poniedziałek, 16 grudnia 2019

Zakon Drzewa Pomarańczy - Samantha Shannon (cz. 1)


Zakon Drzewa Pomarańczy kusi już tytułem, a zerknięcie na tył książki składa kolejne obietnice. Ach, jakże pięknie miało być: smoki, zachęcająca okładka z niebieskim smoczydłem, smoki, powieść z ogromnym rozmachem, smoki, ciekawe bohaterki... i smoki ;) Niestety, z tego wszystkiego ostały się tylko smoki - a książka okazała się tak nijaka, że nie bardzo wiem, co o niej napisać. Od razu zaznaczam, że miałam do czynienia wyłącznie z tomem pierwszym, więc to jego dotyczą moje wrażenia.



Bohaterów mamy tu na pęczki: Królowa, której zadaniem jest urodzić córkę, by przedłużyć ród i uchronić swoje królowiectwo przed zgubą ze smoczych szponów. Dama dworu, a tak naprawdę tajna agentka, która używa zakazanej magii, by chronić królową przed smokami. Dziedzic szlachetnego rodu, którego lokalny odpowiednik Varysa z Gry o Tron wysłał na pewną śmierć, by pozbyć się go z drogi. I druga strona morza: dziewczyna, która gotowa jest poświęcić dosłownie wszystko, by zostać smoczym jeźdźcem. Nieudany naukowiec, opętany żądzą stworzenia eliksiru nieśmiertelności (tu zataczamy koło, bo pierwotnie zamówiła go królowa pierwszego zdania tego akapitu, żeby nie musieć rodzić wspomnianej córki).

Niestety, wszyscy wydają się odrysowani od szablonu; na pozór mają swoje unikalne pasje i problemy, a jednak wszyscy mówią i zachowują się niemalże tak samo, nie czuje się różnicy między królową a wojowniczką. Co gorsza, żadna z postaci nie zdołała zaskarbić sobie mojej sympatii, a jeśli już miałam przebłyski, że ktoś jest nawet fajny, to szybko mi przechodziło. Bohaterowie są tak pozbawieni wyrazu, że dzień po zakończeniu lektury zapomniałam o istnieniu jednego z nich (sic!), opowiadając przyjaciółce o tej książce, a tydzień później pamiętałam już tylko 2 imiona...

Jakby tego było mało, potwornie ciężko było mi wciągnąć się w tę powieść - akcja rozwija się nieśpiesznie, tempo jest nierówne, podobnie jak nacisk na poszczególne elementy opisów, który autorka kładzie jakby nie na to, na co powinna (czekacie, aż bohater ruszy w podróż, żeby obejrzeć jego oczyma te wspaniałe krainy? Zapomnijcie, podróż zajmie 2 strony, za to za chwilę dostaniecie 3-stronicowy dialog o... niczym). Do tego jakaś niewydarzona stylizacja w skądinąd przyjemnym tłumaczeniu, która kazała tłumaczowi mieszać archaizmy z na wskroś współczesnym językiem, dzięki czemu dostajemy potworki typu "był mu krewny kupę forsy" - no, serio?

Czy są jakieś plusy? Ano, oczywiście, są: ogólny pomysł i potencjał (który był, a potem go przejechało). Smoki są świetne, tak jak pomysł na świat, jego legendarium, ustrój, religie - to wszystko są małe perełki. Nawet wszechobecny feminizm nie razi, choć czasem wytarte, oderwane od wszystkiego frazesy w narracji (nie dialogach!) - typu "Żadna kobieta nie powinna czuć się nie dość dobra!" - dają się we znaki. Uroku dodaje też fakt, że autorka stopniowo odsłania kolejne karty i np. wiedza o tytułowym Zakonie i jego wierzeniach jest nam dawkowana po kropelce, a na koniec i tak czytający wie jedynie, że nic nie wie. Niestety, choć powinno to zbudować napięcie i przykuć czytelnika do książki, lektura kolejnego tomu w ogóle mnie nie kusi. Jest mi tak totalnie wszystko jedno, co się stanie z tym światem, że nie poświęcę czasu na lekturę kolejnej cegły, "wiszą" mi też bohaterowie - co jest akurat trochę przykre, bo jednak spędziliśmy ze sobą ponad 500 stron...

...No właśnie. Ponad 500 stron, co najmniej 4 linie fabularne, kilku głównych bohaterów - a człowiek ma wrażenie, że akcja nie raczyła się nawet zacząć, do nikogo się nie przywiązał i w sumie to cieszy się, że wreszcie nadszedł ostatni rozdział. Dlatego nie mogę polecić tej książki z czystym sumieniem, bo totalnie nie trafiła w mój gust... choć jednocześnie wiem, skąd wzięła się dobra ocena książki - rozumiem całkowicie, że powieść może przypaść do gustu, zwłaszcza jeśli ktoś lubi "kobiecą" fantastykę.



Tytuł: Zakon Drzewa Pomarańczy 
Autor: Samantha Shannon 
Tłumaczenie: Maciej Pawlak 
Wydawnictwo: Sine Qua Non 





Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne książki z kategorii fantastyka na stronie księgarni :)



6 komentarzy:

  1. Ha, wreszcie ktoś, kto też widzi, że to jest młodzieżówka! Stoczyłam ostatnio o to bitwę na fejsie, bo wszyscy się upierali, że to "normalne" fantasy. Ja czytałam jeszcze w oryginale, teraz zażyczyłam sobie na gwiazdkę wersję PL, śliczna jest :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka piękna i są smoki - chcę mimo to dać jej szansę, mimo iż ostudziłaś nieco moje chęci tą recenzją :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się trochę martwiłam, gdy nie udało mi się zdobyć tej książki za ISBN-y.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekałam na jakąś "normalną" recenzję tych "pomarańczy..." i cóż... Smoki to za mało. ;) :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę, słyszałam takie skrajne opinie na temat tej powieści, że sama już nie wiem, co sądzić. Z jednej strony jestem ciekawa, a z drugiej obawiam się, że się na niej przejadę.

    OdpowiedzUsuń
  6. I zapewne w moim guście nie byłaby to książka...

    OdpowiedzUsuń