sobota, 26 sierpnia 2017

Nie Kończąca Się Historia - Michael Ende


Nie Kończąca Się Historia od blisko 20 lat leżała na mojej „kupce wstydu” – próbowałam to cudo przeczytać jeszcze w podstawówce, ale nigdy nie udało mi się jej dokończyć. Podjęłam więc ostatnią próbę zmierzenia się z najważniejszym dziełem Michaela Ende. Co z tego wynikło…?

Jeszcze niedawno powiedziałabym, że każdy z pewnością zna fabułę pierwszej połowy Nie Kończącej Się Historii z jej filmowej adaptacji, jednak właśnie zdałam sobie sprawę, że film ma już 34 lata i prawdopodobnie młodsze pokolenie blogosfery nie wie już nawet o jego istnieniu. Chłopiec imieniem Bastian, szkolna ciamajda z nadwagą, problemami z nauką i ciężką sytuacją w domu, kocha niezwykłe opowieści, które stanowią dla niego odskocznię od dręczących go rówieśników. Gdy w tajemniczym antykwariacie znajduje książkę, która nie jest na sprzedaż – oprawioną w jedwab koloru miedzi, z dwoma wężami pożerającymi swoje ogony i z niebiesko-czerwonym drukiem na stronach – postanawia ją ukraść, nie wiedząc, że stanie się to początkiem największej przygody jego życia.

Bastian, ukryty wraz z Nie Kończącą Się Historią na zakurzonym strychu szkoły, z zapartym tchem pochłania historię zmagań zielonoskórego chłopca Atreju i pomagającego mu smoka Fuchura. Bohaterowie próbują uratować Fantazjanę – świat bardzo prosty, ale barwny, pełen niesamowitych istot – który rozpada się powoli, bo nikt z Ziemi nie przybywa już go odwiedzić. Mamy prostą opowieść drogi, w której tak naprawdę za dużo się nie dzieje, ale na tyle barwną, że czytelnik i tak bawi się świetnie. Mamy też znakomity pomysł, który zakłada, że istnieje książka, do której musisz przenieść się fizycznie, żeby uratować opisywany świat, a ten świat w zamian pomoże Tobie.

Wszystko podkreśla klimatyczne wydanie – w mojej książce, wydanej nakładem wydawnictwa Siedmioróg, druk nie był co prawda niebiesko-czerwony, tylko zielono-fioletowy, ale doceniam starania wydawcy i przyznaję, że takie rozróżnienie miejsc akcji (fioletowy – jesteśmy na ziemi, zielony – przemierzamy Fantazjanę) jest świetnym pomysłem i oddziałuje na wyobraźnię. Idziemy więc wraz z Atreju więc Fantazjanę razem i czekamy, czy ciapowaty Bastian ogarnie się na tyle, by stać się bohaterem, którym zawsze pragnął być. Fajne, przyjemne czytadło dla dzieci, stanowiące hołd dla czytelnictwa, książek i wyobraźni.

A potem nadchodzi druga połowa książki, której rozmach ewidentnie przerósł reżysera, przez co w ogóle nie trafiła do scenariusza. W gruncie rzeczy się nie dziwię: porządne oddanie wszystkich wspaniałości, tworzonych przez wyobraźnię Michaela Ende, od stworzenia świata z nasionka aż po krwawą bitwę o Wieżę z Kości Słoniowej, było po prostu niemożliwe w czasach, gdy ten film powstawał. Niestety, reżyser niechcący sprawił, że o drugiej połowie Nie Kończącej Się Historii świat… zapomniał. Tak, jakby nigdy nie istniała, jakby Bastian nigdy nie uratował tego świata. Uprościł tę opowieść do prostej bajki dla dzieci i pozbawił ją prawdziwej istoty i przesłania powieści Ende.

O ile pierwsza połowa to zaledwie kawałek przyzwoitej fantastyki dla najmłodszych, o tyle druga to mocno filozoficzna przypowieść o tym, dlaczego trzeba uważać na własne pragnienia. Porusza dylemat tego, co się dzieje, gdy chcemy być inni niż jesteśmy, ale nie chce nam się zmieniać. Bo wiadomo, że człowiek chce łatwych zwycięstw, a  każde kolejne wciąga go w pychę niczym bagno. Nie unika tego również Bastian, a jego przemiana wewnętrzna jest przedstawiona wręcz fenomenalnie, dokładnie widzimy, jaką cenę płaci za każde wypowiedziane życzenie.

Razem z nim zmienia się Fantazjana – z bajkowych miejsc, jak magiczny Las Nocy czy barwna pustynia Kolorowej Śmierci, trafiamy na mroczne bagna i tchnące mrokiem i goryczą Miasto Starych Cesarzy. To już nie bajka dla dzieci, tylko fajna, na wskroś filozoficzna i skłaniająca do refleksji opowieść, która każe nam odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę jest ważne w życiu. Z zaznaczeniem, że jak będziemy za bardzo odkładać odszukanie tej prawdy, to może zabraknąć nam na to czasu. Zakończenie jest… świetne. Przemyślane, mądre i pozbawione zbędnego dydaktyzmu. Morał, który niesie, przydałoby się czasem odświeżyć nie tylko dzieciom, ale i dorosłym (a może nawet zwłaszcza im).

Niestety, choć Ende tworzy plastyczne i oddziaływające na wyobraźnię obrazy, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że trochę za bardzo poniósł go rozbuchany proces twórczy. Duża część książki to śliczne, oryginalne i totalnie bezsensowne kadry, które nijak nie łączą się ze sobą, stanowiąc zapchajdziurę między jednym kamieniem milowym a drugim (to chyba cecha niemieckiej fantastyki, mniej więcej to samo zarzucałam Moersowi w Kocie Alchemika). Owszem, obrazuje to może bezmyślny pęd Bastiana do przygody i władzy, ale co za dużo, to niezdrowo – chwilami książka zwyczajnie mi się dłużyła. 

Cieszę się jednak, że udało mi się przeczytać tę powieść. Przyznaję, że książka tchnie nieco pełnym staroci strychem, na którym schował się Bastian (przydałby się nowy przekład), a do tego jest bardzo nierówna, ale nadal jest to jedna z ciekawszych historii, jakie powstały kiedykolwiek w literaturze dziecięcej. Książka pod dziecięcym kocykiem kryje głębię, którą bardziej doceni pewnie dorosły czytelnik. Polecam, jeśli chcecie poczuć się częścią prawdziwej baśni... i jesteście gotowi przymknąć oko na pewne niedoskonałości.



Tytuł: Nie Kończąca Się Historia
Autor: Michael Ende
Tłumaczenie (j. niemiecki): Sławomir Błaut
Wydawnictwo: Siedmioróg
Liczba stron: 474


34 komentarze:

  1. Nie czytam ksiazek ale wspaniała hustoria być moze sięgnę po nią 💛

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmzapowiada się przyjemna lektura dla najmłodszych! Klaudia J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę zapomniana, ale mam nadzieję, że wróci do łask :)

      Usuń
  3. Ojej, moja ukochana opowieść. Płakałam na niej w kinie. Zapadła mi w serce i z miłą chęcią przeżyłabym tę Niekończącą się historię raz jeszcze tym razem czytając książkę. Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia, że film był ekranizacją książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie gorąco polecam powieść - zdziwisz się, jak uproszczono zakończenie. Naprawdę, film to mniej więcej 40-45% książki, cała przygoda w Fantazjanie jest pominięta. Myślę, że mogłoby Ci się spodobać :)

      Usuń
  4. Film uwielbiałam jako dziecko, a i teraz na scenie śmierci wiernego czworonożnego towarzysza Atreju wylewam hektolitry łez, książki jednak nigdy nie czytałam i czuję, że muszę to koniecznie nadrobić.

    Pozdrawiam,

    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie przeczytaj! Jestem ciekawa, jak Ci się spodoba :)

      Usuń
  5. Kilka dni temu namawiałam córkę na film (urzekła mnie w dzieciństwie). Chwilowo bezskutecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dla obecnych dzieci już te "animacje" będą wydawały się śmieszne... choć dzieciaki moich kuzynów jeszcze parę lat temu oglądały z zachwytem. Może w takim razie córka da się namówić na książkę? ;)

      Usuń
  6. Jest to taki typ historii, która po cichu od zawsze mnie fascynowała. Jestem zaskoczona, bo do dziś byłam pewna, że istnieje jedynie film, a tu taka niespodzianka. Z Twojej opinii wyczytałam, że książka jest o wiele mocniejsza niż jej ekranizacja, co będę miała na uwadze, przy okazji zapoznawania się z tą powieścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim książka, mając te - zaokrąglając - 500 stron, historię zawartą w filmie opowiada na 200. Reszta to cos, co właśnie przerosło reżysera, ale na swój sposób jest najmocniejsze i pod względem kreacji świata, i filozoficznie.
      Jeśli mam być szczera, to zakończenie filmu jest właściwie zaprzeczeniem idei książki - dzieciakom może się spodobać, ale kurczę, Ende miał zupełnie co innego na myśli i co innego chciał przekazać.

      Usuń
  7. Jako dziecko bardzo lubiłam te bajkę ale nigdy nie czytałam książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jest szansa na zafundowanie sobie powrotu do dzieciństwa? :)

      Usuń
  8. Uwielbiam Twój motyw przewodni w postaci kota <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) dotąd towarzyszył głównie w recenzowaniu gier, ale doszłam do wniosku, że szkoda marnować potencjał, jak się ma w domu takiego modela :)

      Usuń
  9. Książki nie czytałam, natomiast w filmie jestem zakochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sentyment zostaje nawet po latach, nie? :) Tym bardziej gorąco polecam książkę - można się zdziwić bogactwem Fantazjany, a jednocześnie zaskoczyć tym, jak głęboka jest ta historia - zwłaszcza w części pominiętej przez reżysera.

      Usuń
  10. Myślę, że muszę po nią sięgnąć! Czasami warto wrócić do czasów dzieciństwa. :D Poza tym ta okładka jest cudowna!

    Pozdrawiam,
    https://mareandbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, akurat wydanie trafiło mi się bardzo ładne. Widziałam teraz jakieś nowe i zupełnie do mnie nie przemówiło.

      Usuń
  11. Pamiętam jak film wchodził do kin, cóż to była za niezwykła przygoda. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ta piosenka, nie? Do dziś lubię posłuchać (a potem chodzę i nucę, bo się "przyczepia"...)

      Usuń
  12. Z pewnością w przyszłości zakupię ją dla synka, więc i ja skorzystam 💜

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, jeśli kiedyś dorobię się dzieci, to na pewno poznają tę książkę ;)

      Usuń
  13. Pamiętam film i to, że mi się podobał, choć zupełnie nie pamiętam co tam się działo. Też nie wiedziałam, że to ekranizacja i że jest książka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, jest, jak widać całkiem niezła i potraktowana przez film po macoszemu :)

      Usuń
  14. Aż w głowie przypomina się muzyka z tego filmu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano :) Zwłaszcza że to jeden z tych kawałków, które potem brzmią człowiekowi w głowie przez tydzień ;)

      Usuń
  15. Wstyd się przyznać, ale film widziałam tyle razy, a książki nigdy nie przeczytałam. :( Dzięki Tobie wiem, że muszę to nadrobić - dziękuję. :) Jeśli chodzi o twórczość Ende to polecam Twojej uwadze jego powieść "Momo" - jest to jedna z książek mojego dzieciństwa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio ktos już mi polecał "Momo" - na pewno sięgnę, jak będę znowu potrzebowała jakiejś książki "dla dzieci" :) Koniecznie przeczytaj "Nie Kończącą Się Historię", jeśli gdzieś wpadnie Ci w ręce!

      Usuń
  16. Przyznaję, że książka nie jest idealna i mnie wiele lat temu się dłużyła. Jednak mam sentyment do tej opowieści :)
    Masz rację, że jakąś cechą wspólną dla niemieckiej fantastyki jest to tworzenie pięknych, acz mało znaczących fragmentów, które w ładny sposób zapełniają, ale mogą też nudzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam sentyment, dlatego zrobiłam drugie podejście, bo świat wykreowany przez autora jest naprawdę cudowny. Tylko ja bym ją przetłumaczyła, a najlepiej przeredagowała od nowa ;)

      Czyli nie tylko ja tych fantastów niemieckich tak odbieram :)

      Usuń