poniedziałek, 19 listopada 2018

Stróże - Jakub Ćwiek

Aniołowie, również ci stróżujący, powstali w nagłym rozbłysku woli Pana. Początkowo było ich tylu, że mogli obsadzić stanowiska przy wszystkich ludziach. Gdy jednak Pan odszedł, a populacja ludzi drastycznie wzrosła, sprawy przestały być takie oczywiste. Ze względu na braki kadrowe, jeden anioł musi obsłużyć całą rodzinę, szacując ryzyko dla każdego jej członka i jednocześnie spełniając całą listę rygorystycznych zasad, które egzekwuje WINA - Wydział Interwencyjny Nadzoru Anielskiego. Tajniacy, których każdy stróż boi się jak ognia piekielnego. I trudno im się dziwić, biorąc pod uwagę optymistyczny slogan organizacji, że "WINA jest zawsze po twojej stronie!"


Stróże (tutaj w księgarni) to cztery (a nawet pięć, ale o tym za chwilę) opowiadań, które najprościej można określić mianem udanego romansu serii o Lokim z kryminałem. Kryminałem w lekkiej, nieco prześmiewczej odsłonie, doskonale pasującej do uniwersum Kłamcy. Sam Kłamca zresztą też się tu pojawia i choć tym razem nie gra pierwszych skrzypiec, to nie jest też wepchnięty w fabułę "na siłę". No i nadal jest to ten sam zawadiacki cwaniak z wykałaczką w zębach, który ujął mnie w oryginalnej serii Ćwieka, uczący aniołów kombinowania i drobnych matactw. Jest dobrze!

Skoro jednak Loki zszedł na dalszy plan, to ktoś musiał przejąć od niego pałeczkę. W Stróżach jest nawet trzech takich ktosiów: jednym z nich jest komisarz Ryjek, ucieleśnienie archetypicznego gliniarza, trochę steranego życiem, mającego na koncie nieudane małżeństwo i mnóstwo nieprzyjemnych nawyków. Sęk w tym, że Ryjek jest też świętym z przypadku, dzięki czemu widzi aniołów i równie przypadkowo nawiązuje współpracę z agentami WINA, Butchem i Zadrą. Ten ostatni jest świetny, komisarza nawet lubię, Butcha lubię trochę mniej, ale nie da się ukryć, że tworzą oni fajną, ładnie uzupełniającą się ekipę, której zmaganiom z kryminalnymi sprawami z pogranicza światów kibicuje się z przyjemnością.

Poszczególne opowiadania przedstawią nam anioła stróża z dziecięcego obrazka w zupełnie innym świetle. Zobaczymy na przykład, co dzieje się, gdy taki anioł za bardzo chce się wykazać, -albo przeciwnie, gdy zbyt swobodnie interpretuje swoje obowiązki. Przeczytamy też, po co szarym stróżom Loki: jakby nie patrzeć, kiedy nie możesz kłamać na przesłuchaniach w siedzibie WINA, to przyda się chociaż zdolność pokrętnego obchodzenia prawdy, nie? Oczywiście na horyzoncie pojawi się też paru dawnych bogów, którzy akurat postanowią zadrzeć ze skrzydlatymi i zaprowadzić własne porządki, na przykład oferując ludziom raj w stylu all inclusive...

A już po spisie treści czeka dodatkowa niespodzianka - tak zwana scena po napisach końcowych. A nawet nie tyle "scena", co pełnowymiarowe opowiadanie. Piąte w zbiorze. I... zdecydowanie najgorsze. Tytułowych stróży tu nie uświadczymy, jest za to Loki i gromadka indywiduów osadzonych w lokalnym areszcie. Indywiduów, które na zmianę obrażają swoje matki i uskuteczniają koszmarnie irytujące (i infantylne) przepychanki słowne. Sam pomysł fabularny jest naprawdę niezły, jednak dialogi doprowadzały mnie do rozpaczy. Powiem tak - wyjątkowo tym razem wolałabym wyłączyć film już w trakcie napisów. Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że Ćwiek połączył w tym tekście trzy swoje uniwersa - Kłamcę, Chłopców i Dreszcza. Cóż, ja z dorobku autora znam tylko opowieści o Lokim. Może wpłynęło to na mój odbiór tego opowiadania i przemówi ono znacznie bardziej do fanów dwóch pozostałych serii?

Troszkę obawiałam się powrotu do tego uniwersum, bo ostatnie tomy Kłamcy jednak zauważalnie obniżyły loty. Na szczęście nowa perspektywa, z której obserwujemy ten świat, wniosła w niego powiew świeżości i przy okazji ładnie go rozwinęła, szczególnie o kwestie zbiurokratyzowanych struktur niebiańskich organizacji. Pod względem stylu - cóż, jest to ten sam Ćwiek co zawsze, bawiący się konwencją, wplatający na każdym kroku popkulturowe aluzje i piszący w lekki, prześmiewczy sposób, bezlitośnie wykpiwający ludzkie przywary. Dla fanów Kłamcy będzie to przyjemny powrót do poziomu pierwszych tomów; zbiór nada się też świetnie jako pierwsze spotkanie z tym uniwersum, bo żadna szczególna wiedza z zakresu fabuły pierwszych tomów nie jest wymagana.  Ja bawiłam się dobrze... przynajmniej przy każdym z czterech "podstawowych" opowiadań. Mimo pewnego niesmaku, jaki zostawiła po sobie "scena po napisach" - warto było!



Tytuł: Stróże 
Cykl: Kłamca 
Autor: Jakub Ćwiek 
Wydawnictwo: SQN 
Liczba stron: 384




Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Gandalf: 
 Księgarnia Gandalf


8 komentarzy:

  1. Już chciałam zacierać rączki, ale mówisz o zbiorze opowiadań, których strasznie nie lubię. Pozostałe tomy też są w takim formacie, czy to wyjątek? Bo zaciekawiła mnie fabuła :D

    Kasikowykurz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, pierwsze tomy Kłamcy (do tomu 2,5) to są opowiadania. Potem autor poszedł w powieści dopiero. Jak mam być szczera, to w krótszych formach Kłamca wypada jakoś lepiej ;) Poza tym to nie są krótkie opowiadania, przez parędziesiąt stron spokojnie się wciągniesz jak w mikropowieść ;)

      Usuń
  2. Hmm, ja chyba wstrzymam się, dopóki nie sięgnę po Kłamcę, bo bez podstawki nie ma to pewnie większego sensu. Ach, muszę nadrobić Ćwieka, ale kiedy... :(

    mrs-cholera.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, myślę, że da się i bez znajomości serii. Może pojedynczych aluzji się nie wyłapie, ale generalnie to zupełnie inna historia jest :)

      Usuń
  3. Wstyd powiedzieć, ale odpadłam na drugim tomie, znaczy po drugim tomie. Po kolejne już nie sięgnęłam. Niby lubię to uniwersum i samego Lokiego, ale jakoś potem już mnie seria nie przyciągnęła. Przymierzałam się swego czasu do przeczytania jeszcze raz Kłamcy, ale nigdy nie ma czasu :(
    Zaintrygowałas mnie tymi Stróżami, zwłaszcza że lubię anielskie klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też odpadłam na głównej serii, na 2,5 konkretnie, ale cśśś ;) Może kiedyś nadrobię. Stróże wypadają dobrze, więc możesz próbować.

      Usuń
  4. A ja Lokiego nie lubię i w ogóle strasznie wyeksploatowana postać w popkulturze się z niego zrobiła. Przeczytałam ze dwa opowiadania z serii i odpuściłam. Natomiast tu przesunięcie tematyki na Anioły mi się podoba. Co lepiej wypada, to czy Kossakowska?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj... zależy która Kossakowska. Jeśli w ogóle nie znasz jej Zastępów, to pierwsze tomy (Żarna niebios, Siewca wiatru) na pewno są lepsze od Stróżów. Ale tam też im dalej w las tym gorzej :(

      Usuń