piątek, 23 czerwca 2017

Arabska Żona - Tanya Valko

Arabska Żona

Najpierw małe spostrzeżenie: półki w księgarniach uginają się pod ciężarem melodramatycznych historii o międzykulturowych małżeństwach. I nikt nigdy nie opisuje tych udanych, szczęśliwych; wręcz przeciwnie, im gorzej się wiedzie głównej bohaterce, tym bardziej perwersyjną radość ze snucia historii mają autorzy*. Po zapoznaniu się z kilkoma takimi powieściami, mniej lub bardziej opartymi na faktach, postanowiłam nie strzępić sobie nerwów i nie wracać do tego typu książek. Dość mam tych wszystkich spalonych, sprzedanych lub inaczej wykorzystanych kobiet, których historie są na ogół bardzo przeciętnie napisane, co jednak w przypadku literatury jest grzechem głównym.

Dlatego nie wiem, czemu sięgnęłam po Arabską żonę. Może z braku innej książki pod ręką, a może z wrodzonego braku instynktu samozachowawczego, postanowiłam dać jej szansę... Niestety, nie była to dobra decyzja – ta książka na tle podobnych powieści wyróżnia się wyłącznie na minus. Bo nie ma możliwości, by historia, której bohaterowie są tak mało wiarygodni, a fabuła do tego stopnia przerysowana, była poruszająca**.

niedziela, 18 czerwca 2017

„Blue Moon City” - recenzja gry

Mroczny Wiek dobiegł końca. […] Gorzkie podziały, które rozdarły ludy Blue Moon zaczynają się zasklepiać. Nastał czas harmonii i nadziei. Niestety, miasto Blue Moon City nadal spoczywa w ruinie i tylko niewyraźny zarys fundamentów przebijających się przez gruzy wskazuje na wielkość, jaką szczyciło się przed swoim upadkiem…
(wyd. Galakta)

Tymi słowami w realia gry wprowadza nas instrukcja polskiego wydania: naszym zadaniem jest odbudowanie zniszczonego po wojnie Blue Moon City. Jest to kolejna po Takenoko gra kafelkowa, jaką omawiam na tym blogu, jednak tu mechanika jest zupełnie inna – nie układamy kafli w miarę trwania rozgrywki, tylko budujemy z nich miasto na początku. Ponieważ rozkład płytek jest losowy, a w kwestii kształtu czy skomplikowania miasta ogranicza nas tylko wyobraźnia (można stworzyć np. wyspę, na którą będzie można dostać się tylko za pomocą specjalnej karty teleportacji), każda rozgrywka w Blue Moon City jest inna.

trylogia Ostatnie Imperium - Brandon Sanderson

Wyobraźcie sobie świat, nad którym świeci czerwone słońce, z trudem przebijając się przez zasnute niebo. Wyobraźcie sobie brązowe rośliny i świat pozbawiony najmniejszego choćby kwiatka. Wyobraźcie sobie, że zamiast deszczu spadają na Was płatki popiołu, stopniowo spowijając wszystko całunem czerni. Wyobraźcie sobie świat bez koloru… i bez nadziei. Witamy w Ostatnim Imperium.

czwartek, 15 czerwca 2017

Hodujemy pandy w „Takenoko” - recenzja gry


Takenoko (jak głosi instrukcja, po japońsku jest to „pęd bambusa”) zabiera nas do ogrodów japońskiego cesarza, w którym utrudzony ogrodnik próbuje ochronić plantację bambusa przed żarłoczną pandą. Tematyka jest sympatyczna, a wykonanie bardzo klimatyczne – doceniam je nawet ja, choć nigdy nie byłam szczególną wielbicielką klimatów japońskich.

Zresztą Takenoko ma moc ujmowania za serce wszystkich, którzy siadają do planszy (zresztą słowo „plansza”, jak zaraz się okaże, wcale nie jest trafne w tym przypadku). Zachwycają nieskomplikowane zasady, urocze figurki i pnące się ku górze kolorowe bambusy. Wykonanie i tematyka przekonują zarówno osoby niegrające, jak i bardziej zaawansowanych graczy – nikt nigdy nie odmawia partyjki „w pandę”. A jak działa?

wtorek, 13 czerwca 2017

The Call. Wezwanie - Peadar Ó’Guilín

...czyli co by było, gdyby legendy okazały się prawdziwe


Elfy są przedziwne. Budzą zadziwienie.
Elfy są cudowne. Sprawiają cuda.
Elfy są fantastyczne. Tworzą fantazje.
Elfy są urocze. Rzucają urok.
Elfy są czarowne. Splatają czary.
Ich uroda powala.
Strzałą.
- Terry Pratchett, Panowie i damy

Z góry muszę przeprosić wszystkich, którzy po tym wstępie spodziewają się recenzji Pratchetta – tekst będzie o lekkim, młodzieżowym czytadle na jeden wieczór, które zyskało sobie zaskakującą popularność i dość intensywną reklamę. Mowa o The Call. Wezwaniu Peadara Ó’Guilína (co to w ogóle za pretensjonalny pomysł z tymi dwujęzycznymi tytułami?). Musiałam jednak pozwolić przemówić Mistrzowi, bo jego wizji psychopatycznych elfów ciężko dorównać – choć trzeba przyznać, że Ó’Guilín mocno się starał.

niedziela, 11 czerwca 2017

„Wsiąść do Pociągu” – jedziemy dalej: dodatki

Tory punktacji w różnych wersjach

Ostatnio porównałam dostępne na rynku wersje podstawowe gry „Wsiąść do Pociągu”. Jednak na tym nie kończy się przygoda z serią – do dyspozycji mamy też liczne dodatki. Nie jest to zwykłe „odcinanie kuponów”: rozszerzenia oferują nowe mapy, na ogół z jakimś „twistem” w postaci nowych zasad, zmieniających odczucia z rozgrywki.  Obecnie na rynku dostępnych jest tyle rozszerzeń, że bez wątpienia każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie.

Poniżej przeanalizowałam dostępne dodatki pod kątem różnic w stosunku do podstawowych wersji gier, oraz wspomniałam o naszych wrażeniach z poszczególnych rozgrywek.

piątek, 9 czerwca 2017

„Wsiąść do pociągu” - jaką podstawkę wybrać? + minirecenzja


Wsiąść do Pociągu to dla mnie gra-fenomen. Podoba się każdemu, niezależnie od wieku (testowałam na graczach od lat 10 do 60+) i doświadczenia planszówkowego. Gorąco polecam ją na początek przygody z nowoczesnymi planszówkami – w dalszej części tekstu postaram się pomóc w wyborze najlepszej dla Was wersji.