wtorek, 10 września 2019

Zbrodnia po irlandzku - Aleksandra Rumin


Zbrodnia po irlandzku ujęła mnie swoją okładką - ten zaskoczony leprechaun i sfrustrowane owce były tak na wskroś irlandzkie i pozytywne, że stwierdziłam, że może warto zaryzykować. Mimo że na co dzień kryminałów nie czytam, a już "humorystycznego kryminału" to chyba w życiu nie miałam w rękach. No cóż... raz kozie śmierć. Albo owcy. Albo, jak w przypadku powieści Aleksandry Rumin, każdemu, kto wyprawi się na wycieczkę objazdową po Szmaragdowej Wyspie.


Kiedy Tomasz Waciak wyrusza jako pilot z wycieczką z ramienia biura podróży "Hej Wakacje", spodziewa się wszystkiego co najgorsze, ale jest gorzej: pogoda jest irlandzka, jedzenie jest irlandzkie, zatrucia pokarmowe za to na miarę klątwy faraona. Co więcej, Tomek jest (prawie) niepijącym alkoholikiem, a stolica whiskey i guinnessa to nie byle co. Jakby tego było mało, ekipa wytypowana na wycieczkę w ramach losowania darmowych voucherów (bo nikt normalny do Irlandii na wakacje nie jedzie) składa się z samych indywiduów, od bezmózgich mięśniaków, przez wytapetowane blondi aż po starą Baronową Raszplę z jej podłym charakterem. No i trup się ściele, co podobno wcale na wycieczkach objazdowych takie dziwne nie jest, ale naszemu bohaterowi mało poprawia humor, bo jedne zwłoki to jeszcze, ale drugie i trzecie?! Na jednej wycieczce?!

Zbrodnia po irlandzku to satyra na Polaków za granicą - ktoś zburzył niechcący wiekowy zabytek? Pewnie Seba z Karyną. W wiadomościach widać staruszkę demolującą klomby w ogrodzie? A, to akurat nasza Baronowa Raszpla. Nagły pożar w rezerwacie? Pewnie Polacy, ale w sumie szybko uciekali i jeszcze ich nie złapano, więc nie wiadomo. Do tego nie ma się co produkować po angielsku w hotelu, bo obsługa to najpewniej i tak polscy imigranci. Wizja smutna - to taki śmiech przez łzy - ale wiem z autopsji, że coś w tym jest, niestety.

Drugim źródłem humoru są przepychanki słowne bohaterów i tu niestety mam ogromny zarzut, bo choć postacie są zupełnie do siebie niepodobne i pochodzą z różnych grup społecznych, to rzucają tekstami w tym samym stylu, co jest sztuczne i sprawia wrażenie strasznie wymuszonego. Być może to przerysowanie było celowe, ale szkoda, że bohaterowie nie mają jednak jakichś charakterystycznych sposobów wypowiedzi, żeby ich trochę zindywidualizować.

Zbrodnia po irlandzku to jakby dwie książki w jednej. Bo w pewnym momencie, gdzieś w 2/3 powieści, kranik z humorem, z którego dotąd płynął wartki strumyk, zostaje nam przez autorkę zakręcony. Ot tak, nagle. I dowiadujemy się tego, czego nie wie Tomek - czy kolejne zgony na Szmaragdowej Wyspie to aby na pewno dzieło przypadku. Rozwiązanie jest naprawdę niezłe i rzuca fajne światło na cały opis wyprawy... Nie przeszkadza nawet to, że wybitnie przypomina puentę jednego ze sztandarowych dzieł królowej kryminału, Christie.

Zarówno humorystyczna połowa książki, jak i poważne rozwiązanie tajemnicy morderstw, rozpatrywane osobno są całkiem niezłe. Sęk w tym, że te dwie części nie do końca się ze sobą zgrywają. Ba, w ogóle! Zabrakło mi tu złotego środka - może gdyby zrezygnować choć częściowo z tego wymuszonego humoru w pierwszej połowie i przerysowanych dialogów, nie miałabym wrażenia, że nagle zaczynam czytać inną książkę? 

Ten dysonans jest nieco irytujący, ale w ogólnym rozrachunku Zbrodnia po irlandzku dała mi to, czego się po niej spodziewałam: lekką, niewymagającą rozrywkę i parę uśmiechów to tu, to tam. Idealny tytuł na pożegnanie wakacji albo na ponure jesienne wieczory (to nawet lepiej - poczujecie się jak w Irlandii! ;))




Tytuł: Zbrodnia po irlandzku 
Autor: Aleksandra Rumin 
Wydawnictwo: Initium 
Liczba stron: 304






Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:


 Tania Książka
Sprawdźcie też inne polecane na stronie księgarni :)

4 komentarze:

  1. Okładka też przykuła moją uwagę, ale czytałam kilka recenzji i trochę mam wrażenie, że autorka popłynęła z tym przerysowaniem, bo wrzuciła wszystkich do jednego "worka".

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie dostałam ją na imieniny :) Zażyczyłam sobie właśnie przez okładkę. W życiu nie byłam w Irlandii, ale uwielbiam ich mitologię i jakiś taki sentyment mam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mitologię też lubię, a Irlandię polecam choćby turystycznie, jak się chce odpocząć od ciepłych krajów ;) Wbrew pozorom mają dużo pięknych miejsc ;)

      Usuń