poniedziałek, 4 lutego 2019

ANTY-TOP 2018 - tytuł największego gniota roku idzie do...



Analizując największe "gnioty", jakie wpadły mi w ręce w 2018 roku, odkryłam, że nie jestem w stanie zrobić takiego zestawienia, jak rok temu, w którym podałam po 5 tytułów w każdej kategorii: najgorszej książki fantastycznej, nie-fantastycznej i młodzieżowej. Tym razem kategorii "nie-fantastycznej" nie ma w ogóle, w młodzieżówkach zaledwie dwa tytuły. Cóż zrobić, skoro nawet książki, które bardzo, bardzo mi się nie podobały obiektywnie nie są aż takie złe? Stąd nowa kategoria: największe rozczarowanie. A w niej...


Największe rozczarowanie 2018


Wojny Lotosowe. Tancerze burzy i kontynuacja - Jay Kristoff
Załapały się rzutem na taśmę na piąte miejsce rankingu najlepszych książek, co więc robią tutaj? Cóż, prawie nad każdą częścią serii umierałam w cierpieniach. Naprawdę. Trzeci tom czytałam kilka miesięcy. Strasznie przegadana seria, bez umiejętnego budowania napięcia, z masą niepotrzebnych elementów i za długa o dobre 800 stron. A szkoda, bo to jedna z lepszych historii i ciekawszych wizji świata, jakie spotkałam w młodzieżówkach. Mam nadzieję, że ta opowieść zapadnie mi w pamięć na długo, bo na pewno nigdy więcej jej nie przeczytam.



Metro 2033 - Glukhovsky
Och, ależ to miała być dobra książka. Filozofia, przemyślenia, ciekawa, mroczna wizja świata. I wiecie, wszystko to w niej znalazłam. Szkoda, że aż tak źle napisane.



Labirynt duchów - Carlos Ruiz Zafón
Zwieńczenie serii rozpoczętej przez mój ukochany Cień wiatru. Obiektywnie to nie jest zła książka, napisana jest bardzo zgrabnie i elegancko. Za to w ogóle nie ma tu klimatu, świetnej narracji, klimatu, humoru i klimatu poprzednich części. Wspominałam, że w ogóle nie ma klimatu...? A przecież niesamowita atmosfera to bodaj najważniejszy element pisarstwa Zafóna.



Najgorsze książki fantastyczne 2018


Bramy Światłości - Maja Lidia Kossakowska
Cała trylogia Bram przez chwilę wisiała w Rozczarowaniach. W końcu to kontynuacja jednej z moich ukochanych serii, więc oczekiwania były spore. Ale nie - to nie jest tylko kwestia rozczarowania. To po prostu książka napisana potwornie źle, prymitywnym stylem, z tragicznie poprowadzonymi postaciami (a nawet, co gorsza, zepsutymi postaciami, które dotąd były świetne), a do tego nudna jak... no, brakuje mi odpowiednio dramatycznego porównania. 1632 (!) strony męki piekielnej, której nie wynagrodziło nawet bardzo ładne zakończenie.



Jutro należy do kotów - Bernard Werber
Filozoficzno-historyczna, szkodliwa społecznie powieść fantastyczna o kotach w realiach post-apo. Bardzo, bardzo niedobra książka.



Immersja - Erick Pol
Długo myślałam, że Immersja będzie na pierwszym miejscu. Spadła na 3 pozycję tylko dlatego, że niebezpieczne poglądy pana wyżej i ból spowodowany sprofanowaniem Aniołków odebrałam bardziej osobiście. Strasznie źle napisana książka, z żenującym stylem, szowinistycznymi tekstami i totalnie niewiarygodnymi postaciami oraz fabułą. 




Omen - David Seltzer
W posłowiu znajdziemy informację, że autor (scenarzysta filmowego Omenu) nigdy dobrym pisarzem nie był, a i Omen powstał tylko jako dodatkowe narzędzie promocyjne do filmu. To prawda. Szkoda, że nie wiedziałam o tym przed wzięciem egzemplarza recenzenckiego.




Najgorsze młodzieżówki 2018



Opowieści z piasku i morza - Alwyn Hamilton
W podsumowaniu 2017 roku trylogia o Buntowniczce z pustyni była dla mnie jedną z najlepszych młodzieżówek. Nadal tak uważam, bo to świetna, klimatyczna seria. A to ustrojstwo tutaj to prequel - zbiór opowiadań. Źle napisany, jeszcze gorzej przetłumaczony. Ubolewam nad każdym drzewem, które ścięto, by go wydrukować.


The Call. Inwazja - Peadar Ó Guilin
Kontynuacja The Call.Wezwanie, które święciło wątpliwe triumfy w zestawieniu moich najgorszych książek 2017 roku. Ciekawość, czyli pierwszy stopień do piekła, u mnie okazała się pierwszym stopniem do Szaroziemi. I mam za swoje, choć było nawet gorzej, niż się spodziewałam, bo takie luki w logice i fabule, jak uskutecznił tu Ó Guilin, to ciężko znaleźć w literaturze, więc recenzja trafiła na bloga z wdzięcznym tytułem rodem z repertuaru króla Juliana: Szybko, zanim do was dojdzie, że to wszystko nie ma sensu ;)


~~

Podsumowując, mogło być gorzej. W żadnej z kategorii nie zebrałam pełnego kompletu 5 pozycji. Pozostaje tylko pytanie, czy nauczyłam się lepiej dobierać lektury, czy może na starość robię się mniej krytyczna...? ;)

A co Was najbardziej rozczarowało literacko w ubiegłym roku? Jeśli chcielibyście mi odradzić jakiegoś gniota, to taką anty-rekomendację na nowy rok przyjmę z wdzięcznością! :D



Żeby nie było, że cały post pod znakiem marudzenia:
zapraszam do zerknięcia do listy pozycji,
które
 skradły moje serce w 2018 roku <3 (a przy okazji podsumowania kolejnego roku w blogosferze!).

14 komentarzy:

  1. Z Wojnami Lotosowymi mam tak samo, z jednej strony bardzo mi się podobały, z drugiej mega mnie rozczarowały. Z Kossakowską za to walczę już od pół roku (2 tom) i coś nie mogę przebrnąć ;c Kurde, musze sobie w przyszłym roku zrobić ładniejsze podsumowanie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w 2018 roku też trochę średnich książek przeczytałam, ale poszłam tu raczej już w kierunku ułożenia lepszego TBRu na 2019 :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, to jak mi się nie spodobają Tancerze burzy to sobie resztę trylogii odpuszczę... Metro od dawna chciałam przeczytać, potem nie chciałam, ostatnio wróciło, bo się pojawiło wznowienie jednotomowe... Sama nie wiem, czy chcę, czy nie. Jeszcze rozważę ;)
    Kossakowskiej i jej aniołom podziękowałam już na etapie lektury Siewcy wiatru. Infantylizm mnie pokonał.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie tykaj "Korony przeznaczenia"! Uwierz, 800 stron pierdzielenia o piętnastolatce, która zostaje publicznie zgwałcona i zakochuje się w swoim gwałcicielu...
    NIE! NIE! NIE. I tyle :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam żadnej z tych książek, choć książki Carlosa Ruiza Zafona już na mnie czekają ;) Ciekawe, czy i mnie rozczaruje ostatni tom...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie rozczaruje - ma swoich fanów. Mnie rozczarował strasznie, ale na szczęście można bez straty ograniczać się do pierwszych 3, które są rewelacyjne :) (mocno polecam)

      Usuń
  6. Moje kondolencje zatem. Zapomniałaś wspomnieć o klimacie przy "Labiryncie duchów". ;)
    Ja osobiście strasznie boję się czepiać w ogóle "Bram Światłości". Zresztą już "Zbieracza Burz" czytałam z wielkim zgrzytem zębów. Na tej podstawie wychodzę z założenia, że na rewelacyjnym "Siewcy Wiatru" Kossakowska powinna poprzestać przy tworzeniu cyklu anielskiego, bo straszliwie go zniszczyła. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, wiedziałam, że coś mi ucieknie: strasznie skopany klimat był w "Labiryncie duchów" w porównaniu z poprzednimi częściami :(

      Zastanowiłam się, czy coś stracisz, nei tykając Bram. I chyba nie. Bo bohaterowie "już nie tacy" (naprawdę - jakby im wszystkim mózgi wyprało), atmosfery nie ma, a minusów można na stronę A4 wypisać...

      Ja najbardziej bym chciała, żeby Kossakowska o aniołach pisała opowiadania. Siewca owszem, był fajny, ale Obrońcy królestwa (wydani później jako Żarna niebios) to było w ogóle arcydzieło. A im dalej od nich, tym gorzej, jak widać :(

      Usuń
  7. Zaskoczyłaś mnie dwoma tytułami, które chciałam przeczytać. Po pierwsze "Labirynt duchów"- czytałam "Cień wiatru" i byłam zachwycona, planowałam sięgnąć po kolejne części. Teraz się zastanawiam. Po drugie "Bramy Światłości"-różne są pomysły, gusta, ale jeśli książka jest słabo napisana-styl, język-to u mnie największy minus!Ciekawe, dające do myślenia zestawienie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam źadnej z tych książek, ale widzę, źe nie ma czego żałować :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. A wszyscy tak zachwalają Wojnę Lotosową! Pierwszy tom czeka u mnie na półce od... dawna, bo od pierwszego wydania. I jakoś dalej nie umiem się zmotywować. A może właśnie nic nie tracę?

    OdpowiedzUsuń
  10. W zeszłym roku myślałam o stworzeniu takiej mojej listy gniotów, ale stwierdziłam, że chyba żadna z przeczytanych przeze mnie książek nie była obiektywnie taka zła. Najgorsi byli "Chłopi" - ale że Reymont dostał Nobla, to uznałam, że nie wypada... Poza tym była jeszcze "Wieczna księżniczka", jednak tutaj raczej po prostu nie byłam targetem.
    W sumie nie dziwi mnie na twojej liście obecność "Wojen lotosowych", to znaczy i dla mnie ostatnia część była jakimś rozczarowaniem. Natomiast cieszę się, że nie jestem jedyną osobą, która nie dostrzega wielkości "Metra 2033", pisałam zresztą o tym przy twojej recenzji. Jeszcze szkoda tego Zafona, dla mnie już się chyba nie zrehabilituje po "Grze anioła", a przecież "Cień wiatru" tak uwielbiałam... Z pozostałym książkami na szczęście nie planuję się zapoznawać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Żadnej z nich nie czytałam, ale najgorsze, co trafiło w moje ręce w ciągu ostatniego roku to "Love Line". Książka napisana przez kobietę z tak antykobiecym przekazem, że to aż przerażające. Tyle tam stereotypów, nietolerancji, uprzedzeń, nawet rasizm i homofobia się znajdą, że trudno mi uwierzyć, że autorka z zawodu jest prawniczką i powinno co nieco prawo znać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jestem ciekawa książki "Metro 2033" i w tym roku jednak złapię za nią żeby zobaczyć czy warto było aż tak do niej wzdychać.
    A jeśli chodzi o najgorsze książki jakie przeczytałam w 2018 roku to doskonale wbiła mi się w pamięć tylko jedna. "Trzecia księga" czyli coś co miało dobrą reklamę ale absolutnie nie nadawało się do czytania. Źle napisane, źle poprowadzeni bohaterowie, zero akcji. Chociaż może to ja jestem zbyt ostra dla tej książki ale nadal uważam, że zmarnowałam wiele godzin swojego życia bo na siłę chciałam dobrnąć do samego końca zamiast ospuścić w połowie.

    OdpowiedzUsuń