środa, 14 listopada 2018

Merhaba - Witold Szabłowski


Lubię od czasu do czasu sięgnąć po dobry reportaż i bardzo się cieszę, że w Polsce wydawane są zbiory o krajach odmiennych kulturowo. Co jak co, ale stereotypów o takim, dajmy na to, Bliskim Wschodzie mamy mnóstwo, a faktycznej wiedzy  - jak na lekarstwo. Weźmy taką Turcję: kandyduje toto do Unii, a w Polsce ludzie nadal wierzą święcie, że to kraj arabski... I tu z pomocą przychodzi nam Witold Szabłowski i jego genialny zbiór reportaży: Merhaba


Szabłowski wiedzę o Turcji ma, i to sporą. Widać też, że kocha i rozumie ten kraj, a przy tym nie zamyka oczu na jego problemy i wewnętrzne rozdarcia.  Merhaba to wznowienie wcześniejszego zbioru reportaży tego autora, wydanego ponad dekadę temu pod tytułem Zabójca z miasta moreli (wyróżnionego wówczas przez Amnesty International oraz nagrodą Melchiora). Tym razem jednak reportaże wzbogacone są o "słownik turecko-polski", czyli posegregowane alfabetycznie hasła, w których w kilku zdaniach (i zwykle ze sporą fantazją) autor opisuje najbardziej charakterystyczne elementy tureckich realiów.

To o czym przeczytamy w Merhabie? O wszystkim po trochu, od codziennego życia Turków, przez ich kulturę, historię, aż po życie erotyczne i tematy mniej przyjemne, jak handel kobietami, prostytucja i zabójstwa honorowe, nadal popularne na tureckiej prowincji. Niezależnie od tego, o czym akurat pisze, potrafi sprzedać swój temat i zaangażować czytelnika.

...a to dlatego, że Szabłowski to gawędziarz. Ma dar opowiadania, jaki spotkałam dotąd tylko u dwóch polskich reportażystów-podróżników (Michniewicza i Smoleńskiego). Potrafi budować emocje, wie kiedy rozśmieszyć, a kiedy zachować powagę.  Jednocześnie jest wolny od uprzedzeń i nie ocenia, wierząc, zdaje się, w inteligencję odbiorcy, który może osądu dokonać samodzielnie - co jest trudne i z kolei wielu twórcom totalnie nie wychodzi (do pana macham, panie Cejrowski!). Szabłowski nie szczędzi przy tym ironii, szczególnie tej skierowanej w stronę własnej osoby, gdy relacjonuje własne potknięcia i "ciężkie przypadki" na początku przygody z krajem nad Bosforem.

W czasie lektury wielokrotnie zadawałam sobie pytanie: czemu nie znałam tej książki przed moim pierwszym wyjazdem do Turcji? Przydarzyły mi się wtedy bodaj wszystkie idiotyczne i nieprzyjemne sytuacje, o których wspomina autor, na czele z naciągaczami-pucybutami, którzy pod pozorem zrobienia zdjęcia "za darmo" wyczyszczą Ci trampki (!) szczoteczką do zębów, a potem nie wypuszczą, póki nie zostawisz im dwudziestu dolarów. Teraz czytałam o przygodach Szabłowskiego z nostalgicznym uśmiechem i nutką satysfakcji, że nie tylko mój pierwszy kontakt z Turcją przebiegł... cóż, dość ciekawie. :)

Gorąco polecam zbiorek Szabłowskiego wszystkim, którzy odwiedzili Turcję lub wybierają się do niej, a także fanom klimatów bliskowschodnich i każdemu, kto po prostu chciałby dowiedzieć się czegoś nowego o miejscu tak bliskim, a jednocześnie tak dalekim kulturowo od Europy.  A za ostateczną rekomendację niech posłuży doskonałe podsumowanie Marcina Mellera, umieszczone na okładce Merhaby: "Gdybyście mieli przeczytać jedną jedyną książkę o Turcji, to macie ją właśnie przed sobą"!




Tytuł: Merhaba. Reportaże z tomu „Zabójca z miasta moreli” i osobisty słownik turecko-polski
Autor: Witold Szabłowski
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 256





Za książkę dziękuję:

 Wydawnictwo W.A.B.



3 komentarze:

  1. W sumie masz trochę racji z tym krajem arabskim :d Ja z geografii zawsze byłam noga i nigdy nie mogłam zapamiętać, gdzie leżą takie mniej znane, odwiedzane, mniejsze państwa. Mogłabym sie skusić, bo podoba mi się forma, o jakiej piszesz. Mogłoby by być ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się to być rzeczywiście bardzo sympatyczna książka. Najbardziej lubię te reportaże o podróżach, więc po tę chętnie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka sprawia wrażenie bardzo ciekawej, chociaż ja uwielbiam książki fantasy! :)

    OdpowiedzUsuń