poniedziałek, 25 marca 2019

Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow


Morrigan Crow jest przeklęta. Przynosi pecha - sobie i innym. Sprowadza na ludzi burze, powodzie, śmierć i przypalenie obiadu. Ku uldze społeczności, w której żyje, ma jednak umrzeć w swoje jedenaste urodziny - jak wszystkie przeklęte dzieci, chwała Bogu. Sęk w tym, że Morrigan... nie umiera. Zamiast tego rusza do najbardziej pokręconego miejsca, jakie potraficie sobie wyobrazić:  przed Wami Nevermoor!


Zabiera ją tam pewien rudowłosy dżentelmen, Jupiter North. Ma dość specyficzne podejście do pojęcia opieki, więc Morrigan poznaje świat, ucząc się na własnych błędach. A ma co poznawać, bo Nevermoor jest fascynujący - zasila go niezwykła moc tajemniczego wunderu, a zamieszkany jest przez niezwykłe stworzenia. Magnifikot, tak wielki, że możesz jeździć na jego grzbiecie? Jest. Karzeł wampirzy? Też (a może to jednak wampir karłowaty?). Żywe cienie? Ależ proszę bardzo!

Ale Jupiter uratował Morrigan nie tylko z dobrego serca albo po to, by pokazać jej magię Nevermooru. Ma dla niej konkretną ofertę: dziewczynka może przystąpić do tajemniczego Towarzystwa Wunderowego. Musi tylko przejść cztery próby, a na końcu ostatniej z nich wykazać się niezwykłym talentem. Sęk w tym, że sama Morrigan nie sądzi, żeby takowy posiadała, ale alternatywą jest powrót do świata, w którym nic poza śmiercią na nią czeka...

Wykreowany przez australijską pisarkę świat jest barwny i absurdalny - osobiście kupuję go bez zastrzeżeń, bo od pierwszych scen zaraził mnie swoją pozytywną energią i kolorytem. Równie dobrze wypadają bohaterowie - włącznie z samą Morrigan. Jej podejście do życia, (auto)ironiczne komentarze i determinacja - która mogłaby zadziwiać u jedenastolatki, gdyby nie była to jedenastolatka z datą śmierci wyznaczoną w dniu narodzin - tworzą fascynującą mieszankę, dzięki której "Morysię" naprawdę da się lubić.

Pamiętam, jak opisałam swoje wrażenia zaraz po lekturze: Nevermoor to skrzyżowanie Harry'ego Pottera, sandersonowego Alcatraza oraz... Akademii Pana Kleksa. Podobieństwa fabularne z pierwszym tytułem narzucają się same w sobie; ponadto Morrigan, dokładnie tak jak Harry i Alcatraz, zostają rzuceni "na głęboką wodę" do świata, o którym nic nie wiedzą, a powinni. Dodatkowo, podobnie jak Alcatraz, Morrigan ma dar do "psucia" różnych rzeczy, a przynajmniej tak myślą wszyscy - włącznie z nią samą. Dodajcie do tej mieszanki jeszcze absurd Akademii, radosny, nielogiczny i kolorowy niczym karuzela na jarmarku, i... no cóż, otrzymacie Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow.

Co ciekawe, jak na ogólne wrażenie, że "to wszystko już gdzieś było", Nevermoor naprawdę się broni, prawdopodobnie dlatego, że Jessica Townsend dodała do tego świata wystarczająco dużo własnych pomysłów, żeby zatrzymać człowieka na miejscu i nie odrzucić go powtarzalnością. Ba, zaryzykuję stwierdzenie, że to jedna z ciekawszych i przyjemniejszych młodzieżówek adresowanych do młodszych czytelników, jakie czytałam w ostatnich latach! Z niecierpliwością czekam na kontynuację...


Tytuł: Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow 
Autor: Jessica Townsend 
Cykl: Nevermoor #1 
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 432





Książkę do recenzji dostarczył 
serwis Jakkupowac.pl - dziękuję!
  Jakkupowac.pl

8 komentarzy:

  1. Fajnie, że pomimo schematów książka posiada swoje własne atuty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, a powiem Ci, że w pewnym momencie trochę się bałam, czy nie będzie to zbyt wtórne :)

      Usuń
  2. Nie wiem cze jest sens porównywać do Harry'ego, bo to nie jedyna książka, gdzie bohater zostaje rzucony na głęboką wodę i jakoś nigdy nie kojarzyło mi się to z Potterem. Mam ją na swojej liście, jak Alcatraza <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam, że w przypadku Pottera chodzi o podobieństwa fabularne. Może i w wielu książkach bohater jest wrzucany na głęboką wodę, ale nie w każdej wychowuje go rodzina, która go nie lubi, i nie w każdej dowiaduje się o swojej przynależności do magicznego świata (i o jego istnieniu) akurat w dniu 11 urodzin... Przykłady można mnożyć :)

      Usuń
  3. Fajnie, że Ci się spodobała, bo czuję się trochę odpowiedzialna... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie ;) Przed Twoim tekstem krążyłam wokół tej książki i nijak nie mogłam się zdecydować, a jak widać warto było ;)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń