wtorek, 4 czerwca 2019

Krew Świętego - Sebastien De Castell, Wielkie Płaszcze #3


Ależ ja się naczekałam na kolejny tom Wielkich Płaszczy! Co prawda po drugim tomie mój entuzjazm względem serii nieco opadł, ale mimo to nie mogłam się doczekać kolejnej części. Jednym z najbardziej intrygujących i jednocześnie najbardziej tajemniczych elementów Tristii jest jej system religijny - Bogów i Świętych. De Castell rzucał co jakiś czas pewne wskazówki dotyczące wiary w świecie Wielkich Płaszczy, ale tak naprawdę więcej było tu niewiadomych: kim tak naprawdę byli Święci? Jak się zostaje Świętym? Skąd brała się trawiąca ich gorączka? I czy Bogowie faktycznie istnieją? Krew Świętego wreszcie przynosi nam więcej szczegółów w tej kwestii.


Falcio, Kest i Brasti stają przed nowym wyzwaniem: jakiś szaleniec, czy raczej grupa szaleńców, morduje Świętych. Ich ciała pokryte są licznymi nacięciami, a na twarzach mają przerażające, żelazne maski. Towarzyszy temu wzmożona aktywność Inkwizytorów, których Falcio za bardzo nie lubi (czy Falcio w ogóle lubi kogokolwiek z bronią, poza Płaszczami?), oraz kapłanów, których nie lubi chyba nikt. Nagle okazuje się, że utrzymanie na tronie czternastoletniej Aline to tylko jeden problem, być może wcale nie największy z perspektywy kraju...

Nacisk na religijne klimaty sprawia, że De Castell wchodzi na mocno metafizyczne, duchowe/uduchowione poziomy, przez co trzeba sobie przewartościować pewne schematy, do których przyzwyczaił nas autor. Pojedynki przestają oznaczać tylko walkę na ubitej ziemi, a śmierć jest bardziej umowna, niż mogłoby się wydawać. Dużo ważniejsze stają się uczucia i relacje między bohaterami, szczególnie zaś emocje iskrzące pomiędzy Falciem i Ethalią. Chwilami robiło się zbyt abstrakcyjnie jak na mój gust, albo po prostu nie mogłam ogarnąć wizji autora, ale nie da się ukryć, że jest to pewien powiew świeżości.

Jeśli Cień Rycerza kosztował kogoś tyle samo nerwów co mnie, to śpieszę donieść, że tym razem De Castell trochę przystopował ze swoim pastwieniem się nad bohaterami. Generalnie większość moich zarzutów, dotyczących przede wszystkim absurdalnego, psychopatycznego okrucieństwa autora oraz nagłych "objawień" u Falcia, który rozwiązywał zagadki bez żadnych poszlak, szczęśliwie nie mają zastosowania w przypadku tomu trzeciego. Czyli, drodzy Państwo, nie jest źle.

Ale super też nie jest i to nawet nie z winy De Castella (chociaż nie ukrywam, że fajnie by było, jakby przez pierwsze dwieście stron też się coś działo). Bardzo ciężko było mi się wciągnąć w narrację, a stylowi brakowało lekkości poprzednich tomów. Sprawa się wyjaśniła, gdy trafiłam na "twardy cukierek", który zapalił mi natychmiast lampkę ostrzegawczą w głowie - wszak każdy wielbiciel Wielkich Płaszczy pamięta, że mieli oni lukrecje. Twarde lukrecje - taki narkotyk. Nie "cukierki". Szybki rzut oka na stronę redakcyjną wyjaśnił najbardziej prawdopodobne źródło niezgrabności: nowego tłumacza. De Castell ma specyficzny styl i nie każdy poradzi sobie z przekładem - autor tłumaczenia Krwi Świętego wybitnie nie podołał. No cóż... decyzja wydawcy. Szkoda że tym razem na niekorzyść serii i czytelnika.

Dodajmy do tego wyjątkowo niechlujne wydanie - narracja (pierwszoosobowa, przypominam) co chwilę zlewa się z dialogami, tak że nie sposób się domyślić, czy to jeszcze mówi bohater, czy czytamy już komentarz Falcia. W środku dialogu potrafi się pojawić dwuwersowa dziura, sugerująca zmianę miejsca/czasu akcji. Do tego mnóstwo kalk językowych. Wszystko to powinna wyłapać korekta - a podpisały się tu pod nią aż trzy osoby. No, drogie wydawnictwo Insignis - nie tędy droga! Mam nadzieję, że przy czwartym tomie ekipa wydawnicza postara się nieco bardziej... bo że po tę książkę sięgnę, to nie uchodzi wątpliwości. To nadal jedna z ciekawszych serii, jakie wyszły w ostatnich czasach.



Tytuł: Krew Świętego
Cykl: Wielkie Płaszcze #3 (tom 1, tom 2)
Autor: Sebastien De Castell
Wydawnictwo: Insignis 
Liczba stron: 602





Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne nowości na stronie księgarni :)

2 komentarze:

  1. To już trzeci tom, a ja jeszcze pierwszego nie zaczęłam, boże. Co do tłumaczenia - strasznie idiotyczny zabieg, żeby w połowie serii zmieniać tłumacza... o błędach już się nie wypowiem, chociaż moje często ciulowo skonwertowane ebooki mnie do tego przyzwyczaiły. Ale papierowe książki powinny być idealne! Pozdrawiam cieplutko :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta seria jeszcze przede mną, dobrze wiedzieć, że ta część rozbudowuje świat przedstawiony.

    OdpowiedzUsuń