sobota, 20 marca 2021

Granie w pranie

Dzisiaj będzie tytuł typowo familijny - i to nie w znaczeniu "gra z niskim progiem wejscia", ale konkretnie do grania z dziećmi. Granie w pranie od wydawnictwa Muduko to tytuł, w którym wcielamy się w superbohaterów (którzy muszą wyprać swoje superkostiumy, by móc uratować świat), albo w głównego złola - doktora Chmurę (który spróbuje wywołać deszcz, by im to uniemożliwić). Wiecie, po szyciu kocyka w Patchworku myślałam już, że nic mnie nie zdziwi, jeśli chodzi o tematykę gier, ale tutaj jednak kreatywność twórców mnie ujęła ;)

Co w pudełku?

Przede wszystkim - już samo pudełko jest częścią gry, niezbędną do zabawy. Na ściankach narysowano linki na pranie i to na nich będziemy przypinać klamerkami nasze ubrania! Ilustracje są sympatyczne i czytelne... ale muszę odrobinę przyczepić się do komponentów. "Ubrania" to cieniutkie kartoniki - grubości standardowej karty do gry, ale w dużo bardziej podatnym na uszkodzenia kształcie. Kości z kolei musimy sobie sami okleić, bo są białe - od razu mówię, przy grze z dziećmi pilnujcie małych rączek, bo w emocjach lubią te naklejki odskubywać... Z drugiej strony, cena gry jest naprawdę niziutka i atrakcyjna, więc podobne niedociągnięcia można pewnie wybaczyć.


Jak to działa?

Zasady są banalne - mamy zestaw prania, które należy wywiesić do suszenia, używając spodu od pudelka (na ściankach narysowano linki do suszenia bielizny) i tekturowych klamerek. Choć gra sugerowana jest dla 2-4 graczy, w danej rundzie zawsze bierze udział tylko dwóch uczestników - jeden odsłania kolejne karty z zakrytego stosu i wywiesza na linki to, co na nich widnieje, a drugi wciela się w doktora Chmurę i rzuca kośćmi pogody. Kiedy na kostce wypadnie deszcz, odkładamy ją na bok i przerzucamy pozostałe; powtarzamy tę czynność tak długo, aż na wszystkich kościach będzie widniał symbol deszczu. 


Czasem bohater może wylosować kartę parasola - wtedy dr Chmura musi zacząć rzucać od nowa, bo musi wyrzucić na wszystkich kościach wiatr. Jeśli zaś pojawi się karta suszarki bębnowej, to na kościach muszą wypaść pioruny, żeby zniszczyć nimi urządzenie.

Kiedy nasz geniusz zbrodni wyrzuci już wymagane symbole, krzyczy "stop", a superbohater musi natychmiast przerwać wieszanie. Zatrzymuje te karty, które udało mu się zrealizować (czyli te, na których widnieją powieszone ubrania) i za nie będzie punktować na koniec gry. Następnie role się odmieniają (lub były Bohater zostaje Chmurą dla kolejnego gracza).


Wrażenia 

Podobnie jak przy wszystkich grach "czasu rzeczywistego", tak i tu mamy spore emocje, które potrafią mocno utrudnić rozgrywkę małym paluszkom, próbującym rozwiesić ubrania na lince. Jest to świetne ćwiczenie motoryki małej, wymaga pewnej precyzji i staranności ze strony uczestników. Granie w pranie to zresztą idealny materiał do "nauki przez zabawę" - uczymy się niby niepozornych, a jakże potrzebnych umiejętności: wcielania się w role, przestrzegania zasad i przerywania działań na umówione hasło, odwzorowywania symboli z kart i... tolerowania negatywnej interakcji.

To ostatnie może być początkowo problematyczne, bo dr Chmura działa przecież typowo przeciwko Bohaterowi: taka mocno ukierunkowana negatywna interakcja może być trudna do przełknięcia dla maluchów. Z drugiej strony myślę, że gdzieś muszą się tego nauczyć - a Granie w pranie daje im ku temu świetna okazję, zwłaszcza że zaraz nastąpi zamiana ról i dziecko zobaczy, z jaką przyjemnością rzuca się kośćmi przeciwko mamie czy tacie.



I tu pojawia się moja główna wątpliwość - liczba graczy. Moim zdaniem gra najlepiej działa na 2 osoby (lub w wymyślonym przez nas wariancie pół-kooperacyjnym, o którym piszę dalej). Dlaczego? Tury niby są krótkie, ale jednak w czasie rozgrywki miedzy Bohaterem i Chmurą pozostali gracze nie mają kompletnie nic do roboty. Owszem, mogą się zająć kibicowaniem, ale z moich obserwacji wynika jednak, że... zwyczajnie się nudzą. Jeśli do tego w kartach wyjdzie najpierw parasol, a potem suszarka, to oczekiwanie na swoją kolej potrafi się naprawdę wydłużyć, a wiadomo, jak to jest u maluchów ze zdolnością skupienia uwagi.

Z tego względu polecam Granie w pranie w następujących wariantach:

- do zabawy ze starszymi maluchami (które potrafią już trochę wysiedzieć przy planszy w oczekiwaniu na swoją kolej), 

- do grania w dwie osoby,

- do grania w wariant semi-kooperacyjny (np. jeden rodzic vs 2+ dzieci, albo jeden rodzic vs drugi rodzic i dziecko).

Tego ostatniego wariantu nie ma w instrukcji, ale i tak gorąco zachęcam do wypróbowania go. Nie tylko zapobiega przestojom, ale też uczy dzieciaki współpracy - muszą ustalić jakiś front: kto wiesza? Czy wszyscy naraz, czy może na przemian? A może jedno z nich odkrywa karty, drugie podaje, a trzecie wiesza...? Potem również rzucaniem kośćmi można się podzielić i wspólnie złoić rodzicowi skórę. A uwierzcie, choć wieszanie papierowych ubranek klamerkami z tektury ma być wyzwaniem dla małych paluszków, to często rodzicowi idzie to znacznie gorzej niż dzieciakom!



Podsumowując, Granie w pranie to sympatyczny tytuł do rodzinnego grania. Z dziećmi, bo raczej nie widzę szans, żeby dorośli czy choć trochę ograna młodzież zasiedli do niego na dłużej - ale też nie oni są tu grupą docelową. Być może będzie to Wasz pierwszy tytuł z negatywną interakcją, co stanowi spore urozmaicenie wśród łagodnych, spokojnych rozgrywek, jakie oferuje większość tytułów dla dzieci.

 



Tytuł
: Granie w pranie
Autor: Treo Game Designers
Ilustracje: Fiore GmbH
Wydawnictwo: Muduko
Czas gry: 20-25 minut
Liczba graczy: 2-4



Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muduko:


2 komentarze:

  1. Dla dziecka 4,5 będzie ok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, na pudełku podaja od 6 lat, ale moim zdaniem czterolatek da rade spokojnie - jeśli poradzi sobie emocjonalnie z presja czasu i negatywnej interakcji, to mechanicznie nic go tu nie pokona.

      Usuń