piątek, 15 lutego 2019

O psie, który wrócił do domu - W. Bruce Cameron


O psie, który wrócił do domu to moje trzecie spotkanie z Cameronem i jego psią literaturą - wcześniej czytałam Był sobie pies oraz Psiego najlepszego. Jeśli mieliście już przyjemność poznać naczelnego psiarza literatury obyczajowej, to nowa powieść Was nie zaskoczy: jest tu wszystko, do czego Cameron już nas przyzwyczaił. Jeśli nie, to jest to świetna książka na początek przygody z tym autorem.


Lucas znajduje Bellę jako bezdomne, porzucone szczenię, wychowujące się w gromadzie dzikich kotów. Przygarnia ją i szybko odkrywa, że suczka ma niezwykły potencjał: ma zbawienny wpływ na matkę Lucasa, weterankę wojenną, a potem także na jej towarzyszy, leczących się w szpitalu dla byłych wojskowych z zespołami stresu pourazowego. Niestety, na horyzoncie jest też czarny charakter, a nawet dwóch - zły deweloper, który z chęci zysku posunie się nawet do wyburzenia pustostanu z kocią rodziną w środku, oraz hycel, który jak dostanie w łapę, to zrobi z Belli choćby pitbula. A pitbule w Denver to rasa zakazana.

Czy Bella jest pitbulem? Trudno powiedzieć, zwłaszcza że potem w książce porównywana jest też do bullteriera, owczarka niemieckiego i rottweilera (a także krowy), co sugeruje, że otaczający ją ludzie na rasach się raczej nie znają. Ale podpisany zostaje na nią wyrok, więc suczka trafia do rodziny zastępczej, w której musi czekać, aż Lucas z matką znajdą dom w jakiejś bardziej przyjaznej okolicy. I gdy już ukochany opiekun ma po nią pojechać, Bella ucieka i zamierza znaleźć go na własną łapę. Oczywiście w Denver... O psie, który wrócił do domu to właśnie zapis tej psiej odysei. W narracji pierwszoosobowej, czy raczej pierwszopsiej.

Filmowa Bella

Ten sposób przedstawiania determinuje charakter powieści. Poznajemy świat z perspektywy Belli, przez filtr jej ograniczonej percepcji: przytaczane dialogi między ludźmi nabierają sensu tylko wtedy, gdy padają słowa zrozumiałe dla niej (a interesują ją głównie hasła typu "grzeczna suczka" i "kawałek sera"). W porównaniu z Był sobie pies tutaj moim zdaniem jeszcze lepiej widać, skąd biorą się nieporozumienia na linii pies-człowiek - na pewno jest tu jakiś walor edukacyjny, zwłaszcza że Bella trafia na bardziej sensownych ludzi niż Bailey. 

Jak na psią historię ku pokrzepieniu serc, niepokoi mnie tylko jeden aspekt i nie byłabym sobą, gdybym o nim nie wspomniała. Z jednej strony Cameron zachęca do adopcji zwierząt, stawia ludzkich bohaterów w pozytywnym świetle za to, że przygarniają dorosłego psa. Z drugiej zaś pokazuje, że taki dorosły pies... nigdy cię nie pokocha i nie zapomni o dawnym życiu. A przecież to jest nieprawda i wie o tym każdy, kto znał kiedyś jakiegoś schroniskowca czy psa po przejściach. W efekcie bardziej niż Lucasa było mi żal pewnego małżeństwa, które przygarnęło Bellę w czasie jej podróży, gdy prawie umierała z głodu. Dali jej spać w łóżku, stanęli na głowie, by zapewnić jej opiekę w czasie swojego wyjazdu, a potem... zostali porzuceni przy pierwszym spacerze bez smyczy. Serio, smutno mi było. Ja wiem, taka wizja fabularna, w końcu to książka O psie, który wrócił do domu, a nie "który znalazł nowy dom", ale kurczę, no... Jakieś to takie społecznie szkodliwe.

O psie, który wrócił do domu to historia... no cóż, mocno infantylna - w końcu narratorem jest pies z ewidentnym syndromem wiecznego szczeniaka - ale w taki sympatyczny sposób. Żadna ambitna literatura, raczej ciepła opowieść dla psiarzy, chwilami nieco naciągana, ale za to bardzo ładna. Psiarzom - mogę polecić, również jako pierwszą książkę Camerona. Nie-psiarze nie docenią i tak. ;)



Tytuł: O psie, który wrócił do domu 
Autor: W. Bruce Cameron 
Wydawnictwo: Kobiece 
Liczba stron: 392






Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne bestsellery na stronie księgarni :)

9 komentarzy:

  1. Mam słabość do takich historii. Może to dlatego, że jestem totalną maniaczką zwierząt 💕

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam za sobą Był sobie pies i Psiego najlepszego, tej jeszcze nie dorwałam, ale z pewnością o niej nie zapomnę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako psiara na pewno przeczytam :D okładka jest urzekająca :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Za mną te same powieści Bruce'a, co za Tobą, z wyjątkiem tej bieżącej, o której piszesz. W TV jestem nieustannie atakowana reklamą filmu, nie wiedziałam nawet, że powstał na podstawie książki. Poprzednie powieści wspominam miło, ale chyba jednak nie jestem na tyle "psiarą", by sięgać po kolejne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jako pisara zrozumiem i wszystkie infantylności nie będą mi przeszkadzać. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. pewnie będe na nim płakać

    OdpowiedzUsuń
  7. Chętnie poczytam z moją Sabą

    OdpowiedzUsuń