czwartek, 21 lutego 2019

Ostatnie Królestwo. Wojny Wikingów, t. 1 - Bernard Cornwell


Wikingowie nigdy nie byli w czołówce moich zainteresowań, co może dziwić o tyle, że bardzo sobie cenię mitologię nordycką. Obejrzany jakiś czas temu serial o wiadomym tytule tylko umocnił mnie w przekonaniu, że co jak co, ale dawne ludy północy to totalnie nie moje klimaty. Skąd więc dziś recenzja Ostatniego Królestwa, czyli pierwszego tomu Wojen Wikingów Cornwella? Jak to ostatnio u mnie bywa, jest to wynik spontanicznej czytelniczej decyzji. Tym razem, uwaga, całkiem udanej!


Okej, przyznam szczerze: nie był to wybór dokonany całkiem w ciemno. Z Cornwellem znamy się już od dawna - czytałam jego trylogię arturiańską jeszcze zanim doczekała się tych wszystkich ślicznych, nowych wznowień. Jeśli ktoś również spotkał się już z prozą tego pana, bez wątpienia zauważy podobieństwa między Zimowym monarchą a Ostatnim królestwem: podobna jest narracja (pierwszoosobowa, przedstawiona z perspektywy czasu), na swój sposób podobny jest też sam narrator, niepokorny wojownik i wątpiący chrześcijanin... ale przede wszystkim mamy tu dokładnie ten sam rozmach w opisywaniu historii.

Autor bierze skromne fakty historyczne z czasów, kiedy Duńczycy podbijali tereny dzisiejszej Wielkiej Brytanii, i na tej kanwie snuje historię Uhtreda z Bebbanburga - dziedzica brytyjskiej posiadłości, który trafia w niewolę i zostaje usynowiony przez wikinga Ragnara (uwaga, nie ten Ragnar z serialu - trochę szkoda). Chłopak dorasta, rozdarty między dwiema kulturami, świadom, że jego przeznaczeniem jest odzyskać kiedyś ojcowiznę. Nie będzie to łatwe, bo będzie musiał zwrócić się przeciw pobratymcom - albo tym z krwi, albo tym z wyboru.

Spokojna narracja obfituje w lejącą się krew i odrąbane kończyny, a wątpliwy aromat stojącego na bakier z higieną średniowiecza jest niemal wyczuwalny. I dobrze, bo właśnie o takich brudnych, brutalnych czasach pisze Cornwell, bez zbędnych upiększeń, za to z prawdziwym talentem. Niecałe pięćset stron pochłonęłam w dwa popołudnia - wikingowie czy nie, to naprawdę dobry kawałek quasi-historycznej literatury, który wciąga i nie chce pozwolić czytelnikowi na powrót do XXI wieku. Polubiłam Uhtreda, mimo że jego życiowym celem było wyprucie komuś flaków w murze tarcz, polubiłam bohaterów, którzy na krótko pojawiają się w jego życiu. I wiecie co? Nie mogę doczekać się kontynuacji...



Tytuł: Ostatnie królestwo
Cykl: Wojny Wikingów, t. 1
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 488




Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne nowości na stronie księgarni :)

9 komentarzy:

  1. Chciałam przeczytać ale po przeczytaniu " w lejącą się krew i odrąbane kończyny, " zaczełam mieć wątpliwości

    OdpowiedzUsuń
  2. Następna kusicielka. ;)
    Tylko ja akurat Wikingów lubię i od razu planowałam czytanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, już do drzwi puka drugi tom, więc musisz szybciej sięgnąć :)

      Usuń
  3. "Spokojna narracja obfituje w lejącą się krew i odrąbane kończyny, a wątpliwy aromat stojącego na bakier z higieną średniowiecza jest niemal wyczuwalny." - totalnie mnie kupiłaś tym zdaniem! Uwielbiam wikingów, a tą serię już od dawna mam na oku :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się z moją miłością do wikingów nie kryję i nigdy nie kryłam (serial bardzo mi się podobał :D), a cornwellowską trylogię arturiańską i Wojny Wikingów to moje ulubione serie. W pierwszym wydaniu doczytałam do piątego tomu i z każdym kolejnym było jeszcze lepiej, dlatego cieszę się, że OTwarte ma w planach wydanie 10 tomów jeszcze w tym roku:)

    OdpowiedzUsuń