poniedziałek, 3 grudnia 2018

Omen - David Seltzer


Nigdy nie oglądałam filmowego Omenu - w każdym razie nie przypominam sobie takiej sytuacji. Jednak motyw kulturowy, który ta produkcja spopularyzowała, jest mi doskonale znany, podobnie jak sama opowieść: ambasador USA, którego żona po raz kolejny straciła dziecko, decyduje się w tajemnicy przed nią adoptować chłopca, który przyszedł na świat w tym samym szpitalu i tego samego dnia - konkretnie, 6.06., o godzinie 6. Dziecko otrzymuje imię Damien, jest śliczne, spokojne, nie choruje, nie sprawia problemów. No i jest Antychrystem.

O tym, że istnieje książka, nie wiedziałam w ogóle, jednak nowe, śliczne, ilustrowane wydanie od wydawnictwa Vesper skłoniło mnie, żeby po nią sięgnąć...


Szybko odkryłam, że nie jest to pierwowzór literacki z prawdziwego zdarzenia, jakiego oczekiwałam: powieść napisał scenarzysta filmu, a wydana została zaledwie parę tygodni przed premierą kinową, w ramach szeroko zakrojonej akcji promocyjnej. Wtedy zapaliły mi się lampki ostrzegawcze, bo co jak co, ale dobrej powieściowej adaptacji scenariusza jeszcze w rękach nie miałam. Po prostu to, co jest tworzone na ekran, niekoniecznie da się przenieść w 1:1 na warunki literatury.

I faktycznie - nie dało się. Pochłonęłam Omen w dwa wieczory i były to wieczory totalnie pozbawione emocji. Horror? Thriller? Bynajmniej, już Ocean na końcu drogi, który czytałam zaraz przed Omenem, poruszył mnie dużo bardziej, a to w gruncie rzeczy książka dla dzieci. Na szczęście sam autor ma wyczucie proporcji, jak sugeruje posłowie do wydania polskiego:

"Seltzer wspominał [...], że powieściopisarz - i wtedy, i później - był z niego żaden."

No, nie da się zaprzeczyć: to zdanie w dużej mierze podsumowuje dla mnie książkową wersję Omenu. Panie Seltzer, może i zrobił pan jeden z najgłośniejszych horrorów w historii kina, ale książek to pan nie powinien pisać. NIGDY

Tym bardziej, że totalnego braku klimatu nie rekompensuje również styl. Brak tu błyskotliwych dialogów czy interesującej narracji - ot, Omen jest pisany w sposób, który nazywam "trybem opowiadacza", a który sprowadza się do narratora, relacjonującego gdzieś z boku i perspektywy czasu najważniejsze wydarzenia. Wiecie, o co mi chodzi? X lubił to i to, kiedy miał 2 lata to zrobił coś, a kiedy 4, to coś innego, więc wszyscy myśleli, że... Relacja, nie narracja. Zero polotu. Do tego dosyć niestabilni bohaterowie i nieco zbyt szybko zmieniające się relacje między nimi (to też kwestia "trybu opowiadacza", bo nie jesteśmy świadkami rozwoju postaci, tylko mocno oględnego streszczenia ich życia). Podsumowując - rozczarowanie na całej linii.

Jeśli jesteście zadeklarowanymi fanami filmowego Omenu, możecie sięgnąć po książkę. Może nawet Wam się spodoba - choć trochę się wtedy zdziwię. Jednak ja sama widzę tylko jeden atut Omenu: główny pomysł posłużył potem Pratchettowi i Gaimanowi za kanwę dla ich rewelacyjnego Dobrego Omenu... i to raczej tę książkę będę polecać, jeśli chodzi o motyw dziecięcego antychrysta. A przy okazji trochę się pośmiejecie - zawsze to więcej emocji niż przy mdłej pisaninie Seltzera.



Tytuł: Omen 
Autor: David Seltzer 
Wydawnictwo: Vesper 
Liczba stron: 248






Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne nowości na stronie księgarni :)

2 komentarze:

  1. Wydanie faktycznie ładne, ale co z tego? Widziałam fragment filmu, ale to kompletnie nie moje klimaty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie na pewno nie masz co po nią sięgać...
      Klimaty może by i były moje, ale wykonanie padło.

      Usuń