sobota, 23 marca 2019

Ogień i Krew, część II - albo "Męki w Westeros"


Kolejna odsłona przygód z Ogniem i Krwią: pierwszy tom szedł mi jak po grudzie, ale teraz podchodziłam nieco bardziej optymistycznie, bo ostatecznie uznałam, że moje rozczarowanie było spowodowane niewłaściwymi oczekiwaniami - chciałam "Pieśni Lodu i Ognia parę wieków wcześniej", a dostałam "sfabularyzowane notatki G.R.R. Martina", ubrane w otoczkę kroniki. Cóż, myślałam, że najgorsze już za mną, bo przecież ostatecznie przyzwyczaiłam się do specyficznej narracji, ale... niestety.


Drugi tom Ognia i Krwi to jedna z tych kontynuacji (a w zasadzie nie kontynuacji, bo to jedna powieść, którą rozbito na dwie książki z powodów wydawniczych), o których ciężko mi cokolwiek napisać, nie powtarzając się. Szczególnie że w tym przypadku ciężko zdradzić coś więcej o fabule; wracamy do Westeros, które stoi w ogniu - w przenośni, ale i dosłownie, bo oto rozpoczął się Taniec Smoków - ale ze względu na szczątkową narrację zdradzenie jakichkolwiek bliższych informacji graniczyłoby ze spojlerowaniem.

Ogień i Krew to historia o tym, jak kolejne pokolenia Targaryenów próbują się powybijać, w czym ochoczo pomagają im inne rody Westeros. Pojawia się parę mrugnięć okiem i bezpośrednich nawiązań do historii znanej z Pieśni Lodu i Ognia - nic co wywraca spojrzenie na świat do góry nogami, ale parę informacji rzuca na znane nam wydarzenia nowe światło. A poza tym... no cóż, jest tu wszystko to, co w tomie pierwszym, tylko jakby bardziej: styl jest jakby bardziej kronikarski i oszczędny, krew się leje mocniej, trup się ściele gęściej, a ja cierpię jeszcze gorzej.

Bo Ogień i Krew jest dla mnie męczący. Doceniam to, jak szczegółowo Martin zaplanował poszczególne intrygi i jak ciekawy, wyrazisty świat się dzięki temu wyłania. Niestety, widać, że "kronikarski" styl jest tu ewidentnie pójściem po linii najmniejszego oporu. Gdyby zrobić z tego pełnowartościową powieść na miarę Gry o Tron, to trzeba byłoby napisać pewnie z pięć tomów, a jak wszyscy fani musieli już zauważyć, to Martinowi akurat ostatnimi czasy średnio idzie. Nie mogłam więc oprzeć się wrażeniu, że po prostu było mu łatwiej zebrać wszystkie spisane w podpunktach notatki, dodać parę kwiecistych scenek i "historii alternatywnych", które pojawiają się, gdy narrator zasięga innego źródła, i tyle. Można wydawać. Można zarabiać.

Przy recenzji pierwszego tomu napisałam, że bez mrugnięcia okiem oddałabym tę książkę za kolejny tom Pieśni Lodu i Ognia. Podtrzymuję to stwierdzenie i tym bardziej jest mi przykro, że "para" idzie u Martina w takie odcinanie kuponów, a nie w zakończenie tego, co przecież tak ładnie się rozwijało. Czy polecam Ogień i Krew? Obiektywnie - nie, a na pewno nie komuś, dla kogo te dwa tomy miałyby być pierwszym kontaktem z Martinem i jego światem. Fani serii muszą zadecydować sami, ale uczciwie ostrzegam, że to spotkanie może być bardzo, ale to bardzo rozczarowujące.

 
Tytuł: Ogień i Krew. Część 2
Cykl: Historia Targaryenów (tom 1 tutaj)
Autor: George R.R. Martin 
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Liczba stron: 518





Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne bestsellery na stronie księgarni :)


2 komentarze:

  1. Jeżu Iglasty, aż tak źle jest? Nie będę się zatem tego czepiać. No i osobiście zastanawiam się jak to z Martinem jest - zdąży przed śmiercią dokończyć cykl, czy będzie się dalej tak rozmieniał na drobne i nic z tego nie wyniknie. To zaczyna się robić dość żenujące moim zdaniem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, jakżeż zgadzam się z tytułem tej recenzji! Choć dodanie trzeciej perspektywy (kronikarza) nieco łagodzi ból, ale to i tak książka tylko dla zagorzałych fanów.

    OdpowiedzUsuń