czwartek, 26 marca 2020

Córka Lasu - Juliet Marillier


Kojarzycie baśń Grimmów o braciach zaklętych w łabędzie, których odczarować mogła jedynie siostra? Jak to u braci G., żeby tradycji stało się zadość, bohaterowie musieli trochę pocierpieć i nie mam tu na myśli nawet samych zaklętych łabędziaków, ale ich siostrę, która musiała złożyć ślub milczenia i uszyć braciom koszule z pokrzywy, raniąc sobie przy tym ręce. Motyw rodzeństwa zaklętego w łabędzie pojawia się też w innych kulturach, choćby w mitach irlandzkich - jedną z bardziej znanych legend jest ta o dzieciach Lira, którym przydarzyło się coś mniej więcej podobnego. Juliet Marillier zaczerpnęła z obu tych źródeł i to z dobrym skutkiem - jej Córka Lasu to nie tylko retelling dobrze znanych historii, ale pełnoprawne, napisane z rozmachem fantasy: brutalne, pełne wyrazistych bohaterów, bardzo angażujące emocjonalnie... a jednocześnie nie tracące nic ze swej baśniowości. Choć nie jest to już baśń dla dzieci...


Sorcha, córka lorda Colluma z ukrytego wśród lasów Siedmiorzecza, ma sześciu starszych braci - mogłaby być legendarnym, potężnym siódmym synem siódmego syna, gdyby nie to, że jest dziewczynką, której lokalne zwyczaje przeznaczają dość szablonową rolę przyszłej żony, matki i gospodyni. Jako mała dziewczynka Sorcha wiodła jednak dość odmienne życie - biegała boso po lesie, wprawiając się na własnej skórze w sztuce ziołolecznictwa, by potem nieść pomoc okolicznym mieszkańcom.

Jednak taki stan beztroski nie mógł trwać wiecznie - w końcu dziewczynka zaczyna dostrzegać zmiany, które zachodzą w Siedmiorzeczu. Opętany wojennym szaleństwem ojciec, macocha z niepokojącym zwierciadłem, wreszcie torturowany w twierdzy chłopak - to wszystko odciśnie na Sorsze swoje piętno i zaprowadzi ją na ścieżkę, na której spotka czarowny, elfi lud i będzie musiała stawić czoła własnym słabościom, żeby uratować braci. Głód, chłód, samotność, przejmujący ból i upokorzenie, na które nie można się nawet poskarżyć - a w centrum tego wszystkiego mała dziewczynka, zdeterminowana, by ocalić braci przed efektami czarnej magii.

Córka Lasu pisana jest w narracji pierwszoosobowej, właśnie z perspektywy Sorchy. To przez jej obserwację poznajmy innych bohaterów - nakreślonych oszczędnie, a jednak mocno się od siebie różniących. Tak mocno, że często od razu wiadomo, co powiedział który brat, zanim wypowiedź zostanie podpisana - nie ma tu żadnej szablonowości, a przecież mogła być, bo kto by się bawił w tworzenie indywidualnego charakteru dla sześciu (!) braci, którzy przez większość czasu i tak są ptactwem wodnym? Styl jest bardzo dojrzały, jeszcze bardziej poetycki, a ze wszech miar - angażujący emocje czytelnika. Po prostu żyje się tym, o czym opowiada Sorcha, nie sposób pozostać obojętnym na to, co ją spotyka. Angażujące są też dylematy dotyczące konfliktów między ludem Erin, czyli Irlandii, a najeżdżającymi ją Brytami. No i... sami Brytowie!

Staram się uniknąć spoilerów, bo jednak zmiany w stosunku do baśniowego pierwowzoru mają tu kluczowy element zaskoczenia, więc uwierzcie mi tylko: Brytowie są całkiem ciekawi. A zwłaszcza jeden Bryt. Rudy. Związek (niekoniecznie dosłownie rozumiany) Rudego z Sorchą to coś prześlicznego, choć ma się ochotę czasem przywalić i jemu, i jej, ale nie da się ukryć, że to jedna z ciekawszych relacji międzyludzkich, na jakie trafiłam w fantastyce od dłuższego czasu.

Styl jest więc piękny, bohaterowie nieszablonowi, wydarzenia emocjonujące, relacje międzyludzkie - wszystko tu jest piękne i dopracowane. Ale czy to oznacza, że oto mamy książkę idealną? No cóż, niekoniecznie. Córka Lasu ma blisko 650 stron i w pewnym momencie traci rozpęd. Nie trwa to długo, ale spokojnie mogłaby być krótsza o 100-150 stron bez straty dla bohaterów czy samej historii. Ten rozpęd na szczęście łatwo odzyskać na zakończenie, więc książka nie zostawia nas z niesmakiem.

Jest to też, co ciekawe, pierwsza książka z wydawnictwa Papierowy Księżyc, do której nie można mieć większych zastrzeżeń. Niemożliwe? Musicie uwierzyć na słowo, albo najlepiej sami się przekonać - to nie jest to, do czego przyzwyczaiły nas dość niechlujne, dotychczasowe publikacje Papierowego Księżyca. Pokazuje to ogromne zaangażowanie ekipy odpowiedzialnej za cały proces wydawniczy. Dzięki nim Córka Lasu trafia w Wasze ręce w pełnej krasie - i całe szczęście, bo akurat ta historia zasługuje na staranne wydanie.

Uwaga: oficjalnie jest to pierwszy tom cyklu Siedmiorzecze. Ale niech nie zraża Was perspektywa kolejnego kolosalnego wieloksięgu - historia w Córce jest spójna i doprowadzona do końca. Zostawia parę niedopowiedzeń, które moim zdaniem dodają jej jeszcze uroku. Mimo zachwytu tą pozycją, nie wiem, czy będę sięgać po kolejne tomy, po prostu nie czuję takiej potrzeby... ale do zapoznania się z Córką Lasu zachęcam Was gorąco.




Tytuł: Córka lasu 
Autor: Juliet Marillier 
Tłumaczenie: Magdalena Grajcar, Ewelina Zarembska 
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc 
Liczba stron: 648




Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne książki z kategorii fantastyka na stronie księgarni :)


6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Och, Bryt to klasa sama w sobie, jak lubisz niebanalne romanse w fantastyce to koniecznie przeczytaj choćby przez wzgląd na tę relację <3

      Usuń
  2. Cześć, dawno cię tu nie było! <3 Jak piesio? Co do książki: czytałam baśnie braci Grimm, bo swego czasu miałam obsesję na punkcie tych oryginalnych, ale tej nie kojarzę. Mimo wszystko reteilingi są spoko i pewnie byłabym zainteresowana tą książką, ale ostatnio staram się omijać nowe serie, coby wreszcie zakończyć te milion rozpoczętych :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piesio dobrze, pewnie jakiś update zrobię, ale wiesz, w międzyczasie doczekałam się jeszcze córki, stąd zapaść blogowa :D Generalnie baśni Grimmów jest tyle, że do wszystkich ciężko dotrzeć (ja np. nie czytałam chyba nigdy, raczej kojarzyłam motyw kulturowy). Też bardzo lubię retellingi, ale ciężko o taki naprawdę dobry (czytaj - nie prostą młodzieżówkę...), to jest najlepsze co mnie w gatunku spotkało obok Kirke. No i ten plus, że to naprawdę zamknięta całość, nie obawiaj się nowej serii, ja na przykład nie planuję dalej czytać ;)

      Usuń
  3. Byłam oczarowana tą książką! Chociaż też nie wiem, czy będę czytać kolejne tomy. Tak właściwie to już praktycznie zamknięta historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja też nie wiem, czy będę sięgać po kolejne, choć Córka mnie zachwyciła. Nie wiem, czy ciągnięcie tej fabuły dalej wyjdzie jej na dobre przy tak dopracowanej, zamkniętej konstrukcji.

      Usuń