poniedziałek, 22 października 2018

Jutro należy do kotów - Bernard Werber


Fani kotów mają to do siebie, że mają wbudowane czujniki tematyki okołokociej. Sprawiają one, że widzimy koty z wielkich odległości i z wyprzedzeniem odnotowujemy premiery wszelkich publikacji, filmów, książek i czego tam jeszcze, co chociaż w przybliżeniu kotów dotyczy. Cóż, nie jestem wyjątkiem, nie będę zaprzeczać. Nie mogłam przejść obojętnie obok czegoś, co ma tytuł Jutro należy do kotów. Prawda? 

Bastet, biało-czarna kotka, mieszka ze swoją służącą w centrum Paryża, rozrywanego przez terroryzm, wojnę domową i zadżumione szczury. Bastet jest też narratorką, opisującą rzeczywistość z cudownie kociej perspektywy samozachwytu i wiary we własną wyższość nad innymi gatunkami. Nagle na jej drodze staje Pitagoras - kot syjamski, z wmontowaną w głowę fioletową klapką, kryjącą gniazdo usb. Kocur łączy się dzięki temu z internetem, gromadząc wiedzę o świecie ludzi i dzieląc się z nią ze swoją kocią padawanką... która ma pomóc mu zaprowadzić nowy ład na świecie po tym, jak już ludzkość zniszczy sama siebie. 

Pomysł początkowo mnie zaintrygował, nie miałam nawet wiele do zarzucenia samemu stylowi autora. Niestety, w krótkim czasie książka ewoluowała w dziwnym kierunku. Czułam się, jakbym czytała albo książkę popularnonaukową (bo autor streszczał historię kotów, skupiając się głównie na roli kota w starożytnym Egipcie - oryginalne, nieprawdaż?), albo, co gorsza, traktat filozoficzny. W pewnym momencie miałam wrażenie, że książka składa się wyłącznie z dialogów Bastet i Pitagorasa, z każdą stroną wspinających się na coraz wyższe poziomy abstrakcji. Akcja ginęła gdzieś między nimi. 

Nie zdziwił mnie kot z usb w głowie, ale filozofujący kot z usb w głowie już tak, spytacie? Ano tak, bo o ile sam fenomen Pitagorasa mogę złożyć na karb literatury s-f (był to wątek całkiem fajnie poprowadzony, dodajmy), o tyle na filozofię, szczególnie taką... domorosłą, mam bardzo ograniczoną tolerancję. Gdy do tego Bastet zaczęła przejawiać jakieś moce telepatyczne, niemalże spasowałam. Puenta okazała się dość satysfakcjonująca, ale cała druga połowa powieści to była męczarnia - ze względu tak na treść, jak i formę. Zupełnie nie tego się spodziewałam.

Na dodatek Jutro należy do kotów to książka bardzo, bardzo niebezpieczna społecznie - i to właśnie dla kotów. Autor radośnie propaguje niekontrolowane rozmnażanie tych zwierząt i opowiada się przeciw kastracji, co gorsza uzasadniając to potrzebą kociej miłości i, uwaga, wolnego seksu. Wykazuje się przy tym przerażającą ignorancją w temacie. Bo nie, panie Werber, koty nie czerpią przyjemności z seksu. Nie, koty nie uprawiają seksu, nie mając na celu prokreacji. Nie, koty nie patrzą tęsknie na swoje jajka w słoiku (sic!!!), które właściciel przynosi do domu po kastracji pupila (?!). Kastracja to nie jest krwawa rzeźnia, po której kocur wraca do domu "z całą obandażowaną miednicą" (autorowi polecam dowiedzieć się, gdzie kot u diabła te nieszczęsne "jajka" ma i zobaczyć jakiegokolwiek kota po zabiegu - nie zakłada się im nawet szwów). Licentia poetica i udramatyzowanie na potrzeby narracji? Być może, ale autor leje tym samym wodę na młyn osób, które takim postępowaniem przyczyniają się do dramatycznej sytuacji w schroniskach i fundacjach oraz, w perspektywie, do setek, jeśli nie tysięcy kociąt umierających co roku w piwnicach i na ulicach. Takie coś powinno być piętnowane. A na pewno nie powinno mieć miejsca w literaturze, zwłaszcza skrywającej się pod płaszczykiem literatury "kociej"!

Powiem wprost: to druga najgorsza książka, jaką czytałam w tym roku. To filozoficzno-historyczna, szkodliwa społecznie książka fantastyczna o kotach w realiach post-apo. O ile zestawienie "koty", "fantastyka" i "postapo" brzmi może całkiem intrygująco, o tyle pierwsza część zdania przekreśla dla mnie tę pozycję całkowicie. Jeśli jednak pogrubione zdanie brzmi dla Was sensownie - jak coś, co moglibyście przeczytać z przyjemnością - to istnieje spora szansa, że Jutro należy do kotów przypadnie Wam do gustu. Jednak jeśli którykolwiek z tych elementów sprawia, że zapala Wam się lampka ostrzegawcza, to... no cóż, gdzieś czeka na Was dużo lepszych książek. Proponuję ich poszukać.



Tytuł: Jutro należy do kotów 
Autor: Bernard Werber 
Wydawnictwo: Sonia Draga 
Liczba stron: 280





Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne nowości na stronie księgarni :)

6 komentarzy:

  1. W takim razie nawet się nie zabieram za czytanie tej książki... nie będę czytać czegoś, aby potem się denerwować...

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że tak bardzo przejechałaś się na tej książce. Choć jestem kociarą, to z żalem odpuszczam sobie tę lekturę. Wolę nie marnować czasu.

    Pozdrawiam,
    Książkowa Przystań

    OdpowiedzUsuń
  3. A zapowiadała się tak fajnie... Zwłaszcza, że nie czytałam nigdy czegoś takiego, ale chyba sobie odpuszczę...

    Byłam kiedyś świadkiem kociej kastracji w trakcie praktyk i jest to chyba najmniej krwawy zabieg, jaki można sobie wyobrazić.
    Kasikowykurz

    OdpowiedzUsuń
  4. Całkowicie rozumiem, co czujesz... mam kota (a nawet koty) i staram się angażować na bieżąco w działalność fundacji, nim zachorowała moja kotka byłam domem tymczasowym. Wielu ludzi ma całkiem na poważnie takie poglądy, o jakich tu piszesz - utwierdzanie ich w prawdziwości takich bzdurnych wierzeń powinno być zakazane normalnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajnie napisane. Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajnie napisane. Jestem pod wrażeniem i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń