wtorek, 29 sierpnia 2017

Ostatni Jednorożec - Peter S. Beagle


Zawsze trochę się boję, gdy sięgam po książkę z własnego dzieciństwa – zwłaszcza taką, która bardzo mi się podobała. Co będzie, jeśli magia zniknęła? Co jeśli zamiast pięknej historii zacznę dostrzegać co najwyżej kiepski styl, sztampowe postacie i brak poprawności politycznej na dodatek? Ten sam dreszczyk towarzyszył mi, gdy po co najmniej 15 latach sięgnęłam po Ostatniego Jednorożca. (Spoiler: Jednorożec ma się nadal dobrze, baśń jest równie baśniowa jak była kiedyś, a ja doceniłam ją chyba nawet bardziej niż pół życia temu. Uff!)

Moje pokolenie (jak to brzmi!) może pamiętać starą, wybitnie ponurą wersję animowaną pod tym samym tytułem. Pamiętam, że jako dziecko nie lubiłam jej właśnie ze względu na szarą kolorystykę i specyficzną kreskę rysunków. Teraz, po kolejnej lekturze sztandarowego dzieła Beagle’a, muszę przyznać: film został zrobiony świetnie, nawet jeśli daleko mu do współczesnych animacji. Ten mrok, szarość, chwilami wręcz melancholijność widoczne w ekranizacji są też obecne na każdej stronie powieść. Bo taka właśnie jest ta książka: smutna. I piękna.


„Jednorogini żyła w bzowym lesie całkiem sama. Była bardzo stara, choć nie zdawała sobie z tego sprawy, straciła więc już beztroską barwę piany morskiej i przybrała kolor śniegu, jaki pada w księżycową noc. Oczy wciąż jednak miała czyste, niestrudzone, i tak jak dawniej poruszała się niby cień po powierzchni morza.”


Ostatniego Jednorożca, a raczej Jednoroginię, poznajemy w chwili, gdy dowiaduje się, że wszyscy jej pobratymcy zniknęli już z tego świata. Mając za wskazówkę jedynie motylą rymowankę o tym, że jednorożce uciekały na kraniec świata ścigane przez Czerwonego Byka, Jednorogini rusza w niebezpieczną podróż przez świat, w którym ludzie mogą wziąć jednorożca za siwą kobyłę, za to chętnie uwierzą w dowolny przekręt oferowany przez iluzjonistę. Świat, w nie brakuje rzezimieszków piszących wzruszające ballady o własnym bohaterstwie, choć na rozstajach okradają biednych, (bo ci słabiej się bronią). Świat, nad którym góruje czarny zamek króla Nędzora, a otaczające go krainy są równie wysuszone i posępne jak dusza ich władcy.

Jednorogini towarzyszy Szmendryk, czarodziej tak nieudolny, że został obrzucony klątwą nieśmiertelności, bo własnego życia nie starczyłoby mu na odnalezienie mocy, oraz Molly Grue, starzejąca się kobieta, która – nawet jeśli przypomina chwilami „rozsierdzonego karalucha” – ma serce równie dobre, jak ostry jest jej język. Nie będę Wam zdradzać, czy to dziwne trio przełamie czary Nędzora i czy jednorożce wrócą do swoich lasów. Nie powiem nawet, czy wszyscy nadal będą tego chcieli – musicie przekonać się sami. A warto, naprawdę!


„Drzewo zakochało się w nim i zaczęło czule szeptać, ile go czeka radości, jeśli na wieki pozostanie w objęciach czerwonego dębu.
– Już zawsze, zawsze razem – wzdychało. – Żaden człowiek nie zasługuje na taką wierność. Zachowam w pamięci kolor twych oczu, gdy nikt na świecie nie będzie już pamiętał twego imienia. Nie masz innej nieśmiertelności niż miłość drzewa.
– Jestem zaręczony – wymawiał się Szmendryk. – Z pewną tują. Wyswatano mi ją jeszcze w dzieciństwie. Nie miałem nic do gadania. Beznadziejna sprawa. Nasz romans nigdy się nie ziści.
Nagły poryw wściekłości wstrząsnął dębem, jakby runęła nań burza, ominąwszy resztę lasu.
– A niechże ją uwiąd i galasy! – syknął zajadle. – Przeklęte krzaczysko, obłudny iglak, zdzira zimozielona, nie dostanie cię! Zginiemy oboje i wszystkie drzewa hołubić będą wspomnienie naszej tragedii!”


Beagle bawi się koncepcją i przemyca prawdziwe perełki humoru, często wykorzystując znane motywy kulturowe. Kpi z bohaterów ruszających do boju z absurdalnymi pieśniami na ustach, by złożyć przed ukochaną smoczy łeb (bo każda księżniczka marzy o tym, by dostać w darze zakrwawiony, cuchnący ochłap z rogami, prawda?). Zestawia Robin Hooda ze znacznie bardziej realistycznymi bandziorami. Pod tym płaszczykiem humoru i mrugnięć okiem, czytelnik znajduje kolejną warstwę, która każe postawić sobie pytanie: czy jeśli księżniczki z czasów Jednorogini są zbyt zabiegane, by rozpoznać jednorożca, to czy my dostrzeżemy prawdziwe piękno, nawet gdy stanie przed nami w pełnej krasie?


Beagle ma jeszcze plusa za umieszczenie na drodze Jednorogini jednego z najbardziej kocich kotów, jakie widziała literatura. Bezimienny mruczek o jesiennym futrze, towarzyszący Molly Grue w zamku Nędzora, jest postacią w najlepszym razie poboczną, ale prezentuje wszystkie na wskroś kocie przekonania (na przykład pozwala głaskać się ludziom, bo to dobrze wpływa na ich nerwy).


– Zawsze umiałeś mówić? – spytała. – Czy to widok Lady Amaltei obdarzył cię mową?
Kot w zadumie wylizywał sobie przednią łapkę.
– Powiedzmy, że na jej widok zachciało mi się mówić – odparł. – Ale dość już tych wyjaśnień. Hmmm, więc to właśnie jest jednorożec. Bardzo piękny.
– Skąd wiesz, że ona jest jednorożcem? – zapytała Molly. – I czemu się bałeś, kiedy chciała cię dotknąć? Dobrze widziałam. Bałeś się jej.
– Niedługo chyba przejdzie mi ochota, żeby mówić.”


Wróciłam do Ostatniego Jednorożca po tym, jak Gwiezdny Pył obudził we mnie głód baśni „dla dorosłych”. Czy jest to podobna książka? Absolutnie nie. Ostatni Jednorożec jest dużo poważniejszy, mroczniejszy, bardziej metaforyczny. Jest też bardziej baśniowy – przy nim Gwiezdny Pył to raczej klasyczne fantasy, nie baśń. Ale zachwycają obie i obie bardzo polecam.

Co ciekawe, okładka Ostatniego Jednorożca przedstawia scenę z innej powieści Beagle’a, pod tytułem Sonata Jednorożców – to tam jednorożce tracą wzrok, ponieważ kryształy zarastają im oczy, a do tego występują w różnych kolorach. Pamiętam, że to pomylenie okładek denerwowało mnie strasznie, gdy czytałam te książki jako dziecko. Teraz jednak widzę w tej nieszczęsnej okładce pole do popisu i do poprawy dla wydawców: z miłą chęcią powitałabym na półkach księgarni nową edycję, z bardziej adekwatnymi ilustracjami, zwłaszcza że powieść ta nie zestarzała się i zasługuje na to, żeby dać jej drugie życie. Póki to się jednak nie stanie, zachęcam Was do udania się do biblioteki czy antykwariatu i odkurzenia jakiegoś starego egzemplarza Ostatniego Jednorożca, który gdzieś tam na Was czeka.


I na zakończenie bonus: piękna piosenka z oryginalnej animacji (America, The Last Unicorn):





Tytuł: Ostatni Jednorożec
Autor: Peter S. Beagle
Tłumaczenie (j. angielski): Michał Kłobukowski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 208








29 komentarzy:

  1. Gdzieś już słyszałam o tej książce, ale nie zagłębiałam się w to, o czym to jest. Fajnie, że wygrzebujesz takie starsze pozycje :) W końcu sięgnę i po to, ze starszej fantastyki w końcu skończyłam Ziemiomorze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja wracam do książek, z różnych powodów :) Zwłaszcza ostatnio mam taką fazę odpoczynku od nowości, że sięgam po takie starocie, jak widać. Wszystko z własnej półki :)

      Usuń
  2. Dobrze poznawać książki z własnej półki lub do nich wracać. Większość blogerów jest nastawiona na nowości, przez co często zalewa nas (my zalewamy) falą tych samych tytułów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę narzekać, bo sama mam przygotowane 2 recenzje "nowości" do publikacji na dniach. Ale staram się nie wpaść w takie czytanie wyłącznie nowości i do tego na akord, bo moim zdaniem nie do końca o to chodzi :)

      Usuń
  3. Widać, że opisujesz z pasją. Blog warty odwiedzania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zapraszam częściej w takim razie :)

      Usuń
  4. Ależ mam teraz ochotę na tę książkę :) Dawno czegoś takiego nie czytałam. O jednorożcach to w zasadzie w ogóle. Będę szukać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby jednorożce są w co trzeciej książce fantasy, ale jakby tak wskazać jedną, w której naprawdę grały ważną rolę, to już nie takie hop, nie? :)

      Usuń
  5. Nawet nie wiesz jak bardzo cenie sobie książki z dusza, a ta którą zaprezentowałaś jak najbardziej taką jest. To niesamowite ile piękna, smutku i mroku kryje w sobie "Ostatni jednorożec", którego wiem, że będę musiała przeczytać. Śmiało stwierdzam, że dla przeczytania takich książek wato żyć! Cuda przede mną okrywasz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkopuję starocie, ale strasznie się cieszę, że ktoś chce je jeszcze czytać ;) Dobrze podsumowałaś, to jest książka piękna, smutna i mroczna - w gruncie rzeczy właśnie w tej kolejności. Polecam gorąco :D

      Usuń
  6. Miło trafić w końcu na coś, co nie jest powieleniem miliona innych wcześniejszych wpisów :D


    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety milionowa recenzja bestsellera budzi większe zainteresowanie (i gromadzi 3x tyle odsłon, tak przy okazji), niż taki "Ostatni jednorożec" odkopany z zapomnianej półki. Ale nie odpuszczę, będę recenzować wszystko, co do czego czuję potrzebę takiej recenzji :)

      Usuń
  7. nie bardzo przepadam za fantastyką, ale książka o jednorożcach to musi być coś! zwłaszcza, że je uwielbiam haha :)
    https://karik-karik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tak lubisz jednorożce, to zdecydowanie musisz spróbować z książkami Beagle'a ;)

      Usuń
  8. Animacja "Ostatni jednorożec" to była moja najukochańsza bajka w dzieciństwie, a piosenka zespołu America zawsze sprawia, że łzy mi się kręcą w oczach, bo tak doskonale smutna jest. Jak ta baśń. Oryginał tej historii, czyli książkę, przeczytałam dopiero jako dorosła osoba - 3 lata temu (swój egzemplarz za grosze znalazłam na allegro). Zakochałam się w tej historii. Dziękuję za przypomnienie i propagowanie jej wśród innych, bo ta baśń nie zasługuje na zapomnienie. Sama chyba niedługo ją sobie przypomnę i naskrobię coś o niej. :) A "Sonata jednorożców" wciąż na mnie czeka na półce (aż wstyd!).

    Pozdrawiam, obserwuję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam tę piosenkę, od dziecka, mimo że animację doceniłam dopiero później. Cieszę się, że trafiłaś na tę książkę - koniecznie wróć do niej i napisz recenzję, niech świat się dowie :)

      Sonata Jednorożców jest znacznie słabsza - dzieje się we współczesnym świecie i jest bardziej młodzieżówką niż baśnią. Porusza jednak pewne trudne tematy, mniej lub bardziej tendencyjnie. Na pewno nie będzie to zmarnowany czas, ale nie jest to taki must-read jak Ostatni Jednorożec :)

      Usuń
  9. jaka urocza kicia. Chciałbabym tak szybko książki czytać:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam jeszcze tego autora :) Wydaje się być ciekawy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno wyróżnia się na tle całej współczesnej fantastyki :)

      Usuń
  11. Pamiętam tą bajkę :) Czytałam książkę będąc w podstawówce, kiedy moje koleżanki zachwycały się "Pamiętanikami Fanny Hill", a ta książka wzbudzała we mnie wiele emocji. Dzięki, że mi o niej przypomniałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Odkurzanie książek z bibliotecznych półek ma swój szczególny urok, chętnie raz na jakiś czas zaglądam do już przeżytych przygód czytelniczych, często zaskakują mnie nową odsłoną w ich odbiorze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz jak to spowalnia realizację listy książek "do przeczytania"? ;) Niby robię postęp, ale wtedy jakiś staroć do mnie woła z półki i znowu zaległości ;)

      Usuń
  13. Ja też się zawsze obawiam, że nie będzie tak fajnie jak zapamiętałam :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać po tej recenzji, na szczęście nie zawsze jest tak źle :)

      Usuń
  14. Szkoda, że za granica nie mam dostepu do biblioteki :( chetnie bym przeczytała te książkę, bo slyszalam o niej wiele dobrego. No i w sumie to jest klasyka fantasy.

    OdpowiedzUsuń