poniedziałek, 3 lutego 2020

Ostatni Bastion - Ghost Stories w odsłonie fantasy


Ostatni Bastion to gra nowa i nienowa - jest to reimplementacja Ghost Stories, kooperacji, w której walczyliśmy z nawiedzającymi wioskę demonami. Niestety, w Ghosty nigdy nie miałam okazji zagrać - choć nie powiem, żeby brakowało mi do tego chęci. Dlatego tym bardziej ucieszyłam się, gdy weszła nowa odsłona tego sprawdzonego już tytułu - ale też z tego samego powodu nie będę mogła powiedzieć Wam o różnicach mechanicznych, jeśli jakieś wystąpiły. Potraktowałam Ostatni Bastion jako prawdziwą nowość.


Co w pudełku?


Rebel nie wydaje gier kiepskich jakościowo i powtórzę to również w przypadku Ostatniego Bastionu. Kafle bastionu są świetnie zilustrowane, podobnie jak planszetki gracza; figurki bohaterów i ekwipunku mają jak dla mnie satysfakcjonującą jakość i ilość detali (nie maluję figurek, więc z tej perspektywy nie oceniam). Na pewno pod tym względem jest to pewien krok naprzód w stosunku do leciwego Ghost Stories. 


To wszystko sprawia, że Ostatni Bastion jest grą... imponującą wizualnie. Czemu nie piękną? No cóż, same karty hord, na których w dużej mierze bazuje rozgrywka, zachwycają mnie już mniej - ale jest to kwestia gustu, po prostu tutaj wybitnie jest to "nie moja kreska". 

Jak to działa?


W Ostatnim Bastionie wcielamy się w role bohaterów, którzy ukradli złej królowej skarb i teraz muszą stawić czoła konsekwencjom - to znaczy hordom jej sługusów, którzy oblegają tytułowy bastion. Jak na kooperację przystało, wszyscy gracze mają jeden cel: jeśli wygramy, to wspólnie, jeśli przegramy, to wszyscy. Oznacza to, że możemy w tę grę zagrać nawet solo, możemy też we dwójkę kontrolować 4 bohaterów - jest tu pewna elastyczność. 

Każdy bohater ma jakąś unikatową umiejętność oraz figurkę, którą będziemy przemieszczać się po 9 kaflach, tworzących bastion (planszę). Każdy kafel ma jakąś określoną umiejkę, z której możemy skorzystać w swoim ruchu: jest to jedna z dostępnych akcji, obok ruchu na sąsiednie pole lub ataku na wroga (w każdej turze gracz wykonuje 2 z 3 możliwych akcji). 



Ale zanim zaczniemy wykonywać swój ruch, musimy zobaczyć, co tam dzieje się pod murami bastionu. Na początku każdej tury do gry wchodzi nowa karta hordy, po czym rozpatrujemy wszystkie już znajdujące się na planszetce gracza - jedne mają efekt na wejściu, inne stały, jeszcze inne przy "zejściu". Wszystkie mają jedną cechę wspólną - robią krzywdę graczom ;) Dopiero po rozpatrzeniu kart gracz wykonuje swój ruch.

No i cóż - wygrywamy, gdy pokonamy ostatniego bosa. Czasem samo dojście do niego i nie poddanie twierdzy wcześniej to już sukces ;) Przegrywamy za to na 3 sposoby - gdy wszyscy bohaterowie zostaną wyeliminowani z gry, gdy na 3 płytkach pojawi się symbol czaszki, albo gdy wyczerpią się karty hordy.

3 takie czarne paskudztwa na planszy i leżymy ;)



Wrażenia


Ostatni Bastion to kwintesencja kooperacji: wymaga zaangażowania wszystkich uczestników (nie tylko w czasie ich tury!), wspólnych dyskusji, planowania do przodu. Ale żeby grało się dobrze, wymaga też podobnej znajomości gry i jej możliwości. Jeśli siądziemy z kimś, kto nie jest do końca skupiony na grze (ewentualnie - nie skupiał się na tłumaczeniu zasad), albo gdy połączymy przytłoczonych mnogością opcji nowicjuszy ze starymi wyjadaczami, to okaże się, że Ostatni Bastion jest niezwykle podatny na tzw. syndrom gracza alfa. 



Z drugiej strony, jeśli zbierzemy sensowną ekipę, a przynajmniej znajdziemy sobie jednego równie zaangażowanego gracza, to Ostatni Bastion odpłaca się za włożony trud niesamowitą satysfakcją z każdej zaplanowanej akcji, która akurat zadziała. Samemu niewiele się zdziała, jeśli pojawią się silne karty, ale jeśli możemy liczyć na pozostałych graczy, którzy przygotują nam grunt do walki, to Ostatni Bastion może i da się obronić.

Pewnym minusem są słabo zbalansowane karty bohaterów - niektóre umiejętności są dużo mocniejsze niż inne, więc na określonych zestawach gra się łatwiej. Mamy tu zdolności zależne od losu albo przydatne tylko przy określonych okazjach (przerzucanie kości, ruch o więcej pól), zestawione z konkretnymi, silnymi zdolnościami (usuwanie czaszek, więcej ruchów w turze). Teoretycznie można kombinować i każdorazowo losować bohaterów, ale jest tu taka sama sytuacja, jaką miałam w Pandemii - po co kombinować, skoro coś działa?

I teraz dochodzimy do sedna: nie wygrałam w tę grę ani razu. Zwlekałam z pisaniem recenzji, chcąc w końcu spojrzeć na rozgrywkę z perspektywy zwycięzcy, a nie przegranego. Niestety, nie udało się, co absolutnie nie znaczy, że gra mi się nie podobała. Wręcz przeciwnie, każda kolejna porażka o włos - o jedną niefortunnie dobraną kartę - skłania do tego, by zresetować grę i spróbować jeszcze raz (zwłaszcza że czasem przegrana następuje bardzo szybko ;)). 



Ale też większość partii rozegrałam w 2 osoby, po 1 bohaterze na osobę - w 4 osoby (lub przynajmniej w 2 graczy obsługujących po 2 bohaterów) jest zauważalnie łatwiej, bo nie obrywamy od "neutrali" i mamy więcej akcji, więc możemy się lepiej przygotować, nawet jeśli po drodze wejdzie więcej kart. Kolejne przegrane mogą z czasem zirytować, bo jednak przeważnie uzależnione są nie od błędów graczy, a od parszywego losu, ale opcji na planowanie jest tyle, że powtórzę - jest to satysfakcjonujące samo w sobie. Jest to jeden z lepszych "koopów" w jakie grałam - ubolewam jedynie, że nie jest to typ gry, do którego miałabym stałą ekipę.


Plusy:
+ piękne wykonanie
+ dynamiczna rozgrywka 
+ daje szerokie możliwości planowania
+ wymagająca (więc szybko się nie nudzi)

Minusy:
- losowość potrafi dać w kość
- niektóre umiejętności bohaterów są wyraźnie lepsze niż inne
- wymaga graczy o podobnym poziomie zaawansowania i zaangażowania - podatna na syndrom gracza alfa



Tytuł: Ostatni Bastion
Autor: Antoine Bauza
Ilustracje: Pierô
Wydawnictwo: Rebel
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: 45-60 minut (a czasem 20 i przegrana ;))





2 komentarze:

  1. U nas stosunek wygranych do przegranych to było ok. 1 do 3. Ale graliśmy w 4 osoby. Albo jesteście słabi, albo faktycznie na 2 bohaterów lepiej nie siadać ;)

    OdpowiedzUsuń