środa, 28 listopada 2018

Opowieści z piasku i morza - Alwyn Hamilton


Powtarzam się co jakiś czas, ale uwielbiam serię o Buntowniczce z pustyni pióra Alwyn Hamilton. To jedna z najlepszych młodzieżówek, jakie czytałam w życiu, wymykająca się schematom i pełna niezapomnianego, orientalnego klimatu. Dlatego wyczekiwałam premiery zbioru opowiadań z tego uniwersum z prawdziwą niecierpliwością. Gdy Opowieści z piasku i morza wpadły mi w ręce... cóż, powiedzmy, że euforia opadła tak szybko, że dłonie nie zdążyły nawet przestać mi drżeć z ekscytacji.


W cieniutkiej książeczce znajdziemy cztery opowiadania. Pierwsze, Skradziony ładunek, to historia o Jinie i Ahmedzie, opowiadająca o tym, czemu zdecydowali się na wzniecenie rebelii. Dziewczyna z morza to historia matek Jina i Ahmeda, od momentu ich poznania do narodzin Delili. Opowieść o Bohaterze Attallahu i Księżniczce Hawie fanom serii będzie już doskonale znana ze szczegółami po lekturze powieści, bo jest to legenda powracająca nieustannie na usta Amani i innych bohaterów. Dżin i uciekinierka opowiada o matce Amani i jej krótkiej, acz owocnej relacji z ojcem dziewczyny. Dodatkowym bonusem jest wywiad z samą Hamilton, z którego pani autorka rysuje się jako bardzo sympatyczna osoba z fajnymi pomysłami, które, mam nadzieję, wykorzysta. Ale nie do pisania opowiadań.

Sęk w tym, że z tych czterech opowiadań tak naprawdę od biedy podobają mi się dwa - opowieść o książęcych matkach oraz o matce Amani (to najbardziej - bo nawet ma puentę). Kiepski wynik, prawda? Generalnie tym tekstom po prostu czegoś brakuje. Może pazura, z jakim Amani prowadziła narrację? Atmosfery? Nie wiem, czego dokładnie spodziewałam się po tym zbiorze, ale na pewno nie takich pozbawionych emocji, ledwo poprawnych tekstów - w końcu Hamilton przyzwyczaiła nas do wartkiej akcji, potężnego klimatu i fajnych bohaterów. Najwyraźniej jednak autorka mistrzynią krótkich form nie jest - cóż, bywa. 

Dodajmy do tego tragiczny styl. Nie będę tu zrzucać na autorkę, bo mam niemiłe wrażenie, że tym razem kwestie językowe zawaliła polska ekipa. Urywane, fragmentaryczne zdania, kalki z angielskiego i konstrukcje, które zgrzytają w zębach jak, nie przymierzając, pustynia pod słońcem Miraji. Na dodatek zapadło kilka niezrozumiałych dla mnie decyzji, w tym zostawienie anglojęzycznych nazw okrętów (nie jest to uzasadnione, chyba że do portu zawinęła właśnie brytyjska marynarka). Ewidentnie ktoś postanowił przyoszczędzić na specjalistach od redakcji, albo zespół pracował pod taką presją, że po prostu nie miał czasu przeczytać tego, co robi. Nie wiem jak Wy, ale ja tam wolałabym poczekać na tę książkę i miesiąc dłużej, ale nie męczyć się z tak fatalnym jakościowo wydaniem.

Pozostaje więc pytanie, dla kogo jest ten zbiorek? Szczerze mówiąc - nie wiem. Osoby nieznające uniwersum Buntowniczki z pustyni nic z niego nie wyniosą, a na pewno nie poczują nagłej potrzeby poznania oryginalnej trylogii, bo książka, kolokwialnie mówiąc, szału nie robi. Z drugiej strony, fani serii nie dowiedzą się z niej w zasadzie nic nowego, a światło, które te teksty rzucają na znane już historie, jest jednak trochę za mdłe. Opowieści mogę więc polecić tylko osobom, dla których trylogia o niebieskookiej bandytce była prawdziwym literackim odkryciem. Oni z pewnością z chęcią postawią tę książkę obok pozostałych części. Ale czy będą do niej wracać...? Nie sądzę.




Tytuł: Opowieści z piasku i morza 
Cykl: Buntowniczka z pustyni (tom #0,5; recenzje pozostałych: #1, #2, #3
Autor: Alwyn Hamilton 
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron: 158



PS. Na skrzydełku okładki są ciekawe rekomendacje, porównujące serię Hamilton do... Tolkiena, Lucasa, Rowling, Igrzysk Śmierci i Czerwonej Królowej. W Czerwonej Królowej, o ile wiem, w tle rozgrywa się jakaś rebelia - ok. W Igrzyskach Śmierci jest bohaterka, która umie strzelać (co prawda nie z rewolweru, ale zawsze coś). U Lucasa była jakaś planeta z pustynią, a u Rowling - dwóch wkurzających bliźniaków. Podobieństw do Śródziemia nie znalazłam, chyba że chodzi o to, że i tu i tu działa "magia". Jakieś propozycje, czy jednak dobrze mi się wydaje, że ktoś po prostu ciepnął razem wszystkie znane nazwiska, jakie przyszły mu do głowy, żeby brzmiało spektakularnie? :D




Za egzemplarz recenzencki
dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:

12 komentarzy:

  1. Muszę w końcu sięgnąć po tę serię. Mam potężne wyrzuty sumienia, że jeszcze jej nie przeczytałam. Zwłaszcza, że jest o niej tyle dobrych opinii. Spróbuję się zaopatrzyć w okolicy świąt.

    mrs-cholera.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko tego prequela nie czytaj czasem ;) serio. A cała trylogia - cóż, jak w recenzjach, mocno polecam!

      Usuń
  2. Ja również muszę sięgnąć po nią :-)
    Mój blog:
    Dajsiezlapacksiazce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To panowie też czytają książki, w których bohaterkami są nastoletnie pannice? ;)

      Usuń
  3. Serii nie czytałam, ale jak zobaczyłam, że wychodzi kolejna, to było takie: boże, następna? Nie wiem, ale jak widzę zakończoną serię, to chcę, żeby była zakończona, a nie dostałą milion dodatkowych tomów :/ Zwłaszcza zbiory opowiadań, których nie cierpię.
    Kasikowykurz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dodatek i ukłon do fanów (nie wyszedł, fakt), ale absolutnie zbędny w serii. Można przeczytać trylogię i udawać, że tego jednego nie ma ;)

      Usuń
  4. Oj, bardzo mnie ciekawi ta seria, ale wciąż nie mam czasu sięgnąć po nią. Ale, tak szczerze mówiąc, to ta rekomendacja i porównanie do Tolkiena wygląda dość lipnie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównanie bardzo mnie rozbawiło. Nie tylko do Tolkiena :P Uwielbiam takie desperackie "promocje", rzadko kiedy wychodzą książce na dobre.

      Usuń
  5. Kiedyś chcę się zapoznać z tą serią :D

    OdpowiedzUsuń