piątek, 12 października 2018

Więc chodź, wytatuuj mój świat... Tusz - Alice Broadway

Tusz to jedna z tych książek, które zachwycają oprawą wizualną. Kontrastowa, jakby metalizowana okładka lśni w świetle, jednocześnie prosta i wyszukana (aż szkoda, że nie pokuszono się o twardą oprawę). Takie coś, co od razu przykuwa wzrok na półce w księgarni i kusi, żeby dać szansę skrywanej historii. No, to dałam - mimo że obiecywałam sobie, że na jakiś czas koniec z debiutami. Tu jednak dodatkowo zachęcał pomysł, bo co jak co, ale dystopii, w której ludzie żyjący w idealnej społeczności radośnie tatuują sobie na skórze każdy fakt ze swojego życia, to jeszcze nie czytałam...


Każdy czyn, każde wydarzenie życia bohaterów znajduje odzwierciedlenie na ich ciele - wiedząc, gdzie patrzeć, od razu dowiemy się, ile lat ma napotkana osoba, czym się zajmuje, czy ma na sumieniu jakieś grzechy. Na pierwszy rzut oka przedstawiony świat to utopia: rzeczywistość praktycznie bez zbrodni, bo przecież nieuniknione piętno na stałe wykluczyłoby człowieka ze społeczności, a potem na dodatek po śmierci trafiłoby do jego księgi skóry, zachowując znamię hańby dla kolejnych pokoleń... Tak, tak - ponieważ każda zapisana na skórze historia stanowi wartość dla całego społeczeństwa, umarłych obdziera się ze skóry, ocenia ich tatuaże i, jeśli wiedli przykładne życie, pozwala im trafić do lokalnego odpowiednika raju. Czyli na półkę nad kominkiem, na przykład.



Szybko okazuje się, że - jak w przypadku większości pozornych utopii - mamy raczej do czynienia z tyranią i stuprocentowym zdominowaniem jednostki. Kolejne fakty dotyczące tego świata sprawiają, że po plecach czytelnika przebiegają ciarki - zwłaszcza że poznajemy je z perspektywy narratorki, Leory, dziewczynki bezkrytycznie przyjmującej narzucaną jej ideologię, wychowanej w lęku przed Nienaznaczonymi (jak żyć, jeśli nie możesz odczytać życia innego człowieka na pierwszy rzut oka?). Leora chce zresztą dalej budować ten ład i dostaje dwie drogi kariery do wyboru - albo będzie tatuatorką, albo skórownikiem. Parafrazując jej doradcę zawodowego: może wbijać igłę w żywych, albo skalpel w martwych. I wszystko byłoby cudownie proste, gdyby nie to, że dziewczyna odkrywa, że skóra jej ukochanego ojca może zostać spalona, bo w tatuażach coś się nie zgadza... Pytanie, czy i w jakim stopniu Leora da radę postawić się wyznawanej doktrynie, to podstawa całego Tuszu.

Jak absurdalnie nie brzmiałby ten pomysł, Alice Broadway uczyniła ze swojego świata najmocniejszy element Tuszu. Wizja jest żywa, barwna i przytłaczająca, atmosfera duszna i mocno niepokojąca. Zaskakująco przyzwoicie wypadają też bohaterowie, zwłaszcza pod koniec, kiedy okazuje się, że nie wszystko jest tak czarno-białe, jak chciałaby wierzyć w to Leora. Niestety, w tekście pojawia parę luk logicznych, bo skoro połowa bohaterów ma skórę śniadą, brązową lub "niemal czarną", to na cholerę im w ogóle tatuaże i jakim cudem narratorka tak łatwo je odczytuje, nie zawlekając uprzednio rozmówcy pod porządną lampę?! 

Dopracowanej rzeczywistości i postaciom absolutnie nie dorównuje też styl, jakim posługuje się autorka. Pierwszoosobowa narracja w czasie teraźniejszym, czyli rozwiązanie wyjątkowo słabo wypadające w przełożeniu na polski, tutaj dodatkowo nieustannie przypominała mi typową pisaninę małoletnich autorek blogowych fanfików. Wiecie, proste zdania, opisy długie nie tam gdzie trzeba, a w nich więcej dylematów i patrzenia w lustro, jaką tu chustę wybrać i które ramię bardziej odsłonić, niż faktycznej akcji. 


I tu pojawiają się paradoksy, których wokół Tuszu widzę sporo. Z jednej strony narracja obiektywnie "szału nie robi", z drugiej - znakomicie podkreśla klaustrofobiczny charakter opowieści, osadzonej w świecie tak zdominowanym przez obowiązujący dyktat, że narratorka nie jest w stanie myśleć poza narzuconymi ramami. Przez 90% powieści nie dzieje się totalnie nic - a jednocześnie czytelnik przewraca kolejne strony może nie z zapartym tchem, ale wiedziony niepokojącą fascynacją. Reasumując, warsztatowo jest co najwyżej poprawnie, a jednak jakoś to wszystko działa i nie pozostawia niesmaku. Jak to w ogóle możliwe? Nie mam pojęcia.

Wiem natomiast, że jak na debiut, przynajmniej w porównaniu z tymi debiutanckimi dziełkami, na które trafiałam ostatnio (Immersjo, macham do ciebie!), Tusz jest nad wyraz obiecujący. Od czasu Igrzysk Śmierci nie trafiłam chyba na tak oddziaływającą na wyobraźnię młodzieżową dystopię. Na pewno dam szansę kolejnej części serii; mam tylko nadzieję, że oprócz intensywnej, klimatycznej wizji świata autorka postawi trochę bardziej na akcję, bo choć sam wywołujący gęsią skórkę opis świata był wystarczającym powiewem świeżości w Tuszu, to raczej nie pociągnie kolejnych tomów bez solidnych filarów fabularnych.



Tytuł: Tusz 
Seria: Księgi skór #1 
Autor: Alice Broadway 
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron: 384




Za egzemplarz recenzencki
dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:

14 komentarzy:

  1. To to jest seria? Byłam pewna, że jednotomówka. Hmm... To chyba poczekam, aż sprawdzisz kolejne tomy i dopiero wtedy zdecyduje. :D Na ten moment to brzmi strasznie dziwnie, ale zainteresowałaś mnie na tyle, że będę miała serię na oku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz, ja też byłam pewna :P ale zapis na końcu książki rozwiał wątpliwości ;) Nie wiem ile tomów jest planowanych, ale kolejny przeczytam na pewno. Jak dalej - to się zobaczy :)

      Usuń
  2. Opis fabuły brzmi bardzo ciekawie. Na pewno się skusze, ale poczekam najpierw na kolejne tomy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, gdybym wiedziała, że to seria i to dopiero "pisząca się", to pewnie też bym poczekała :D Najbardziej lubię od razu mieć dostęp do całości historii, jak już mnie wciągnie ;)

      Usuń
  3. Pomysł faktycznie ciekawy, ale moje dotychczasowe spotkania z młodzieżową dystopią należą do naprawdę kiepskich i no... raczej nie mam na nią większej ochoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj przynajmniej świat wyróżnia się na plus - to tak w temacie młodzieżowych dystopii :)

      Usuń
  4. ze względu na tę narrację poczekam na ocenę kolejnych tomów, jak już się pojawią i wtedy jeśli już, to przeczytam jedną po drugiej. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę, sama już nie wiem, czy sięgać po tę powieść. Może jak będę miała nieco luzów w książkowych planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba najlepiej samemu wyrobić sobie ocenę, bo jednak każdy odbiera książkę po swojemu :)

      Usuń
  6. Wow, masz rację, takie pomysłu na książkę jeszcze nie widziałam, aczkolwiek widzę trochę podobieństw do Niezgodnej. Mimo to z chęcią bym przeczytała i poznała ten dziwny świat :)

    kasikowykurz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezgodnej akurat w ogóle nie kojarzę, więc nie mogłam skojarzyć :) Świat naprawdę godny uwagi!

      Usuń
  7. Pomysł fajny, ale zastanawiam się nad jednym. Czy rzeczywiście da się sensownie pociągnąć ten pomysł na więcej niż jedną książkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Nie wiem. Obiektywnie, to w pierwszym tomie fabularnie wydarzyło się mało - to taki dobry wstęp do potencjalnego rozkręcenia akcji. Nie chciałam za bardzo spoilerować, ale gdzies w tle pojawił się klasyczny "ruch oporu" - jest opcja, że rozwinie się to klasycznie w walkę o wyzwolenie jednostki i obalenie systemu.

      Może być fajnie. Ale nie musi - jeśli nadal będą braki w akcji, to nie, na samym pomyśle więcej tomów się nie uciągnie.

      Usuń