poniedziałek, 12 października 2020

Wielki Połów

Wędkarstwo zawsze było tematem obecnym w mojej rodzinie - zapalonym wędkarzem jest mój Tata, który zaraził bakcylem kuzynów (przy dzieciach jakoś mu się nie powiodło). A że mieszkamy blisko kilku łowisk i Wisły do tego, to... sami rozumiecie. Przyznam, że po Wielki Połów sięgnęłam trochę ze względu na Tatę właśnie, żeby spróbować dla odmiany zarazić go planszówkami...

Jak to działa?

Wielki Połów to gra bazująca na kościach. Zapomnijcie jednak o zwykłym "rzuć i przesuń się o określoną liczbę oczek" - tu mamy całkiem inną mechanikę (chyba nikt już nie jest zaskoczony, co?). 

Gracze wybierają kości z puli wyrzuconej na początku rundy i to na ich podstawie wykonują stosowne akcje - po wybraniu kostki możemy albo spróbować złapać jedną z ryb w jednej z 6 kolumn na planszy, albo pozwolić, żeby nasza przynęta dryfowała sobie z nurtem, co może pozwolić nam na lepsze efekty. Gdy ryba pochwyci przynętę, używamy najbardziej atrakcyjnego elementu gry, czyli ruchomego kołowrotka na planszetce gracza (również używamy do tego kości). Im wyżej punktowana ryba, tym trudniej ją złapać.

Gra kończy się, gdy któryś z graczy złowi siódmy okaz, przy czym punktujemy nie tylko za ryby same w sobie, ale za określone ich sety, czyli zestawy.


Losowość 

Trochę jej tu jest. Mamy wyraźne elementy "push your luck", czyli bez ryzyka nie ma chwały - jeśli komuś to przeszkadza, to niestety, trzeba liczyć się z tym, że nie jest to całkowicie sucha, w pełni policzalna rozgrywka, mimo że do dyspozycji graczy oddano parę mechanik, pozwalających na okiełznanie losowości. 

Przyznam jednak, że ze względu na tematykę ta losowość wydaje się całkowicie uzasadniona i nie przeszkadza: wiadomo, czasem możemy świetnie przygotować się do połowu i wrócić z pustą siecią. Nie bez powodu wędkarze twierdzą, że nie o zdobycz tu chodzi ;)

 


Skalowanie 

Skoro nie o zdobycz tu chodzi, spytacie, to co wędkarze cenią sobie w tym sporcie? Podobno chodzi o chwile samotności nad wodą, cisza, spokój, śpiew ptaków i to wyzwanie... Nic dziwnego, że twórcy zadbali o to, żeby w grze był również wariant solo (rozgrywany na drugiej stronie planszy). Wielki Połów w więcej osób również odpowiada realnej wyprawie - we dwoje jest super, w trzy osoby jakby trochę zbyt tłoczno, a czwórka to już cała ekipa. Dlaczego?

W pełnym gronie zabija downtime - i nie musimy nawet być typami myślicieli, skłonnymi do paraliżu decyzyjnego: po prostu każda kolejna osoba przy stole wywołuje większy chaos na planszy, występuje więcej zmiennych, ciężko zaplanować sobie coś długofalowo, musimy raczej dostosowywać się do zastanej sytuacji. A wiadomo, to wymaga analizy od nowa. Dlatego osobiście najbardziej przypadł mi do gustu wariant dwuosobowy, co akurat w naszym przypadku jest zaletą, nie wadą.

 

Wrażenia

Wielki Połów jest bardzo atrakcyjny wizualnie, choć szybko zauważamy, że bogactwo grafik jest tylko pozorne - mamy jedną ilustrację na gatunek, co z jednej strony pozwala na szybką identyfikację karty, z drugiej jednak pozostawia pewien niedosyt, bo można było dodać chociaż drobne różnicujące elementy. Na pewno jeszcze podniosłoby to atrakcyjność gry od strony wizualnej. 

Chociaż zasadniczo główny element rozgrywki to zarzucenie wędki i złapanie ryby, to jednak gra oferuje całkiem sporo opcji, które pozwalają nieco ujarzmić wspomnianą wyżej losowość i dają pole do eksperymentów. Mamy dodatkowe akcje z pola finezji, znaczniki impetu, akcje z kołowrotka i kamieni. Cała rozgrywka jest dość emocjonująca i bardzo przyjemna. 

Mam tylko jedno zastrzeżenie co do mechaniki - cele indywidualne. O ile uwielbiam ten element w wielu grach, o tyle tutaj nie sposób oprzeć się wrażeniu, że niektóre cele dają przewagę nad innymi, a nie ma tu miejsca na żadne manewry, bo cele są przypisane na stałe do planszetki. Być może dobieranie celów na kartach byłoby tu lepszym rozwiązaniem.

 


Podsumowując...

Nadal nie zagrałam z Tatą, który jest fanem gier logicznych, abstrakcyjnych i imprezowych (i Kolejki ;)). Okazało się, że mimo pozornie niewielkiej złożoności, nie jest to jednak gra totalnie entry-level; co prawda instrukcja na 30 (!!!) stron nie jest wcale tak skomplikowana, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka, to jest to raczej gra drugiego kroku, dla osób, które mają już pewne doświadczenie z różnymi średnio-lekkimi tytułami. 

I to do nich prawdopodobnie kierowana jest ta gra, bo osoby gustujące wyłącznie w złożonych rozgrywkach mogą nie zachwycić się tym tytułem. Jeśli jednak lubicie "ładne gry" i mechanikę set collection (ja lubię!), okraszoną elementami push your luck, to istnieje spora szansa, że odnajdziecie w sobie (nomen omen) żyłkę wędkarską.

 


Tytuł: Wielki Połów 

Autor: Brian Suhre 

Ilustracje: Darryl T. Jones 

Wydawnictwo: Rebel 

Liczba graczy: 1-4 

Czas gry: 40-90 minut (zależnie od liczby graczy)

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz