana ostatnio przeze mnie Madame. Z Tolkienem problemów nie miałam również, żeby zostać w tym samym gatunku, co LeGuin. Mało tego, YA czytam rzadko i wyłącznie po angielsku, żeby bezstresowo podtrzymać kontakt z językiem. Natomiast lubie, kiedy widzę i czuję rozwój postaci przez jej działania, myśli, zachowania, a nie wyłącznie przez suche, zewnętrzne podsumowania autora typu "i Ged zrozumiał, że postąpił źle i odtąd postanowił być lepszym człowiekiem". Po prostu oczekiwałam czegoś innego. To już w "Dzieciach Hurina" rozwój postaci jest znacznie lepiej zarysowany, choć Tolkien mistrzem psychologii postaci nie był nigdy.

      Usuń
  37. "Wywiad z wampirem" jak i pozostałe książki autorki z tej serii są koszmarne. Historia może i ma potencjał, ale jej styl... Dla książkoholika to droga przez mękę. Zdecydowanie wolę już obejrzeć film, choć ten też nie należy do moich ulubionych ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że sporo osób odniosło podobne wrażenie co do Kronik Wampirzych. Zaskakuje mnie popularność tej serii, skoro głosów krytycznych nie brakuje...

      Usuń
  38. Nie czytałam wymienionych przez ciebie pozycji.
    Moimi porażkami była seria Upadli (nad którą było tyle ochów i achów, a ja ledwo dobrnęłam do połowy pierwszego tomu) oraz Adios Muchachos - po opiniach przeczytanych na jej temat spodziewałam się całkiem dobrej lektury. Koniec końców zastanawiałam się czy ja aby napewno czytam tą samą książkę, którą tak dobrze recenzowano :O


    Zapraszam do mojego książkowego świata <<<<<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed Upadłymi na szczęście na czas przestrzegły mnie recenzje, tej drugiej książki nie znam - ale znam za to doskonale to uczucie: "czy ja trafiłam nie na tę książkę, co trzeba? Przecież tamta miała być fajna!" ;)

      Usuń