wtorek, 14 kwietnia 2020

Harry Potter: Hogwarts Battle - ze stron na planszę


Są takie licencje i motywy kulturowe, od których wydawcy chętnie odcinają kupony, wypuszczając na rynek masę - nie bójmy się tak tego nazwać - szajsu, który i tak się sprzeda. Nie inaczej jest w przypadku wszystkiego, co sygnowane logiem Harry'ego Pottera. W planszówkowym świecie temat jakby nie istniał - niby jakieś gry się pojawiały, ale przeważnie rzut okiem na instrukcję wystarczał, żeby odkryć, że z Pottera to jest tylko nazwa, a mechanicznie "gra" obraża inteligencję odbiorcy.

Aż wreszcie powstał HP: Hogwarts Battle - gra karciana z mechaniką deckbuildingu, czyli budowania talii, w której walczymy ze sługusami Voldemorta... przez siedem kolejnych lat. Wielkie pudło, wielki tytuł, wielka kampania, spora cena. Czy warta tego, co znajdziemy w rozgrywce?

*Ze względu na ryzyko spoilerów nie odważyłam się wrzucić zdjęć zrobionych w późniejszych scenariuszach, a przy pierwszych to zaniedbałam. Z tego względu musicie mi wybaczyć grafiki promocyjne, które jednak dają przedsmak tego, co oferuje gra.


czwartek, 26 marca 2020

Córka Lasu - Juliet Marillier


Kojarzycie baśń Grimmów o braciach zaklętych w łabędzie, których odczarować mogła jedynie siostra? Jak to u braci G., żeby tradycji stało się zadość, bohaterowie musieli trochę pocierpieć i nie mam tu na myśli nawet samych zaklętych łabędziaków, ale ich siostrę, która musiała złożyć ślub milczenia i uszyć braciom koszule z pokrzywy, raniąc sobie przy tym ręce. Motyw rodzeństwa zaklętego w łabędzie pojawia się też w innych kulturach, choćby w mitach irlandzkich - jedną z bardziej znanych legend jest ta o dzieciach Lira, którym przydarzyło się coś mniej więcej podobnego. Juliet Marillier zaczerpnęła z obu tych źródeł i to z dobrym skutkiem - jej Córka Lasu to nie tylko retelling dobrze znanych historii, ale pełnoprawne, napisane z rozmachem fantasy: brutalne, pełne wyrazistych bohaterów, bardzo angażujące emocjonalnie... a jednocześnie nie tracące nic ze swej baśniowości. Choć nie jest to już baśń dla dzieci...

wtorek, 18 lutego 2020

Królowa niczego - Holly Black


Uwaga, to recenzja trzeciego tomu - będzie spoilerowo! bo nie da się inaczej.
Tu przeczytasz o pierwszym i drugim tomie.

Jude: adoptowana przez elfa-psychopatę ziemska dziewczynka, spiskująca na dworze królewskim, w poprzednim tomie zdobyła władzę, którą pragnęła, i miłość, co do której nie była pewna, czy jej pragnie (a na pewno wolałaby jej nie pragnąć, ale wiecie, różnie to bywa). Niestety, jak komuś za dobrze idzie, to przestaje doceniać przeciwników - i oto nasza Królowa Elfów została Królową niczego. Ale magiczny świat nie daje łatwo o sobie zapomnieć, książęta, nawet ci z ogonami, też nie, więc wiadomo było, że prędzej czy później trafi znowu do Elfhame, z wyrokiem śmierci czy bez. Bo co jak co, ale Jude instynktem samozachowawczym nie grzeszyła nigdy.

poniedziałek, 3 lutego 2020

Ostatni Bastion - Ghost Stories w odsłonie fantasy


Ostatni Bastion to gra nowa i nienowa - jest to reimplementacja Ghost Stories, kooperacji, w której walczyliśmy z nawiedzającymi wioskę demonami. Niestety, w Ghosty nigdy nie miałam okazji zagrać - choć nie powiem, żeby brakowało mi do tego chęci. Dlatego tym bardziej ucieszyłam się, gdy weszła nowa odsłona tego sprawdzonego już tytułu - ale też z tego samego powodu nie będę mogła powiedzieć Wam o różnicach mechanicznych, jeśli jakieś wystąpiły. Potraktowałam Ostatni Bastion jako prawdziwą nowość.

środa, 8 stycznia 2020

Drako: Smok i Krasnoludy

Pamiętacie Hobbita i drużynę krasnoludów, które ruszyły na smoka (lub, pardon, po skarb, ale taki smoczy)? Motyw dzielnych, choć niekoniecznie rosłych wojowników zmagających się z wielkimi gadami na stałe zadomowił się od tego czasu w fantastyce. Nic więc dziwnego, że gdzieś po drodze trafił także "pod strzechy" planszówkowe. I to w nie byle jakiej odsłonie, bo... naszej polskiej: Drako to dzieło polskiego projektanta Adama Kałuży (znanego choćby z K2).

niedziela, 22 grudnia 2019

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina + Igor + Prometeusz (ze stron na planszę)


Jeśli kiedyś wydawało wam się, że zszywanie kocyka z kawałków albo handel fasolą to nietypowe pomysły na temat gry planszowej, to śpieszę donieść, że kreatywność projektantów sięga dużo dalej. I głębiej. Na przykład w głąb grobów na cmentarzu. Kiedy zobaczyłam Abominację: Dziedzictwo Frankensteina na stronie Rebela, wiedziałam, że muszę zagrać w ten tytuł - nie tylko z sentymentu do XIX-wiecznych angielskich powieści, do których mamy tu jasne nawiązanie, ale też po to, by przekonać się na własne oczy, jak można zrobić grę o zszywaniu trupów. 

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Zakon Drzewa Pomarańczy - Samantha Shannon (cz. 1)


Zakon Drzewa Pomarańczy kusi już tytułem, a zerknięcie na tył książki składa kolejne obietnice. Ach, jakże pięknie miało być: smoki, zachęcająca okładka z niebieskim smoczydłem, smoki, powieść z ogromnym rozmachem, smoki, ciekawe bohaterki... i smoki ;) Niestety, z tego wszystkiego ostały się tylko smoki - a książka okazała się tak nijaka, że nie bardzo wiem, co o niej napisać. Od razu zaznaczam, że miałam do czynienia wyłącznie z tomem pierwszym, więc to jego dotyczą moje wrażenia.

wtorek, 3 grudnia 2019

Zorza Polarna. Mroczne Materie #1 - Philip Pullman


Zacznijmy od tego, że Zorza Polarna to mój drugi, a może nawet trzeci kontakt z Mrocznymi Materiami Pullmana (nie licząc tego filmowego potworka pod tytułem Złoty Kompas). Czytałam pierwszy tom jeszcze w starym przekładzie, caaałe lata temu, pacholęciem będąc i tak dalej. Potem przerzuciłam się na wersję oryginalną, której chyba nigdy nie dociągnęłam do końca, bo poległam z kretesem gdzieś w trzecim tomie. Nie miałam jakiegoś wielkiego sentymentu, ale wspomnienia były raczej pozytywne. Teraz do powrotu skłoniły mnie dwie rzeczy: zapowiadany serial i... obłędna okładka nowego wydania od Dark Crayon.

No dobra, spójrzmy prawdzie w oczy: na serialu zasypiam z nudów, a jak z książką...?

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Frankenstein w Bagdadzie


Frankenstein w Bagdadzie kupił mnie najpierw tytułem - no, nie ukrywajmy, przywodzi na myśl ciekawe obrazy i obiecuje mariaż fantastyki z brutalnym realizmem pogrążonego w wojnie Iraku. I w gruncie rzeczy tę obietnicę realizuje, choć nie spodziewajcie się tu lekkiej lektury. Ba, przyznam, że to bodaj najbardziej wymagająca i najtrudniejsza książka, jaką czytałam w tym roku. Sprowadziła na mnie depresyjny rodzaj kaca książkowego i czytelniczą niemoc... już w połowie lektury. Autentycznie - czytałam, czytałam i przeczytać nie mogłam, a jednocześnie nie potrafiłam sięgnąć po nic innego. Ale nie żałuję poświęconego czasu.

sobota, 12 października 2019

Res Arcana - recenzja gry


Czy da się stworzyć działającą mechanikę i ciekawe rozgrywki w oparciu o 8 kart? Przyznam, że brzmiało to dla mnie dość podejrzanie, zwłaszcza po uwzględnieniu niewielkiej liczby zasad w grze. A taki właśnie zestaw funduje nam autor Res Arcana...