piątek, 26 października 2018

Kaleidos - recenzja gry

Świetna oprawa wizualna, błyskawiczna rozgrywka (kontrolowana klepsydrą) i mechanika "na spostrzegawczość" to elementy, które stanowią przepis na udaną rozgrywkę w mojej grupie planszówkowej, ilekroć szukamy lżejszego tytułu. Nic więc dziwnego, że Kaleidos, czyli nowa gra od Trefla (Joker Line), błyskawicznie przykuł moją uwagę... 

Co w pudełku?


W (bardzo dużym, zaznaczmy) pudełku znajdziemy 20 wielkich, dwustronnych kart z obrazami, utrzymanymi w mocno surrealistycznych klimatach i świetnej, żywej kolorystyce. Poszczególne ilustracje przenoszą nas w kosmos, do dżungli czy na festyn, za każdym razem zasypując nas mnogością detali. Takich plansz z grafikami w grze jest dokładnie 10, każda występuje w czterech kopiach - po jednej dla każdego z graczy. Oprócz kolorowych plansz w pudełku znajdziemy też sztalugi, talię kart z literami alfabetu, notes i cztery ołówki. Oraz klepsydrę, która bez wątpienia szybko stanie się obiektem nienawiści każdego gracza. ;)



Jak to działa?


Każdy z graczy otrzymuje jedną sztalugę, kartkę papieru oraz ołówek. Następnie wszyscy gracze ustawiają na swoich sztalugach ten sam obrazek, wybierają z talii 1 kartę z literką i odwracają klepsydrę. Do momentu przesypania się piasku, gracze wypisują na swoich kartkach wszystkie obiekty na daną literę, jakie zdołają znaleźć na ilustracji. 




Dowolność jest spora, bo gra pozwala na stosowanie synonimów w dość elastyczny sposób, pozwala też używać nazw własnych czy marek - wszystko, czego nie zakwestionują współgracze w czasie punktowania, jest dozwolone. Nie oznacza to jednak, że jest łatwo: wręcz przeciwnie, chyba każda osoba grająca w Kaleidos doświadczyła choć raz totalnej pustki w głowie i stwierdziła, że "tu nie ma nic na K", podczas gdy współgracze kończyli już zapisywać stronę... Ot, spore wyzwanie dla spostrzegawczości, ale też kreatywności i kombinowania uczestników.




Po przesypaniu się piasku w klepsydrze każdy odczytuje zapisane słowa. Każdy wyraz, który nie powtórzył się u innych, przyniesie graczowi 3 punkty; te hasła, na które wpadło więcej graczy, dają po 1 punkcie. Cała zabawa trwa 10 rund, czyli dziesięć razy powinniśmy dobrać nową planszę obrazu i literę alfabetu.

Wrażenia


Doceniam sporą elastyczność zasad tej gry. Instrukcja każe zagrać 10 rund? Możesz ją skrócić do np. 5 albo wydłużyć do 15 i nikt nie zauważy, że coś jest nie tak. Masz "pod ręką" 5, 6, 7 gracza? Nie ma problemu, kilka osób może patrzeć na tę samą sztalugę z obrazem (w końcu wszyscy mamy te same ilustracje), potrzebujesz tylko kolejnego ołówka czy długopisu. Przy grze z dzieckiem minuta to za mało? Umówcie się na odwracanie klepsydry kilkakrotnie. Uwielbiam gry, które pozwalają na taką swobodę, nie tracąc nic ze swojej mechaniki i nie pozbawiając graczy satysfakcji!




Choć plansz jest na pierwszy rzut oka niedużo, to jednak liczba możliwych kombinacji z kolejnymi literami alfabetu jest już naprawdę spora: w końcu za każdym razem szukamy na obrazkach czegoś innego. Nie oczekujcie też, że po kilku grach będzie dużo łatwiej - owszem, nabywa się nawyku kombinowania w nazewnictwie, ale nadal trzeba będzie nieźle się naszukać w galimatiasie ilustracji. Regrywalność, jaką oferuje Kaleidos, jest więc ogromna.




Podsumowując...


Pamiętacie Sherlooka? Tam też niby wszystko było jasne na kartach, a w praktyce znalezienie szczegółów stanowiło niemałe wyzwanie. Nie inaczej jest z Kaleidosem: na planszach niby jest strasznie dużo "wszystkiego", a w praktyce nie ma "nic", czego potrzebujemy. Oczopląs to zjawisko standardowe przy zabawie, podobnie jak spore emocje, gdy widzimy, że piasek nieubłaganie zapełnia dolną komorę klepsydry. Potem mnóstwo zabawy jest też przy sprawdzaniu odpowiedzi, gdy okazuje się, jakie oczywistości zauważyli współgracze (zwykle w myśl zasady - najtrudniej jest zauważyć największe elementy na obrazku). Satysfakcja i spore emocje gwarantowane.




Dodam też, że dla Kaleidosa widzę jeszcze jedno zastosowanie i to właśnie ono przykuło moją uwagę do tego tytułu, gdy po raz pierwszy trafiłam na opis gry. To wprost genialne narzędzie do nauki języka obcego. Zasady pozostają bez zmian, tylko oczywiście szukamy słów po angielsku / niemiecku / w dowolnym innym języku. Pamiętam, że taka metoda bardzo aktywizowała zasoby słownictwa u mnie, gdy byłam dzieckiem, działała też u moich uczniów, gdy bawiłam się jeszcze nauczaniem. Tu mamy gotowe narzędzie, i to bardzo atrakcyjne wizualnie. Z tego względu gorąco polecam ten tytuł osobom wychowującym dzieci dwujęzyczne oraz nauczycielom.




Plusy:
+ niesamowite grafiki;
+ zabawa rozwijająca językowo;
+ duże emocje w związku z presją czasu;
+ bardzo duża elastyczność zasad.

Minusy:
- szkoda, że nie przewidziano plansz dla większej liczby graczy (ale zagrać w większym gronie da się i tak).



Tytuł: Kaleidos 
Autor: Spartaco Albertarelli, Marianna Fulvi, Elena Prette. Angelo Zucca 
Ilustracje: Marianna Fulvi, Kenji Paolo, Elena Prette 
Wydawnictwo: Trefl Joker Line 
Czas gry: 10-15 minut 
Liczba graczy: 2-4 (w praktyce do partii może usiąść znacznie więcej osób)




Za egzemplarz recenzencki 
dziękuję wydawnictwu:
 Trefl. Joker Line

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz